Nick BILTON: "Prawdziwe początki Twittera"

TSF Jazz Radio

Prawdziwe początki Twittera

Nick BILTON

Dziennikarz „New York Timesa”. Prowadzi niezwykle popularny Bits Blog, poświęcony negatywnemu wpływowi najnowszych technologii na biznes i kulturę, rozważaniom dotyczącym przyszłości technologii, prywatności i społecznego wpływu sieci. Jest autorem I Live in the Future & Here’s How It Works.

zobacz inne teksty autora

Gdy wzrok Noaha Glassa spoczął na zdjęciu na stronie „Forbesa”, magazyn prawie wypadł mu z rąk. Głowa i ręka — niczym dwa magnesy — przyciągały się przez chwilę jakby pod wpływem potężnej siły przeciwnych biegunów niepowstrzymanej ciekawości.

.Było ciepłe, letnie popołudnie 2002 r. Noah spędzał leniwie czas w swoim mieszkaniu, pozwalając, aby gwar uliczny i kurz z Church Street, na którą wychodziły okna, wciskał się swobodnie do środka jak zapach, któremu niczego nie można zabronić. Przewracał automatycznie kolejne strony magazynu, aż w pewnej chwili jego uwagę przyciągnęło zdjęcie człowieka, wyglądającego na dwadzieścia kilka lat. Człowieka, który stał za usługą noszącą nazwę Blogger.

Największe wrażenie zrobił na nim nie tyle tekst artykułu, co właśnie to zdjęcie. Prawie spadł z krzesła, gdy zrozumiał, na co patrzy. Widział profil Evana Williamsa, pomysłodawcy i mistrza Bloggera, pozującego fotografowi dumnie na tle komputera i monitora ozdobionego jasnopomarańczową naklejką z logo portalu w dolnym rogu ekranu. Gdyby przyjrzeć się szczegółom drugiego planu i przenieść wzrok ponad uśmiechniętą twarz Evana, a potem podążyć wzrokiem dalej, za okno, można by dostrzec kuchnię. Tę samą kuchnię, w której właśnie siedział Noah.

Noah obrócił się w fotelu, unosząc magazyn wyżej na linię wzroku i spoglądając przez okno do mieszkania po przeciwnej stronie ulicy, gdzie znajdował się komputer ze zdjęcia w „Forbesie”, stojący dokładnie na tym samym biurku w realnym świecie. W dolnym rogu monitora znajdowała się identyczna pomarańczowa naklejka, a przed ekranem przy biurku siedział bohater artykułu: Evan Williams.

— Niech mnie szlag! — wykrzyknął Noah, a na jego twarzy pojawił się gigantycznych rozmiarów uśmiech. Stał przez chwilę, sprawdzając jeszcze raz podobieństwa pomiędzy zdjęciem a rzeczywistością.

Trzymany w jego wielkich dłoniach „Forbes” wydawał się magazynem wyjątkowo niewielkich rozmiarów. Noah był „duży” pod każdym względem: wysoki i szeroki w barach, z kwadratową twarzą i opadającymi powiekami, nadającymi właścicielowi wyraz smutnego szczeniaka. Zresztą tak jak każdy szczeniak, Noah dysponował energią elektrowni atomowej.

.Szybko otworzył tylne drzwi kuchni i wybiegł na balkon.

— Ej, ty! Blogger! — krzyknął. Ev odwrócił się w jego stronę nieco zmieszany i zaskoczony hałasem. — To ty jesteś Evan Williams z Bloggera, tak? Nazywam się Noah. Noah Glass.

— Tak, to ja — odpowiedział ostrożnie Ev, wychodząc na swój balkon.

Noah spojrzał ponad ramieniem mężczyzny, jeszcze raz omiatając wzrokiem mieszkanie po drugiej stronie ulicy. Przypomniał sobie, że jeszcze zupełnie niedawno w tym mieszkaniu gnieździło się pięć osób. Widział też ludzi rozsiadających się w kuchni, zajętych pracą i skupionych na monitorach komputerów. Serwery będące sercem Bloggera, nie różniące się jakoś specjalnie od pustych pudełek po pizzy, stały zazwyczaj na blacie nad zlewem. Jednak dziś to zaimprowizowane biuro było puste. Nie było tam nikogo. Z wyjątkiem Evana.

— Blogujesz? Blogujesz w tej chwili? — zapytał Noah, którego podekscytowanie dało się wyraźnie zauważyć mimo odległości dzielącej balkony.

— Tak — odpowiedział Evan, po czym roześmiał się w głos. Stali tak przez chwilę na balkonach, rozmawiając. Noah śmiał się i dawał wyraz swojej ekscytacji, klaszcząc w dłonie. Był dumny z tego, że są sąsiadami.

Tamtego lata Noah był ogolony na łyso. Odrastające włosy często kręciły się dziko na wszystkie strony, niczym u surfera mieszkającego na plaży. Nic dziwnego, bo Noah wychował się właśnie na plaży. Urodził się w małej, rozpadającej się chatce obok jeszcze gorzej wyglądającej stodoły, która stała się domem komuny hipisów z Santa Cruz, w północnej Kalifornii. Jego matka i inni współobywatele komuny utrzymywali się z ręcznego wyrabiania świec i innych drobiazgów.

Któregoś ranka jego ojciec wyszedł z domu po mleko dla nowonarodzonego syna i nigdy nie wrócił.

Życie w komunie nie trwało długo, wkrótce bowiem Noah trafił do domu mieszkających w pobliżu dziadków. Jeden z jego krewnych, twardy człowiek z gór, przyjął na siebie rolę ojca. To on zajął się wychowaniem chłopca. Jednej z jego lekcji Noah nie zapomniał do końca życia. Któregoś dnia koń dziadka kopnął brata Noaha w nogę. Nowy „ojciec” stwierdził, że nadarzyła się dobra okazja, aby pokazać dziecku, jak powinien radzić sobie w życiu. Chwycił metalową rurę i zaczął okładać nią zwierzę tak mocno, że koń skonał. Trzymając w dłoni ociekającą krwią rurę, mężczyzna powiedział chłopcom: „Właśnie tak należy brać sprawy w swoje ręce”. Noah stał zmartwiały w absolutnym szoku. Miał delikatną duszę. Nie był twardy. Nie był odporny na tego typu widoki. Więcej było w nim artysty niż rewolucjonisty. Noah często uciekał w świat stworzony wewnątrz swojego niezwykle kreatywnego umysłu, dysponującego niezmierzonymi zasobami energii.

Chociaż Evan był raczej człowiekiem wyciszonym i wolał trzymać się na uboczu, pełna wigoru osobowość Noaha przyciągała go niczym magnes. Mężczyźni szybko stali się bliskimi przyjaciółmi. W poprzedniej epoce mogliby stać się bohaterami klasycznego serialu telewizyjnego, w którym dwóch sąsiadów o zupełnie innych charakterach spotyka się regularnie na sąsiadujących ze sobą werandach, popijając piwo i dzieląc się spostrzeżeniami o życiu. Noah głównie mówił, Ev przede wszystkim słuchał. Ich przyjaźń umacniała się i ewoluowała, a mężczyźni przenieśli się ze swoich „ganków” do pobliskich kawiarni. A wkrótce potem zaczęli spotykać się na hamburgerach u Barneya na tej samej ulicy lub na wieczornych imprezach. Wkrótce więcej czasu spędzali razem niż osobno.

Regularnie dołączał do nich Goldman, który również mocno zżył się z Evanem.

.Noah często zerkał przez okno w kuchni, sprawdzając, czy jego nowy znajomy jest w domu. Czasami od razu zjawiał się pod drzwiami sąsiada, dobijając się natrętnie. Zdarzało się niejednokrotnie, że domagał się wpuszczenia do mieszkania akurat wtedy, gdy Evan spędzał czas w towarzystwie jakiejś dziewczyny.

Zawsze też chętnie oferował swoją pomoc. Któregoś popołudnia Goldman i Evan próbowali wtargać po schodach kamienicy sporej wielkości kanapę. Gdy zatrzymali się na chwilę odpoczynku, obok nich pojawił się Noah. Odsunął ich na bok i bez żadnych ceregieli zataszczył — praktycznie sam — wielką sofę po klatce schodowej na górę.

Pod koniec 2002 r. Blogger przeniósł się tymczasowo z wynajętego „biura detektywa” z powrotem do mieszkania Evana. Noah budził się rano, wypijał kawę przy oknie, obserwując z podziwem programistów Bloggera uwijających się przy pracy. To było coś. Chciał stać się tego częścią. Jasne, Blogger nie był tradycyjnym startupem. W firmie brakowało stołu bilardowego, lodówki pełnej piwa lub hałaśliwych imprez — a czasami zdarzało się, że ludzie nie dostawali wypłaty, ponieważ firma miewała kłopoty z płaceniem rachunków — jednak Noah zapragnął dołączyć do grupy przyjaciół, tłoczących się w małym mieszkanku i pracujących nad tym, aby razem zmienić świat za pomocą kodu.

.Od prawie dwóch lat Noah pracował w domu nad projektem pirackich transmisji internetowych. Na razie zbierał narzędzia, dzięki którym każdy internauta mógłby założyć stację radiową, obchodząc regulacje państwowe. Często jednak czuł się przygnieciony swoją samotnością, bo nie miał nikogo, z kim mógłby porozmawiać o swoich pomysłach. Erin, jego żona, bywała nieosiągalna, ponieważ przez większość czasu przebywała w szkole prawniczej, poświęcając jej serce oraz większość godzin dziennych i nocnych. Noah przypominał opuszczone dziecko bawiące się samotnie w gigantycznej piaskownicy.

Wszystko się zmieniało, gdy wkraczał do zabałaganionego mieszkania po drugiej stronie ulicy.

Tam mógł słuchać z Evanem muzyki, dzielić się pomysłami na różne projekty. Ev często tylko patrzył i się uśmiechał, kiwając głową na boki niczym wycieraczka i obserwując rozpieranego energią Noaha, kursującego od ściany do ściany podczas omawiania idei, które kiedyś mógłby przekształcić w coś namacalnego.

Mężczyźni zbliżyli się do siebie tak bardzo, że Ev zdradził Noahowi, dlaczego Blogger wrócił do kuchni w jego mieszkaniu, wynosząc się z biura wynajętego wcześniej tego roku.

— Nie możesz tego nikomu zdradzić — zastrzegł Ev.

— Oczywiście. No jasne! Nie powiem! — odpowiedział radośnie Noah. — Obiecuję.

Okazało się, że Google złożyło Evanowi propozycję kupienia Bloggera.

Serwis gościł już ponad milion blogów i Evan znalazł się na rozstaju dróg. Mógł albo wziąć pieniądze od inwestorów z Doliny Krzemowej, albo — o ile Google podtrzyma swoją ofertę — sprzedać Bloggera za… „być może kilka milionów dolarów”.

Gdy umowa wynajmu biura wygasła, Ev i jego pracownicy postanowili przenieść się z powrotem do mieszkania, żeby spokojnie zastanowić się, co robić dalej.

Noaha przepełniała duma i radość. Oferta Google oznaczała ni mniej, ni więcej to, że Evan, często tak spłukany, iż nie miał za co kupić sobie czegoś do zjedzenia, mógł zostać bogaczem. Już nigdy nie musiałby martwić się o to, co wrzuci do garnka. Przez następne kilka miesięcy Noah uważnie obserwował Evana, który niepewny swojej decyzji podpisywał dokumenty sprzedaży firmy. W porządkowaniu tych spraw pomagał Evanowi Goldman. Noah czekał niecierpliwie na ostateczną decyzję. Czy przejęcie stanie się faktem?

Wreszcie 15 lutego 2003 r. Noah odebrał telefon. Evan Williams znalazł swoją żyłę złota. Dziesiątki milionów dolarów w zerach i jedynkach.

„To przejęcie jest potężnym impulsem dla wyróżniającej się ogromną heterogenicznością sfery publikacji internetowych, które zaczęły zmieniać świat klasycznych mediów informacyjnych, wprowadzając do niego nowe zmienne” — pisał reporter „San Jose Mercury News”, który poznał warunki umowy z Google. „Elementem tej nowej wizji świata, podzielanej przez pionierów blogowania, jest niesienie pomocy w demokratyzacji procesu tworzenia mediów informacyjnych oraz przepływie informacji w świecie, w którym gigantyczne firmy mają kontrolę nad tym, co dociera do większości społeczeństwa”.

Chociaż Ev nie dostał tych milionów od razu po transakcji, część pieniędzy otrzymał w formie czeku. Wystarczyły, żeby kupić najnowszy model Subaru (tym razem jasnożółte). Zanim Ev wyjechał z salonu nowiutkim samochodem, przylepił na tylnym zderzaku kwadratową naklejkę z pomarańczowym logo Bloggera.

.Zespół Bloggera przeniósł się do fantastycznego kampusu Google, gdzie mógł korzystać z darmowego żarcia. A Ev stał się sławny. Przynajmniej w ezoterycznym społeczeństwie mieszkańców San Francisco. Ludzie zaczęli rozpoznawać go na imprezach organizowanych przez firmy z branży technologicznej, ponieważ jego zdjęcia pojawiały się już wówczas regularnie na blogach i w prasie.

Noah koncentrował się wówczas na własnym projekcie pirackich stacji radiowych, pracując nad integracją oprogramowania z serwisem Bloggera i tworząc aplikację o nazwie AudBlog, bloggera audio. Aplikacja pozwalała publikować wpisy w formie zapisu głosowego zarejestrowanego za pośrednictwem telefonu. Przejęcie Bloggera przez Google oznaczało, że również dzieło Noaha znalazło się w centrum zainteresowania.

Po wielu rozmowach z przyjaciółmi Noah postanowił, że AudBlog stanie się oficjalnym startupem. Gdy tylko Ev zaczął otrzymywać honorarium od Google, Noah zwrócił się do niego z propozycją zainwestowania kilku tysięcy dolarów, które pomogłyby mu rozkręcić interes.

— Uczyniłbym to z radością — odpowiedział Ev najszczerzej, jak potrafił — ale naprawdę cenię sobie naszą przyjaźń i nie chcę, aby moja inwestycja lub nasza wspólna praca wpłynęły negatywnie na to, co nas łączy. — Ev zebrał przez lata wystarczająco dużo doświadczeń z rozpadu Pyra Labs, gdy stracił wszystkich przyjaciół.

— Daj spokój! — Noah nie ustępował. — Możemy ze sobą współpracować, a mimo to dalej się przyjaźnić.

W końcu Evan uległ. Zainwestował w projekt Noaha swoje pieniądze. Uszczęśliwiony Noah skoncentrował się na nowych zadaniach, zamieszczając oferty pracy przy startupie, który dla niepoznaki nazwał Citizenware. Po jakimś czasie pojawiło się kilka e-maili od zainteresowanych programistów. Jeden z nich wyraźnie wyróżniał się na tle pozostałych. Jego autorem był haker, który znał Ruby on Rails, nowy, coraz modniejszy język programowania. Po wymianie kilku listów Noah zorganizował z nim spotkanie w małej kawiarni w Mission.

Człowiek, który pojawił się w kawiarni, przedstawił się jako Rabble, choć tak naprawdę nazywał się Evan Henshaw-Plath. Był wysoki, a jego głowa i ramiona lekko pochylały się do przodu, sprawiając, że wyglądał niczym pijak usiłujący przytrzymać się jakiegoś słupa, żeby nie wylądować na ziemi.

— Powiedz coś o sobie — zaczął Noah, siedząc na krześle ze skrzyżowanymi ramionami. Rabble wyjaśnił, że zamierzał spędzić w San Francisco jakiś czas z narzeczoną o imieniu Gabba. Chciał zarobić trochę kasy, którą wydawał głównie na podróże, często bowiem brał udział w różnych demonstracjach politycznych i protestach. To zajęcie, jak mówił Rabble, pochłaniało go całkowicie i było jego „pracą na cały etat”.

.Rabble i Gabba nie przypominali tradycyjnych anarchistów. Byli haktywistami. Należeli do nieznanego jeszcze wówczas szerzej gatunku anarchistów, którzy zamiast transparentów nosili laptopy i używali blogów zamiast megafonów.

Protestowali, maszerując po internetowych ścieżkach, a nie wychodząc na brukowane ulice. Rabble chciał popracować przez kilka tygodni, a potem znów ruszyć w trasę w poszukiwaniu jakiejś demonstracji lub innego sposobu, aby powiedzieć „ludziom u władzy”, żeby się pieprzyli.

Niedawno pomagał aktywistom zaangażowanym w oprotestowywanie wyborów prezydenckich w 2004 r. Twierdził, że kiedy tylko zaoszczędzi trochę pieniędzy, wyruszy do Ameryki Południowej, aby siać cyfrowe spustoszenie wśród tamtejszych rządów.

Wtedy Noah zaczął z emfazą opowiadać o swoim nowym projekcie audioblogów, serwisie upraszczającym tworzenie i udostępnianie podkastów, które będzie można pobierać na stosunkowo nieznane jeszcze wówczas urządzenia przenośne, takie jak iPody firmy Apple. Noah poświęcił także sporo czasu, żeby opisać kandydatowi rolę Evana w projekcie, chwaląc jego zaangażowanie i licząc, że projekt wydatnie na tym skorzysta.

Rabble miał gęstą, długą, rudawą brodę poskładaną z kosmyków, które tak jak sam jej posiadacz wydawały się żyć własnym życiem i wybierać własną drogę. Gdy Noah mówił, Rabble słuchał. Gładził przy tym niechlujny wąs lewą ręką — w charakterystycznym dla siebie geście — przesuwając dłoń w dół brody tak, jak czyni to piekarz wyciskający ostatnią kroplę lukru z woreczka.

Później Rabble podzielił się z Noahem kilkoma opowieściami o protestach, w których uczestniczył na przestrzeni ostatnich lat w Bostonie, Nowym Jorku, Seattle i w Italy. Opowiadał o odegranej przez siebie roli w May Day, antykapitalistycznych zamieszkach zorganizowanych w Londynie, gdzie protestującym udało się unikać policji dzięki specjalnie zaprojektowanym narzędziom mobilnym. Sam nie mógł wyjechać do Londynu, szczególnie po tym jak został aresztowany i deportowany z Pragi. Pomagał natomiast organizatorom May Day z bezpiecznego stanowiska roboczego za przepierzeniem w Palm, Inc., w firmie sprzedającej PalmPiloty, gdzie został zatrudniony jako wolny strzelec. Dzięki tej strategicznej pozycji mógł swobodnie korzystać z serwerów i komputerów firmy (oczywiście bez wiedzy przełożonych), aby wprowadzać chaos w świecie bankierów, którzy (jakżeby inaczej) używali właśnie produktów Palm, Inc.

Gdy pojawił się Ev, opowieść została na chwilę przerwana. Główny inwestor projektu Noaha przysunął cicho krzesło i usiadł, spokojnie przysłuchując się rozmowie. Noah poczuł się pewniej i wyprostował plecy. Ev wtrącił kilka pytań skierowanych do Rabble’a i dotyczących jego umiejętności kodowania i nawyków w pracy. Gdy zbierał się do wyjścia, zacisnął usta i dał Noahowi znak głową, wyrażając w ten sposób swoją akceptację.

Rabble i Noah wymienili jeszcze kilka ostatnich uwag. Na koniec Rabble spytał, dlaczego nowy startup miał nosić nazwę Citizenware.

— Cóż… — Noah zastanawiał się przez chwilę nad tym, co powinien odpowiedzieć, po czym pochylił się w stronę Rabble’a i wyjaśnił konspiracyjnym szeptem. — Tak naprawdę projekt nazywa się Odeo. Citizenware to tylko nazwa kodowa… — wyszeptał. — Ev jest postacią dość znaną w tym światku i nie chcemy, żeby ktokolwiek wiedział, nad czym razem pracujemy.

.Rabble opuścił kawiarnię z przekonaniem, że zostanie zatrudniony. Wrócił do domu, aby opowiedzieć Gabbie o swoim planie. Zgodnie z oczekiwaniami ich „dom” nie miał wiele wspólnego z typowym wyobrażeniem domu w klasycznym rozumieniu tego słowa. Para mieszkała w wartej dwieście dolarów furgonetce Volkswagena, zaparkowanej na Valencia Street. Sfatygowana karoseria samochodu była dawniej pomalowana żółtym lakierem, a teraz rdza rozprzestrzeniała się po niej każdego dnia dalej z siłą oplatającego wszystko bluszczu.

Przez kilka pierwszych tygodni startup wcale nie wyglądał na poważne przedsięwzięcie. Pierwsze stanowiska robocze znajdowały się w kawiarniach rozrzuconych po różnych dzielnicach miasta.

Noah przekonał się wkrótce, że praca nad fundamentami startupu przypomina budowę domu, dlatego zdecydował się zatrudnić większą liczbę robotników do pomocy. Zdefiniował też podstawy planu biznesowego serwisu. Wziął na siebie rolę architekta. Rabble pisał kod back-endu, odpowiednik instalacji wodnokanalizacyjnej i elektrycznej. Swój udział w tworzeniu serwisu miała także Gabba, która zajęła się projektowaniem wersji desktopowej — czyli odpowiadała za wygląd podjazdu i garażu. No i trudno zapomnieć o roli Raya McClure’a, drobnego, małomównego programisty Flasha, który wyglądał równie niepozornie, co uczeń szkoły podstawowej. Miał on pracować nad narzędziami panelu użytkownika serwisu. Można więc uznać, że był kimś w rodzaju projektanta wnętrz.

Późno w nocy, po długim dniu pracy programistycznej, Rabble i Gabba opuszczali kawiarnię i znikali w furgonetce, uchylając ostrożnie skrzypiące drzwi i cicho wślizgując się do środka. Przedzierali się przez barykady ze zniszczonych skórzanych foteli i poplamionych dywanów. Spali na prowizorycznym łóżku zbudowanym ze sklejki i zardzewiałych gwoździ, odpoczywając do wschodu słońca, które pojawiało się zaledwie kilka godzin później, oznajmiając kolejny dzień niestrudzonego hackingu.

.Gdy Ev zdołał pozbyć się wszystkich obciążeń związanych z przejęciem Bloggera przez Google, odszedł z firmy z mocnym postanowieniem, że już nigdy do niej nie wróci. Ani tam, ani do żadnej innej korporacji podobnej do Google. Za to były zespół Bloggera trafił do sali konferencyjnej nazywanej „Drano” (bo znajdowała się w pobliżu łazienek). Ev nie pasował do kohorty korporacyjnych programistów, którzy podczas lunchu umieli tylko chwalić się stopniami prestiżowych szkół. Oni nie pojmowali istoty blogowania, a Ev szybko zrozumiał, że Google zdecydowało się na zakup Bloggera po prostu po to, aby móc umieszczać własne reklamy na stronach tworzonych przez użytkowników, nie próbując zrobić czegokolwiek dla idei wolności słowa i swobodnego publikowania treści w internecie.

Po udanym zakończeniu współpracy z Google Evan przestał angażować się także w projekt Odeo. Zachowywał się tak, jakby w wieku trzydziestu dwóch lat zdecydował się odejść na coś w rodzaju „emerytury”. Saldo jego konta bankowego nie zamykało się już trzema cyframi, które ledwie wystarczało na opłacenie czynszu. Znalazły się na nim „dwucyfrowe miliony”. Właściciel konta mógł wreszcie cieszyć się życiem.

Nie chciał zajmować się teraz kolejnym startupem. Zaczął brać lekcje gotowania potraw kuchni włoskiej. Zwiedzał muzea. Kupił godny milionera dom z dużymi oknami, z których mógł spoglądać z góry na San Francisco niczym sowa siedząca wysoko na gałęzi drzewa.

Jeździł szybkim nowym samochodem, pasującym do garażu milionera. Wyjechał na drogie wakacje z Sarą, swoją nową dziewczyną poznaną na jakimś przyjęciu w Google.

W czasie gdy Sara i Ev zajęli się doskonaleniem sztuki gotowania spaghetti, Noah ze swoją trupą programistów pracował gorączkowo nad swoim projektem. Jego ludzie tłoczyli się przy stolikach miejskich kawiarni, wysiadywali niewygodne krzesła. Wysilali szare komórki wśród komputerowych kabli zwisających ze stolików spomiędzy kubków i pustych torebek po cukrze. Współcześni Beatlesi. Ich instrumentami były laptopy. Ich muzyką kod.

.Umysł Noaha często pracował na najwyższych obrotach. Jego myśli pędziły z szybkością jednego świetlika usiłującego oświetlić cały stadion piłkarski. Niektórzy myśleli, że Noah cierpi na ADD, ADHD, OCD lub jakąś inną mieszankę liter alfabetu. To nie miało jednak żadnego znaczenia. Taki po prostu był Noah. Zawsze taki był.

Kiedyś, gdy Noah był jeszcze nastolatkiem, został aresztowany przez policję w Bakersfield w Kalifornii. Za co? Tylko za to, że dziwnie się zachowywał. Policjanci uznali, że nałykał się jakichś grzybów i metamfetaminy. Zakuli go i wsadzili do samochodu policyjnego. Chociaż Noah twierdził, że wypił tylko kilka filiżanek kawy, nikt mu nie uwierzył. Chłopak wylądował w celi i musiał poddać się testom na obecność wszelkich możliwych narkotyków i dopalaczy. Spędził w areszcie całą noc. Następnego dnia policjanci stwierdzili, że siedzący w celi Noah zachowywał się dokładnie tak samo jak dzień wcześniej. Nie brał żadnych psychotropów. Został aresztowany za to, że był sobą. Noahem.

Raz na jakiś czas Ev pojawiał się jednak w kawiarni. Zwykle zaczynał wówczas zadawać pytania. Noah, przyjmując pieniądze Evana przeznaczone na finansowanie Odeo, nie miał innego wyjścia, jak tylko odpowiadać. Niedługo okazało się, że obawy dotyczące pieniędzy rujnujących przyjaźń były uzasadnione.

Ostatecznie zespół Odeo przeniósł się do małego mieszkania Noaha. Wprawdzie trochę czasu zajęło mu przekonanie żony Erin do tego pomysłu, ale — jak zapewniał Noah — rozwiązanie to miało być tylko tymczasowe. Erin jednak nie kryła się z okazywaniem swojego niezadowolenia z faktu, że musi znosić niechlujnych programistów, którzy rozpanoszyli się w jej salonie. (Rabble często siadywał na krześle i programując jedną ręką, drugą drapał się po jądrach).

Zdarzały się poranki, gdy odór ciał niemytych mężczyzn, ręka myszkująca w majtkach i odgłosy pracy doprowadzały Erin do szewskiej pasji. Wówczas wystarczyło tylko krótkie: „Noah! Do sypialni. Natychmiast!”.

Noah szedł za żoną z miną dzieciaka, który wie, że czeka go bura za to, iż nie wyniósł śmieci. Głowa opuszczona. W sercu smutek. Wykrzyczane wyrzuty. Jego przeprosiny. Potem stukot obcasów w korytarzu, trzaskanie zamykających się za Erin drzwi. I oto Noah znów zjawiał się w salonie. Z uśmiechem na twarzy, jak gdyby nigdy nic, opowiadał dowcipy i zachęcał wszystkich do bardziej wytężonej pracy.

.Minął rok i internetowy serwis podkastów zaczął wreszcie nabierać wyraźnych kształtów. Jednak cała reszta nie wyglądała zbyt różowo. Pieniądze się rozeszły. Sytuacja lokalowa również nie nastrajała zbyt optymistycznie, a małżeństwo Noaha wisiało na włosku. Mężczyzna wiedział, że ma tylko dwie drogi: albo podda się i wyrzuci cały projekt Odeo do kosza, albo poprosi Evana o więcej pieniędzy.

Wybrał drugie rozwiązanie i poprosił przyjaciela o dwieście tysięcy dolarów, dzięki którym Odeo mogłoby przejść z fazy koncepcji do etapu prawdziwego biznesu. Ev zgodził się na dofinansowanie projektu, a nawet znalazł kilku inwestorów pod postacią funduszy venture capital, ale postawił warunek. Chciał zostać dyrektorem generalnym Odeo. Nie był to żaden zamach na projekt Noaha. Chodziło o kompromis. Dla Noaha, który ciągle jeszcze był w branży postacią anonimową, oznaczało to, że Ev, dobrze znany i szanowany człowiek z „technologicznej ulicy”, trwale i oficjalnie wiązał się z Odeo. Aby ułatwić decyzję, Ev zaproponował także, że będzie płacił czynsz za swoje stare mieszkanie, które odtąd stanie się pierwszym prawdziwym biurem Odeo.

Dla Evana był to prawdziwy paradoks. Nie interesował się podkastami, ale zaczął cieszyć się z etykietki, jaką przylepili mu bloggerzy i media: jednego z najbardziej perspektywicznych pionierów nowych technologii, którzy pomagają w zbliżeniu świata blogów do głównego nurtu rewolucji internetowej. Oto nadarzyła się okazja wywindowania podkastów na zupełnie nowy poziom i powtórzenia wcześniejszego sukcesu jego Bloggera.

.Evan miał teraz udowodnić, że nie jest „artystą jednego przeboju”.Zrzut ekranu 2015-08-08 (godz. 19.11.17) A Noah wiedział, że jeśli chce osiągnąć sukces, jeśli ma mu się udać rozebranie radia i złożenie go na nowo, w wyniku czego powstanie całkiem co innego, musi pozwolić, aby pierwsze skrzypce w tym pokazie grał chłopak z farmy w Nebrasce.

Noah nie miał zatem innego wyboru, jak tylko zgodzić się na sprzedanie stanowiska dyrektora Odeo w zamian za inwestycję o wartości dwustu tysięcy dolarów i klucze do znanego mu lokum — mieszkania uwiecznionego na zdjęciu w „Forbesie”, od którego wszystko się zaczęło.

Nick Bilton

Fragment książki: “Twitter. Prawdziwa historia o bogactwie, władzy, przyjaźni i zdradzie”, wyd.Helion/OnePress POLECAMY zarówno wersję PRINT jak i EBOOK: [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam