Nawrocki, Meloni i Frederiksen pokazują nowy układ sił w Europie

nowy układ sił w Unii Europejskiej

Wspólna deklaracja Giorgii Meloni i Mette Frederiksen w sprawie niekontrolowanej imigracji pokazuje, że nowe sojusze w Unii Europejskiej powstają ponad tradycyjnym podziałem na prawicę i lewicę. Politycznie bliski temu układowi jest prezydent Karol Nawrocki, który podobnie mówi o ochronie granic, suwerenności państw, europejskim bezpieczeństwie i sprzeciwie wobec nadmiernej centralizacji UE. Polska mogłaby stać się ważnym wschodnim filarem tej konfiguracji, choć jej udział w unijnych decyzjach może zablokować szef polskiego rządu.

.Najważniejsze w deklaracji podpisanej przez Giorgię Meloni i Mette Frederiksen nie jest nawet to, co obie szefowe rządów napisały o migracji. O skuteczniejszych powrotach, ochronie granic zewnętrznych i przenoszeniu części procedur poza terytorium Unii mówi się w Europie od kilku lat, a rozwiązania niegdyś przedstawiane jako radykalne stopniowo przedostawały się do głównego nurtu. Politycznie istotniejsze jest to, kto wystąpił wspólnie: lider konserwatywnych Braci Włoch i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci europejskiej socjaldemokracji.

Do tej konfiguracji nie należy dopisywać Karola Nawrockiego jako trzeciego formalnego uczestnika deklaracji, ponieważ polski prezydent jej nie podpisał i nie tworzy z premier Włoch oraz premier Danii stałego politycznego triumwiratu. Jego sposób myślenia o granicach, migracji, suwerenności i przyszłości Unii jest jednak w wielu punktach bliski kierunkowi wyznaczanemu przez Rzym i Kopenhagę, a regularne kontakty z Giorgią Meloni potwierdzają, że nie jest to podobieństwo wyłącznie publicystyczne. W ten sposób powstaje układ, który łączy śródziemnomorskie doświadczenie Włoch, północny model społeczny Danii oraz polską perspektywę wschodniej granicy i wojny hybrydowej.

Nie oznacza to zaniku różnic między Meloni, Frederiksen i Nawrockim. Należą do innych tradycji politycznych, dysponują odmiennymi kompetencjami i nie w każdej sprawie proponują takie same rozwiązania. Ich bliskość pokazuje jednak proces ważniejszy od jednego komunikatu: Unia staje się przestrzenią elastycznych koalicji zadaniowych, budowanych wokół konkretnych problemów, a nie wyłącznie według przynależności do Europejskiej Partii Ludowej, socjalistów, liberałów czy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Europa dzieli się dziś inaczej niż dawniej

Przez wiele lat europejską politykę opisywano za pomocą kilku utrwalonych osi. Północ miała domagać się dyscypliny od Południa, Zachód pouczać Wschód w sprawach instytucjonalnych, a lewica i prawica spierać się o zakres integracji, granice suwerenności oraz model społeczeństwa. Migracja naruszyła wszystkie te schematy, ponieważ połączyła interesy państw, które wcześniej nie miały powodu, by budować wspólny front. Włochy patrzą na problem z perspektywy śródziemnomorskiej granicy Unii, Dania z punktu widzenia północnego państwa dobrobytu, Polska zaś przez doświadczenie presji migracyjnej wykorzystywanej przez Białoruś i Rosję jako narzędzie destabilizacji.

W ten sposób powstaje oś Północ–Południe–Wschód o zupełnie innym znaczeniu niż dotychczasowe europejskie podziały. Nie chodzi w niej o konflikt wierzycieli z dłużnikami ani państw starej i nowej Unii, lecz o współpracę krajów przekonanych, że swoboda przemieszczania się wewnątrz Europy może przetrwać jedynie wtedy, gdy skutecznie chroniona jest jej granica zewnętrzna. Po kryzysie w Ceucie Włochy i Dania stanęły na czele inicjatywy popartej przez 22 państwa członkowskie, domagającej się wzmocnienia granic oraz ograniczenia czynników zachęcających do nielegalnej migracji.

Tak szerokie poparcie nie tworzy jeszcze jednolitego obozu, pokazuje jednak, że polityczna większość w sprawach migracyjnych może dziś powstać poza dawną linią lewica–prawica. Łączy ona część konserwatystów, chadeków, liberałów i socjaldemokratów, choć każda z tych grup dochodzi do podobnych wniosków inną drogą. Dla jednych punktem wyjścia jest suwerenność, dla innych bezpieczeństwo, wydolność usług publicznych lub ochrona państwa opiekuńczego. Wspólnym mianownikiem staje się przekonanie, że prawo do udzielania ochrony nie może oznaczać rezygnacji z prawa państwa do rozstrzygania, kto może pozostać na jego terytorium.

Trzy różne drogi prowadzą do podobnej diagnozy

Duńska socjaldemokracja nie uzasadnia restrykcyjnej polityki migracyjnej dokładnie tak samo jak włoska prawica. Dla Mette Frederiksen kontrola migracji jest częścią obrony solidarnego państwa, wysokiego poziomu usług publicznych i zaufania społecznego, bez którego skandynawski model przestaje działać. Jeżeli obywatele odnoszą wrażenie, że koszty decyzji władz ponoszą przede wszystkim słabiej zarabiający, mieszkańcy uboższych dzielnic i osoby zależne od usług publicznych, migracja przestaje być wyłącznie sporem moralnym, a staje się konfliktem o podział bezpieczeństwa i zasobów. Duńscy socjaldemokraci uznali dlatego, że pozostawienie tego tematu prawicy oznaczałoby oddanie jej znacznej części własnego elektoratu.

Giorgia Meloni wychodzi z innego punktu. W jej polityce mocniej obecne są suwerenność państwa, odpowiedzialność rządu za granice oraz ciągłość europejskiej kultury, dlatego wspólna deklaracja zawiera wezwanie do ochrony chrześcijańskiego dziedzictwa kontynentu. To właśnie ten fragment wykracza najdalej poza techniczny spór o procedury powrotowe, ponieważ łączy egzekwowanie prawa z oczekiwaniem poszanowania wartości i zasad obowiązujących w państwach europejskich. Fakt, że pod takim stanowiskiem podpisuje się socjaldemokratyczna premier Danii, świadczy o przesunięciu debaty znacznie dobitniej niż kolejne wystąpienie przywódcy europejskiej prawicy.

Karol Nawrocki dochodzi do podobnej diagnozy przez polskie doświadczenie historyczne i geopolityczne. W jego wypowiedziach powracają suwerenność, bezpieczeństwo granic, sprzeciw wobec centralizacji Unii oraz przekonanie, że państwa Europy Środkowej i Wschodniej powinny uzyskać większy wpływ na kierunek integracji. W styczniu 2026 r. mówił, że nowego przywództwa Unii należy szukać wśród krajów, które nie pomyliły się w polityce bezpieczeństwa, klimatu i migracji, a zarazem podkreślał znaczenie silnej relacji transatlantyckiej.

.Bliskość Karola Nawrockiego do powstającego układu jest szczególnie widoczna w relacjach z Giorgią Meloni. Jeszcze jako kandydat na prezydenta spotkał się z nią w Brukseli, gdzie rozmawiali o bezpieczeństwie kontynentu, tendencjach centralizacyjnych w UE i konieczności zachowania silnych więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Po objęciu urzędu kontakty były kontynuowane w Rzymie i Mediolanie, a wśród tematów znalazły się współpraca wojskowa, bezpieczeństwo, relacje dwustronne oraz współdziałanie Polski i Włoch w Unii Europejskiej.

Nie jest to jedynie bliskość wynikająca z partyjnych kontaktów Prawa i Sprawiedliwości oraz Braci Włoch w ramach EKR. Giorgia Meloni i Karol Nawrocki podobnie sprzeciwiają się budowaniu Unii zarządzanej przez kilka największych państw, oboje podkreślają znaczenie narodowej tożsamości i zachowania suwerenności, a bezpieczeństwo europejskie wiążą z obecnością Stanów Zjednoczonych. Włoska premier napisała po wyborze Karola Nawrockiego, że Włochy i Polskę łączą wspólne wartości, trwałe relacje współpracy i historyczna przyjaźń, zaś Kancelaria Prezydenta przedstawia kontakty z Rzymem jako jeden z ważnych kierunków aktywności międzynarodowej polskiej głowy państwa.

Karol Nawrocki jest bliski diagnozie lecz nie każdej metodzie

Polityczna bliskość nie oznacza pełnej zgodności co do sposobu działania. Meloni i Frederiksen próbują przebudować wspólną politykę Unii od wewnątrz, tworząc większości dla surowszych zasad powrotów, szerszego stosowania kategorii bezpiecznych państw i ośrodków poza Europą. Karol Nawrocki w kampanii wyborczej szedł dalej, zapowiadając jednostronne wypowiedzenie paktu migracyjnego, a już jako prezydent w liście do Ursuli von der Leyen oświadczył, że Polska nie zgodzi się na działania prowadzące do rozlokowania w kraju nielegalnych migrantów.

Różnica dotyczy więc przede wszystkim metody, a nie oceny niekontrolowanej migracji. Meloni uznała, że skuteczniej będzie przejąć inicjatywę w Brukseli i zmieniać prawo całej Unii, Frederiksen od lat przekonuje europejską socjaldemokrację do zaakceptowania surowszych rozwiązań, Nawrocki natomiast akcentuje prawo państwa do odmowy podporządkowania się mechanizmom uznawanym za sprzeczne z jego bezpieczeństwem. Polski prezydent jest temu układowi politycznie bliski, ale nie jest jeszcze uczestnikiem wspólnego projektu instytucjonalnego.

Duńska rola także zawiera istotny paradoks. Ze względu na traktatowe wyłączenie w obszarze sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Dania zasadniczo nie uczestniczy we wspólnej polityce migracyjnej i azylowej UE, poza regulacjami dublińskimi i systemem Eurodac, zachowuje więc większą autonomię niż większość państw członkowskich. Kopenhaga może jednak aktywnie kształtować europejską agendę, przekonywać inne rządy do ośrodków poza Unią i dostarczać politycznego uzasadnienia rozwiązaniom, które nie zawsze będą ją wiązały w taki sam sposób jak pozostałe kraje. Pokazuje to, że wpływ w dzisiejszej Unii nie wynika jedynie z podlegania wspólnym przepisom, lecz także ze zdolności narzucenia języka, w którym inni zaczynają opisywać problem.

Polska może wejść do tego układu dwiema drogami

W przypadku Polski konieczne jest rozróżnienie politycznej bliskości prezydenta od zdolności państwa do budowania większości w Radzie Europejskiej. Oto bowiem premier Donald Tusk reprezentuje Polskę podczas spotkań unijnych przywódców, a rząd odpowiada za negocjowanie i wykonywanie znacznej części prawa europejskiego. Prezydent Karol Nawrocki może wpływać na politykę zagraniczną przez własną dyplomację, inicjatywy, orędzia, ustawodawstwo i prezydenckie weto, nie może jednak samodzielnie przesunąć Polski do określonej koalicji głosującej w Brukseli. Sytuacja oczywiście może ulec radykalnej zmianie po wyborach parlamentarnych w Polsce w 2027 roku.

Co ciekawe, obecny polski rząd premiera Donalda Tuska już uczestniczy w konfiguracji tworzonej wokół migracji przez Meloni i Frederiksen. W marcu 2026 r. Donald Tusk wziął udział w nieformalnym spotkaniu dotyczącym migracji zorganizowanym na zaproszenie premier Włoch, Danii i Holandii, a w czerwcu uczestniczył w kolejnym takim spotkaniu przed posiedzeniem Rady Europejskiej. Przynajmniej teoretycznie rząd i prezydent mogą używać innego języka, odmiennie oceniać sam pakt migracyjny i spierać się o zakres suwerenności, a jednocześnie uznawać ochronę granic oraz sprzeciw wobec przymusowej relokacji za polski interes państwowy. Gdyby oba ośrodki władzy potrafiły przełożyć tę część wspólną na skoordynowaną aktywność, Polska mogłaby stać się wschodnim filarem koalicji łączącej państwa południa, północy i wschodu Europy. Jeżeli jednak spór wewnętrzny okaże się przy tym rządzie ważniejszy, polityczna bliskość Nawrockiego z Meloni pozostanie istotnym sygnałem, ale nie przełoży się automatycznie w 2026 roku na polskie stanowisko przy stole Rady Europejskiej. Trzeba będzie czekać na wybory w 2027 roku.

Pomysły z obrzeży przeszły do europejskiego prawa

Wspólna deklaracja Meloni i Frederiksen nie rozpoczyna zmiany europejskiej polityki migracyjnej, lecz potwierdza, że zmiana zaszła już bardzo daleko. Pakt o migracji i azylu zaczął być stosowany 12 czerwca 2026 r., a Parlament Europejski kilka dni później zaakceptował nowe reguły powrotów obywateli państw trzecich przebywających w Unii nielegalnie. Za rozwiązaniami przewidującymi między innymi możliwość tworzenia ośrodków powrotowych poza UE zagłosowało 418 deputowanych, przeciw było 218, a 30 wstrzymało się od głosu; po głosowaniu do wejścia przepisów w życie pozostawały formalne przyjęcie przez Radę i publikacja. To, co jeszcze niedawno było eksperymentem włoskiego rządu w Albanii, stało się zatem elementem europejskiego mechanizmu prawnego, obwarowanego wymaganiami dotyczącymi praw człowieka, prawa międzynarodowego i zakazu odsyłania ludzi do państw, w których groziłoby im niebezpieczeństwo.

Nie znaczy to, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Ośrodki w państwach trzecich wymagają partnerów gotowych je przyjąć, znacznych środków, skutecznego nadzoru oraz odpowiedzi na pytanie, kto będzie ponosił polityczną i prawną odpowiedzialność za przebywających w nich ludzi. Włoskie doświadczenie z Albanią pokazało także, jak szybko decyzje rządu mogą wejść w konflikt z orzeczeniami sądów i europejskimi standardami proceduralnymi.

Im więcej rządów i przywódców z różnych rodzin politycznych mówi w tej sprawie podobnym językiem, tym trudniej przedstawiać takie propozycje jako wyłącznie program jednego skrzydła europejskiej prawicy. Meloni wnosi do tego układu zdolność budowania porozumień wewnątrz Unii, Frederiksen daje argumenty socjaldemokratyczne, a Nawrocki może dołączyć doświadczenie państwa poddanego presji hybrydowej na wschodniej granicy.

Nowa większość nie ma jednego politycznego centrum

Powstająca konfiguracja nie ma stolicy, formalnego przywódcy ani wspólnego manifestu. W jednej sprawie inicjatywę przejmują Włochy i Dania, w innej państwa bałtyckie, Polska, kraje nordyckie albo grupa państw południa Europy, a Komisja Europejska coraz częściej reaguje na nacisk koalicji zbudowanych w Radzie. Taki model osłabia przekonanie, że kierunek Unii jest zawsze ustalany w Berlinie, Paryżu i Brukseli, a pozostałe stolice mogą jedynie dołączyć do gotowego kompromisu. Państwo średniej wielkości może dziś zwiększyć swój wpływ, jeżeli jako pierwsze nazwie problem, zaproponuje instrument i połączy kraje, które dotąd nie występowały wspólnie.

Najwięcej zyskuje na tym Giorgia Meloni. Premier Włoch przestała być traktowana jedynie jako reprezentant jednego z nurtów prawicy i coraz częściej staje się politykiem, bez którego trudno zbudować europejskie porozumienie w sprawach migracji, relacji transatlantyckich czy bezpieczeństwa południowej flanki. Jej współpraca z Mette Frederiksen pokazuje, że może tworzyć większości sięgające poza EKR, natomiast relacje z Karolem Nawrockim dają jej partnera na wschodzie Europy, który podobnie ocenia centralizacyjne tendencje w Unii i rolę Stanów Zjednoczonych.

Zyskuje również premier Danii, ponieważ może przedstawiać się jako przywódca socjaldemokracji, która nie ignoruje obaw społecznych i nie pozwala, aby prawica posiadała monopol na kwestie granic, bezpieczeństwa oraz integracji. Karol Nawrocki może natomiast pokazać, że państwa Europy Środkowej nie są jedynie odbiorcami projektów przygotowanych przez największe stolice, lecz mogą współtworzyć nowe koalicje, jeśli ich doświadczenie zostanie przełożone na propozycję atrakcyjną także dla Północy i Południa.

Nie należy jednak mylić nowej konfiguracji z pełną zgodą Europy. Hiszpania i część innych państw krytycznie oceniają tworzenie ośrodków poza Unią, organizacje broniące praw człowieka ostrzegają przed przenoszeniem odpowiedzialności do krajów o słabszych instytucjach, a spory sądowe będą określały granice nowych rozwiązań. Różnica polega na tym, że ciężar debaty się odwrócił: zwolennicy bardziej otwartej polityki muszą dziś nie tylko bronić jej zasad, lecz także pokazać, w jaki sposób państwo odzyska skuteczność powrotów i zaufanie obywateli.

Deklaracja Meloni i Frederiksen jest więc ważna nie dlatego, że kończy dawny podział na prawicę i lewicę. Ten podział pozostanie istotny w polityce krajowej i w Parlamencie Europejskim, lecz nie wystarcza już do opisania tego, jak rzeczywiście powstają decyzje w Unii. Karol Nawrocki jest blisko tego nowego układu, ponieważ podobnie rozumie znaczenie granic, suwerenności, bezpieczeństwa i kulturowej ciągłości Europy, ale jego wpływ zależy od tego, czy polityczna bliskość z Giorgią Meloni zostanie przełożona na propozycje zdolne pozyskać inne państwa i na współpracę z polskim rządem. Dopiero wtedy Warszawa mogłaby stać się pełnoprawnym wschodnim filarem konfiguracji, którą Rzym i Kopenhaga zaczynają budować ponad dawnymi podziałami.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 sierpnia 2026