Katarzyna STAŃKO: Koniec brzydkiej kampanii wyborczej. Francję czeka impas

Koniec brzydkiej kampanii wyborczej. Francję czeka impas

Photo of Katarzyna STAŃKO

Katarzyna STAŃKO

Dziennikarka „Wszystko co Najważniejsze". Mieszka we Francji. Była korespondentka PAP w Paryżu. Absolwentka Polonistyki, Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz studiów podyplomowych w SGH Stypendystka DAAD na Uniwersytecie im. J.W. Goethego we Frankfurcie nad Menem. Z urodzenia - wiedenka, zawodowo-paryżanka, z miłości – warszawianka.

zobacz inne teksty Autorki

Najnowsze sondaże pokazują, że obóz prezydencki działał skutecznie między pierwszą a drugą turą wyborów parlamentarnych. Negocjacje z lewicą i ekologami dotyczące stworzenia bariery przeciwko Zjednoczeniu Narodowemu (ZN), tzw. Frontu Republikańskiego, mogą przynieść pożądany rezultat, o ile Francuzi, zwłaszcza prowincja, posłuchają swoich polityków. Francję czekają jednak najprawdopodobniej słabe rządy do wyborów prezydenckich w 2027 r., o ile prezydent Emmanuel Macron nie zdecyduje się na złożenie urzędu – pisze Katarzyna STAŃKO

Czy skrajna prawica przejmie władzę w kraju?

.Marine Le Pen zapewne wygra drugą turę 7 lipca, ale nie będzie miała większości absolutnej, tj. minimum 289 deputowanych, aby samodzielnie utworzyć rząd. Ostatni sondaż Opinionway wskazuje, że ZN może liczyć na 205-230 mandatów, co jest sukcesem w porównaniu z obecnym stanem szabel w niższej izbie parlamentu – 89. Jednak zbyt mało, aby przejąć władzę w kraju.

Koalicja Lewicy według badania otrzyma 150-180 mandatów, czyli zwiększy swój stan posiadania od 19 do 31 miejsc w niższej izbie liczącej 577 deputowanych.

Obóz prezydencki zaś może liczyć na poparcie pozwalające na uzyskanie od 125 do 155 mandatów, co jest mimo wszystko sukcesem, ponieważ tuż po pierwszej turze prognozowano, że otrzymają maksymalnie 80 miejsc. Macroniści zmniejszą jednak znacząco swój stan posiadania, ponieważ przed rozwiązaniem parlamentu 9 czerwca dysponowali 245 deputowanymi!

Znajdujący się obecnie w koalicji ze skrajną prawicą Republikanie mogą liczyć na 38-50 mandatów według sondaży (które bardzo dobrze przewidziały wyniki 1. tury), co oznacza stratę w porównaniu z 61 deputowanymi, którzy zasiadali z Zgromadzeniu Narodowym jeszcze przed 9 czerwca.

Kampania wyborcza, choć krótka, była bardzo brzydka. Doszło do 51 aktów fizycznej agresji przeciwko kandydatom lub ich zwolennikom. Słowne zniewagi i wulgarne odzywki są na porządku dziennym.

.W podparyskim Meudon zmasakrowano twarz starszemu mężczyźnie, który rozwieszał plakaty macronistów „Razem!”. Hulajnogą zaatakowało rzeczniczkę prasową obozu prezydenckiego. Regularnie atakowani byli Żydzi. Do ataku doszło m.in. na 88-letnią babcię posłanki izraelskiego Knesetu – Sharren Haskel, która została nazwana „parszywą Żydówką”. Izraelska polityk uważa, że „antysemicki akt, którego ofiarą padła jej babcia, został zatuszowany, aby uniknąć wzmocnienia ZN w momencie wyborów i zagrać na korzyść obecnego rządu, który obecnie sprzymierza się z najgorszymi antysemitami LFI. Trzeba przerwać milczenie na temat tych antysemickich aktów”.

Dziennik „Le Figaro” opublikował w piątek przed decydującą drugą turą wezwanie konserwatywnych i żydowskich intelektualistów, apelujących o postawienie bariery skrajnej lewicy we Francji na wzór Frontu Republikańskiego, blokującego skrajną prawicę na drodze do władzy.

.Z kolei na lewicującym „Marianne” blisko stu adwokatów, głównie z Paryża i Caen, podpisało się pod listem w sprawie Zjednoczenia Narodowego. „Wobec zagrożenia, jakie dla naszych instytucji stanowi ZN i jego sojusznicy (…), złóżmy obietnicę, że będziemy bronić prawa, naszej konstytucji i Europejskiej konwencji praw człowieka” – głosi apel prawników.

Napięcie rośnie również na ulicach francuskich miast. Od kilku dni skrajnie lewicowe bojówki Antify zapowiadają demonstracje przed Zgromadzeniem Narodowym w dniu 2. tury wyborów, niezależnie od ich wyniku. „To ich atak na Kapitol. Tego właśnie chce skrajna lewica: przemocy wszędzie, przez cały czas, w debacie, w Zgromadzeniu, na ulicy” – skomentowała te zapowiedzi bojówek Marine Le Pen.

Szef MSW zapowiedział, że na dzień wyborów zmobilizowanych już zostało ok. 30 tys. policjantów i żandarmów, w tym 5 tys. w samym Paryżu.

Czy Francuzi wciąż popierają Front Republikański?

.Pytaniem zasadniczym jest, czy Francuzi podążą za ustaleniami polityków, którzy wycofując się z kandydowania w swoich okręgach, zdecydowali się wzmocnić swoich oponentów przeciwko kandydatom skrajnej prawicy.

„Nadal jest sporo niepewności, te wybory są skomplikowane dla ankieterów” – uważa dyrektor Ifop Jérôme Fourquet. Wyniki będą w dużej mierze zależeć od skuteczności słynnego Frontu Republikańskiego, do którego lewica i centrum nawołują przeciwko skrajnej prawicy. „Perspektywa prawdziwego zwycięstwa ZN niepokoi wielu lewicowych wyborców” – zauważa Fourquet.

W wyborach prezydenckich w 2017 roku Front Republikański zadziałał, wynosząc na stanowisko prezydenta Emmanuela Macrona, niezbyt znanego wówczas polityka. Większość prezydencka wygrała 92 ze 100 pojedynków w okręgach wyborczych, które miały doprowadzić do zablokowania partii Le Pen. W 2022 r. Front Republikański był już mniej skuteczny, a ZN wygrało w 54 ze 108 okręgów wyborczych, w których zmierzyło się z kandydatami macronistów. Miejsce kluczowe zajmowała wówczas w mediach wojna w Ukrainie, praktycznie nie było kampanii wyborczej. Jak będzie w roku 2024, dowiemy się już 7 lipca po ogłoszeniu wieczornych exit polls.

Do pójścia za Frontem Republikańskim nawołują gwiazdy francuskiego rapu, z założenia antysystemowe i proimigranckie, oraz gwiazdy piłki nożnej. Gwiazdy rapu w swoich utworach polityków prawicy wyzywają, używając najbardziej wulgarnych zwrotów. Marine Tondelier, przewodnicząca Zielonych, usprawiedliwia jednak taką kampanię i teledyski rapu przeciwko ZN, zawierające przecież również treści przemocy wobec kobiet: „Przemoc jest częścią kultury rapu, zwłaszcza przeciwko kobietom. Tak to jest, to są tylko artyści” – kwituje Tondelier, jednak z kandydatek lewicy na stanowisko premiera w ewentualnym kohabitacyjnym rządzie po wyborach.

Z kolei kapitan piłkarskiej reprezentacji Francji Kylian Mbappé Lottin namawia do pójścia do urn: „Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej głosowanie jest konieczne. To jest naprawdę konieczność. Nie możemy oddać władzy w ręce tych ludzi, to jest naprawdę ważne. Widzieliśmy wyniki – są katastrofalne” – powiedział Mbappé na konferencji prasowej dzień przed ćwierćfinałowym meczem Francji z Portugalią w ramach Euro 2024. Już przed pierwszą turą wyborów gwiazdor Realu Madryt zaapelował, aby zablokować partie ekstremistyczne. Piłkarze Marcus Thuram i Jules Koundé apelowali, aby zagłosować przeciw Zjednoczeniu Narodowemu.

Po wyborach możliwy impas polityczny ze wskazaniem na lewo

.Macroniści w minionym tygodniu dogadywali się z umiarkowaną lewicą, ekologami, centrystami. Niewykluczone, że elektorat prawicowy poczuje się zdradzony i sfrustrowany politycznymi układankami Frontu Republikańskiego, kiedy to dochodziło do kuriozalnych sytuacji w części okręgów wyborczych, jak wybór między kandydatką Komunistycznej Partii Francji, która proponowała opodatkować maksymalnie bogatych, opodatkować klasę średnią, redystrybuować dobra dla biednych, czy kandydatem bliskim islamskiemu radykalizmowi.

Premier Gabriel Attal mówił o możliwości współpracy różnych grup politycznych w przyszłym parlamencie i wymienił prawicę, lewicę i centrum. Attal nie wspomniał o koalicji, lecz o współpracy nad konkretnymi projektami. Z kolei szef centrowej partii MoDem (wspierającej Macrona) François Bayrou wezwał „demokratów” i „republikanów”, by „usiedli przy jednym stole”.

Wygwizdany na ulicach Paryża Attal odpowiedział milczeniem na pytania dziennikarzy, czy byłby przeciw współpracy z politykami partii Zielonych: Sandrine Rousseau i Marine Tondelier z Nowego Frontu Ludowego (NFP).

Centryści wykluczają skrajnie lewicową Francję Nieujarzmioną (LFI) z rządów, choć nadaje ona ton Nowemu Frontowi Ludowemu. Sam Macron publicznie głosił dotąd tezę, że LFI stanowi takie samo zagrożenie jak skrajna prawica. Media wyciągają jednak zdjęcia z przeszłości Macrona i Mélenchona debatujących wspólnie. Sam prezydent Macron wydaje się wielu Francuzom mało wiarygodny, skoro kilka miesięcy temu zapowiadał, że nie rozwiąże parlamentu, a dokonał tego w przeddzień igrzysk olimpijskich w Paryżu. W samej LFI koordynator partii Manuel Bompard zapowiadał, że ugrupowanie to będzie rządzić tylko po to, by realizować swój program.

Z kolei jeden z polityków Republikanów Xavier Bertrand apelował o „rząd zrywu narodowego” bądź „prowizoryczny” gabinet, być może rząd techniczny.

Były socjalistyczny prezydent François Hollande uważa, że „lewica powinna być rozwiązaniem, a nie tylko zaporą” dla skrajnej prawicy. Hollande zatem opowiada się za koalicją o lewicowym charakterze i kohabitacją.

Jednak nawet jeśli obóz Macrona zablokuje skrajną prawicę, i tak nie może liczyć na spokój w kraju, ponieważ bardzo trudno będzie mu rządzić z bardzo słabym rządem, który nie będzie miał większości w parlamencie i dodatkowo będzie niejednolity. To będzie rząd bez jedności w kwestiach fundamentalnych: budżetu, wydatków publicznych, polityki społecznej, a nawet imigracji. Macroniści, którzy są liberałami, centryści, którzy są liberałami, ale także czasami konserwatystami, nie mają wspólnej bazy światopoglądowej z lewicą, a tym bardziej ze skrajną LFI Mélenchona, który na trzy dni przed 2. turą rozpoczął debatę o potrzebie dymisji prezydenta Macrona, który – zdaniem lidera skrajnej lewicy – nie posiada ani legitymizacji, ani kompetencji.

Sytuacja ekonomiczna, pogorszona przez kryzys, inflację, ubożenie społeczeństwa, zaostrza napięcia polityczne. Tym bardziej że ZN zwyciężyło w 1. turze w 93 proc. gmin, głównie w małych miasteczkach i wsiach. Duże metropolie i przedmieścia, jak przedmieścia paryskie, pozostają wyjątkiem, choć większość Île-de-France jest w kolorze czerwonym, tzn. głosuje na lewicę i macronistów.

Poza Paryżem, w regionach, gdzie poziom życia jest znacznie niższy niż w stolicy, gniew społeczny jest widoczny, chociaż nie manifestuje się tak agresywnie jak antysemityzm. Zdaniem historyka Pierre’a Vermerena „we Francji trwa obecnie rodzaj cichej nocy kryształowej. Ataki na Żydów są codziennością, są gwałty, są pobicia, są morderstwa, niedawno spaliła się synagoga. Jest to niewiarygodne. I oznacza to jeszcze jeden czynnik dodatkowej przemocy. Część Żydów opuszcza kraj, opuszcza Francję lub zastanawia się, czy zostać”.

Czy Francję czeka wojna domowa?

.Nie jest wykluczone, że ZN znajdzie się w niedzielę w Zgromadzeniu Narodowym w mniejszości mimo przytłaczającej wygranej w 1. turze wyborów. To charakteryzuje francuski system wyborczy tzw. JOW-ów i stanowi dowód na to, że w wyborach składających się z dwóch rund, jeśli nie ma się sojuszników, to niezależnie od poparcia bardzo trudno jest wygrać. Na pytanie, czy powinniśmy bać się wojny domowej, Fourquet odpowiada: „Myślę, że na szczęście jeszcze nie osiągnęliśmy tego etapu, nawet jeśli w powietrzu wisi napięcie”. Badacz jednak porównuje sytuację we Francji kontynentalnej z francuskim terytorium zamorskim – Nową Kaledonią, „gdzie istnieją dwa wyraźnie zwalczające się obozy separatystów i centrystów, jest tam w użyciu broń, działają bojówki samoobrony, które organizują się, aby bronić dzielnic. To sytuacja przypominająca wojnę domową, tysiąc mil od tego, co ma miejsce dzisiaj we Francji kontynentalnej”.

Katarzyna Stańko

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 lipca 2024
Fot. Benoit Tessier / Reuters / Forum