Mateusz Morawiecki „Ku chwale Ojczyzny!"

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 16 lat szef działu promocji na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Małgorzata WANKE-JAKUBOWSKA

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 18 lat rzecznik prasowy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Bankowiec z polską duszą, menedżer, ale przede wszystkim syn Kornela Morawieckiego, legendarnego przywódcy opozycji PRL-owskiej, twórcy „Solidarności Walczącej” – tak o wicepremierze i najlepiej dziś ocenianym ministrze nowego rządu piszą media.

Kim jest Mateusz Morawiecki? Co go ukształtowało? Jak wspinał się po szczeblach kariery – mimo nazwiska, które z pewnością nie pomagało, a mogło być sporym obciążeniem? I czym się kierował, rezygnując ze świetnie opłacanej i pewnej funkcji prezesa banku i przyjmując stanowisko w rządzie, gdzie zarobi… 25 razy mniej?

Warszawsko-kresowe korzenie

.Tradycja rodzinna, która od dzieciństwa kształtowała Mateusza Morawieckiego i jego rodzeństwo, to splot bohaterskiego etosu Warszawy, skąd pochodził ojciec, i kultury kresowej z jej specyficznym klimatem i wielonarodowym obliczem, skąd wywodziła się matka. Patriotyzm, przeżywany głęboko, to najważniejszy rys osobowości, który wyniósł z domu.

Dziadkowie Mateusza, Jadwiga i Michał Morawieccy, pobrali się kilka miesięcy przed wybuchem wojny i zamieszkali na Pradze, gdzie w 1941 roku urodził się ich najstarszy syn Kornel. Dziadek Mateusza brał udział w kampanii wrześniowej, należał do Związku Walki Zbrojnej, walczył w szeregach Armii Krajowej. Rodzina Morawieckich przeżyła powstanie, a kamienica przy Mińskiej, jako jedna z nielicznych na Pradze, ocalała. Kornel mieszkał tam z rodzicami i rodzeństwem aż do matury. W 1958 roku, gdy nie dostał się na medycynę, wyjechał do Wrocławia, z którym związał się na resztę życia, zapisując bohaterskie karty swojej biografii. Tu studiował, założył rodzinę, tu przyszły na świat jego dzieci.

Dziadkowie Mateusza ze strony matki , choć poznali się i pobrali we Francji, pochodzili ze Stanisławowa, jednego z tych kresowych miast, w których historia wiele razy odcisnęła swoje piętno. Po wojnie przyjechali do Wrocławia i zamieszkali razem z córką, której odstąpili mieszkanie, gdy założyła rodzinę, a sami przenieśli się do Wielunia.

Jadwiga, z wykształcenia chemik, nauczycielka w Medycznym Studium Zawodowym, poznała Kornela Morawieckiego, gdy przyjechał na studia do Wrocławia. Była od niego o 10 lat starsza i sama już po studiach. Gdy w 1959 roku brali ślub, Kornel miał zaledwie 18 lat i skończony dopiero pierwszy rok fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim.

– Mieszkaliśmy przy ulicy Kilińskiego w starej, przedwojennej kamienicy, w dwupokojowym mieszkaniu na trzecim piętrze, bez łazienki, ciepłej wody, z toaletą na klatce schodowej – wspomina Anna Morawiecka, najstarsza siostra Mateusza. Przyszło tam na świat pięcioro dzieci Jadwigi i Kornela: Anka w 1960 roku, pięć lat później Marta, w 1967 roku Magdalena, która zmarła w wieku pięciu miesięcy, rok później Mateusz i najmłodsza, Marysia, w 1972 roku. – Mateusz był jedynym dzieckiem, które urodziło się w domu, a ja sam odbierałem poród – wspomina Kornel Morawiecki. Syn natychmiast po urodzeniu trafił więc w ramiona ojca. Jest w tym coś symbolicznego.

Ojciec, wizjoner, był dla dzieci, zwłaszcza dla Mateusza, niedościgłym wzorem. W domu stale słychać było trzaski zagłuszanego Radia Wolna Europa, które wtapiały się w dziecięcy gwar i odgłosy codziennej krzątaniny. Rodzice rozczytywali się, nie tylko w literaturze pięknej, ale także filozofii. Pomimo ciasnoty i braku wygód, rozmawiało się na poważne tematy. – Podstawową wiedzę o życiu i świecie wynieśliśmy z domu – wspomina Anka Morawiecka.

Gromadka dzieci, nauczycielskie pensje – rodzina Morawieckich żyła bardzo skromnie. Rodzice dbali jednak o wakacje dzieci. Spędzali je nad morzem, ale jechali tam rowerami z namiotem, całym ekwipunkiem i najmłodszymi pociechami w siodełkach.

– Mateusz wkroczył do polityki jeszcze przed urodzeniem – śmieje się jego siostra, wyjaśniając, że w marcu 1968 roku mama była z nim w ciąży. Wtedy to Kornel Morawiecki na serio zajął się polityką, która z impetem wkroczyła do domu i zagościła w nim od najwcześniejszego dzieciństwa Mateusza, odciskając silne piętno na życiu całej rodziny.

Dorastanie

.Mateusz odziedziczył po ojcu wybitną inteligencję i zamiłowanie do czytania. Pochłaniał wprost książki. W ciasnym mieszkaniu musiał zatykać sobie uszy korkami, aby głośne rozmowy nie przeszkadzały w lekturze. Miał zapał do zdobywania wiedzy, choć w szkole podstawowej zbytnio nie przykładał się do nauki. – Nie był grzecznym chłopcem, raczej sprawiał kłopoty wychowawcze – wspomina siostra, dodając, że niejednokrotnie nasłuchała się skarg na wywiadówkach, na które chodziła, zastępując mamę. – Był niesforny, bardzo uparty – dodaje ojciec.

Miał za to wiele pasji, jak coś go zafascynMateusz w Kornelówceowało, poświęcał temu dużo czasu i uwagi. Jako siedmiolatek zaczął grać w szachy. Ojciec obiecał, że jeśli w ciągu roku uda mu się go pokonać w szachowym pojedynku, dostanie w prezencie konia, o którym marzył. – Mateusz dał mata ojcu już po trzech miesiącach, ale konia nie dostał do dziś – śmieje się Morawiecka. Muzyka, jak się okazało, nie stała się jednak jego pasją, po dwóch latach sam wypisał się ze szkoły muzycznej, do której posłali go rodzice i pomimo ich sprzeciwu, postawił na swoim. – Pokazał, że ma charakter – komentuje to jego siostra.

Od wczesnego dzieciństwa Mateusz miał kontakt z bibułą, drukiem i kolportażem podziemnej prasy. – Przesiąkał tym już pod koniec lat siedemdziesiątych, przyglądał się, jak z ramek schodziły kolejne zadrukowane kartki „Biuletynu Dolnośląskiego”. Kiedyś nawet sam próbował drukować – wspomina Kornel Morawiecki. Zaprzyjaźnił się ze starszym kolegą Zbyszkiem Duszakiem, młodym człowiekiem, z którym ojciec pracował w podziemiu. Nie tylko grał z nim w piłkę, ale też pomagał przy druku.

.Tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego Kornel Morawiecki najpierw był zatrzymany pod zarzutem podważania sojuszu z ZSRS (zwolniony został za poręczeniem rektora Politechniki Wrocławskiej i pod groźbą strajku powszechnego w regionie), a potem sądzony. Niebawem represje dotknęły całą rodzinę. Nie ominęły też Mateusza.

W podziemiu

.Od wprowadzenia stanu wojennego najścia esbeków i rewizje w mieszkaniu przy ul. Kilińskiego stały niemal codziennością. – Matce kiedyś komornik zajął wszystko, pewnie na poczet kar, które w przyszłości zostaną wymierzone ojcu – wspomina Anna Morawiecka. – Dla Mateusza przełomem było pierwsze pobicie przez ZOMO latem 1983 roku – opowiada siostra. Brat, wówczas piętnastolatek, poszedł do katedry na Mszę św. za Ojczyznę, która była odprawiana trzynastego każdego miesiąca. Po wyjściu z kościoła zatrzymali go zomowcy i gdy na pytanie o nazwisko, usłyszeli „Morawiecki”, wciągnęli chłopca do radiowozu i zaczęli okładać pałami. – Naprawdę dotkliwie go wtedy pobili, wrócił do domu cały w sińcach i ślady zostały mu na długo – opowiada siostra. Bardzo to wtedy przeżył i za jej namową opisał tę historię w „Biuletynie Dolnośląskim”, podpisując się pseudonimem „Dziki”.Demonstracja SW (1)

To był dopiero początek. Wielokrotnie zatrzymywany podczas demonstracji trafiał na Łąkową, gdzie przesłuchania trwały wiele godzin, ale zgodnie z zasadami „Małego konspiratora”, konsekwentnie odmawiał zeznań. Raz nawet straszono go wymierzonym w niego pistoletem i odgrażano, że młodszą siostrę mogą zgwałcić nieznani sprawcy. Mimo presji psychicznej, nie dawał się złamać. Gdy został najciężej pobity już po aresztowaniu ojca w listopadzie 1987 roku, „Solidarność Walcząca” zdecydowała się na akcję odwetową, aby zniechęcić do tego rodzaju działań. – Spaliliśmy wtedy domek letniskowy szefa wrocławskiej SB płk. Czesława Błażejewskiego, a równocześnie Kornel wysłał do niego list informujący, że jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo członków SW – opowiada Wojciech Myślecki. To on przyjmował Mateusza do „Solidarności Walczącej” jeszcze przed ukończeniem 18 lat.

– Zrobiliśmy dla niego wyjątek i został zaprzysiężony jako niepełnoletni – wyjaśnia Myślecki. Po aresztowaniu Kornela, Mateusz wszedł w obszar bezpośredniej z nim współpracy. Organizowali wtedy cykl działań mających na celu uwolnienie Kornela Morawieckiego. –Mateusz pokazał znakomite zdolności organizacyjne, determinację i wyjątkową odwagę – ocenia Myślecki. Na przykład przykucie się w centrum Warszawy do rusztowań na ósmym piętrze nie było typowym działaniem. Uczestniczył w akcjach malowania napisów na murach, zrywania komunistycznych flag, rozwieszania transparentów, rozklejania plakatów i ulotek oraz w licznych demonstracjach organizowanych przez „Solidarność Walczącą”. Na studiach zaczął się jeszcze bardziej udzielać, działał w NZS.

– Mama była przerażona – wspomina Anka Morawiecka. – Bała się, że wyrzucą syna z uczelni i zabiorą do wojska. Próbowałam mu perswadować, a on pokazał mi indeks, mówiąc: „Średnia 5,0. Jakieś pytania?” – opowiada siostra Mateusza. Jej brat tymczasem angażował się w coraz poważniejsze przedsięwzięcia, pod koniec lat osiemdziesiątych brał udział w strajkach okupacyjnych na Uniwersytecie Wrocławskim i razem z przyjaciółmi z „Solidarności Walczącej”, m.in. Jarkiem Krotlińskim, Grzegorzem Oszastem, Markiem Rudnickim, tworzyli „młodzieżówkę” SW, która wydawała gazetę plakatową „Wolni i Solidarni”. W 1990 roku współtworzył firmę Reverentia, a w 1991 był redaktorem gazety „Dwa Dni”, wydawanej przez „Solidarność Walczącą”.

Studia                                                                                                  

– Pobicie przez ZOMO latem 1983 roku bardzo zmieniło Mateusza. Po tym wydarzeniu spoważniał, ustatkował się i na serio zaczął się uczyć – podkreśla Anna Morawiecka. Wtedy to rozpoczął naukę w IX LO we Wrocławiu, a po maturze w 1987 roku dostał się na historię na Uniwersytecie Wrocławskim. – Był wybitnym studentem – ocenia dziś znany wrocławski historyk prof. Włodzimierz Suleja. Pracę magisterską pisał na temat genezy i pierwszych lat „Solidarności Walczącej”. Materiał źródłowy jako aneks stanowiły nagrane i spisane rozmowy z 53 działaczami opozycji, m.in. Władysławem Frasyniukiem, Józefem Piniorem, Karolem Modzelewskim. Niektórzy z nich, jak np. Piotr Bednarz Władysław Sidorowicz, Jerzy Przystawa czy Jan Pawłowski już nie żyją. – Wywiad, którego wówczas udzieliłem Mateuszowi na potrzeby pracy magisterskiej, stanowił długo najszerszą relację dotyczącą działalności „Solidarności Walczącej” – przyznaje Myślecki. Praca Mateusza Morawieckiego, którą obronił w 1992 roku, to do dziś unikatowa historia niepodległościowego ruchu oporu. Magistrant w rozdziale „Aresztowania i przesłuchania” ujawnił nazwiska tych działaczy, którzy po aresztowaniach podjęli współpracę z SB. „W wypadku osób, które nie sprawdziły się w warunkach konspiracji lub uległy zabiegom SB podczas śledztwa, nie ma chyba konieczności zatajania ich nazwisk” – napisał Mateusz Morawiecki, ale dodał: „Winę za ich chwile załamania ponoszą przede wszystkim nie oni sami, lecz ci, którzy do tego załamania doprowadzili”.

Po szczeblach kariery

– Gdy Mateusz skończył studia, podjąłem decyzję, że sam wycofam się z działalności politycznej, ale będę organizował nowoczesne formy kształcenia dla najzdolniejszych młodych ludzi z SW – opowiada Myślecki. Dzięki temu Mateusz trafił do drugiej edycji elitarnych studiów Business Administration, prowadzonych na Politechnice Wrocławskiej we współpracy z amerykańskim Central Connecticut State University. – Połowę grupy stanowili ludzie z SW, w tym Zbigniew Jagiełło, dziś prezes banku PKO BP, Marian Krzemiński, Grzegorz Oszast. Wszyscy oni zrobili karierę – mówi Myślecki. Dwa lata później Mateusz Morawiecki uzyskał dyplom  MBA na wrocławskiej Akademii Ekonomicznej i skończył studia podyplomowe z zakresu prawa europejskiego i ekonomiki integracji gospodarczej na Uniwersytecie w Hamburgu. Odbył też staż w Deutsche Bundesbanku. Od tego czasu datuje się współpraca Mateusza z Wojciechem Myśleckim w dziedzinie marketingowo-doradczo-konsultingowej.Demonstracja SW

– Znów okazał się wyjątkowo zdolny, bardzo szybko się uczył. Ważną rolę odegrał przy przekształceniu KGHM w spółkę Skarbu Państwa. Był też bardzo aktywny i świetnie dał sobie radę przy dość złożonym procesie ratowania i stabilizowania dolnośląskich PGR-ów – wylicza Myślecki i ocenia, że kariera Mateusza była z jednej strony konsekwencją jego ogromnego potencjału, a z drugiej strony wynikała z dyskretnej pomocy przyjaciół z SW. Przynależność do „Solidarności Walczącej” oznaczała przecież w wielu środowiskach anatemę. Mateusz Morawiecki, dzięki swoim wyjątkowym zdolnościom, potrafił to przezwyciężyć.

Druga połowa lat dziewięćdziesiątych to przyspieszenie kariery przyszłego wicepremiera. W latach 1996–1997 prowadził projekty badawcze w zakresie bankowości i makroekonomii na Uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem. W 1998 został zastępcą dyrektora Departamentu Negocjacji Akcesyjnych w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. Był członkiem zespołu ministerialnego negocjującego warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w kilku obszarach. W 1997 roku wraz z Frankiem Emmertem opublikował Prawo Europejskie, podręcznik z zakresu prawa unijnego i ekonomiki integracji gospodarczej. Był członkiem rad nadzorczych Zakładu Energetycznego Wałbrzych i Agencji Rozwoju Przemysłu.

Wystartował w pierwszych wyborach samorządowych na szczeblu wojewódzkim z jednego z ostatnich miejsc listy AWS i po brawurowej kampanii wyborczej, prowadzonej w iście amerykańskim stylu, którą sam sobie organizował, uzyskał najlepszy wynik i został radnym sejmiku.

.W 1998 roku podjął pracę w Banku Zachodnim. Wspinał się po szczeblach kariery, był doradcą prezesa zarządu, następnie dyrektorem banku, a po połączeniu Banku Zachodniego i Wielkopolskiego Banku Kredytowego w 2001 roku został członkiem zarządu Banku Zachodniego WBK. W maju 2007 roku objął stanowisko prezesa zarządu tej instytucji.

Po prostu dobry człowiek

.Siostra Mateusza wspomina zdarzenie jeszcze z dzieciństwa brata, kiedy to w domu Morawieckich w Pęgowie koło Obornik Śląskich zamieszkał ich dziadek Jozef Różyczka. Po śmierci żony przeniósł się z Wielunia, by być bliżej córki. Dom ten, zwany „Kornelówką”, położony na skraju lasu w pobliżu Pęgowa w rejonie Obornik Śląskich, wznoszony był własnym sumptem z belek stropowych po rozbiórkach kamienic, zakupionych za symboliczną złotówkę. Spartańskie warunki, z dala od sąsiadów. Wnuk często odwiedzał dziadka, a gdy ten zmarł na początku grudnia 1981 roku, sam pojechał do Pęgowa by czuwać przy jego trumnie. Miał wtedy zaledwie trzynaście lat. Takich niestandardowych gestów, dyktowanych potrzebą serca, było więcej. Gdy najstarsza siostra Mateusza została sama z dwójką małych dzieci i nie było jej łatwo radzić sobie z codziennymi obowiązkami, brat zaproponował, że zabierze starsze dziecko na wakacje, na które wybierał się ze swoją dziewczyną. By choć przez ten czas siostrze było lżej.

Z „Kornelówką” natomiast wiąże się też historia, której ostatni rozdział również zapisał Mateusz. Już w latach siedemdziesiątych było to miejsce spotkań towarzysko-dyskusyjnych opozycji – Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Komitetu Samoobrony Społecznej oraz redakcji „Biuletynu Dolnośląskiego”. Z czasem stało się miejscem druku podziemnych wydawnictw. Do dziś przy „Kornelówce” zakopane są beczki z farbą drukarską, tak dobrze ukryte przez Kornela, że on sam nie potrafił ich odnaleźć. Od końca 1981 roku „Kornelówka” była pod stałą obserwacją bezpieki, goście narażeni byli na inwigilację i próby zastraszania. Nawet w czasie wesela siostry Mateusza dom został otoczony przez milicję, a esbecy przerwali uroczystość, wchodząc i legitymując uczestników. „Kornelówka” przetrwała lata osiemdziesiąte, ale doszczętnie spłonęła w 1993 roku. Wszystko wskazuje na celowe podpalenie. Nie ma wątpliwości przez kogo. Odbudową zajął się Mateusz i życie do tego miejsca powróciło. Od niedawna w murowanym już domu mieszka Anna Morawiecka z mężem i najmłodszym synem.Kornelówka

– Mateusz nie byłyby tym, kim jest, gdyby nie jego żona Iwona – ocenia Anna Morawiecka. Poznali się jeszcze w szkole podstawowej, a pobrali, gdy Mateusz skończył studia. – To bardzo dobre, udane małżeństwo – mówi Wojciech Myślecki. Iwona i Mateusz mają czworo dzieci, starsi – córka i syn – już na studiach i dwójka – w wieku przedszkolnym. – Żona Mateusza stworzyła mu wspaniały, ciepły dom, dzielnie znosi nieobecności męża i jego zaangażowanie w sprawy zawodowe – mówi Anna Morawiecka.

Mateusz zawsze był wrażliwy na ludzką niedolę, a jak wiadomo, nie wszystkim działaczom podziemia życie się udało. Niektórzy z „Solidarności Walczącej” i „Solidarności” żyli w biedzie, innym rozpadły się rodziny i popadli w ciężkie nałogi. – Do takich należał bardzo utalentowany działacz SW Krzysztof Gulbinowicz – opowiada Myślecki. – Gdy już bardzo podupadł, Mateusz nie tylko opłacił mu czynsz za cały rok, umeblował mieszkanie, ale też będąc już w zarządzie banku, razem z ojcem uprzątnął nieczystości po alkoholowej libacji. Zakasał rękawy, szorował podłogi, czyścił meble. A Krzysiek przed śmiercią wyznał, iż jest szczęśliwy, że mógł tam mieszkać – dodaje. Mateusz nie tylko jemu pomagał, finansowo wspierał innych działaczy „Solidarności Walczącej”, zainicjował powołanie dla nich półsanatorium w Jastrzębiej Górze, założył fundację, która wspiera weteranów opozycji demokratycznej. – Gdyby tak spisać te wszystkie dzieła charytatywne, to aż nie chce się wierzyć, że zrobił to jeden człowiek, który jednocześnie pełni tak odpowiedzialne funkcje i jest na tak wysokim stanowisku – mówi z podziwem Wojciech Myślecki, podkreślając, że w czasie szczytu kryzysu w 2009 roku Morawiecki sam sobie obniżył pensję i był najmniej zarabiającym prezesem banku w Polsce.

Mecenas kultury i dziedzictwa narodowego

.Kornel Morawiecki, pytany o syna, odpowiada, że najbardziej dumny jest z tego, że udało mu się skłonić wielki, światowy kapitał do finansowania polskiej kultury i dziedzictwa narodowego. – To jest jego wielkie osiągnięcie – podkreśla, dodając, że bank, którym kierował, przeznaczał więcej na te cele, niż polskie banki i powołane do tego instytucje.

– Od kiedy prezesem Banku Zachodniego WBK został Mateusz Morawiecki, zarządzana przez niego firma stała się największym mecenasem inicjatyw na rzecz upamiętniania polskiej historii i oddawania czci naszym narodowym bohaterom – ocenia Krzysztof Kunert, dziennikarz, filmowiec i medioznawcza, dyrektor programowy wrocławskiego Radia Rodzina. We Wrocławiu i na Dolnym Śląsku kierowany przez Mateusza Morawieckiego bank, bez względu na to czy miał większościowe udziały irlandzkie czy hiszpańskie, nazywany był „ministerstwem polskiej kultury i dziedzictwa narodowego”. To za sprawą swego prezesa BZ WBK finansował patriotyczne wystawy, rekonstrukcje, pomniki Żołnierzy Wyklętych, ofiar Obławy Augustowskiej, obozu w Konstantynowie Łódzkim i dziesiątki innych. To Mateusz Morawiecki uratował film Antoniego Krauzego „Czarny czwartek”, serial „Czas honoru”, projekt „Encyklopedia Solidarności” i dziesiątki wydawnictw. Wiele przedsięwzięć, których bank nie mógł sponsorować ze względów formalnych, Morawiecki finansował z własnych środków.

– Nie wiem więc, jakim ministrem będzie Mateusz Morawiecki, ale wiem jakim jest patriotą i jakim człowiekiem – konkluduje Kunert.

– Wszyscy wiedzą, że z PiS mi nie po drodze – mówi prof. Andrzej Wiszniewski, były minister nauki w rządzie Jerzego Buzka, jeden z promotorów kariery Mateusza Morawieckiego. Miał wygłosić laudację i wręczyć mu Honorową Złotą Perłę podczas uroczystej gali „Polish Market”. – Polskiej gospodarce potrzeba ludzi z wiedzą, świetnych fachowców. I Mateusz Morawiecki jest idealnym kandydatem na wicepremiera. To naprawdę dobra decyzja i daje nadzieję, że temu rządowi jednak może się udać to, co planuje w sferze gospodarczej – konstatuje profesor i wymienia zalety młodego Morawieckiego: odpowiedzialny, uczciwy i piekielnie pracowity.

– Jest postacią renesansową – ocenia Wojciech Myślecki. – I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

* * *

.Mateusz Morawiecki – człowiek z charakterem. Ogromny potencjał intelektualny i talenty organizacyjne potrafi wykorzystywać racjonalnie. Wychowany w skromnych, graniczących z biedą warunkach, zahartowany w oporze i represjach, które spotykały jego i całą rodzinę. Dzielny i nieprzeciętnie odważny. Patriota, który emocjonalną miłość do Ojczyzny potrafi łączyć z czynem, zarówno w czasach wymagających heroizmu, jak i obecnie, gdy potrzebna jest mądrość, wrażliwość i wyobraźnia. Zawsze gotowy do wyrzeczeń. Na gratulacje, które płynęły do niego po powołaniu na funkcję wicepremiera i ministra rozwoju, odpowiadał każdemu nadawcy: „Ku chwale Ojczyzny!”

Maria Wanke – Jerie
Małgorzata Wanke – Jakubowska

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Wojciech Poczyznicki

    Takie życiorysy i ich nagłaśnianie to kontynuacja tradycji Trzeciomajowej.Dzięki.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi