Izrael zwiększa zamówienia wojskowe

Izraelski rząd zatwierdził 827 mln dolarów na „pilne” zakupy wojskowe – poinformowała agencja AFP, powołując się na izraelskie media. Według dziennika „Haarec” wysokość kwoty ustalono na posiedzeniu w nocy z 13 na 14 marca 2026 r.; nie ujawniono, na co dokładnie mają zostać wykorzystane te środki.
Izrael zwiększa zamówienia wojskowe
.Gazeta, którą cytuje AFP, napisała, że dodatkowe fundusze zostaną przeznaczone na „zakupy związane z bezpieczeństwem” oraz zaspokojenie „pilnych potrzeb”. Według dokumentów izraelskiego resortu finansów, które cytują różne izraelskie media „pojawiła się pilna i natychmiastowa potrzeba zapewnienia operacyjnej odpowiedzi, która będzie obejmować zakup amunicji, zaopatrzenie w zaawansowany sprzęt wojskowy oraz uzupełnienie zapasów materiałów bojowych o krytycznym znaczeniu”.
W dokumencie pada też stwierdzenie, że „jest to decyzja nadzwyczajna, której wyłącznym celem jest zaspokojenie potrzeb wynikających z prowadzenia walk”. Środki te zostaną pobrane z budżetu państwa, który izraelski rząd zatwierdził 12 marca 2026 r., a który parlament powinien przyjąć do końca miesiąca.
AFP podkreśliła, że rząd Benjamina Netanjahu nie wydał jeszcze oficjalnego oświadczenia w tej sprawie. Według dziennika „Haarec”, który powołuje się na źródła z kręgów izraelskich sił bezpieczeństwa, w ciągu dwóch tygodni wojny irańska armia wystrzeliła w kierunku Izraela 250 rakiet balistycznych; zdecydowaną większość zneutralizowała izraelska obrona przeciwlotnicza. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie szacuje, że pierwszych 12 dni wojny kosztowało budżet Stanów Zjednoczonych ok. 16,5 mld dolarów.
Iran, amerykańska „Ukraina”?
.Koalicja USA-Izrael posiada miażdżącą przewagę wojskową nad Iranem. Siły powietrzne prawie tam nie istniały, obrona przeciwlotnicza była dziurawa i dziś można stwierdzić, że koalicja uzyskała całkowitą dominację w powietrzu. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku marynarki wojennej. Szkopuł w tym, że dominacja w powietrzu i na morzu nie jest wystarczająca, by zmusić Iran do kapitulacji. Dowodzą tego doświadczenia wielu wojen – pisze prof. Kazimierz DADAK
Donald Trump jako kandydat na urząd prezydenta nieustannie obiecywał, że za jego rządów nie będzie „wojen bez końca”. Jego hasło „America First” skupiało uwagę na sprawach wewnętrznych, dzięki czemu Stany Zjednoczone miały ponownie stać się, jak on sam głosił, „wielkie”. Wojna z Iranem nie tylko podważa te obietnice, ale może stać się tak wielkim wyzwaniem dla Waszyngtonu, jak dla Kremla stała się wojna z Ukrainą.
Władimir Putin najechał Ukrainę, mając nadzieję, że zwycięstwo przyjdzie szybko i bez większych strat. Niespodziewany amerykańsko-izraelski atak na Iran miał przynieść podobne wyniki. W obu przypadkach naczelnym zadaniem było „regime change” (zmiana władzy z nieprzyjaznej na życzliwą). Uśmiercenie duchowego przywódcy irańskich szyitów, ajatollaha Alego Chameneiego, miało otworzyć drzwi lokalnym opozycjonistom do przejęcia władzy, a w najgorszym przypadku doprowadzić do ziszczenia się „scenariusza wenezuelskiego”, w którym jego następcy przerażeni perspektywą utraty władzy, a może i życia bez wahania przyjmą amerykańskie warunki.
Wojna amerykańsko-izraelsko-irańska trwa dopiero sześć dni, a w trzecim dniu działań wojskowych Donald Trump wyraził przekonanie, że zmagania będą trwać 4–5 tygodni. Niemniej sam prezydent dodał, że wojna może potrwać dłużej i że także w tym mniej optymistycznym przypadku on się „nie znudzi” i będzie prowadzić wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów. Miejmy nadzieję, że zaiste wojna będzie krótka, ale minister Pete Hegseth i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, gen. Dan Caine, podali do publicznej wiadomości, że na Bliski Wschód kierowane są posiłki. Zatem zgromadzona tam armada najwyraźniej okazuje się niewystarczająca do wcielenia w życie założonych planów.
ficjalne cele mają charakter ściśle wojskowy – likwidacja programu atomowego, unicestwienie arsenału rakiet balistycznych i floty wojennej oraz zakończenie wspierania ruchów szyickich w świecie muzułmańskim. W sumie oznacza to całkowite rozbrojenie Iranu i trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek rząd chroniący suwerenność swego państwa mógł przystać na te warunki. Bez zmiany władzy na całkowicie zależną od Waszyngtonu spełnienie tych wymogów raczej nie wchodzi w grę.
Jeśli chodzi o możliwość pojawienia się przychylnej Waszyngtonowi władzy, mamy do czynienia z poważnymi kłopotami. Prezydent Donald Trump i sekretarz Marco Rubio głośno nawołują Irańczyków do wyjścia na ulice i przejęcia władzy, ale jak można oczekiwać takiego rozwoju sytuacji, gdy z jednej strony wokół są wybuchy, a z drugiej służby bezpieczeństwa nadal są sprawne? Ponadto takie przypadki jak zbombardowanie szkoły dla dziewczynek czy szpitala nie przysparza Stanom Zjednoczonym przyjaciół. Ogólnie rzecz biorąc, naciski z zewnątrz, mające na celu obalenie władzy, powodują raczej zwarcie szeregów niż przejście na drugą stronę.
.Presja wojskowa najwyraźniej nie przyniosła oczekiwanych wyników. Unicestwienie dużej części przywództwa politycznego i wojskowego nie doprowadziło do kapitulacji. Pomimo poniesionych strat irańskie siły zbrojne przystąpiły do kontrataku niecałe dwie godziny po rozpoczęciu wojny. Władze były więc przygotowane do przyjęcia takiego ciosu – rozwój sytuacji najwyraźniej zaskoczył koalicję amerykańsko-izraelską. Już sam fakt, że pojawienie się armady nie doprowadziło do wywieszenia przez Teheran białej flagi, był dla Waszyngtonu niespodzianką, ale nie spowodował wypracowania planu B.
PAP/MJ






