Wszystko Co Najważniejsze

Europa stoi dziś bezradna i rozbrojona moralnie. Potrzeba mądrości i pilnych działań

Poseł Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. W latach 2005-2007 minister transportu. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Pomysłodawca i założyciel Centrum Kreowania Liderów Kuźnia.
wszystkie teksty autora

Bliski i Środkowy Wschód, taki, jaki znaliśmy przez, powiedzmy, ostatnie 50 lat, znika lub być może już zniknął. Tak naprawdę znika cały porządek czy system, na którym opierał się świat w ostatnich dziesięcioleciach — światowy ład polityczny. Proces ten jednak jest tak chaotyczny czy zawiły i poplątany, a zatem wymykający się prostej analizie, że trudno przewidzieć, jaki będzie nowy rozkład sił i jakie państwa będą istnieć za rok albo za pięć lat. Niestety, stwierdzenie to odnosi się nie tylko do jakichś odległych, choć bliskich państw, jak Irak czy Syria, ale i do Europy.

.Przekonanie Europejczyków, że konflikty toczą się gdzieś na peryferiach (w prowincjach Cesarstwa Rzymskiego), zostało wpierw skonfrontowane z rozpadem Jugosławii i konfliktem serbsko-albańskim. osiaWtedy też ze zdziwieniem zauważono, że etniczność i tradycje narodowe oraz religijne mogą być tak silne, że działają wbrew rachunkowi ekonomicznemu i tzw. zdrowemu rozsądkowi. Doświadczenie jednak było krótkie i zostało szybko wyparte z kolektywnej świadomości Europy Zachodniej.

Fanatycy, brodaci nawiedzeni, prorocy i wojownicy, terroryści, tak bardzo odbiegali od oświeceniowego ideału człowieka Zachodu, czytaj: Europejczyka (bo „amerykańskość” to też Zachód, ale inny) — racjonalnego, dążącego do komfortu, materialnego dobrobytu, deklarującego potępienie dla wszystkich „izmów” i aż do bólu poprawnego politycznie, że nie dopuszczano myśli o ich historiotwórczym charakterze. A jednak… Historia się skończyła tylko na krótki moment.

Europa stoi dziś bezradna i rozbrojona moralnie, bez poczucia, że ma prawo — wbrew swojej empatii i zrozumieniu w stosunku do innych, nieracjonalnych i fanatycznych — bronić chrześcijańskich korzeni i własnej odrębności kulturowej.

Politycy, zwłaszcza Europy Zachodniej, tzw. głównego nurtu, nie mają odwagi powiedzieć, że popełnili błąd, wiele błędów, przede wszystkim w sferze ideologicznej. Wykreowali w społeczeństwach poczucie winy, które ma wynikać ze skłonności do egoizmu narodowego.

.Świat zachodni poprzez swoją niezdarną politykę w stosunku do ludów i państw o różnej tradycji i kulturze doprowadził do rozpadu lub degeneracji naturalnych więzi pomiędzy tamtejszymi mieszkańcami. Rozpad ten manifestuje się w krwawych konfliktach wewnętrznych, w których trudno znaleźć jednoznacznie dobrych i sprawiedliwych oraz złych i niemających racji.

sg

Wydawało się, kiedy „wybuchła” Arabska Wiosna, że nastąpiła masowa konwersja tamtejszych społeczeństw na demokrację. Miało to nastąpić na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Cóż za optymistyczne wizje dla świata arabskiego przewidywali analitycy i różni fachowcy z think tanków, pism opiniotwórczych — światłych i liberalnych. Ponieważ trudno uwierzyć w taki poziom głupoty, należy przypuszczać, że część tych „ekspertów” robiła to wbrew sobie, bojąc się powiedzieć głośno o tym, co czuli i co wiedzieli.

Nie sposób na Bliskim Wschodzie osiągnąć i zbudować w ciągu sezonu demokracji w społeczeństwach, które demokracji nie rozumieją i, powiedzmy sobie, nie potrzebują. Nie jest to sąd wartościujący. Europa też przez większą część historii nie znała takiej demokracji, jaka dziś w niej panuje i jest główną formą organizacji politycznej. Jakoś ta Europa żyła, tworzyła i rozwijała się, a zamieszkujące ją ludy, a potem narody nie były aż tak nieszczęśliwe. Europejski liberał racjonalny w swoim przekonaniu, staje się zaciętym fanatykiem, kiedy chcemy mu logicznie udowodnić, że rządy demokratyczne nie są konieczne ontologicznie, a słowo „demokracja” podlega interpretacjom i jest definiowane na wiele sposobów. Wielu z nas pamięta takie „fantastyczne” (tak jak są fantastyczne zwierzęta, np. jednorożec) pojęcie jak „demokracja ludowa” alias „socjalistyczna”.

FullSizeRender

.Musimy odpowiedzieć sobie co najmniej na trzy powiązane ze sobą pytania.

Po pierwsze, czy Polska w obecnej sytuacji powinna przyjąć uchodźców (migrantów)? Jeśli tak, to w jakiej liczbie? I wreszcie: czy godzi się dokonywać wyboru i przyjmować tylko tych, którzy spełniają pewne kryteria?

Przyjmowanie, wpuszczanie do Europy tej całej masy ludzi świadczy o jakiejś impotencji umysłowej, o nieumiejętności przewidywania skutków dzisiejszych decyzji w perspektywie kilku następnych miesięcy, nie mówiąc o latach.

Mamy do czynienia z bezprzykładną migracją ludności obcej kulturowo Europie w kierunku tych państw, które są postrzegane jako miejsca dostatku i dobrobytu.

Pewna część tego strumienia została wypchnięta przez wojnę, okrutną wojnę, i są to ludzie zdesperowani, ciężko doświadczeni, ale dostatecznie racjonalni, by dążyć nie do pierwszego miejsca względnego spokoju, gdzie nie będą zabijani i prześladowani, ale dalej, do arkadii europejskiego socjalu.

Inna grupa to migranci ekonomiczni. Wyruszają oni za wcale niemałe pieniądze, przyznać trzeba, że często ryzykując życiem, również w kierunku mitycznego dobrobytu w Europie Zachodniej.

.Polska nie jest postrzegana przez żadną z tych grup jako miejsce, gdzie warto byłoby zatrzymać się i osiąść. Nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę, iż ponad 2 miliony Polaków wyjechało w ostatnich latach z ojczyzny w celach zarobkowych. Tak masowa emigracja nie poprawiła sytuacji na naszym rynku pracy. Obecnie bezrobocie rejestrowane wynosi około 10%. Biorąc pod uwagę strukturę rynku pracy, migranci raczej nie będą wypełniać miejsca po polskich emigrantach. Co najwyżej mogą konkurować z czasowo przebywającymi w Polsce migrantami z Ukrainy.

FullSizeRender

 

.W przypadku dorosłych migrantów w wieku produkcyjnym będą oni musieli być od razu klientami opieki socjalnej.

Z drugiej strony wydaje się nieuniknione, z powodu nacisku krajów „docelowych” (Niemcy, Francja) oraz krajów „granicznych” (Włochy, Grecja), przyjęcie pewnej liczby „bieżeńców”. Ilu jesteśmy w stanie przyjąć, nie doprowadzając do perturbacji społecznych? Wypadałoby szybko przeprowadzić odpowiednie badania, aby mieć twarde, mierzalne argumenty przy wyznaczaniu liczby przyjętych uchodźców.

Zatem na pierwsze pytanie odpowiedź jest twierdząca — musimy ich przyjąć, ponieważ zostanie nam to narzucone, w imię źle pojmowanej solidarności europejskiej. Ilu?

Tutaj trzeba jak najszybciej uzbroić się w twarde, mierzalne argumenty, oparte na solidnych podstawach badawczych, naukowych, tak by wynegocjowana liczba nie przekroczyła zdolności adaptacyjnych naszego społeczeństwa. W innym przypadku dojdzie do niekorzystnych zmian społecznych w rejonach „tarcia” pomiędzy migrantami a społecznością lokalną.

Z tych też powodów powinniśmy wypracować kryteria preferencji względem migrantów. Powinny brać one pod uwagę odległość kulturową, co oznacza między innymi, że chrześcijanie w sposób naturalny otrzymują więcej punktów niż muzułmanie. Nie jest to rasizm czy niechęć. Absolutnie nie! Jest to uznanie faktu, że społeczności lokalne, urzędy i służby socjalne nie są przygotowane na absorpcję zbyt dużej liczby ludzi z kultury istotnie różnej od naszej. Tutaj nie tylko chodzi o dobro czy dobrostan „naszych” obywateli, ale również o dobrostan przybyszów.IMG_1907

Być może warto zastanowić się nad aspektem humanitarnym i preferować kobiety z dziećmi, które straciły mężów. Znowu potrzeba na „już” pewnych badań i decyzji, które z tego wynikają.

Oczywiście, jak już wspomniałem wyżej, pomysł, aby problem rozwiązać poprzez przyjęcie tej rzeki ludzkiej w Europie, jest mało kreatywny i niezgodny ani z interesem Europy, ani paradoksalnie z interesem migrantów.

.Pomoc powinna zostać skierowana do krajów, skąd przyjeżdżają migranci — chodzi tutaj o grupę motywowaną ekonomicznie (rodzaj planu Marshalla) — oraz do tych krajów muzułmańskich, które przyjmują uchodźców z terenów wojennych (Turcja, rejony kurdyjskie, Jordania itd.). Tam bowiem obyczaje, religia czy język są albo takie same, albo bardzo podobne i jest szansa, kiedy odpowiednio ten proces wspomoże się finansowo, by uchodźcy znaleźli sobie nową ojczyznę. Biorąc pod uwagę, jakie ogromne kwoty wydają kraje naftowe na najróżniejsze spektakularne projekty, naturalne wydaje się, że powinny one wesprzeć uchodźców bliskich im kulturowo.

Ci wszyscy, którzy bezkrytycznie reprezentują pogląd o masowym, niekontrolowanym przyjęciu migrantów, powinni sobie i reszcie, sceptycznej i pełnej obaw, odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie. Kim mają być przybysze za 5 – 10 lat? Polakami wyznania muzułmańskiego związanymi na dobre i na złe z nową ojczyzną? Uchodźcami, którzy czekają, by się z Polski wydostać i wyjechać w poszukiwaniu lepszej pracy, w poszukiwaniu społeczności, która będzie żyła zgodnie z ich wiarą i zwyczajami?

Nie jest tak, że jesteśmy krajem nieczułym i społeczeństwem bez empatii. Przyjęliśmy niemałą liczbę Czeczenów i cały czas jesteśmy celem dla migracji zarobkowej z Ukrainy.

Uchodźcy czeczeńscy coraz częściej decydują się na pozostanie w Polsce pomimo trudnego i bardzo trudnego procesu przystosowania do nowego kraju. To także jest ważnym argumentem w negocjacjach dotyczących przyjęcia nowych uchodźców. Polska jest państwem granicznym Europy i przejmuje strumień uchodźców, o których być może w innych krajach mało się słyszy.

Exodus setek tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu do Europy powinien stanowić również podstawę do pilnych i odpowiednich działań związanych z bezpieczeństwem państwa.IMG_1954

.Dla niewielkiej grupy tych, którzy trafią do Polski, trzeba zbudować program intensywnej nauki języka polskiego — aby nie generować wykluczonych i gniewnych. Doświadczenie uczy, że oczekiwanie na „wyjaśnienie” legalności pobytu w ośrodkach dla uchodźców bez pracy nad ich adaptacją powoduje często nabycie syndromu „bierności i alienacji” oraz niechęci i wrogości do kraju-gospodarza. Jeszcze tego nam brakuje…

Jerzy Polaczek

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.
2 września 2015 / Fot. Instagram @ErykMistewicz, granica francusko-włoska w Ventigmilia/Menton.