Prof. Łukasz A. TURSKI: "Wybuch wulkaniczny siódmego stopnia"

TSF Jazz Radio

Wybuch wulkaniczny siódmego stopnia

Prof. Łukasz A.TURSKI

Profesor zwyczajny nauk fizycznych, związany z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i Centrum Nauki Kopernik.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

.Dwieście lat temu w czerwcu pogoda w Europie była taka jak zazwyczaj o tej porze roku. Na północy Francji i nizinach Belgii częściej niż odgłosy późnowiosennych burz słychać było jednak huk armat. Ponieważ szykujące się do ostatecznej walki wojska Napoleona i wielonarodowa armia księcia Wellingtona oraz marszałka Blüchera nie dysponowały naprawdę ciężką artylerią, 15 kilometrów, jakie dzieliło Waterloo od Brukseli, gwarantowało, że nic nie zakłóci miłych dźwięków muzyki granej przez orkiestrę na Wielkim Balu księżnej Richmond. 18 czerwca było po wszystkim. Mały Kapral zaczął swoją ostatnią ucieczkę zakończoną kapitulacją przed kapitanem floty brytyjskiej, po której spędził samotne lata na zesłaniu na odległej wyspie.

W czerwcu 1815 r. do Europy nie dotarły jeszcze wiadomości z Indonezji, gdzie w kwietniu wybuchł wulkan Tamobra. Dopiero następnego roku europejscy chłopi i północnoamerykańscy farmerzy, otrząsający się z trudów związanych z okresem wojen, doświadczyli „roku bez lata” i zmagali się z gigantyczną klęską głodu. Jeden jedyny, znany nam ze współczesnej historii wybuch wulkaniczny o skali 7 (wg Indeksu Eksplozywności Wulkanicznej IEW) na kilka lat zmienił klimat Ziemi (a może jego skutki odczuwane są nawet po dziś dzień). Nikt nie liczył ofiar wulkanicznej erupcji na jakże wówczas odległej wyspie Sumbawa. Dzisiejsze oceny to około 100 tys. ofiar – niemal dwa razy tyle co liczba poległych i rannych w bitwie pod Waterloo, Ligny i podczas 100 dni powrotu Napoleona z Elby. Szacunki te nie uwzględniają, rzecz jasna, ofiar głodu, z jakim zmagano się jeszcze wiele lat po wulkanicznej eksplozji.

Historycy twierdzą, że pierwsza oznaka zmian w atmosferze – różnobarwna poświata wieczornego nieba – pojawiła się w Anglii już latem 1815 r. i uważana była za symbol zwycięstwa. Zjawisko tzw. suchej mgły obserwowane w Nowej Anglii w latach 1816-1825 również przypisywane jest zanieczyszczeniu atmosfery. Doszło do niej na skutek wyrzucenia na wysokość przeszło 40 km, czyli do stratosfery, kilkudziesięciu milionów ton (eksperci szacują tę liczbę na 10 do 120 milionów) cząsteczek głównie dwutlenku siarki z rozerwanego potworną eksplozją stożka wulkanicznego Tambory. Góra ta, która przed wybuchem wznosiła się na wysokość mniej więcej 4300 m, zmalała po eksplozji do niecałych 3000 m.

Dwutlenek siarki powodujący kwaśne deszcze zniszczył uprawy w wielu krajach Azji. Spowodował obniżenie średniej temperatury atmosfery o ok. 0,5 stopnia Celsjusza, choć akurat wtedy słońce znajdowało się w tzw. minimum Daltona (było w okresie bardzo słabej aktywności, co również wpłynęło na tę zmianę). Głód w Europie spowodowany był również przez lata wojen napoleońskich i wciąż stosowaną zasadę Wallensteina: „wojna żywi wojnę”. Ale i Tambora przyczyniła się w istotny sposób do zmiany klimatu naszej planety.

Zwrócono na to uwagę przy okazji kolejnego wybuchu – wulkanu Krakatau w 1883 r., któremu nadano 6. stopień w skali IEW. Warto pamiętać, że jest to skala logarytmiczna, tak więc eksplozja Krakatau była co najmniej 10 razy słabsza niż Tambory. Za naszych czasów na taki sam indeks IWE zasłużył wybuch wulkanu Pina-tubo na Filipinach w 1991 r., będący kolejnym aktem konwulsji Ziemi w Pierścieniu Ognistym Pacyfiku. Pina-tubo był jednak mniej zachłanny na ludzkie życie, a może nasza cywilizacja dała sobie z nim lepiej radę – liczba ofiar tego kataklizmu to niewiele ponad tysiąc osób. Pina-tubo, co ciekawe, też ponosi odpowiedzialność za obniżenie średniej temperatury naszej atmosfery o mniej więcej 0,5 stopnia Celsjusza. Sto razy słabszy od Tambory wybuch wulkanu Góra Św. Heleny w stanie Waszyngton w 1980 r. nie spowodował zmian temperatury odnotowanych globalnie.

.Wszystkie te katastroficzne zjawiska geologiczne pozostają całkowicie poza naszym wpływem. Wojny potrafimy, gdybyśmy chcieli, kontrolować. Ofiary spod Waterloo to przecież skutek chęci spełnienia marzeń genialnego, ale żądnego władzy człowieka. Katastrofy hydrologiczne – zawalanie się zapór i tam w Chinach – Banqiao w 1975 r. (około 170 tys. ofiar) czy u wrót Wenecji w Vajont w 1963 r (ok. 2 tys. ofiar) – to dzieło ludzi, a właściwie produkt ich nieuctwa oraz pogoni za tanimi i szybkim, często propagandowymi sukcesami. Jakże podobnymi do wojen. Gdybyśmy wydali na badania w dziedzinie sejsmologii tylko tyle pieniędzy, ile kosztuje jeden, spełniający marzenia przywódców o potędze okręt typu Mistral (który już zaczyna rdzewieć), to moglibyśmy nieporównanie lepiej niż dziś monitorować znane wulkany, by przewidzieć ich działanie. Nawet jeżeli nie przewidzieć, to przynajmniej spróbować się tego nauczyć.

A czego możemy nauczyć się, korzystając z francuskich Mistrali? Jak przeprowadzać sprawnie lądowania sił zbrojnych? Ćwiczymy to już od czasów wojny trojańskiej i mamy pod tym względem sukcesy: lądowanie w Normandii czy uderzenie MacArthura pod Inchon. O tym, jak zabijać ludzi, wiemy już dużo. Wystarczająco dużo, by powstrzymać zbirów Państwa Islamskiego. O wulkanach wiemy jednak bardzo mało. A szkoda, bo Tambora wrzuciła do naszej atmosfery mniej więcej tyle aerosoli siarki, ile wynosi roczna produkcja całej naszej rozwiniętej cywilizacji. Z antropogenicznym zanieczyszczaniem atmosfery moglibyśmy sobie dać radę, gdybyśmy postępowali racjonalnie, np. rozwijając energetykę jądrową, ale jak poradzić sobie z wulkanami?

.Jestem niemal pewny, że oszczędzający dziś na nauce i jej siostrze kulturze politycy postępują jak księżna Richmond w Brukseli w dniach bitwy pod Waterloo. Organizują swoje „bale”, bo nie słychać odgłosów słabych armat Gruchego, Neya czy Blüchera. Ale pewnego dnia rozlegnie się ryk Tambory, który dotrze na salony od razu.

Łukasz A. Turski

logo sindicateTekst pochodzi z portalu Project Syndicate Polska, www.project-syndicate.pl publikującego opinie i analizy, których autorami są najbardziej wpływowi międzynarodowi intelektualiści, ekonomiści, mężowie stanu, naukowcy i liderzy biznesu.

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam