Ondřej ŠMIGOL: Walka o Kijów jest walką o Pragę, Warszawę, Bratysławę, Tallin, Wilno i Rygę

Walka o Kijów jest walką o Pragę, Warszawę, Bratysławę, Tallin, Wilno i Rygę

Photo of Ondřej ŠMIGOL

Ondřej ŠMIGOL

Publicysta dziennika Echo24 (Czechy). Dorastał w Pradze, Warszawie, Brukseli i Wiedniu. Ukończył historię międzynarodową na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola.

Wcześniej głównym tandemem Unii Europejskiej była oś Macron – Merkel, teraz stają się Morawiecki – Fiala – pisze Ondřej ŠMIGOL

.Wizerunek prezydenta Francji Emmanuela Macrona doznał poważnego uszczerbku. Najpierw Pałac Elizejski opublikował zdjęcia Macrona po rozmowie telefonicznej z Władimirem Putinem. Trzyma on na tych zdjęciach głowę w dłoniach i ma posępny wyraz twarzy. Kontrast z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, który nie traci determinacji nawet wtedy, gdy Rosjanie bombardują Kijów, nie może być większy.

Na kolejnej serii zdjęć Macron skopiował więc styl Zełenskiego. Ma na sobie dżinsy i bluzę z kapturem oraz symbolem francuskich spadochroniarzy, ma nieogoloną twarz. Ze względu na to, że rosyjskie bombardowanie Paryżowi akurat nie grozi, spotkały go kolejne kpiny. Jednocześnie jednak obsesja Macrona na punkcie swojego korzystnego wizerunku dobrze symbolizuje całościowe podejście zachodniej części Europy do wojny na Ukrainie. Tak, Europa wysyła broń i nałożyła surowe sankcje, ale unika najgorszych skutków „ubocznych”. Wyczuwa się pewien strach, aby za bardzo nie rozdrażnić Moskwy. Tu Europa Środkowa (w zachodnich mediach wciąż nazywana Wschodnią) nie ma się czego wstydzić. Dobrze to pokazała wspólna wyprawa premierów Czech, Polski i Słowenii do obleganego Kijowa.

I chociaż Petr Fiala, Mateusz Morawiecki i Janez Janša pojechali tam „po konsultacjach z przewodniczącym Rady Europejskiej Charles’em Michelem i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen”, dało się wyczuć pewne zaniepokojenie związane z całą ekspedycją. Według brukselskiej korespondentki BBC Jessiki Parker UE podkreśliła, że trzech premierów nie otrzymało od UE żadnego konkretnego „mandatu”, a Michel podobno ostrzegał przed grożącym ryzykiem. To wskazuje na to, że UE stara się dystansować od całego przedsięwzięcia. W rzeczywistości rzekome „konsultacje” polegały na tym, że uczestnicy wyprawy poinformowali o niej von der Leyen i Michela w kuluarach szczytu UE w Wersalu. Trójka premierów postanowiła zademonstrować zachodnim kolegom, jak wygląda ta prawdziwa symbolika.

Warto również przypomnieć, że razem z trzema premierami pojechał też polski wicepremier Jarosław Kaczyński. To zachowanie nawiązujące bezpośrednio do spuścizny nieżyjącego brata Lecha. W 2008 roku Lech Kaczyński jako polski prezydent przyjechał do Tbilisi, akurat również w trakcie wojny z Rosją. „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a potem może także mój kraj, Polska” – powiedział wtedy Lech Kaczyński o rosyjskiej agresji. Niestety, nie mylił się.

Wojna na Ukrainie to bowiem przede wszystkim wojna wschodnioeuropejska. Zachód współczuje Ukrainie i jest zszokowany rosyjską brutalnością, nie czuje się jednak zagrożony egzystencjalnie.

Gdy sparafrazujemy dawne hasło, to pod Kijowem walczy się o Pragę (i Warszawę, Bratysławę, Tallin, Wilno i Rygę) nie tylko w sensie obrony jakichś wspólnych ideałów. W naszej części Europy dominuje przekonanie, że Putin nie zadowoli się jedynie Ukrainą. Za kilka lat może spróbować uszczknąć jakiś inny kawałek dawnego sowieckiego imperium. Oczywiście po tym, gdy rosyjska armia ugrzęzła w bagnach przed Kijowem i jest wycinana w pień przez drony Bayraktar, a Stany Zjednoczone dały jasno do zrozumienia, że będą bronić każdego cala terytorium NATO, to niebezpieczeństwo zmalało. Ale nie zniknęło.

Wojna na Ukrainie to przede wszystkim szansa dla wschodniego skrzydła UE na większą emancypację. Trzech premierów ze „wschodniej” Europy przyjechało do Kijowa, by okazać wsparcie. Polska jest główną stacją przeładunkową broni dla Ukrainy i głównym krajem docelowym dla uchodźców. Morawiecki wymusił na UE częściowe odcięcie Rosji od systemu SWIFT. Państwa wschodniej części UE na razie także nie domagają się, aby pozostałe kraje przejęły uchodźców. Oczekują co najwyżej pomocy materialnej, aby mogły sobie poradzić z potężną falą migracji.

Co najmniej w tych dniach punkt ciężkości UE przesunął się wyraźnie na wschód. „Nowa” Europa nie jest jakimś regionem głodomorów pasożytujących na bogactwie tej „starej”. W prawdziwym kryzysie można na niej polegać, a nawet potrafi ona przejąć inicjatywę.

Mimo to przekonanie, że ten zakątek Europy trzeba ucywilizować, nie znika. Nie tak dawno zaprezentował je europarlament, który uchwalił rezolucję wzywającą do nałożenia sankcji na Polskę i Węgry za rzekome nieprzestrzeganie wartości europejskich. Prezentuje to na przykład dziwaczny artykuł, który ukazał się w „The New York Times”. Jest zatytułowany Dwoje uchodźców, każdy na polskiej granicy. Ale mimo to daleko od siebie i opisuje historię dwojga uchodźców w Polsce, dwudziestojednoletniej Katii Maslow i dwudziestodwuletniego Albagira. I dziwi się, że Katię, która uciekła przed wojną z Ukrainy, spotkało zupełnie inne przyjęcie niż Albagira, który nielegalnie przekroczył granicę z Białorusi, dokąd przywędrował z Sudanu. Oczywistym podtekstem artykułu jest sugestia, że Polacy (ale też szersza społeczność europejska) to niereformowalni rasiści.

.Dlatego wizyta w Kijowie była tak ważna. Ponownie dowodzi, że tym razem to Wschód UE przewodzi Zachodowi. Przyjazd do wojennego Kijowa, gdzie obowiązuje zakaz opuszczania domów, wymagał sporej dozy osobistej odwagi. I mimo wątpliwości reszta Zachodu wyraża ciche uznanie. NYT opublikował wstępniak zatytułowany Trzej europejscy liderzy jadą do Kijowa pod ostrzałem. Wcześniej głównym tandemem Unii Europejskiej była oś Macron – Merkel, teraz stają się Morawiecki – Fiala. Macron zapewne zazdrości, że to nie on wpadł na ten pomysł. Wie, że jego spadochroniarska bluza nie zda mu się na nic.

Ondřej Šmigol

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 kwietnia 2022