Geopolityka w świecie fundamentalnej nieprzewidywalności

Prof. Krzysztof SZCZERSKI

Szef Gabinetu Prezydenta RP. W latach 2007-2008 podsekretarz stanu w MSZ a następnie w UKIE. W latach 2011-2015 poseł na Sejm RP. W styczniu 2015 został przedstawicielem parlamentu w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Wyzwania związane z odrodzeniem geopolityki stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Aby im sprostać, musimy pozostać prawdziwą wspólnotą zbudowaną na fundamencie prawa i wspólnych wartości.


Tekst dostępny jedynie w wariancie PREMIUM. Aby założyć Konto PREMIUM - [TUTAJ]. Obecnie Konto PREMIUM jest kontem BEZPŁATNYM.

Jeśli posiadasz już konto PREMIUM, zaloguj się.

„Geopolityka i Europa” – trudno o bardziej odpowiedni moment, w którym moglibyśmy poruszyć ten szczególny problem. W ostatnich latach Stary Kontynent zmaga się z wyzwaniami geopolitycznymi, które stanowią poważne zagrożenie dla stabilności politycznej. Konflikty na Bliskim Wschodzie i na wschodniej Ukrainie, i będące ich następstwem napięcie w stosunkach z Rosją, stanowią główną przeszkodą na drodze do bezpieczeństwa i jedności wspólnoty europejskiej. Dotyczy to zwłaszcza państw Europy Środkowo-Wschodniej, jak Polska, bowiem, jak uczy historia, to właśnie ta część Starego Kontynentu zawsze płaci cenę za brak europejskiej i transatlantyckiej jedności. Unia Europejska i jej przywódcy stają zatem przed koniecznością zmierzenia się z tymi problemami. I nie jest przesadą twierdzenie, że przyszłość kontynentu zależeć będzie od strategicznych decyzji, jakie podejmą oni w ciągu najbliższych lat.

Ład międzynarodowy w XXI wieku

Chciałbym rozpocząć od krótkiej analizy natury ładu międzynarodowego, w którym żyjemy. W mojej ocenie rzeczywistość XXI wieku ukształtowały trzy wielkie wydarzenia.

Pierwszym z nich był rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku. Oznaczał on definitywny koniec dwubiegunowego porządku świata, zbudowanego wokół zjadliwej rywalizacji dwóch mocarstw i dwóch ideologii. Ale był to również triumf globalizacji. W tym czasie wielu uważało, że zachodni model życia politycznego, gospodarczego i społecznego stanowi standard, który wszystkie narody powinny przyjąć jako ostateczny model rozwoju. Francis Fukuyama ogłosił wręcz „koniec historii”. Świat przestały dzielić konkurencyjne ideologie.

Upadek komunizmu miał decydujący wpływ na rozwój Europy, zwłaszcza jej środkowej i wschodniej części. Z jednej strony otworzył on szeroki wachlarz możliwości dla byłych członków bloku wschodniego, ale także postawił przed nimi ogromne wyzwanie, ponieważ wkraczali w globalny świat z gorszej pozycji i pozbawieni istotnych instrumentów ekonomicznych. Z drugiej strony umożliwił on bardziej zrównoważony rozwój zachodniej części kontynentu. Zimna wojna wyizolowała bowiem obie strony kontynentu. W rezultacie i Wschód, i Zachód nie były w stanie podążać ścieżką optymalnego rozwoju. Upadek bloku wschodniego był więc istotną szansą dla całej Europy, która, mówiąc słowami Jana Pawła II, mogła znów „oddychać obydwoma płucami”.

Drugim wydarzeniem, które miało decydujący wpływ na współczesny porządek świata, był 11 września. W 2001 roku okazało się, że zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa może pochodzić nie tylko od tradycyjnych podmiotów stosunków międzynarodowych, ale w znacznie większym stopniu – od sieci terrorystycznych. 11 września ujawnił nowe i przerażające zagrożenie dla światowego porządku – czysto asymetryczny konflikt z nową formą terroryzmu międzynarodowego, który jest o wiele bardziej niebezpieczny i trudny do zwalczania, ponieważ wykorzystuje instrumenty globalnej sieci, a tym samym tworzy coś w rodzaju antysieci. „Wojna z terrorem” zainicjowana przez prezydenta George’a W. Busha, zwłaszcza kontrowersyjna decyzja o inwazji na Irak, doprowadziła do odnowienia podziału w obrębie wspólnoty europejskiej. Podziału na – jak określił go Donald Rumsfeld – starą i nową Europę. Pierwsza – reprezentowana przez Francję i Niemcy – otwarcie sprzeciwiała się wojnie w Iraku, podczas gdy druga – w tym Polska – postanowiła przyłączyć się do koalicji.

I wreszcie trzecim wydarzeniem, które ukształtowało stosunki międzynarodowe w XXI wieku, była wojna rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008 roku, choć ściśle biorąc, należałoby raczej mówić o rosyjskiej inwazji na Gruzję. Wydarzenie to jest zbyt często niedoceniane, i dopiero z upływem czasu jego wymowa staje oczywista: oznaczało ono powrót tradycyjnej geopolityki ze wszystkimi tego następstwami – w tym zwłaszcza dążenie do poszerzania własnej strefy wpływów wszelkimi niezbędnymi środkami. Zarówno konwencjonalnymi, takimi jak agresja i aneksja terytorialna, jak i niekonwencjonalnymi, jak powszechna propaganda, cyberatak i inne formy walki, które mieszczą się w kategorii wojny hybrydowej.

Musimy pamiętać, że ów powrót geopolityki miał miejsce w nowych warunkach. Otóż rolę poszczególnych podmiotów politycznych definiują nie tylko tradycyjne i konwencjonalne czynniki, takie jak zasoby militarne i polityczne, ale także inne czynniki, które są charakterystyczne dla naszych czasów. Do najistotniejszych z nich należą zasoby gospodarcze i wizerunek publiczny tudzież marka. Ilustruje to poniższy diagram.

slajd

Na diagramie widzimy cztery pola określane przez cztery zmienne, według których możemy ocenić potencjał strategiczny podmiotów politycznych we współczesnym świecie.

Mamy więc oś polityczną, która mierzy zdolność państwa (lub innego podmiotu) do kreowania faktów politycznych w sferze stosunków międzynarodowych, a więc zdolność kształtowania jego bliższego i dalszego otoczenia politycznego.

Druga oś obrazuje potencjał gospodarczy, tj. możliwość wywierania wpływu na globalną gospodarkę, którą determinują takie czynniki jak udział w światowym handlu, skala krajowej produkcji, ekspansja inwestycji, innowacje, udział w globalnym rynku finansowym i zasoby naturalne.

Trzecia oś reprezentuje wizerunek, tj. zdolność wywierania miękkiego wpływu i kształtowania przyjaznego środowiska społecznego.

I wreszcie mamy oś siły w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, czyli potencjał wojskowy i zdolność rozwiązywania problemów związanych z bezpieczeństwem według własnej strategii. Liczy się tu potencjał obronny i odstraszający podmiotu, zasoby wojskowe, stabilność środowiska geograficznego, sojusze i inne czynniki bezpieczeństwa w klasycznym znaczeniu.

Te cztery osie wyznaczają cztery strategiczne obszary.

Po pierwsze, mamy obszar geopolityczny, który mierzy potencjały polityczny i militarny w określonym obszarze geograficznym.

Po drugie, jest obszar geoekonomiczny, które łączy w sobie polityczny i ekonomiczny komponent władzy podmiotu. Perspektywa geoekonomiczna jest pochodną klasycznego paradygmatu stosunków międzynarodowych, ale jednocześnie ukazuje malejącą rolę tradycyjnie rozumianej władzy i systematycznie rosnące znaczenie potencjału gospodarczego.

Trzecia oś to obszar soft power, która łączy potencjał ekonomiczny z wizerunkiem.

I wreszcie kombinacja tradycyjnych instrumentów bezpieczeństwa i siły z pozytywnym wizerunkiem tworzy obszar neogeopolityczny, czy – jak je nazywa Dominique Moïsi – sferę „geopolityki emocji”. Perspektywa ta opiera się na założeniu, że czynniki takie jak strategia narracyjna, wizerunek medialny, wywieranie wpływu na ludzkie zachowania i postawy mają również ogromne znaczenie w sferze stosunków międzynarodowych i bezpieczeństwa.

Podsumowując, globalny ład XXI wieku, jakim ja go postrzegam, jest naznaczony zarówno przez postępującą globalizację, jak i głęboki wobec niej opór kulturowy, przybierający radykalną formę międzynarodowego terroryzmu. Charakteryzuje się on również odrodzeniem geopolityki i nowych form walki. W rezultacie porządek międzynarodowy w jego obecnym kształcie jest obarczony piętnem niestabilności i ryzykiem załamania. Natura tego globalnego ładu, i rosnąca rola paradygmatu geopolitycznego, stanowi wyzwanie dla Europy i poważne zagrożenie dla europejskiej i transatlantyckiej jedności.

Istnieje niebezpieczeństwo, że podziały w UE zaostrzą się i że zostaną wykorzystane przez siły zewnętrzne do ich celów. Europa może wówczas na powrót stać się areną „koncertu mocarstw” – porządku międzynarodowego, w którym kluczowe decyzje podejmują najpotężniejsze państwa. A historia pokazuje, że w takich okolicznościach to mniejsze i słabiej rozwinięte państwa płacą najwyższą cenę.

NATO i UE 

W ostatnich latach byliśmy świadkami kolejnych przypadków agresji: najpierw na Krymie, później w Donbasie, dwóch regionach będących integralną częścią Ukrainy. Do tej pory światu zachodniemu udawało się utrzymać jedność i solidarność w obliczu rosnących wyzwań geopolitycznych.

Zaledwie nieco ponad dwa miesiące temu byliśmy gospodarzem szczytu NATO w Warszawie, który okazał się wielkim sukcesem całego Sojuszu. Nie ma wątpliwości, że po szczycie w Warszawie NATO jest silniejsze i bardziej spójne, nawet jeśli ostatnie wydarzenia w Turcji w pewien sposób osłabiły poczucie jedności państw członkowskich Sojuszu.

Podczas szczytu w Warszawie NATO zamanifestowało swoją decyzyjność oraz zdolność do reagowania na nowe wyzwania w szybko zmieniającym się otoczeniu, zachowując jednocześnie otwartość na dialog. NATO wróciło do swoich korzeni i pierwotnego celu, którym jest obrona terytorium Sojuszu. Państwa członkowskie potwierdziły gotowość użycia potencjału odstraszania oraz wzajemnej obrony terytorialnej. U podstaw tego stanowiska legło przekonanie, że głównym czynnikiem niestabilności w stosunkach międzynarodowych jest użycie nieograniczonej siły z pogwałceniem powszechnie akceptowanych zasad, takich jak integralność terytorialna i suwerenność państwowa. Tak więc jako zbiorowy system bezpieczeństwa NATO pozostaje zaangażowane w obronę prawa międzynarodowego, które jest fundamentalnym narzędziem zapewnienia pokoju.

Jednocześnie Sojusz kontynuuje politykę otwartych drzwi i pogłębia współpracę z partnerami zewnętrznymi. Wyrazem tej postawy było przyjęcie w poczet członków Czarnogóry oraz aktywny udział przywódców UE, Finlandii, Szwecji i Ukrainy w szczycie w Warszawie.

Do tej pory również Unii Europejskiej udawało się pokazywać solidarność w odpowiedzi na łamanie prawa przez Federację Rosyjską. Oczywiście Unia Europejska reprezentuje inny rodzaj podmiotu politycznego niż NATO. Nie posiada własnego potencjału militarnego, lecz ma istotne możliwości wpływania na swoje otoczenie poprzez soft power. Możemy zanalizować rolę UE w stosunkach międzynarodowych z wykorzystaniem wyżej wspomnianego diagramu.

Otóż patrząc na Unię Europejską przez pryzmat diagramu, dostrzegamy, że jej potencjał opera się na soft power. Ma to swoje korzenie u źródeł procesu integracji europejskiej – Wspólnota Europejska została zbudowana na wspólnych wartościach i współpracy gospodarczej. Fakt ten znajduje odzwierciedlenie w kształcie Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE, która powinna opierać się na działaniach takich jak: rozpowszechnianie i ochrona wartości europejskich, wspieranie i umacnianie demokracji, praw człowieka i praworządności, promowanie zrównoważonego rozwoju, polityki klimatycznej i ochrony środowiska.

Unia Europejska, jako sojusz gospodarczy i handlowy, posiada istotne instrumenty oddziaływania ekonomicznego. Ma bowiem możliwości kształtowania wymiany handlowej oraz globalnych regulacji handlowych będących przedmiotem dwustronnych i wielostronnych umów.

Tak więc, w przeciwieństwie do sojuszu wojskowego, jakim jest NATO, Unia Europejska konsekwentnie buduje swoją siłę w obszarze soft power. W rezultacie UE zajmuje plasuje się wysoko na obu osiach: gospodarczej i wizerunkowej. Dla opisania tej szczególnej sytuacji ukuto terminy, takie jak civilian power czy normative power. Ten ostatni termin podkreśla promocję raczej norm i wartości niż określonych interesów, nawet ekonomicznych. Jest to sytuacja szczególna i niekoniecznie optymalna dla globalnej pozycji UE. Trzeba bowiem pamiętać, każdy podmiot polityczny w sposób naturalny dąży do równoważenia swojego pozycjonowania strategicznego.

Z drugiej strony próba wzmocnienia politycznej i wojskowej władzy UE z pewnością wywołałaby silny opór ze strony państw członkowskich, które słusznie postrzegałyby to jako dalsze ograniczenie ich suwerenności. Mogłoby to także zaszkodzić wzajemnym stosunkom UE i NATO. Obecna sytuacja ma tę istotną zaletę, że redukuje potencjalne napięcia między tymi dwoma organizacjami, dzięki czemu są one postrzegane nie jako konkurujące, lecz komplementarne.

UE przeżywa obecnie wielopłaszczyznowy kryzys, najpoważniejszy w swojej historii, który może doprowadzić do rozpadu jedności europejskiej. W ciągu ostatnich lat ucierpiała z powodu poważnego kryzysu finansowego, który uderzył w całą Wspólnotę, a strefę euro w szczególności. W ubiegłym roku pojawił się inny problem, mianowicie kryzys migracyjny, problem, dodajmy, wciąż nierozwiązany. Wreszcie, trzy miesiące temu, Brytyjczycy postanowili opuścić UE, a widmo Brexitu przerodziło się w ponurą rzeczywistość. Jest rzeczą oczywistą, że te problemy – wraz ze wspomnianymi wyzwaniami geopolitycznymi – stwarzają poważne zagrożenie dla przyszłości Unii Europejskiej.

Bodaj najgłębszym i najtrudniejszym problemem Europy jest jednak kryzys zaufania. Unią Europejską targają ostre podziały na poziomie społeczeństwa, a towarzyszy temu zatrważający brak zaufania do polityków. Prowadzi to do rosnącego poczucia obojętności obywateli w stosunku do integracji europejskiej i kontynuacji procesu rozszerzenia, czego najbardziej uderzającym przykładem był oczywiście wynik referendum w sprawie Brexitu. Obserwujemy także rosnące podziały między państwami członkowskimi i ich wzajemną nieufność. Jeśli tendencja ta okaże się trwała, będzie to widoma oznaka klęski projektu europejskiego.

Stanowisko Polski

Wyzwania, przed którymi stoimy, są poważne i wymagają odpowiedzialnego działania w naszym imieniu. Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów na temat tego, jakie stanowisko prezentuje Polska w obliczu tych problemów oraz jakie widzi dla nich rozwiązanie.

1. Prawo międzynarodowe

Po pierwsze, zawsze opowiadamy się za prymatem prawa w stosunkach międzynarodowych. Jest to pryncypium, do którego szczególną wagę przywiązuje Prezydent Duda. Za każdym razem, gdy składa wizytę naszym zagranicznym partnerom, stanowczo wzywa do poważnego traktowania prawa międzynarodowego. W obliczu nasilającego się stosowania agresji zbrojnej w stosunkach międzynarodowych musimy stanąć w obronie prawa i instytucji mu podległych, gdyż stanowią one najlepsze dostępne narzędzie do zapobiegania użyciu siły przed podmioty polityczne.

W Polsce mamy bardzo długą tradycję odwoływania się do instrumentów prawnych w przypadku konfliktów międzynarodowych. Prezydent Duda często podkreśla, jak bardzo jest dumny, że jego Alma Mater (i, tak się składa, moja) – Uniwersytet Jagielloński w Krakowie – znacząco przyczynił się do rozwoju prawa międzynarodowego. W kontekście wojny z Zakonem Krzyżackim i powszechnego użycia siły w celu chrystianizacji narodów bałtyckich, grono polskich uczonych na początku XV wieku wezwało do przestrzegania „prawa narodów” (ius gentium), jak je wówczas nazywano. Najwybitniejsi z tego grona Stanisław ze Skarbimierza i Paweł Włodkowic występowali w obronie prawa każdego narodu do samostanowienia i sprzeciwiali się przymusowej konwersji. Idea ta doczekała się rozwinięcia przez Francisco de Vitorię, potępiającego brutalne metody hiszpańskich konkwistadorów, a następnie przez Hugo Grocjusza.

Temu podejściu pozostajemy wierni w czasach współczesnych. Wierzymy, że każdy przypadek pogwałcenia prawa międzynarodowego powinien spotkać się z właściwą odpowiedzią. Wspomniałem już, że Zachód okazał swoją solidarność z Ukrainą i podjął stosowne środki wobec Federacji Rosyjskiej. Nie pozostaje nam nic innego jak kontynuować tę politykę i przedłużać sankcje tak długo, jak przepisy prawa międzynarodowego będą naruszane.

Chciałbym w tym miejscu jasno powiedzieć, że nie powinno być to rozumiane jako akt zemsty. Musimy pamiętać, że sankcje są podstawową formą prawną odpowiedzi na brak poszanowania prawa. I jako takie nie stoją na przeszkodzie prowadzeniu dialogu. Popieramy dialog z tymi, którzy łamią prawo międzynarodowe, co jednak nie może oznaczać zgody na obniżenie standardów. Suwerenność i integralność terytorialna to najbardziej podstawowe zasady prawa międzynarodowego, których nie wolno naruszać w żadnych okolicznościach.

2. Jedność europejska i transatlantycka

Po drugie, zdecydowanie opowiadamy się za solidarnością wolnego świata. W obliczu wspólnych wyzwań musimy pozostać zjednoczeni. Utrzymanie jedności europejskiej i wzmacnianie więzi transatlantyckich ma dla nas znaczenie priorytetowe. Jest to kwestia pragmatyzmu, bowiem historia uczy nas, że na jedności zawsze korzystaliśmy, zaś traciliśmy, gdy Europa była podzielona. Dlatego też Polska jest i zawsze będzie lojalnym członkiem struktur europejskich i transatlantyckich. Utrzymanie tej jedności i solidarności jest najwłaściwszą odpowiedzią na wyzwania wynikające z odrodzenia geopolitycznego paradygmatu.

Polska jest oczywiście wiarygodnym sojusznikiem w ramach NATO. Jak wiecie, w lipcu tego roku Polska była gospodarzem szczytu NATO w Warszawie, który okazał się wielkim sukcesem Sojuszu. Jesteśmy w gronie państw, które wypełniają normy ustanowione dwa lata temu w Walii, a to dlatego, że hołdujemy założeniu, że wszystkie państwa członkowskie odgrywają podwójną rolę w systemie bezpieczeństwa zbiorowego: każde państwo ma być dawcą bezpieczeństwa, bo każde może stać się (lub potencjalnie jest) jego biorcą. To jest istota odpowiedzialności sojuszników. Wszystkie państwa członkowskie NATO są więc zobowiązane do okazania sobie solidarności oraz rozwijania i modernizowania swojego potencjału militarnego.

Opowiadamy się za jednością i niepodzielnością NATO, i dlatego czujemy się zobowiązani do wspierania wszystkich naszych sojuszników. I choć jesteśmy zadowoleni z wyników szczytu, to jesteśmy świadomi, że utrzymanie bezpieczeństwa zbiorowego jest zawsze procesem, a nigdy jednorazowym aktem. Wymaga to naszego stałego i wspólnego wysiłku. Dlatego też szczyt w Warszawie, jakkolwiek ważny i zorientowany długofalowo, nie może być traktowany jako ostateczne oświadczenie NATO. Sojusz musi być jak żywy organizm i odpowiednio reagować na nowe zagrożenia i wyzwania, jakie pojawią się w przyszłości.

Jesteśmy w pełni świadomi naszego obowiązku zachowania jedności Europy. Jednak z polskiego punktu widzenia cel ten może zostać osiągnięty tylko wtedy, gdy przywrócimy zaufanie społeczne do projektu europejskiego i wzajemny szacunek wśród państw członkowskich UE. Wierzymy, że wielu problemów, z którymi obecnie się zmagamy, można było uniknąć, gdybyśmy tylko działali jak prawdziwa społeczność i słuchali siebie z większą uwagą i szacunkiem. Pionowy proces decyzyjny w UE, w którym punkt widzenia dużych państw jest narzucany mniejszym państwom, musi zostać zastąpiony poziomym procesem decyzyjnym, w którym decyzje podejmuje się w drodze porozumienia wszystkich stron.

Weźmy za przykład to, jak Unia Europejska zarządza kryzysem migracyjnym. Od samego początku część państw, w tym Polska, twierdziła, że rozwiązania problemu należy szukać u jego źródeł. Jestem pewien, że bylibyśmy dziś w innym miejscu, gdyby głos państw nie został zignorowany.

Unia Europejska musi wrócić do swoich korzeni. Jak już powiedziałem, Polska korzysta na jedności Europy. Chcemy utrzymać zjednoczoną UE, czyniąc ją jednocześnie wrażliwszą na opinie obywateli europejskich. Dlatego opowiadamy się za powrotem do idei wspólnoty w pełnym tego słowa znaczeniu, lecz bez pomijania pojęcia suwerenności państwowej.

Unia Europejska musi stać się wspólnotą wolnych narodów i równych państw, tak jak miało to być od samego początku. Na powrót musi stać się źródłem wolności, nie zaś biurokratycznych obciążeń i ograniczeń dla obywateli. Podążając tą drogą, przywrócimy zaufanie społeczne, którego obecnie brakuje.

3. Trójmorze

Trzecim istotnym elementem aktywności międzynarodowej Polski, którego Prezydent Duda jest wielkim entuzjastą, jest pogłębianie współpracy w Europie Środkowej i Wschodniej –€“ w różnych formatach: zarówno dwustronnych i wielostronnych. Czołową rolę odgrywa w tym kontekście Inicjatywa Trójmorza, która skupia państwa położone między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym.

Państwa tej części Europy przeszły podobną drogę w ubiegłym stuleciu; większość z nich dołączyła do Unii Europejskiej w tym samym czasie. I mimo że bardzo skorzystały z funduszy strukturalnych, to pozostają słabo zintegrowane ze sobą, zwłaszcza w porównaniu z państwami Europy Zachodniej.

Idea Inicjatywy Trójmorza wyrasta z przekonania, że państwa tej części Europy powinny zintensyfikować wysiłki na rzecz ściślejszej integracji regionu. Oczywiście nie zamierzamy tworzyć nowego podmiotu politycznego, a raczej wzmocnić więzi infrastrukturalne w Europie Środkowej i Wschodniej w celu ułatwienia kontaktów i współpracy między państwami regionu, a także zwiększenia ich bezpieczeństwa.

Inicjatywa Trójmorza obejmuje trzy obszary.

Po pierwsze, rozwijanie połączeń energetycznych między państwami regionu, jako że większość z nich boryka się z problemem dywersyfikacji dostaw energii. Musimy połączyć nasze wysiłki w dążeniu do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego całego regionu.

Po drugie, budowa sieci infrastruktury transportowej, która umożliwi swobodną wymianę towarów i usługi, wzrost wzajemnych inwestycji, rozwój turystyki i kontaktów społecznych. W ten sposób chcemy przezwyciężyć podziały oraz ustanowić ścisłe więzi między naszymi narodami.

Po trzecie, eliminacja przeszkód w naszej współpracy, które wynikają z zaszłości historycznych i często mają związek z problemem mniejszości narodowych. Oczywiste jest, że nie zmienimy naszej historii, ale powinniśmy dążyć do pojednania poprzez dialog oparty na wzajemnym szacunku i prawdzie historycznej.

Inicjatywa Trójmorza nie jest więc projektem ściśle geopolitycznym, choć może być postrzegana jako odpowiedź na zagrożenia geopolityczne dla Europy Środkowej i Wschodniej. Im mniej jesteśmy rozwinięci gospodarczo i zintegrowani, tym łatwiej strącić nas w przestrzeń rywalizacji geopolitycznej mocarstw.

Jak już wspomniałem, Inicjatywa Trójmorza nie jest bynajmniej alternatywą dla integracji europejskiej. Wręcz przeciwnie, poprzez zacieśnienie więzi między narodami regionu Trójmorza pragniemy pogłębiać integrację europejską. Chcemy położyć definitywny kres podziałowi historycznemu na starą i nową Europę, a tym samym jeszcze głębiej zapuścić korzenie we wspólnocie europejskiej i transatlantyckiej.

* * *

.Podsumowując, świat, w którym żyjemy, cechuje fundamentalna niestabilność. Wyzwania związane z odrodzeniem geopolityki stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego. Aby im sprostać, musimy pozostać zjednoczeni i wierni zasadom, które decydują o naszej tożsamości. Musimy bronić prawa międzynarodowego jako fundamentu pokoju i stabilności oraz najskuteczniejszego narzędzia powstrzymującego globalne mocarstwa przed użyciem nagiej siły. Naszym obowiązkiem jest również zachowanie jedności i odporność na potencjalne podziały. Musimy pozostać prawdziwą wspólnotą zbudowaną na fundamencie prawa i wspólnych wartości.

Krzysztof Szczerski


Tekst wystąpienia na Uniwersytecie Yale, wrzesień 2016 r. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi