Krzysztof POPŁAWSKI OP: "Adwentowa ciemność"

TSF Jazz Radio

Adwentowa ciemność

Krzysztof POPŁAWSKI OP

Dominikanin, był duszpasterzem młodzieży w Krakowie, dominikańskim duszpasterzem powołań w Poznaniu, przeorem i proboszczem dominikańskiej parafii w Gdańsku, a przez kilka lat przebywał na Tajwanie i w Chinach; w latach 2006 - 2014 był prowincjałem zakonu dominikanów w Polsce. Obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Środkowej i Wschodniej. Mieszka w Rzymie.

Może lękam się Jego przyjścia, bo boję się, że zabierze mi to, co mam teraz – choćby cząstkowe, śladowe, niepewne – i wtedy dopiero może się okazać, jak bardzo jestem samotny?

.Wszystko wokoło zaczyna już świecić jak bożonarodzeniowa choinka. Wystawy sklepowe próbują namówić nas do wczesnego zakupu prezentów, zaczynamy spotykać Mikołajów na ulicach i coraz częściej widujemy napisy – nie wiedzieć czemu w języku angielskim – „Merry Christmas”. Życie nabiera przedświątecznego przyspieszenia. Mimo tego wszystkiego nie mogę oprzeć się wrażeniu, które najpełniej wyraża tytuł jednego z rozdziałów Podróży z Herodotem Ryszarda Kapuścińskiego, iż „stoimy w ciemności otoczeni światłem”.

W liturgii adwentu natomiast czytamy tęskne teksty Izajasza i odprawiamy roraty jako wyraz  czuwania i oczekiwania na mającego narodzić się Boga-Człowieka. Dla dzieci w kościołach budujemy schodki, po których figurki Józefa i brzemiennej Maryi na osiołku każdego dnia wspinają się o stopień wyżej, w kierunku żłóbka w Betlejem. Właściwie nic zaskakującego: co roku udaje się im tam dotrzeć.

Tymczasem w tym nadmiarze sztucznego przedświątecznego światła i pobożnej frazeologii o czuwaniu i oczekiwaniu możemy zagubić rzeczywistość modlitewnej walki w Ciemności i z ciemnościami w nas i wokół nas. I właśnie „Ciemność” (pisana z dużej litery) i „walka” stają się rzeczywistościami oczekiwania i dojrzałego wołania „Przyjdź” do Boga Żywego.

Ciemności kryją serce

.Nie pamiętam dokładnie książki Jerzego Andrzejewskiego Ciemności kryją ziemię. Tytuł przypomniał mi się podczas porannej modlitwy, kiedy zacząłem się zastanawiać nad rodzajem ciemności, które okrywają serce.

Na początku ważne rozróżnienie: jest Ciemność Boga, która okrywa serce, i są ciemności grzechu, które je okrywają. Zmiana liczby z pojedynczej na mnogą jest celowa. Bóg jest Ciemnością, grzechy są ciemnościami. Jest Ciemność pokoju i są ciemności niepokoju, hałasu i brzydkich zapachów. Podobno Filip Nereusz, znany z poczucia humoru i bezceremonialności, obwąchiwał czasem swoich znajomych i mówił im, że śmierdzą grzechem.

W Bożej Ciemności nie ma niepokoju. Czasem jest pustka, ale pustka pokoju. Można wyobrazić to sobie – używając słowa „pokój” w innym znaczeniu – że siedzimy w pustym, cichym i ciemnym pokoju. Siedzimy i czekamy, tęsknimy, ale się nie niepokoimy, jesteśmy cierpliwi. To sytuacja Jana od Krzyża, którego bracia uwięzili w ciemnej komórce, dając mu dużo czasu do oswojenia się z Ciemnością i zwalczenia ciemności. Dali mu – nieświadomie – możliwość odkrycia drogi na Górę Karmel, której znaczna część przebiega w Ciemności. Ta Ciemność pokoju może być pełna zaangażowania i świadectwa. To dla odmiany sytuacja Matki Teresy z Kalkuty, z której listów dowiedzieliśmy się, że całe życie towarzyszyła jej Ciemność i doświadczenie nieobecność Boga: „We mnie ciemność w pełnym blasku” (Matka Teresa). W Matce Teresie szczególnie to widać, że ci, którym towarzyszy Ciemność Boga postrzegani są, jakby byli pełni światła i sami stają się światłem dla innych. Ta Ciemność tylko chwilami jest rozpraszana snopem światła łaski czy łzą wzruszenia, które utwierdzają w obranym kierunku. Ale właśnie ta chwila umacnia naszą wiarę i pewność obranej drogi. Potem znów Ciemność zasnuwa drogę.

.Ciemności grzechu są wielorakie: głośne, hałaśliwe, pełne niepokoju, a nawet złych zapachów. Ciemności grzechu zaburzają widzenie rzeczywistości, a zwłaszcza widzenie dobra i zła. Niestety ciemności grzechu okrywają serce znacznie częściej niż Ciemność Boga. Człowiek samolubny i samodecydujący szybko pozbywa się Boga na ścieżkach życia, bo wydaje mu się, że Bóg albo nie rozumie go, albo i tak się zgodzi na jego pokrętne wybory. Tymczasem ciemności prowadzą nas na bezdroża – gubimy właściwe ścieżki, tracimy kochanych ludzi i samych siebie. Zaczynamy traktować ciemności grzechu prawie jak światło. Zresztą – jak pisze Miłosz w Traktacie teologicznym – Luciferos to nosiciel ciemnego światła. Oczy przyzwyczajają się do ciemności i pozwalają rozróżnić kontury rzeczy. Znajdujemy usprawiedliwienie dla naszych grzechów.

To przyzwyczajenie do ciemności grzechów trudno zwalczyć, widzi się bowiem coraz mniej i coraz słabiej. A przecież tylko Ciemność Boga może być drogą i być może Rahner się mylił w Możliwości wiary dzisiaj, kiedy pisał: „Prawdziwym argumentem przeciw chrześcijaństwu staje się doświadczenie życia – to, że jest ono doświadczeniem ciemności”. Ta ciemność może być Ciemnością Boga, który nie próbuje nas mamić i czarować. Bóg „prowadzi mnie po właściwych ścieżkach (…) chociażbym chodził ciemną doliną” (Ps 23,3–4). Ciemność Boga, obecna w codzienności życia, rozpoznawalna jest poprzez odpowiedź wiary będącej – jak o tym pisał Jan od Krzyża – „uzdolnieniem duszy pewnym i ciemnym”.

.Wobec Ciemności Boga i ciemności grzechu odpowiedzią jest wierna walka, która zaczyna się od modlitwy.

Militaria i modlitwa

.Hiob mówi prosto i konkretnie: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7,1). Na razie pozostańmy na poziomie modlitwy i spójrzmy na nią przez pryzmat militariów, do czego zachęcają słowa Jeana Corbona: „Na modlitwę idzie się tak, jak na wojnę”. Gdzieś przed oczami migają mi wojskowe książki mojego taty, pułkownika. Nie przywiązywałem do nich specjalnej wagi, bo też nigdy nie pomyślałem, że mogą mi się przydać. Pobieżny choćby rzut oka na sztukę wojenną ukazuje wielkie bogactwo tradycji wojennej i militarnych gadżetów. W tej dziedzinie ludzie byli i są niezwykle twórczy i pomysłowi. Z drugiej strony, jeśli chodzi o użycie broni, decydujące znaczenie mają ręce. Jeśli się na nich skupić, można zauważyć, że prawdopodobnie zaczęło się od walki wręcz wspomaganej użyciem kija bądź kamienia. Ten drugi atrybut powodował, że wydłużył się kontakt wzrokowy między zainteresowanymi. Ten kontakt wzrokowy był niezwykle ważny również wtedy, kiedy wytwarzano pierwsze łuki, strzelby, pistolety i karabiny. Stracił na znaczeniu, kiedy do unicestwienia całej Ziemi wystarczy jeden kolorowy guziczek.

Ręce odgrywają również niebagatelną rolę podczas modlitwy. Są ogromnie ważne w wojnie, która się rozpoczyna wraz z pragnieniem modlitwy. Może zacząć się od prostej walki wręcz, kiedy wszelkimi sposobami bronimy się, by nie chwycić klamki od drzwi kościoła. Etap bardziej pobożny to trzymanie się ławki czy klęcznika, by nie uciec już na początku modlitwy. Ręce mogą być złożone, splecione, przełożone, zahaczone o małe palce, uniesione, ułożone na piersi, rozrzucone na kolanach – całe bogactwo gestów wyrażających różne stany modlitwy. Ręce mogą trzymać Pismo Święto jak kilof, by celnie mierzyć w skamielinę serca. Różaniec trzymany w dłoniach pozwala splatać myśli i powracać na utarte ścieżki wytartych kuleczek podtrzymujących wołanie: „Zdrowaś Maryjo” i „Ojcze nasz”. „Błogosławiony Pan – Opoka moja, On moje ręce zaprawia do walki, moje palce do wojny” (Ps 144,1).

Modlitwy szerokie i głębokie za świat bliski i daleki, za ludzi znanych i nieznanych mogą przenosić nas poza jakiekolwiek granice. Zresztą dla modlitwy nie ma granic. Nie ma też granic dla pomysłowości w naszym poszukiwaniu modlitwy, która staje się orężem podczas walki.

Niemniej niezwykle ważną cechą takiej modlitwy jest prostota. Idąc na wojnę, nie bierzemy ze sobą tylko tego, co naprawdę konieczne. Taką prostą modlitwą obecną od początku w Kościele było wołanie: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20), zwłaszcza w jego aramejskiej formie: „Maranatha”.

„Przyjdź”

.Jeśli rzeczywiście podejmiemy walkę w Ciemności i z ciemnością, to wtedy słowo „przyjdź”, tak często pojawiające się w adwencie, przestanie być powtarzaną bezmyślnie mantrą, ale pełnym pragnienia wezwaniem, które – mamy nadzieję – się spełni. To powtarzanie umieszcza nas w „ciemnym wnętrzu miłości” (M.P. Markowski)

Tyle że takie wzywanie jest bardzo trudne. „Prosić o przyjście, to wierzyć w uobecnienie nieobecnego, które jest szansą dla mnie i dla mojej samotności” (M.P. Markowski). Czy naprawdę chcę, żeby przyszedł, stał się obecny Nieobecny, będący szansą dla mnie i dla mojej samotności? A może lękam się Jego przyjścia, bo boję się, że zabierze mi to, co mam teraz – choćby cząstkowe, śladowe, niepewne – i wtedy dopiero może się okazać, jak bardzo jestem samotny?

A zarazem pojawia się niespodziewanie – podczas spotkania, liturgii, w pustej kaplicy – wzruszenie napływające łzami i pragnieniem bycia zagarniętym przez Kogoś większego, pragnienie, które może się streścić w jednym słowie: „przyjdź”. I można się usprawiedliwiać, że mnie nie chce, albo realnie patrząc, że ja nie chcę (nie daję szansy), by zostać zagarniętym. Ale czy naprawdę On nie może pokonać mojej oporu, który jest zwykłą słabością? Mój opór jest silny moją słabością. I czy ta słabość nie mogłaby być źródłem udoskonalenia mocy, „moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9)? Wołam „przyjdź” do Boga, wierząc, że pokona opór mojej słabości, nawet jeśli przyjdzie mi żyć w Jego Ciemności.

W takim pełnym pragnienia wołaniu odkrywamy niespodziewanie dwie prawdy naszej drogi wiary. Po pierwsze, że „Bóg (…) przychodzi w naszym oczekiwaniu na Niego” (ks. Józef Naumowicz). On już jest, tylko czasem nas nie ma tam, gdzie być powinniśmy. Jego przychodzenie kompletnie nas oślepia bądź nie potrafimy dojrzeć Go w towarzyszącej Mu Ciemności. Pozostaje wiara pewna i ciemna, że On już tu jest.

Zrzut ekranu 2015-12-03 (godz. 14.54.35)Po drugie, „bym mógł wierzyć, adwent musi być codziennie. Doprawdy, adwent musi być zawsze” (M.P. Markowski).

.Adwent jako walka w Ciemności i z ciemnościami, dzięki wierze, dokonuje się codziennie i staje się naszą drogą aż do czasu, kiedy „zabrzmi trąba” (1 Kor 15,52).

Krzysztof Popławski OP
Tekst pochodzi z wyd. 2011/12 miesięcznika „W drodze”. Polecamy! [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam