Maria STEPAN: "Majdan. Kijów. Ukraina. Rok po"

TSF Jazz Radio

Majdan. Kijów. Ukraina. Rok po

Maria STEPAN

Dziennikarka „Wiadomości” TVP. Od zawsze zakochana w słowiańskim Wschodzie i od wielu lat nieustannie go tropiąca. Śledziła wybory na Ukrainie, w Rosji i na Białorusi. Oprócz Wschodu, tropi też ludzi. Ich emocje, wielkie chwile i potężne zakręty. Choć od kilku lat zawodowo związana z Warszawą, prywatnie wciąż tęskni za wiatrem od morza – „obywatelka” Gdańska.

zobacz inne teksty autora

„Hej, pływe Kacza…”. Muzyka i słowa ludowej piosenki wrzynają się w mózg. Rok temu, na Majdanie, zamieniła się w hymn żałobny. Odtwarzano ją przy każdym pożegnaniu z zabitymi. Gdy ją słyszeliśmy, wiedzieliśmy, że w stronę sceny niesiona jest kolejna trumna. Kilkadziesiąt razy w ciągu dwóch, chyba, dni. Brzmiała w uszach i głowie jeszcze długo potem.

.Teraz, po roku, znów ją tu słychać. Zdjęcia zabitych. Kamienne tablice. Napisy. Niebiańska Sotnia. Podświetlony na czerwono fragment bruku na ulicy Instytuckiej. Skierowane do góry białe snopy światła. Reflektory ustawiono w miejscach, gdzie ginęli. Gdzie wędrowali do nieba.

Idą równym, spokojnym krokiem. W polowych mundurach, z plecakami. Potem zatrzymują się na środku Instytuckiej i podnoszą głowy. Illia i Taras. Poznaliśmy się jeszcze w grudniu, w drugim tygodniu protestu, przed parlamentem. Byli do końca na Majdanie. 90 dni. W ciągu tygodnia byli na barykadach, na sobotę i niedzielę wracali do domu, do żon i dzieci. 20 lutego obaj byli na Instytuckiej. Są znów. Spotykamy się w miejscu, w którym rok temu walczyli na barykadzie. Rozmawiamy. Właściwie próbujemy rozmawiać. Więcej milczymy.

– Miałem szczęście – mówi Taras – Pan Bóg z jakichś powodów mnie oszczędził. Mogłem być jednym z nich. Wielu z nich długo nie mogło tego zrozumieć. Dlaczego on? Dlaczego nie ja?

.Wieczór 20 lutego. Z hotelu Ukraina, którego hol był wtedy prowizorycznym szpitalem polowym, a potem kostnicą, wynoszą ciała zabitych. Układają w rzędzie przed budynkiem. Skowyt jednej z matek. Ojciec klęczący przy ciele syna. Na Majdanie byli razem. Zmieniali siebie na barykadzie co 12 godzin. – Jak to wytłumaczyć? Śmierć należała się przecież jemu – przekonywał. Za pół godziny zmieniłby syna. Wystarczyło poczekać. Ale nie. Z jakichś powodów śmierci się spieszyło. Ksiądz, który zamykał oczy zabitym. – Pamiętam, jak z nadpaloną stułą w dłoni, poszarpaną przez wybuch sutanną, patrzył na mnie i pytał: dlaczego nie ja?

.Depresje. Stany lękowe. Szczęście w nieszczęściu, że na rozpacz zbyt wiele czasu nie było. Krym. Donbas. Wojna. Jedni pojechali na front. Drudzy długo jeszcze stali na Majdanie. Chcieli pilnować polityków. Jeszcze inni politykami, parlamentarzystami na przykład, zostali. Illia i Taras zostali wolontariuszami. Regularnie jeżdżą na wojnę. Wożą na front wszystko. Jedzenie. Ubrania. Kamizelki kuloodporne. Broń. Co miesiąc tydzień na froncie. Między swoimi. Rozmowy. Bo oni, tam, mają ten sam problem, który mieli oni tutaj. Problem ze śmiercią. Nie. Nie strach przed nią. Tylko to wrzynające się w mózg pytanie: dlaczego nie ja?

.A w uszach – nie trzeba rocznicy – wciąż ta piosenka. „Hej, pływe kacza…”.

Maria Stepan
“Wiadomości” TVP1

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam