
Kto chce oszukać Polskę lokalną?
Polska to nie tylko Warszawa czy Kraków. W setkach gmin autobus to jedyne narzędzie mobilności. Nie ma planu B. Jeśli połączenie się zamknie, zamyka się także droga do szkoły, praca, dostęp do lekarza i zwykłe życie – pisze Paulina MATYSIAK
.Zacznijmy od faktów. Ustawa o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych pozwala zawierać umowy na dopłaty do linii autobusowych maksymalnie na dziesięć lat. To nie przypadek. Długi okres daje samorządom i przewoźnikom możliwość planowania, inwestowania i budowania stabilnej sieci połączeń. Tymczasem dziś w całej Polsce samorządy widzą, że w publikowanych przez wojewodów ogłoszeniach naborów pojawił się limit trzech lat. Nagle – bez wyjaśnienia, podstawy prawnej czy konsultacji.
Co to oznacza w praktyce? Niepewność. Najpierw dla urzędników, którzy muszą zdecydować, czy w ogóle składać wnioski. Dla przewoźników, którzy zastanawiają się, czy ryzykować zakup nowego autobusu. I przede wszystkim dla mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy próbują zrozumieć, czy za rok i kolejne lata będą mieli jak dojechać do pracy, szkoły czy lekarza. Bo jeśli autobus z rozkładu znika, często znika jedyna możliwość normalnego funkcjonowania.
Wysłałam pilne interwencje do wszystkich szesnastu wojewodów. Pytam wprost: na jakiej podstawie prawnej wprowadzono ograniczenie do trzech lat? Czy ktoś wydał takie polecenie lub rekomendacje? Przyszedł mail z ministerstwa? Żądam w tej sprawie konkretnych wyjaśnień. Jeśli tak ważne decyzje podejmowane są poza ustawą, opinią publiczną i dialogiem z samorządami, to mamy problem dużo większy niż techniczny zapis w ogłoszeniu.
.Z perspektywy dużych miast ta dyskusja może wydawać się abstrakcyjna. W metropoliach transport publiczny działa zawsze. Jeśli zniknie jedna linia, są trzy inne. Jest tramwaj, metro, kolej podmiejska, rower publiczny i pięć alternatywnych rozwiązań. Ale Polska to nie tylko Warszawa czy Kraków. W setkach gmin autobus to jedyne narzędzie mobilności – a zwłaszcza ten finansowany z FRPA. Nie ma planu B. Jeśli połączenie się zamknie, zamyka się także droga do szkoły, praca, dostęp do lekarza i zwykłe życie.
Ograniczenie do trzech lat pojawia się wprost w treści ogłoszeń, a np. na Dolnym Śląsku ukrywa się to w formularzu, który kończy się na 2028 roku, uniemożliwiając aplikowanie na dłuższy okres. To moim zdaniem działanie sprzeczne z literą ustawy.
Warto przypomnieć, że pomysł skrócenia umów pojawił się wcześniej jako wrzutka legislacyjna w ustawie dotyczącej zupełnie innego tematu – testowania pojazdów autonomicznych. Bez konsultacji, bez właściwego procedowania. Po zdecydowanej reakcji branży, samorządów i ekspertów oraz po spotkaniu w Kancelarii Prezydenta prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, co zatrzymało próbę wprowadzenia trzech lat wprost do prawa. Decyzja była słuszna i potrzebna, sama również aktywnie o nią zabiegałam.
.Dlatego tym bardziej trudno zrozumieć, dlaczego próbuje się teraz osiągnąć ten sam efekt administracyjnie, co widać gołym okiem w komunikatach wojewodów. Prawo jedno, a praktyka drugie?
Tak tracimy zaufanie do instytucji. Sytuacja jest skandaliczna, oczekuję nie tyle wyjaśnień, ile właściwie wskazania źródła nacisków, bo wątpię, aby 16 wojewodów nagle przypadkiem stwierdziło, że ograniczy sobie umowy w ramach FRPA do 3 lat.
Nie zamierzam odpuszczać tej sprawy, bo tu nie chodzi o polityczne emocje, ale o przestrzeganie prawa, o zaufanie do instytucji państwowych. Przestrzegania prawa po prostu, a nie tak, jak je rozumie jedna strona. A przede wszystkim chodzi o codzienność zwykłych ludzi, którzy chcą mieć autobus, który przyjedzie nie tylko dziś, ale również za pięć czy dziesięć lat.




