Iran szybko naprawia zniszczone instalacje rakietowe [New York Times]

Według amerykańskiego wywiadu Iran szybko naprawia swoje instalacje rakietowe, bombardowane przez siły USA i Izraela – poinformował dziennik „New York Times”, powołując się na raport amerykańskich służb wywiadowczych.
Iran szybko naprawia zniszczone instalacje rakietowe
.Siły irańskie odkopują i przywracają do sprawności operacyjnej podziemne bunkry i wyrzutnie rakietowe w ciągu godzin po amerykańskich i izraelskich atakach – napisano w raportach wywiadu, cytowanych przez „NYT”. Ponadto, według tego samego źródła, władze w Teheranie były w stanie uchronić przed zniszczeniem znaczną liczbę wyrzutni i rakiet balistycznych.
Jak poinformowała stacja telewizyjna CNN, powołująca się na źródła w amerykańskich służbach wywiadowczych, około połowy irańskich wyrzutni rakiet balistycznych pozostała nienaruszona, mimo trwających od ponad miesiąca bombardowań USA i Izraela. Z kolei armia izraelska informowała w marcu o zniszczeniu lub unieszkodliwieniu około 60 proc. z 470 irańskich wyrzutni rakiet balistycznych – napisał portal Times of Israel.
Ile rakiet i dronów wystrzeliwuje dziennie Iran?
.Według „NYT” doniesienia wywiadu o irańskich możliwościach podają w wątpliwość prezentowaną dotychczas skalę strat, jakie udało się zadać siłom rakietowym Teheranu. Zniszczenie potencjału rakietowego Iranu jest jednym z głównych celów trwającej wojny. Ustalenie dokładnej liczby zniszczonych wyrzutni jest jednak trudne ze względu m.in. na to, że Iran używa dużej liczby makiet, które służą jako cele pozorne – dodała amerykańska gazeta.
Iran jest obecnie w stanie wystrzeliwać ok. 15-30 pocisków balistycznych i 50-100 dronów każdego dnia – napisał dziennik, cytując zachodniego urzędnika. Według amerykańskich władz liczba irańskich ataków rakietowych i dronowych od początku wojny spadła o 90 proc.
Strategiczne zależności jako broń
.Strategiczne zależności to temat ważny, ale nie aż tak gorący. Tak wydawało się do wczoraj. Tymczasem Izrael zaatakował irańskie instalacje naftowe, na co Iran odpowiedział atakami na bliskowschodnich sojuszników Ameryki, łącznie 9 krajów. Płonie ropa, rafinerie zniszczone, szykuje się kryzys energetyczny gorszy niż podczas wojny Jom Kipur w roku 1973 – pisze Jan ŚLIWA
Sytuacja jest dynamiczna, na podsumowania przyjdzie czas. Może brakować paliw, nawozów sztucznych, leków. Już teraz wstrząs jest ogromny, ale jeżeli się to nie zakończy w kilka dni (a nic na to nie wskazuje), będzie to miało wpływ na wybory uzupełniające w USA i pozycję Donalda Trumpa, stan sojuszu NATO i wiarygodność amerykańskich gwarancji, relacje amerykańsko-izraelskie, pozycję regionów, krajów i poszczególnych rządów w Europie i na świecie, bankructwa, głód i chłód, ocenę wartości starych i nowych typów uzbrojenia, aż po hierarchię wiarygodności w polskim komentariacie geopolitycznym.
Naciskamy przełącznik – zapala się światło. Wchodzimy na sieć – jest Internet. Mamy pytanie – wyszukiwarka podaje nam odpowiedź, uzupełnia sztuczna inteligencja. Chcemy coś kupić – aplikacja bankowa przelewa z naszego konta, produkt dociera z Chin albo Ameryki. Wszystko działa, tak po prostu. „Po co elektrownie, ja mam prąd w gniazdku!” A tu nagle nie wszystko działa. Do tego się okazuje, że to, co było dostępne jak powietrze lub woda, do kogoś należy. A nawet ta woda też nie płynie sama z siebie.
W świecie idealnym, do którego się jeszcze niedawno zbliżał realny, mądrzy zarządcy dbali, żeby niczego nie zabrakło oraz starali się dostarczyć uczciwie jak najlepszych usług, lepszych niż konkurencja. Spotkałem się z taką definicją liberalizmu: oddzielamy interesy od ideologii, jeżeli wiezie mnie pakistański taksówkarz, to on mnie dowozi z A do B, a ja mu uczciwie płacę umówioną cenę. I tyle, interes się kręci. A co innego kupuję u kogoś innego. Jak ktoś mnie wyprzedza, staram się być lepszy i wygrać z nim na otwartym rynku, bez nasyłania na niego mafii. Tak działające kraje strzelają gospodarczo w górę i nie ma w tym żadnego cudu, choć tak myślą zazdrośnicy. Tak też to powinno działać między krajami.
.Ideą są równe zasady dla wszystkich, o poszanowanie których dba dobrotliwy hegemon. Pokonany, jak w olimpijskim boksie, gratuluje zwycięzcy, podaje mu rękę i intensywniej trenuje. A jeżeli nie daje rady, to trudno, na podium nie ma miejsca dla wszystkich. Ale to nie jest łatwe. Co robić, jeżeli konkurent pracuje od rana do nocy za miseczkę ryżu, a nam się nie chce? Albo pojawiają się drapieżnicy i kto chce grać jak dżentelmen, zawsze przegrywa. Również hegemon tak długo jest dobrotliwy i pilnuje reguł, jak długo wygrywa, jak długo mu się to opłaca. Obecnie jednak przestaje to działać.
PAP/MJ





