Unia Europejska chce odsyłać migrantów do Afryki. Powstają huby powrotowe

Dania, Niemcy, Austria, Grecja i Holandia prowadzą rozmowy o utworzeniu poza Unią Europejską ośrodków dla cudzoziemców objętych nakazami wyjazdu. Pierwsze huby powrotowe mogłyby powstać w Rwandzie lub Ugandzie, a ich zadaniem byłoby przełamanie nieskuteczności europejskich deportacji.
W 2025 r. wykonano mniej niż trzy na dziesięć wydanych w UE decyzji nakazujących powrót
.Europejski system migracyjny od lat cierpi na zasadniczą sprzeczność. Państwa członkowskie wydają setki tysięcy decyzji nakazujących cudzoziemcom wyjazd, lecz większości z nich nie potrafią wyegzekwować. W 2025 r. nakaz opuszczenia Unii otrzymało 491 950 obywateli państw trzecich, podczas gdy poza jej terytorium skutecznie odesłano 135 460 osób. Oznacza to, że niemal trzy czwarte decyzji pozostało niewykonanych, podważając wiarygodność całego systemu azylowego i zdolność państw do kontrolowania własnych granic.
Odpowiedzią na ten problem mają być „huby powrotowe”, czyli ośrodki tworzone w państwach spoza Unii Europejskiej dla cudzoziemców, którzy utracili prawo pobytu. Dania, Niemcy, Austria, Grecja i Holandia próbują obecnie przełożyć ten pomysł na konkretne porozumienia międzynarodowe. Ministrowie pięciu państw spotykają się 4 września 2026 r. w Kopenhadze, a najbardziej zaawansowane rozmowy dotyczą Rwandy i Ugandy.
Decyzja o wydaleniu nie może pozostawać pustym dokumentem
Polityka azylowa może być traktowana poważnie tylko wtedy, gdy rozstrzygnięcie administracyjne wywołuje rzeczywiste skutki. Osoba spełniająca warunki ochrony międzynarodowej powinna ją otrzymać, ale cudzoziemiec, którego wniosek został prawomocnie odrzucony, powinien opuścić terytorium państwa. Jeżeli decyzja nakazująca wyjazd staje się jedynie dokumentem pozbawionym praktycznego znaczenia, różnica między pobytem legalnym i nielegalnym zaczyna się zacierać.
Przyczyny niskiej skuteczności wydaleń są dobrze rozpoznane. Państwa pochodzenia odmawiają potwierdzania tożsamości swoich obywateli, opóźniają wydawanie dokumentów podróży albo wprost nie zgadzają się na ich readmisję. Część cudzoziemców zmienia miejsce pobytu lub przenosi się do innego państwa strefy Schengen, a procedury odwoławcze i spory sądowe potrafią trwać latami. W efekcie państwo wydaje nakaz, którego nie jest w stanie wykonać, natomiast osoba nim objęta pozostaje na terytorium Europy.
Nowe unijne rozporządzenie o powrotach ma zmienić tę sytuację. Uzgodniony w czerwcu 2026 r. projekt przewiduje między innymi europejski nakaz powrotu, możliwość uznawania decyzji wydanej przez inne państwo członkowskie oraz dalej idący obowiązek współpracy cudzoziemca z administracją. Państwa będą mogły wymagać regularnego zgłaszania się do odpowiednich służb, wyznaczyć miejsce pobytu, zatrzymać dokumenty podróży, a w określonych przypadkach stosować środki przymusu. Porozumienie polityczne zostało już zawarte przez negocjatorów Parlamentu Europejskiego i Rady, lecz na początku września pozostawało jeszcze dopełnienie formalnej procedury przyjęcia rozporządzenia.
Rozporządzenie uzupełnia obowiązujący od czerwca 2026 r. europejski Pakt o migracji i azylu. Jak opisywało „Wszystko co Najważniejsze”, reforma wzmacnia kontrolę osób przybywających do UE, rozwija bazę danych Eurodac i przyspiesza procedury wobec wnioskodawców mających niewielkie szanse na uzyskanie ochrony. Nie rozwiązuje jednak automatycznie problemu pojawiającego się na końcu całego postępowania, gdy cudzoziemiec otrzymał ostateczną decyzję odmowną, lecz nadal pozostaje w Europie. Szerzej o nowych regulacjach pisaliśmy w analizie „Europejski Pakt Migracyjny może zwiększyć rolę sędziów w polityce migracyjnej”.
Hub powrotowy ma zamknąć lukę w systemie
Ośrodek poza UE miałby przyjmować osoby pozbawione prawa pobytu w jednym z państw członkowskich. Nie byłaby to zwykła placówka azylowa ani miejsce automatycznego kierowania wszystkich migrantów zatrzymanych na granicy. Zgodnie z obecnym kształtem regulacji chodzi o cudzoziemców, wobec których właściwe organy zakończyły postępowanie i wydały decyzję nakazującą wyjazd.
Hub mógłby pełnić jedną z dwóch funkcji. W pierwszym wariancie państwo trzecie przyjmowałoby cudzoziemca na dłuższy pobyt, nawet jeśli nie byłby on jego obywatelem. W drugim ośrodek stawałby się etapem pomiędzy wydaleniem z Unii a ostatecznym powrotem do kraju pochodzenia. Sam fakt istnienia miejsca, do którego można skutecznie skierować osobę pozbawioną prawa pobytu, ma według zwolenników projektu zwiększać presję na współpracę i ograniczać możliwość wieloletniego pozostawania w Europie mimo nakazu wyjazdu.
Państwa członkowskie nie będą mogły zawierać takich umów całkowicie dowolnie. Kraj przyjmujący musi respektować międzynarodowe standardy ochrony człowieka, a przede wszystkim zasadę non-refoulement, wykluczającą odesłanie człowieka do miejsca, w którym grożą mu tortury, prześladowania lub nieludzkie traktowanie. Każda sprawa ma być oceniana indywidualnie, cudzoziemcy zachowają prawo do zaskarżenia decyzji, natomiast małoletni bez opieki nie będą mogli zostać objęci porozumieniami o hubach.
Najtrudniejsze pytanie nie dotyczy więc samej dopuszczalności ośrodków, ale zdolności Unii do zachowania kontroli nad tym, co dzieje się po przekazaniu cudzoziemca poza jej granice. Konieczne będzie wskazanie organu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, opiekę, kontrolę legalności zatrzymania i dalszą deportację. Bez jasno określonej jurysdykcji hub może stać się przestrzenią rozmytej odpowiedzialności, w której państwo europejskie uzna swoją decyzję za wykonaną, natomiast kraj przyjmujący nie będzie dysponował narzędziami umożliwiającymi dalsze działanie.
Rwanda i Uganda chcą zarabiać na europejskiej polityce migracyjnej
Kigali ma doświadczenie w negocjowaniu podobnych umów. Rwanda zawarła wcześniej porozumienie z Wielką Brytanią, a następnie zaczęła rozmawiać o przyjmowaniu osób deportowanych przez Stany Zjednoczone. „Wszystko co Najważniejsze” opisywało już, że dla rwandyjskich władz polityka ta jest nie tylko kwestią migracyjną, lecz także sposobem pozyskiwania zagranicznych środków oraz wzmacniania znaczenia państwa na arenie międzynarodowej. Więcej na ten temat w tekście „Rwanda szukając źródeł dochodów chce odbierać nielegalnych imigrantów z Europy”.
Ten model zaczyna być stosowany w coraz większej skali także przez Waszyngton. Stany Zjednoczone zawierają porozumienia z państwami gotowymi przyjmować obywateli krajów trzecich, a zachętą są pieniądze, pomoc gospodarcza lub ułatwienia wizowe. Kosowo zgodziło się na przyjęcie 50 osób, Kostaryka na 200, natomiast Rwanda otrzymała 100 tys. dolarów za przyjęcie jednego obywatela Iraku. Mechanizm ten przedstawiliśmy szerzej w materiale „Deportacje kryminalistów w zamian za czeki dla biedniejszych krajów”.
Uganda również ma doświadczenie wynikające ze współpracy migracyjnej ze Stanami Zjednoczonymi. W europejskich rozmowach pojawia się możliwość utworzenia tam placówki mogącej w przyszłości pomieścić nawet 10 tys. osób, choć nie przedstawiono dotąd podpisanego porozumienia ani pełnego projektu finansowania. Ostateczny wybór gospodarza będzie zależał nie tylko od wysokości oczekiwanej zapłaty, ale również od bezpieczeństwa, stabilności politycznej i odporności umowy na późniejsze postępowania sądowe.
Amnesty International przekonuje, że przekazywanie cudzoziemców do Rwandy i Ugandy grozi arbitralnymi zatrzymaniami, złym traktowaniem oraz dalszymi deportacjami do niebezpiecznych państw. Ostrzeżeń tych nie można pomijać, ponieważ ewentualne naruszenia doprowadziłyby do zablokowania całego mechanizmu przez sądy. Nie oznacza to jednak, że stanowisko jednej organizacji pozarządowej może zastąpić ocenę prawną i polityczną dokonywaną przez państwa. O wiarygodności każdego porozumienia powinny rozstrzygać jego konkretne gwarancje, możliwość stałej kontroli oraz rzeczywista praktyka władz kraju przyjmującego, a nie sam sprzeciw wobec przenoszenia części polityki migracyjnej poza Europę.
Brytyjska lekcja pokazuje, czego Europa musi uniknąć
Porozumienie Londynu z Kigali miało odstraszyć osoby próbujące nielegalnie przedostać się przez kanał La Manche. Brytyjskie władze zapowiadały, że cudzoziemcy przybywający bez zezwolenia będą mogli zostać szybko wysłani do Rwandy, gdzie rozpatrywano by ich sytuację. O przyjętych wówczas przepisach i ograniczeniu możliwości blokowania deportacji pisaliśmy w tekście „Wielka Brytania przyjęła ustawę umożliwiającą szybką deportację nielegalnych imigrantów”.
Projekt zakończył się jednak polityczną i finansową porażką. Brytyjski Sąd Najwyższy uznał, że rwandyjski system nie daje wystarczającej ochrony przed dalszym odesłaniem migrantów do państw, w których mogliby być prześladowani. Londyn przeznaczył na przygotowania setki milionów funtów, lecz nie uruchomił regularnego mechanizmu deportacyjnego.
Dla państw UE płynie z tego doświadczenia jednoznaczna lekcja. Umowa nie może być polityczną deklaracją stworzoną przede wszystkim na potrzeby krajowej debaty. Jeszcze przed rozpoczęciem operacji trzeba sprawdzić przepustowość ośrodków, procedury dalszego powrotu, dostęp do sądu, możliwość monitorowania warunków i koszty przypadające na jedną osobę. Bez tego hub może stać się bardzo drogim symbolem stanowczości, który nie wpłynie ani na liczbę deportacji, ani na skalę nielegalnych przekroczeń granicy.
Inny wariant testują Włochy, które utworzyły ośrodki w Albanii podlegające włoskiej jurysdykcji. Także tam kolejne decyzje sądowe utrudniały wykorzystanie przygotowanej infrastruktury. W kwietniu 2026 r. rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ocenił, że sam włosko-albański protokół może pozostawać zgodny z prawem europejskim, pod warunkiem zachowania pełnych gwarancji przysługujących migrantom.
Ceuta pokazała, że granica może zostać przełamana w ciągu kilku godzin
Dyskusja o hubach nabrała dodatkowego znaczenia po masowym wtargnięciu migrantów do Ceuty 30 i 31 lipca 2026 r. Według informacji zebranych przez „Wszystko co Najważniejsze” z bierności marokańskich służb skorzystało około 80 tys. osób. Większość wróciła następnie do Maroka, ale kilka tysięcy migrantów pozostało w hiszpańskiej eksklawie, obciążając lokalną administrację i destabilizując codzienne funkcjonowanie miasta. O kryzysie oraz ponowionych przez Rabat roszczeniach terytorialnych pisaliśmy w materiale „Maroko żąda oddania Melilli i Ceuty”.
Przypadek Ceuty przypomina, że migracja może być nie tylko procesem społecznym, ale także instrumentem nacisku na państwo europejskie. Granica została przełamana w krótkim czasie, a lokalne służby nie były przygotowane do identyfikacji, rejestracji i rozmieszczenia tak wielkiej liczby osób. Nawet jeśli huby powrotowe nie służą bezpośrednio do reagowania na masowe wtargnięcie, możliwość późniejszego wykonania decyzji o wydaleniu pozostaje częścią wiarygodnej ochrony granicy.
W tym kontekście powraca również pytanie o rolę Frontexu. Dziesięć państw UE, w tym Polska, wskazywało wcześniej, że agencja powinna wspierać ochronę granic i organizację powrotów, ale nie może przejmować podstawowych kompetencji państw członkowskich. Stanowisko Europy Środkowej przedstawiliśmy w tekście „Europa Środkowa sprzeciwia się zwiększeniu uprawnień Frontexu”. Spór o huby dotyczy zatem także suwerenności: kto ma decydować o wydaleniu, kto ma je finansować i kto będzie odpowiadał, jeżeli wykonanie decyzji naruszy prawo.
Emmanuel Macron odrzuca huby, ale Francuzi żądają skuteczniejszych wydaleń
Francja nie przyłączyła się do grupy tworzonej przez Danię, Niemcy, Austrię, Grecję i Holandię. Emmanuel Macron ocenił, że ośrodki położone poza Europą nie wykazały swojej skuteczności i nie odpowiadają zasadom, którymi powinna kierować się Francja. Podobnie wypowiadał się premier Hiszpanii Pedro Sánchez, argumentując, że przekazywanie pieniędzy państwom trzecim może okazać się nieproporcjonalnie drogie.
Sprzeciw Pałacu Elizejskiego nie kończy jednak francuskiej debaty. Sondaż CSA przeprowadzony dla CNEWS, Europe 1 i JDD wskazywał, że 82 proc. Francuzów popiera wydłużenie okresu administracyjnego zatrzymania niektórych cudzoziemców objętych nakazem opuszczenia terytorium, jeżeli zostali skazani i są uznawani za szczególnie niebezpiecznych. Dane te omawialiśmy w analizie „Bezpieczeństwo jako oś politycznej rekonfiguracji przed wyborami 2027”.
Różnica między stanowiskiem prezydenta a oczekiwaniami znacznej części społeczeństwa stanie się jednym z tematów kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 r. Marine Le Pen, Jordan Bardella, Bruno Retailleau i Éric Zemmour będą przekonywali, że państwo odzyska kontrolę dopiero wtedy, gdy zacznie konsekwentnie wykonywać nakazy wyjazdu. Kandydaci centrum i lewicy będą musieli przedstawić własną odpowiedź na pytanie, jak utrzymać ochronę uchodźców, a zarazem nie dopuścić do trwałego pozostawania osób, którym odmówiono prawa pobytu. Szerszy obraz tego sporu przedstawia tekst „Spór o imigrację staje się osią kampanii prezydenckiej 2027”.
Europa zmieniła pytanie o migrację
Jeszcze kilka lat temu unijna dyskusja koncentrowała się przede wszystkim na relokacji, solidarności między państwami i rozdzielaniu odpowiedzialności za osoby ubiegające się o azyl. Dziś środek ciężkości przesuwa się ku ochronie granic, readmisji i egzekwowaniu decyzji. Utworzenie koalicji pięciu państw pokazuje, że rozwiązania do niedawna uznawane za politycznie zbyt daleko idące stają się częścią głównego nurtu europejskiej polityki.
Huby powrotowe nie zastąpią umów z krajami pochodzenia, sprawnej identyfikacji cudzoziemców ani ochrony zewnętrznej granicy. Mogą jednak wypełnić lukę, dzięki której tysiące osób pozostają w Unii pomimo ostatecznej decyzji nakazującej wyjazd. Ich znaczenie będzie zależało od tego, czy okażą się działającym instrumentem państwa, czy kosztowną konstrukcją prawną zatrzymaną przez sądy jeszcze przed rozpoczęciem regularnej działalności.
Najbliższe miesiące pokażą, czy rozmowy z Rwandą i Ugandą doprowadzą do podpisania pierwszego porozumienia. Do rozstrzygnięcia pozostają koszty, odpowiedzialność prawna, standard nadzoru, liczba dostępnych miejsc oraz sposób dalszego odsyłania migrantów. Sama gotowość do podjęcia tych negocjacji oznacza jednak ważną zmianę. Coraz więcej europejskich rządów przyjmuje, że prawo do kontrolowania granic wymaga nie tylko rozpatrywania wniosków, ale również konsekwentnego wykonywania decyzji odmownych.
Sebastian Nizio




