Dlaczego Kanadyjczycy nie chcą wejścia ich kraju do Unii Europejskiej?
58. proc. Kanadyjczyków nie popiera bezpośrednio wejścia Kanady do Unii Europejskiej, a 25 proc. Kanadyjczyków uważa, że byłoby dobrym pomysłem. Tak wynika z najnowszego sondażu kanadyjskiego ośrodka Spark Advocacy.
Pozytywnie do dołączenia Kanady do UE odnoszą się głównie wyborcy Partii Liberalnej
.Działania prezydenta USA Donalda Trumpa, prowadzące do zmiany ładu międzynarodowego, skłoniły wiele osób do przyjrzenia się nowym możliwościom, zaś „ciągła wrogość, którą Donald Trump demonstruje wobec NATO, wpłynęła na chęć Kanadyjczyków do (kształtowania) takiej przyszłości, w której decyzje administracji amerykańskiej miałyby mniej możliwości wpływania na nasze życie w Kanadzie” – napisał Bruce Anderson, współzałożyciel Spark Advocacy w komentarzu do badania zamieszczonym na platformie Substack.
Zwrócił uwagę, że styczniowe przemówienia premiera Kanady Marka Carneya w Davos przyczyniło się do większej współpracy państw średniej wielkości, które Carney określił w swoim przemówieniu jako „middle powers”. „Choć (Carney) zaznaczył, że członkostwo w UE nie jest jego zamiarem (…), znacznie więcej uwagi poświęca się tak w Europie jak w Kanadzie temu, jak zbliżyć się w sprawach gospodarczych i bezpieczeństwa” – podkreślił Anderson.
W sondażu internetowym ośrodek Spark Advocacy zadał pytanie, odnoszące się do toczącej się dyskusji na temat tego, czy Kanada mogłaby dołączyć do UE, 25 proc. odpowiada, że to dobry pomysł, 58 proc. – że warto się temu przyjrzeć, 17 proc. uznało, że jest to zły pomysł.
Pozytywnie do dołączenia Kanady do UE odnoszą się głównie wyborcy Partii Liberalnej (32 proc. za, 59 proc. przyjrzałoby się temu pomysłowi bliżej, 9 proc. przeciw), Bloku Quebeckiego (odpowiednio: 31 proc., 58 proc. i 11 proc.). lewicowej Nowej Partii Demokratycznej ( 28 proc., 60 proc. i 12 proc.). Przeciwnicy pomysłu dołączenia Kanady do UE są głównie wśród wyborców Partii Konserwatywnej, którzy w 33 proc. mówią nie, ale 17 proc. byłoby za, 50 proc. – chciałoby przyjrzeć się pomysłowi.
Jednocześnie 64 proc. ankietowanych uważa, że dla Brytyjczyków Brexit był błędną decyzją. Najbardziej krytyczni wobec Brexitu są wyborcy Bloku Quebeckiego (76 proc.), Liberałów (72 proc.), NDP (69 proc.), także wśród wyborców Konserwatystów przeważają krytycy Brexitu (55 proc.).
Anderson zwrócił uwagę, że na opiniach Kanadyjczyków waży wiele czynników, a „izolacjonizm nie jest modny, zaś multilateralizm nie uchodzi za brzydkie słowo”. Podkreślił, że dla Kanadyjczyków liczy się pragmatyczne podejście, w tym dostęp do zróżnicowanych rynków, zaś w sprawach takich jak bezpieczeństwo i zmiany klimatu wybierają współpracę z różnymi krajami.
Kanadyjczycy są podzieleni w kwestii przyszłości ich kraju na arenie międzynarodowej
.Zwrócił też uwagę, że kanadyjscy konserwatyści krytykowali w ciągu minionych miesięcy premiera Carneya za jego podróże po świecie „tylko po to, by się dowiedzieć, że znacząca większość Kanadyjczyków myśli inaczej”. Anderson podkreślił, że działania Trumpa i ruchu MAGA znacząco podzieliły wyborców konserwatywnych w Kanadzie.
O zacieśnianiu współpracy Kanady z UE zaczęto mówić więcej po wygranych przez Donalda Trumpa w 2024 r. wyborach prezydenckich, serii komentarzy na temat Kanady jako „51. stanu” i wypowiedzi o aneksji Kanady. W styczniu ub.r. „The Economist” opublikował analizę zatytułowaną „Dlaczego Kanada powinna dołączyć do Unii Europejskiej”. W czerwcu ub.r. Kanada rozszerzyła zasady partnerstwa z UE oraz podpisała umowę z UE w sprawie obronności, która umożliwia uczestniczenie w programie ReArm Europe i programie SAFE.
Spark Advocacy – to działająca od 2016 r. w Ottawie firma specjalizująca się w komunikacji publicznej, badaniach rynku i marketingu. Z kolei Substack jest amerykańską platformą, umożliwiającą płatne subskrypcje, kierującą swoje usługi do pisarzy, dziennikarzy, komentatorów, autorów newsletterów i blogów.
Europa mogłaby się obronić, gdyby zechciała ponieść niezbędne koszty
.Pod względem realnej zdolności do podejmowania decyzji geopolityczny środek ciężkości Europy przesunął się na północ i wschód. W sytuacji, gdy Francja i Niemcy ugrzęzły w sporach wewnętrznych, warto wziąć przykład z państw znad Bałtyku – odpornych, spójnych i trzeźwo myślących o bezpieczeństwie – pisze Edward LUCAS
Za 21 tygodni europejscy przywódcy będą pakować walizki na szczyt NATO w Ankarze. Może być gorąco. Większość państw (z wyjątkiem krajów nordyckich, bałtyckich i Polski) nie wykazuje większych postępów w realizacji obietnicy złożonej na ubiegłorocznym szczycie w Hadze, by do 2035 roku zwiększyć wydatki obronne do 5 procent PKB. Wielka Brytania wypada szczególnie blado. Donald Trump nie będzie zadowolony, a Władimir Putin nadal będzie spał spokojnie.
Poturbowani i oszołomieni chaotycznymi ruchami prezydenta USA Europejczycy patrzą dziś na amerykańskiego hegemona z niespotykaną dotąd nieufnością. Wciąż jednak nie chcą ponieść kosztów emancypacji. Retoryka kwitnie: wraca pomysł stworzenia europejskiej armii, pojawiają się też głosy, by Unię Europejską uczynić substytutem NATO. „Możecie sobie marzyć” – uciął te rozważania sekretarz generalny NATO Mark Rutte, zwracając się w zeszłym miesiącu do komisji obrony i spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego. Jego zdaniem, aby zastąpić amerykańskie zdolności nuklearne i konwencjonalne, Europa musiałaby przeznaczać na obronę 10 procent PKB. „Powodzenia”.
A jednak – jak zauważa Robert Pszczel, były wysoki urzędnik NATO, dziś związany z warszawskim Ośrodkiem Studiów Wschodnich – Europa już teraz posiada ok. dwie trzecie sił potrzebnych do własnej obrony. „Tyle że ta brakująca jedna trzecia jest wyjątkowo istotna”.
Europejskie systemy rozpoznania i łączności satelitarnej są niewystarczające i podatne na rosyjskie ataki. Spośród 100 tysięcy amerykańskich żołnierzy stacjonujących lub rotujących w Europie kluczowe znaczenie mają dwie pancerne brygady bojowe oraz – mniej efektowne, lecz niezbędne – zaplecze logistyczne 21st Theater Sustainment Command z siedzibą w Kaiserslautern. Brakuje nam masy, a konkretnie 200 tysięcy żołnierzy, broni i amunicji, które USA mogłyby zaangażować w razie kryzysu. Jedyną naprawdę wielką armią w Europie pozostaje dziś armia ukraińska. Europejczykom dramatycznie brakuje też dalekosiężnych precyzyjnych środków rażenia, które stanowią ostatnią deskę ratunku przed koniecznością sięgnięcia do broni jądrowej.
Co gorsza, Stany Zjednoczone mogą okazać się nie tylko niewiarygodnym partnerem, lecz wręcz przeciwnikiem. Co się stanie, jeśli Donald Trump zażąda od europejskich sojuszników wywarcia presji na Ukrainę, aby ta podpisała niekorzystne porozumienie o zawieszeniu broni? Albo znów spróbuje przejąć cudze terytoria? Co, jeśli postanowi zniszczyć zdolności Unii Europejskiej do narzucania reguł gry? Lub jeśli ideolodzy spod znaku MAGA zwiększą ataki na to, co postrzegają jako zgniłą, miękką europejską „woke’owość”? Stany Zjednoczone mogą bezlitośnie wykorzystać zależność Europy od ich sił obronnych.
Za kulisami rozsypują się założenia, które przez dekady uchodziły za nienaruszalne. Francja, Niemcy i Wielka Brytania prowadzą na najwyższym szczeblu tajne rozmowy o zacieśnieniu współpracy obronnej, która ma pomóc Europie przygotować się na nagłe ograniczenie amerykańskiego wsparcia w zakresie obecności. Według raportu ujawnionego w grudniu przez Instytut Reutersa mogłoby to nastąpić już w 2027 roku. Szwecja, niegdyś bezwzględny przeciwnik stosowania bomb, rozmawia dziś o współdzieleniu broni jądrowej z Wielką Brytanią i Francją. Polska rozważa własny program nuklearny. Amerykańscy urzędnicy z rozbrajającą swobodą określają to „przyjazną proliferacją”. Wojskowi decydenci, zaniepokojeni zależnością od produkowanych w USA rakiet Trident stanowiących trzon odstraszania nuklearnego, rozważają też przywrócenie RAF zdolności do zrzutu bomb atomowych, której Królewskie Siły Powietrzne nie mają od 1998 roku (nieważne, że koszt tego przedsięwzięcia wyniósłby ok. dziesięciu miliardów funtów).
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-europa-moglaby-sie-obronic-gdyby-zechciala-poniesc-niezbedne-koszty/
PAP/MB





