Boualem SANSAL po ułaskawieniu. Książka, więzienie i ostatni wywiad przed aresztowaniem udzielony „Wszystko co Najważniejsze”

Najnowsza książka Boualema Sansala „La Légende”, której obszerne fragmenty opublikował „Le Figaro Magazine”, jest czymś więcej niż więziennym świadectwem. Jest zapisem upokorzenia, samotności, starcia z algierskim reżimem, ale także medytacją nad tym, czym pozostaje literatura, gdy państwo chce odebrać człowiekowi głos, czas i godność. Ten sam Sansal, który krótko przed aresztowaniem mówił w rozmowie z Nathanielem Garstecka dla „Wszystko co Najważniejsze”, że Europa traci swoje mechanizmy obronne, po roku więzienia wraca już nie jako komentator kryzysu Zachodu, lecz jako jego najbardziej dramatyczny świadek.
Książka pisana przeciwko odebraniu czasu
Najmocniejszy fragment „La Légende” zaczyna się nie od polityki, nie od oskarżenia, nie od wielkiej geostrategii, lecz od chwili, w której zamykają się drzwi celi. Sansal zapisuje doświadczenie więzienia jako utratę przyszłości. Nie chodzi tylko o zamknięcie ciała. Chodzi o moment, w którym człowiek zostaje pozbawiony możliwości projektowania życia, wyobrażania sobie jutra, myślenia o sobie inaczej niż jako o numerze i ciele poddanym rozkazom.
„Nie zamknięcie, lecz wywłaszczenie z czasu” – ten fragment streszcza całą logikę książki. Więzienie nie jest tu tylko miejscem. Jest metodą państwa. Jest procedurą niszczenia człowieka przez odebranie mu ciągłości. Przeszłość zostaje uznana za winę, przyszłość zostaje unieważniona, teraźniejszość staje się ciasna, pilnowana, liczona, przeliczana i upokarzana. Sansal pisze o sobie jako o numerze więziennym 46611, o człowieku gotowym zapaść się „w otchłań szaleństwa i nieistnienia”.
To dlatego „La Légende” nie jest tylko wspomnieniem z więzienia. Jest tekstem o państwie, które chce nie tylko karać, ale także przejmować biografię. Chce mówić człowiekowi, kim był, kim jest i kim już nie będzie.
Cela jako miniatura systemu
Opis celi w Koléi należy do najbardziej przejmujących fragmentów opublikowanych przez „Le Figaro Magazine”. Sansal nie buduje wielkiej metafory od razu. Zaczyna od konkretu: 6,5 metra kwadratowego, trzy ściany, metalowe drzwi, dwa piętrowe łóżka, dodatkowy siennik, umywalka, dziura w podłodze zamiast toalety, zapach rdzy, wilgoci i ludzkiego zmęczenia.
Z tego konkretu wyrasta jednak obraz znacznie większy. Cela staje się dla niego modelem społeczeństwa zdegradowanego do przetrwania. Bliskość, która w normalnym życiu może oznaczać wspólnotę, w więzieniu staje się zagrożeniem. Drugi człowiek przestaje być bratem, a staje się intruzem, drapieżnikiem, kimś, kto zabiera powietrze, przestrzeń, ciszę. W takim świecie upokorzenie nie musi być nawet spektakularne. Wystarczy suma drobnych gestów, krótkich rozkazów, czekania, milczenia, przesuwania ciała z miejsca na miejsce.
W tym sensie Sansal pisze książkę o przemocy nie tylko fizycznej, ale administracyjnej, rytualnej, codziennej. O przemocy, która nie zawsze musi krzyczeć, bo wystarczy, że organizuje każdy gest człowieka.
Ramadan za kratami
Jednym z najbardziej ryzykownych i najmocniejszych fragmentów „La Légende” jest opis ramadanu w więzieniu. Sansal widzi w nim „potrójną karę”: zwykły głód więzienny zostaje wzmocniony religijnym rytmem, napięciem, przymusem i atmosferą duchowego nadzoru. Pisze o „dzikim głodzie”, „szaleństwie przyspieszonej wiary”, konfliktach, kradzieżach, nieobecności elementarnej obywatelskości.
To fragment, który należy czytać w ciągłości z całą twórczością Sansala i z jego ostatnim wywiadem dla „Wszystko co Najważniejsze”. W rozmowie z Nathanielem Garstecką pisarz mówił o islamizmie jako o projekcie politycznym, który przenosi się do Europy, wykorzystując jej słabości, uniwersytety, przedmieścia, ruchy ideologiczne i mechanizmy dezintegrujące społeczeństwa. W „La Légende” ta diagnoza schodzi na poziom celi. Nie jest już analizą cywilizacyjną, lecz doświadczeniem ciała zamkniętego między czterema ścianami.
„Widziałem więźniów dodających kolejne więzienia do więzienia” – to jedno z najważniejszych zdań tej książki. Sansal sugeruje w nim, że najgorszy system to nie tylko ten, który zamyka drzwi, ale ten, który sprawia, że ludzie sami zaczynają powielać logikę zamknięcia.
Literatura jako ostatnia forma wolności
Najbardziej uniwersalna część „La Légende” dotyczy literatury. Sansal pisze, że państwa potrafią tolerować przeciwnika politycznego, układać się z dziennikarzem i godzić z aktywistą. Pisarz jest jednak dla nich niebezpieczny inaczej, ponieważ nie tylko opisuje fakty, ale zmienia sposób ich rozumienia.
W tym miejscu Sansal przywołuje Aleksandra Sołżenicyna, Václava Havla i Alberta Camusa. To bardzo ważny fragment, bo ustawia jego własne doświadczenie w tradycji literatury jako dysydencji. Sołżenicyn nie tylko opisał Gułag, ale sprawił, że nie można było już udawać, iż go nie ma. Havel pokazał, że słowo uznawane przez władzę za wywrotowe może stać się fundamentem nowego ładu. Camus, choć nie został uwięziony przez dyktaturę, zapłacił cenę izolacji i moralnego podejrzenia za odmowę poświęcenia konkretnego człowieka na ołtarzu ideologii.
Sansal dopisuje do tej tradycji własne doświadczenie. Pisarza można próbować uciszyć cenzurą, więzieniem, ostracyzmem, moralnym szantażem, symboliczną przemocą i „trybunałami opinii”. Dlatego jego książka jest nie tylko oskarżeniem reżimu algierskiego. Jest również obroną literatury jako miejsca, którego władza nie potrafi całkowicie przejąć.
Ostatni wywiad przed aresztowaniem
Krótko przed zatrzymaniem Boualem Sansal udzielił dużego wywiadu miesięcznikowi „Wszystko co Najważniejsze”. Rozmawiał z nim Nathaniel Garstecka. Dziś ten wywiad czyta się inaczej niż w chwili publikacji. Wtedy był ostrzeżeniem. Po aresztowaniu, skazaniu i ułaskawieniu Sansala stał się dokumentem intelektualnym człowieka, który przeczuwał, jak wysoka może być cena mówienia wprost.
Sansal mówił w nim o swoich więziach z Europą Środkową. Przypominał, że jego pierwsza żona była Czeszką, że ma dorosłe córki, że mieszkał w Czechosłowacji w czasach komunizmu, że bywał w Polsce, na Węgrzech i w innych krajach regionu. Podkreślał, że kilka jego książek zostało przetłumaczonych na język polski, w tym „2084”, a podróże literackie po Polsce pozwoliły mu poznać kraj nie z oddali, lecz z bliska.
W tym samym wywiadzie Sansal mówił o sobie: „Jestem Francuzem algierskiego pochodzenia”. Dodawał, że mieszka w Algierii głównie ze względów zawodowych, choć sytuacja w tym kraju stała się dla niego bardzo trudna. Z perspektywy późniejszego aresztowania słowa te nabierają szczególnej wagi. To nie była abstrakcyjna diagnoza. To był głos człowieka, który wiedział, że żyje na granicy dwóch porządków: francuskiej wolności słowa i algierskiej przemocy państwowej.
Europa, która traci odporność
Najmocniejsza teza wywiadu dla „Wszystko co Najważniejsze” dotyczyła Europy. Sansal mówił, że Europa traci swoje mechanizmy obronne. Porównywał naród, państwo i kraj do żywych organizmów, które muszą mieć układ odpornościowy, aby chronić się przed tym, co agresywne i niszczące. Według niego Europa ten układ odpornościowy utraciła.
To ważne także dla lektury „La Légende”. Sansal nie opisuje wolności słowa jako luksusu pisarzy, lecz jako mechanizm obronny cywilizacji. Tam, gdzie nie można nazwać rzeczy po imieniu, społeczeństwo traci zdolność reagowania. Tam, gdzie lęk przed oskarżeniem, ostracyzmem lub represją zastępuje spór, wspólnota polityczna zaczyna żyć w kłamstwie.
W wywiadzie dla „Wszystko co Najważniejsze” Sansal mówił także, że potrzebna jest „prawdziwa globalna świadomość, katharsis, prawie rewolucja”. Rządy, zwłaszcza francuski i niemiecki, powinny według niego przyznać, że sytuacja jest bardzo zła, przestać kłamać, przestać pogardzać obywatelami i zacząć ich słuchać. Ten fragment jest jednym z najważniejszych pomostów między jego diagnozą Europy a doświadczeniem więzienia. W obu przypadkach chodzi o to samo: o prawo do rzeczywistości, której nie wolno zakrywać językiem propagandy.
Polska i Europa Środkowa w oczach Sansala
W rozmowie z Nathanielem Garstecka szczególnie interesujący jest fragment dotyczący Polski i Europy Środkowej. Sansal widział w naszym regionie inną pamięć historyczną niż na Zachodzie. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej, po zrzuceniu jarzma ZSRR, musiały odpowiedzieć na pytanie, co zrobić z odzyskaną niepodległością. Według Sansala bardzo szybko zrozumiały, że pozostanie samotnie wolnymi będzie niemożliwe, dlatego musiały przyłączyć się do jednego z obozów.
Jednocześnie pisarz podkreślał, że kraje te nie zaznały masowej imigracji w zachodnim sensie i świadomie wyciągnęły wnioski z doświadczeń Francji, Belgii czy Niemiec. W tym kontekście mówił o suwerenności jako kategorii, którą Europa musi odkryć na nowo. Nie chodziło mu o odrzucenie Europy, lecz o przywrócenie równowagi kompetencyjnej. Bycie razem, wspólne działanie, ale przy zachowaniu suwerenności – to była jego formuła.
Dla polskiego czytelnika to jeden z najważniejszych elementów całej sprawy Sansala. Nie jest on tylko algiersko-francuskim pisarzem komentującym kryzys Francji. Jest także obserwatorem Europy Środkowej, który rozumie, że doświadczenie komunizmu, granic, niepodległości i przymusu geopolitycznego daje Polsce szczególną wrażliwość na język wolności.
Aresztowanie, skazanie, rok więzienia
Boualem Sansal został zatrzymany 16 listopada 2024 roku na lotnisku w Algierze. „Wszystko co Najważniejsze” pisało następnie, że franko-algierski pisarz został skazany przez algierski sąd na pięć lat więzienia i oskarżony o „zagrażanie bezpieczeństwu państwa”. Podczas procesu Sansal zaprzeczył zarzutom dotyczącym podważania jedności narodowej, obrażania armii, podważania gospodarki narodowej oraz posiadania materiałów zagrażających bezpieczeństwu państwa.
Sprawa od początku miała wymiar większy niż los jednego pisarza. „Wszystko co Najważniejsze” opisywało ją jako część dyplomatycznego starcia między Francją i Algierią. Francja uznała suwerenność Maroka nad Saharą Zachodnią, Algier reagował coraz ostrzej, a sprawa Sansala stała się elementem presji politycznej. W kolejnych miesiącach stan zdrowia pisarza miał się pogarszać, a Algieria nie zamierzała go wypuścić mimo apeli Francji.
W „La Légende” Sansal wraca do tej historii już nie językiem depesz, lecz językiem człowieka, który przeżył własne uprzedmiotowienie. Pisze, że w więzieniu był ciałem do przesuwania, manipulowania, ustawiania pod ścianą, uciszania. To właśnie w tym miejscu tekst literacki spotyka się z tekstami informacyjnymi publikowanymi przez „Wszystko co Najważniejsze”. Teksty opowiadały chronologię sprawy; książka odsłania jej cenę wewnętrzną.
Ułaskawienie, które Sansal widzi inaczej
Według „Wszystko co Najważniejsze” Boualem Sansal został ułaskawiony przez prezydenta Abd al-Madżida Tabbuna po roku przetrzymywania w więzieniu przez władze algierskie. Ważną rolę w przebiegu wydarzeń miały odegrać Niemcy, w szczególności prezydent Frank-Walter Steinmeier. To, czego Francji nie udało się zrobić przez rok, Niemcy załatwiły w kilka dni, a po prośbie Berlina Algier „zgodził się” oddać pisarzowi wolność.
W „La Légende” Sansal opisuje jednak ten finał w sposób o wiele bardziej gorzki. Nie przyjmuje opowieści o prostym uwolnieniu. Pisze, że w samolocie uderzyła go myśl, iż nie został naprawdę wyzwolony, ale wyrzucony. „Jak zakładnik, którego już się nie potrzebuje” – to jeden z najbardziej dotkliwych obrazów książki. Według Sansala Francja i Niemcy mogły wierzyć, że go uwolniły, ale zwycięstwo należało do Tabbuna, który przekształcił sprawę w gest humanitarny korzystny dla siebie.
To fundamentalna różnica perspektyw. Z zewnątrz widać dyplomatyczny sukces, transfer medyczny, zakończenie uwięzienia. Od środka Sansal widzi wygnanie, utratę ojczyzny, triumf władzy, która nawet uwolnienie potrafi przedstawić jako własny akt łaski.
Retailleau i polityczny sens sprawy Sansala
W opublikowanych fragmentach „La Légende” pojawia się także Bruno Retailleau. Sansal pisze, że w więzieniu nazwisko francuskiego ministra spraw wewnętrznych zaczęło krążyć korytarzami i oddziałami. Było szeptane, potem wypowiadane coraz głośniej, aż stało się znakiem nadziei. Retailleau miał być postrzegany jako ktoś, kto mówi jasno, nazywa rzeczy bez ogródek i chce przywrócić porządek państwu, które utraciło zdolność rozwiązywania własnych problemów.
Ten fragment ma znaczenie nie tylko dla francuskiej polityki. Pokazuje, że sprawa Sansala została wpisana w głębszy spór o relacje Francji z Algierią, o imigrację, o wykonywanie nakazów opuszczenia terytorium, o presję dyplomatyczną i o to, czy państwo francuskie jest jeszcze zdolne do twardego języka wobec reżimów, które używają historii kolonialnej jako instrumentu politycznego nacisku.
„Wszystko co Najważniejsze” opisywało, że po ułaskawieniu Sansala francuski obóz rządowy i algierskie media mówiły o sukcesie „metody dyplomatycznej”, podczas gdy media konserwatywne ubolewały nad uległością Paryża. W tej samej logice sam Sansal w „La Légende” nie przyjmuje łatwego triumfalizmu. Widzi, że jego sprawa była czymś więcej niż uwolnieniem pisarza. Była próbą sił między państwami, pamięcią kolonialną, polityką migracyjną i pytaniem o honor Francji.
Gallimard, zerwanie i książka walki
Ostatnie fragmenty „La Légende” dotyczą sporu z Gallimardem. Sansal pisze o dwudziestu siedmiu latach przyjaźni, lojalności i wspólnej historii, ale także o pęknięciu, które nastąpiło po jego uwolnieniu i wydaleniu z Algierii. Najbardziej bolesny jest opis chwili, gdy jemu i jego żonie najpierw użyczono mieszkania „na tak długo, jak będzie trzeba”, a po trzech miesiącach poproszono o jego zwrot. Jeszcze mocniejszy jest opis tekstu Jean-Marie Laclavetine’a w „Libération”, odebranego przez Sansala jako oskarżenie o niewdzięczność, chciwość i przejście do „obozu Zła”.
Ten fragment ma wymiar osobisty, ale znów prowadzi do sprawy większej. Sansal tłumaczy, że „La Légende” nie mogła ukazać się w miejscu, w którym dyplomatyczna ostrożność, równowagi środowiskowe i logika racji stanu mogłyby osłabić wymowę książki. Dla niego nie jest to zwykła publikacja. To „książka walki o wolność słowa i godność ofiar terroru”. Manifest, apel, SOS.
W tym sensie spór z wydawcą nie jest dla Sansala tylko sprawą rynku książki. Jest pytaniem, czy literatura o więzieniu, torturze, terrorze i reżimie może zostać włączona w zwykłą grę prestiżu, salonu i dyplomatycznej ostrożności. Sansal odpowiada: nie. Taka książka musi być niesiona, broniona i wzięta na siebie.
Sansal po „La Légende”
Po lekturze fragmentów „La Légende” i po przypomnieniu jego rozmowy dla „Wszystko co Najważniejsze” widać, że Boualem Sansal nie jest dziś wyłącznie pisarzem uwolnionym z więzienia. Jest jednym z tych autorów, których biografia dopisała dramatyczny przypis do wcześniejszych diagnoz.
Przed aresztowaniem mówił, że Europa traci mechanizmy obronne. Po więzieniu opisuje, czym kończy się świat, w którym słowo zostaje uznane za zagrożenie dla państwa. Przed aresztowaniem mówił o suwerenności, granicach, islamizmie, słabości Francji i szczególnej roli Europy Środkowej. Po więzieniu pokazuje, że wolność słowa nie jest hasłem, lecz ostatnią linią obrony człowieka przed państwem, które chce zarządzać jego życiem, pamięcią, ciałem i przyszłością.
Dlatego „La Légende” może stać się dla Sansala tym, czym „Archipelag GUŁag” stał się dla Sołżenicyna: nie tylko książką o systemie, ale książką, po której system nie może już udawać, że jego ofiary milczą.
Arkadiusz Jordan
Paryż





