Michał BONI: "Młoda fala w polskiej polityce"

TSF Jazz Radio

Młoda fala w polskiej polityce

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Pamiętam, że latem 1988 roku pisałem w podziemnej „Woli” o młodej fali Solidarności, która to fala powstawała właśnie w Nowej Hucie, Gdańsku, Ursusie. Byli to młodzi działacze Solidarności, którzy uznali, że trzeba z nową energią rozpocząć solidarnościową walkę. To oni w jakimś sensie pchnęli Wałęsę do działania i strajku w stoczni w sierpniu 1988 roku. Ten przegrany strajk stał się zarzewiem czegoś zupełnie nowego i niebywałego. Otworzyła się perspektywa Okrągłego Stołu i – jakkolwiek by to oceniać– bezkrwawego przewrotu politycznego w Polsce.

Dlaczego wspominam o tym teraz, w roku obchodów 25-lecia wyborów 4 czerwca, początku polskiej transformacji oraz obalenia Muru Berlińskiego? Otóż ówczesny ruch młodych (także młodych, którzy stworzyli II NZS) przywodzi na myśl dzisiejszy zapał młodzieży do działania na niwie polityki, w tym również chęć kandydowania w wyborach samorządowych. 

.Młodzi wchodzący do polityki zyskiwali w ostatnich latach jak najgorsze opinie. Mówiło się o klice asystentów politycznych, którzy niczego nie umiejąc, starali się o wpływowe pozycje. Niektórzy mieszali działalność publiczną z działalnością biznesową. Niektórym mieszało siężycie prywatne z obowiązkami oraz przywilejami publicznymi. Młodzieżówki partyjne różniły się ostrością haseł i sposobami walki między sobą, ale nie mechanizmami działania – tej mieszaniny dyskrecjonalnej gry politycznej z quasi-gangsterskimi propozycjami „nie do odrzucenia”. Ostatnie wydarzenia z udziałem młodych działaczy partyjnych pokazały chyba granicę akceptowalności dla takich postaw. Wprawdzie chodzi o „starszych” trzydziestolatków czy „młodszych” czterdziestolatków – ale na gruncie polskiej polityki jest to jeszcze młodość. Pojawiają się jednak na scenie politycznej liderzy o wiele młodsi – dwudziestolatkowie… Coś się zaczęło zmieniać…

To swoiści outsiderzy polityczni, którzy ujawniają swoją siłę głównie w dużych miastach, ale nie tylko.

Z ruchów nowej kontrkultury, z grup samopomocowych, z grup blogerskich, spośród protestujących przeciwko ACTA, spośród buntowników wobec uładzonej rzeczywistości, spośród protestujących podczas akcji Wall Street Occupy – zaczęli wyłaniać się różnorodni organizatorzy ruchów miejskich: mocno ideologiczni albo skrajnie antyideologiczni, antysystemowi.

Pojawili się kilka lat temu i nie tylko wyrażają swoje opinie, ale także budują grupy przeprowadzające różne akcje. W Polsce młodzi działacze zaistnieli wyraźnie w 2011 roku w Poznaniu. Zaczęli wówczas walczyć o budżety partycypacyjne oraz zachęcali ludzi do udziału w demokracji bezpośredniej, również do internetowego uczestnictwa w życiu publicznym. Oprócz buntu pokazali umiejętność budowania. Część z nich uznała, że warto kandydować w wyborach samorządowych, że lokalność w polityce to nie zsyłka i pobocza wielkich spraw, lecz wyzwanie pozwalające na aktywność, która w praktyce może służyć ludziom i zmieniać ich najbliższą rzeczywistość. Głoszą to ulotki mówiące np.: „Odzyskaj Śródmieście dla mieszkańców”, „Piasek zamiast soli na bocznych ulicach”. Chcą odzyskać miasta dla mieszkańców – trzymam za nich kciuki.

Ten ruch i te fluidy pojawiły się w wielu miejscach Polski. Nagle okazało się, że i partie dotychczas stabilne podlegają takiemu młodzieńczemu przebudzeniu i oczyszczeniu. Że do kandydatów na radnych dołączają zorganizowane w pozytywnym sensie grupy młodych, którzy kandydując w wyborach, chcą być nie tylko z jakiegoś ugrupowania politycznego czy reprezentować jakąś grupę interesów (znów w pozytywnym znaczeniu), ale przede wszystkim chcą mówić o sobie jako o młodych i reprezentować potrzeby młodych. Ta pokoleniowa tożsamość jest ważna, bo to ona buduje siłę i wiarygodność.

.Przeczytałem manifest wyborczy warszawskich Młodych Demokratów związanych z Platformą Obywatelską. Nie ma tam roszczeń. Nie ma tam bezradności. Nie ma tam przeczernionego obrazu świata. Nie ma tam również pastelowego obrazu rzeczywistości. Jest mocna świadomość, że młodzi muszą prowadzić politykę na rzecz młodzieży i że muszą do tej polityki przekonać innych partnerów samorządowych, także różniących się wiekiem. Są tam sformułowane postulaty, ale brzmią jak zadania do wykonania, i to zadania w różnych dziedzinach. Cechą tego dokumentu jest dobrze skrojona kompleksowość, dobrze pomyślana całość. Dlatego z jednej strony jest w nim dużo o rowerach, upowszechnianiu sportu, ale z drugiej – o warunkach do zdobywania realnych umiejętności zawodowych (technicznych, praktycznych) dopasowanych do obecnego rynku pracy. Dlatego są w tym manifeście wskazywane jako potrzeby: rozbudowa sieci żłobków, tak ważna dla młodych rodziców; rozwój stref wyłączonych nocą z obowiązku ciszy, żeby się po prostu można było bawić; propozycje tworzenia dospołecznych miejsc publicznych, jak plaże i miejsca ogniskowe; postulaty otwierania się przestrzeni miasta na teatr, także w jego nieformalnych postaciach i offowej organizacji. Dlatego jest w nim mowa o parkingach podziemnych (duże miasto w końcu musi o tym zacząć myśleć), o rozwoju komunikacji publicznej. Widać z tej prostej listy priorytetów, że autorzy rozumieją współczesną wielkomiejskość, że piszą o sprawach, które znają, które czują, i że patrzą oczami zwykłego obywatela. I jeszcze jedno – widzą miasto w jego otoczeniu regionalnym. Nie chcą Warszawy jako wyspy na Mazowszu, ale chcą stolicy jako siły rozwojowej całego regionu, miasta otwartego na dzielenie się swoimi dobrami z otoczeniem.

Młoda fala napiera. Stanowią ją ludzie aktywni w kampanii, którzy spotykają się z wyborcami, rozdają ulotki, namawiają do rozmów, częstując kawą. Dyskutują o samych konkretach: na Woli i Mokotowie, w Nowym Dworze Mazowieckim, Błoniu, Łomiankach, Pruszkowie, Piasecznie, Legionowie, Łomży (niektórzy wracają z Warszawy w swoje rodzinne strony – poza region Mazowsze). Nie mają„jedynek”, dlatego trzeba wyławiać ich z list wyborczych (proszę poszukać na moim Facebooku informacji o nich). Spędzają ranki i noce na „dyktowaniu”, czyli przyczepianiu do słupów dykt z własnym wizerunkiem. Robią to z taką energią, jak my, moje pokolenie, robiliśmy to przed 4 czerwca 1989 roku. Widać, że mimo wszystkich różnic budują międzypokoleniową solidarność.

Życzę tej młodej fali jak najlepszych wyników w wyborach.

Michał Boni
9 listopada 2014 r.

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam