Karol Nawrocki politykiem roku w Polsce, Donald Trump na świecie [CBOS]

Polityk roku 2025

Polityk roku 2025 to prezydent RP Karol Nawrocki (wskazało go 16 proc. ogółu ankietowanych); na arenie międzynarodowej na ten tytuł zasłużył prezydent USA Donald Trump (11 proc.) – wynika z sondażu CBOS.

Najpopularniejsi politycy w Polsce

.Pod koniec 2025 r. CBOS zapytał Polaków, kto ich zdaniem zasłużył na miano polityka roku zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Przy czym ankietowani sami wymieniali nazwiska kandydatów spośród znanych im polityków.

Jeśli chodzi o tytuł polityka roku 2025 w kraju, 49 proc. badanych nie wskazało żadnej osoby, która w ich opinii zasługiwałaby na takie wyróżnienie: 22 proc. uznało, że żaden polityk nie zasłużył na takie miano, zaś 27 proc. odmówiło odpowiedzi na pytanie lub uznało, że nie ma zdania na ten temat.

Wśród wymienianych przez respondentów polityków jedynie trzy osoby uzyskały więcej niż 2 proc. głosów. I tak tytuł polityka 2025 roku otrzymał prezydent Karol Nawrocki, którego nazwisko wskazało 16 proc. badanych. Po 8 proc. otrzymali ex aequo premier Donald Tusk oraz wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski.

Po 2 proc. badanych do miana polityka ubiegłego roku zgłosiło: europosła Grzegorza Brauna; wicemarszałka Sejmu, lidera Konfederacji Krzysztofa Bosaka; wicemarszałka Sejmu, przewodniczącego Polski 2050 Szymona Hołownię; współprzewodniczącego Partii Razem Adriana Zandberga; prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Po około 1 proc. głosów uzyskali zaś: szef MS Waldemar Żurek; b. prezydent Andrzej Duda; lider Konfederacji Sławomir Mentzen; wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz; b. premier, wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki; prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący KO Rafał Trzaskowski.

Kolejne 3 proc. respondentów wymieniło nazwiska aż 34 innych polityków.

Polityk roku 2025 został wskazany. 49 proc. osób nie wybrało żadnej osoby

.Jak zauważył CBOS, wybór polityka roku spośród przedstawicieli międzynarodowej sceny politycznej z reguły sprawia badanym więcej trudności niż wskazanie najbardziej wyróżniającego się reprezentanta polityki krajowej. „W grudniu 2025 roku miało z tym problem nieco ponad dwie piąte badanych (41 proc.), a dalsza ponad jedna czwarta (27 proc.) uznała, że żaden ze znanych im polityków zagranicznych nie odegrał w ciągu minionych dwunastu miesięcy na tyle znaczącej roli w polityce międzynarodowej, by zasłużyć na ten tytuł” – czytamy w badaniu. Odpowiedzi odmówiło 1 proc. respondentów.

Tytuł polityka roku 2025 na świecie Polacy przyznali prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi – uznało tak 11 proc. badanych. Na drugim miejscu rankingu znalazł się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, którego wskazało 5 proc. badanych. Podium zamyka prezydent Francji Emmanuel Macron z 3 proc. głosów.

Pozostali politycy byli wskazywani przez nielicznych badanych. Po ok. 1 proc. respondentów wskazało: przewodniczącą KE Ursulę von der Leyen; premiera Węgier Victora Orbana; b. prezydenta USA Joe Bidena; burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego; papieża Leona XIV; wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, a także szefa naszego MSZ Radosława Sikorskiego.

4 proc. badanych wymieniło inne nazwiska.

Badanie przeprowadzono w dniach od 27 listopada do 8 grudnia 2025 r. na próbie liczącej 948 osób w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL.

Karol Nawrocki, czyli majestat Rzeczypospolitej

.Karol Nawrocki – cóż, zaryzykuję tak ryzykowną tezę – wpisuje się swoim wejściem na scenę polityczną w metafizyczną wręcz tęsknotę za silnym przywódcą, monarchą, królem – pisze Eryk MISTEWICZ.

Podążając w orszaku prezydenckim w dniu zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP, przechodziliśmy uliczkami Starego Miasta, którymi szli lub przejeżdżali dyliżansami prezydenci obejmujący najwyższy urząd w polskim państwie w okresie międzywojennym. Jakie myśli się w nich wówczas kłębiły, na jakie decyzje musieli się szykować, jak silne były wpływy dookólnych mocarstw, jak kształtowała się wewnątrzpolska opozycja względem ich działań, a może przede wszystkim: jak przyrzekali sobie w duchu prowadzić polskie sprawy? Nie przychodzimy znikąd, to, co robimy wynika też z doświadczeń przeszłości – kto, jeśli nie prezydent historyk, będzie to rozumiał najlepiej?

Dzień zaprzysiężenia był dniem pełnym symboliki, zarówno świeckiej, jak i religijnej. Wzniosłość majestatu pierwszego spośród nas wyniesionego na najwyższy urząd w państwie. Uroczysty akt zaprzysiężenia przed Zgromadzeniem Narodowym rozpoczęty przez Karola Nawrockiego inwokacją do Narodu i Boga, zatrzymanie kawalkady aut przy stadionie piłkarskim, zejście do ludu, katedra św. Jana z Bogurodzicą, pieśniami legionowymi, pieśniami od wieków średnich towarzyszącymi polskiemu rycerstwu. Majestatyczne, godne, podniosłe chwile, świetnie komponujące się z atmosferą dnia. Przejście uliczkami Starego Miasta, Zamek Królewski i inwestytura na Wielkiego Mistrza Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski, pierwsza z nich odczytana i przeprowadzona z godnością przynależną tak ważnej chwili przez prof. Michała Kleibera, przewodniczącego Kapituły Orderu Orła Białego, redaktora naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”.

I znów powrót i zatopienie się w ludzie. Dla wszystkich, którzy z bliska obserwowali ten przemarsz, widoczne było chłonięcie przez nowego prezydenta emocji zebranych, czerpanie z nich w sposób widoczny siły. Siły i radości. W jednej z nowelek Anaïs Nin opisuje takie właśnie emocje, emocje towarzyszące decyzji o namaszczeniu i wyjściu do ludu nowego króla. A więc czyżby: powrót króla?

Wzruszające wejście do Pałacu Prezydenckiego, przywitanie na dziedzińcu przez odchodzącego po dekadzie z tej funkcji i tego miejsca prezydenta Andrzeja Dudę, z którym kilka dni wcześniej razem, na koniec spotkania pełnego ustaleń, modlili się prezydenci ustępujący i nowy w prezydenckiej kaplicy.

I kontynuacja programu oficjalnego tego dnia, dnia zaprzysiężenia, a może powrotu monarchy właśnie, z miejscami dla Polaków tak ważnymi, tak nasyconymi emocjami zrozumiałymi tylko dla naszej nacji, jak Grób Nieznanego Żołnierza, pomnik Lecha Kaczyńskiego, pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Przejęcie zwierzchnictwa nad armią z godnym, niesłyszanym jeszcze w IV RP tak mocnym: „Czołem żołnierze!”.

Od trzydziestu lat obserwuję podobne momenty w historii narodów. W różnych rolach i różnych strefach dostępu. Od sejmowej loży w trakcie zaprzysiężenia Aleksandra Kwaśniewskiego, poprzez nieco techniczne zaprzysiężenie Lecha Kaczyńskiego, wystawne, wręcz barokowe objęcie prezydentury Republiki przez Nicolasa Sarkozy’ego, po dwa zaprzysiężenia Andrzeja Dudy… Każde z tych wydarzeń było, rzecz jasna, inne, co najczęściej wynikało z charakteru nowo zaprzysiężanego prezydenta. Ale też obserwując tak wiele obejmowania rządów, powinienem się przyzwyczaić do tego, w czym przychodzi mi uczestniczyć.

A jednak nie. W zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego było zauważalne coś jeszcze, co tknęło mnie już przy pierwszej z nim rozmowie na kilka lat przed tym dniem, w jego gabinecie w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, a co dziś widzą (czy raczej: odczuwają) wszyscy, o ile ich ocen nie dewastuje udział w partyjniackim sporze. Coś, co wracało przy każdej naszej rozmowie. Coś, co dziś, z perspektywy pierwszych tygodni po zaprzysiężeniu, najkrócej mógłbym podsumować: postawienie przez Polaków na Karola Nawrockiego to był dobry wybór dla Polski. Nawet jeśli początkowo w dyskusjach przedwyborczych byłem bliższy ocen stronnictwa innego kandydata.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-karol-nawrocki-czyli-majestat-rzeczypospolitej/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 stycznia 2026