Kim jest ambasador Thomas Rose?

Trzy miesiące po oficjalnym objęciu stanowiska w Polsce ambasador Thomas Rose pokazał swoją zdecydowaną postawę – ogłosił zaprzestanie utrzymywania kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym po tym, gdy w mało wybredny sposób zaatakował on prezydenta USA Donalda Trumpa. Kim jest ambasador Thomas Rose?
„Tom zawsze bardzo chwalił Polaków i zna historię Polski w XX wieku lepiej, niż ktokolwiek inny”
.”Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów, ani komunikować się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem” – napisał ambasador Thomas Rose na platformie X.
Głos w tej sprawie zabrał także premier Donald Tusk, który – zwracając się na portalu X do ambasadora USA – podkreślił, że sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. „Przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo” – napisał Donald Tusk.
W odpowiedzi na ten wpis ambasador USA Thomas Rose napisał, że wpis premiera najpewniej był skierowany do marszałka Czarzastego, którego – jak ocenił ambasador Rose – obraźliwe komentarze o prezydencie Donaldzie Trumpie mogły „potencjalnie zaszkodzić rządowi”. Podkreślił, że jego zdaniem obrażanie Trumpa, którego nazwał największym przyjacielem, jakiego Polska kiedykolwiek miała w Białym Domu, jest niedopuszczalne.
Kim jest ambasador Thomas Rose?
Thomas Rose oficjalnie objął stanowisko ambasadora 6 listopada zeszłego roku – dziewięć miesięcy po ogłoszeniu przez Trumpa tej nominacji.
Jak niemal wszyscy nominowani przez Donalda Trumpa kandydaci na ambasadorów, ambasador Thomas Rose jest nominatem politycznym, a nie zawodowym dyplomatą. Pod wieloma względami jest też dyplomatą nietypowym – w przeciwieństwie do wielu innych ambasadorów wybranych przez prezydenta, nie należy do najbliższego kręgu ludzi Donalda Trumpa, nie jest wpływowym biznesmenem, ani jednym z dużych sponsorów jego kampanii wyborczej.
Jak powiedział sam Thomas Rose, swoją nominację zawdzięcza wstawiennictwu miliarderki Miriam Adelson, jednej z największych darczyńców Partii Republikańskiej i wdowie po wpływowym magnacie kasynowym z Las Vegas, Sheldonie Adelsonie. Małżeństwo Adelsonów, podobnie jak Thomas Rose, znane jest z silnego poparcia dla Izraela.
Sprawny dyplomata, z najlepszymi z możliwych relacjami
Karierę Thomas Rose zaczynał jako dziennikarz – najpierw jako freelancer pracujący w drugiej połowie lat 80. dla radia PBS i CBS, który relacjonował wydarzenia związane z apartheidem w Republice Południowej Afryki, a także kryzysy w innych częściach świata: obalenie filipińskiego dyktatora Ferdinanda Marcosa, czy upadek muru berlińskiego. W 1987 r. otrzymał nominację do nagrody Emmy za produkcję telewizyjnego dokumentu na temat Żydów w ZSRR, którym zabroniono emigracji do Izraela. W 1989 r. napisał książkę na temat medialnego poruszenia i wielkiej akcji uwolnienia trzech wielorybów spod zamarzniętego morza w Arktyce. Książka doczekała się hollywoodzkiej ekranizacji w 2012 – „Big Miracle” („Na ratunek wielorybom”).
Karierę w polityce Thomas Rose zaczął w 1990 r. jako zastępca burmistrza w Indianapolis, w rodzimym stanie Indiana, by następnie pełnić szereg innych ról w lokalnej polityce. Później wrócił do świata mediów, lecz głównie jako komentator i menedżer w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Izraelu. Przez siedem lat był wydawcą i dyrektorem izraelskiego anglojęzycznego dziennika „Jerusalem Post”.
Kim jest ambasador Thomas Rose? Absolutnie lojalny człowiek prezydenta
Thomas Rose wrócił do polityki po wyborczym zwycięstwie Donalda Trumpa w 2016 r., jako główny strateg i starszy doradca wiceprezydenta Mike’a Pence’a, z którym Thomas Rose współpracował, gdy Mike Pence był gubernatorem Indiany. Choć Pence stał się jednym z głównych krytyków Trumpa na prawicy i jego rywalem w prawyborach, bliskie związki Thomasa Rose’a z byłym wiceprezydentem nie zaszkodziły mu w zdobyciu nominacji Donalda Trumpa.
– Tom zawsze bardzo wspierał prezydenta Donalda Trumpa, a ja przez lata nigdy nie słyszałem, żeby w jakikolwiek sposób krytykował prezydenta Trumpa – mówił jesienią zeszłego roku Gary Bauer, były republikański polityk i doradca w Białym Domu za prezydentury Ronalda Reagana, z którym Thomas Rose przez lata prowadził publicystyczny program radiowy, a potem podcast Rose&Bauer Show.
Gary Bauer podkreślał, że decyzja jego przyjaciela, by ubiegać się o stanowisko w Warszawie nie była przypadkowa, bo od wielu lat był zainteresowany Polską i dobrze znał jej historię. Doradzał też Pence’owi w sprawach polityki międzynarodowej.
– Polska często pojawiała się w naszych rozmowach, Tom zawsze bardzo chwalił Polaków i zna historię Polski w XX wieku lepiej, niż ktokolwiek inny – wspominał Gary Bauer.
Ambasador Thomas Rose podziwia Polskę, rozumie Polaków
.O swoim podziwie dla Polski późniejszy ambasador Thomas Rose wielokrotnie mówił podczas lipcowego wysłuchania w Senacie. Przedstawiał ją jako najlepszego sojusznika, jakiego Stany Zjednoczone mogłyby sobie wymarzyć. Zapowiadał też, że będzie się starał o poprawę relacji między Polską a Izraelem i przekonywał, że Polska jest niesłusznie obwiniana w Izraelu o współudział w Holokauście. Mówił również, że mimo swoich krytycznych wpisów na temat polityki rządu Donalda Tuska – krytykował m.in. zapowiedzi wprowadzenia podatku cyfrowego – ma doskonałe relacje zarówno z rządem, jak i PiS oraz zobowiązał się, że nie będzie faworyzował żadnej ze stron w rywalizacji politycznej.
– Jeśli Stany Zjednoczone będą miały interes w jakiejś sprawie, jeśli będzie to miało bezpośredni wpływ na Stany Zjednoczone, będę energicznym obrońcą prezydenta i jego programu – deklarował.
Przed objęciem przez Thomas Rose’a stanowiska, jeden z jego poprzedników Daniel Fried podkreślał, że zachowanie neutralności politycznej w Warszawie będzie kluczowe dla sukcesu nowego ambasadora na placówce.
– Jeszcze go nie poznałem, ale on wydaje się być inteligentnym gościem, który wie dużo o polskiej polityce. I jeśli jest tak mądry, na jakiego wygląda, nie będzie opowiadał się po żadnej ze stron w polskiej polityce, bo opowiadanie się po którejkolwiek ze stron w polityce dowolnego kraju to droga do nieudanej ambasadorskiej kariery – mówił jesienią zeszłego roku Daniel Fried.
Zaznaczył jednak, że jego atutem jest bycie częścią kręgu Donalda Trumpa.
– To jest niezbędne, ponieważ w obliczu braku regularnego procesu politycznego w Waszyngtonie, dostęp do świata Donalda Trumpa i jego najbliższego otoczenia jest teraz kluczowy dla osiągnięcia czegokolwiek. Georgette (Mosbacher) była w tym po prostu genialna – dodał nawiązując do ambasador USA w Polsce za pierwszej kadencji Donalda Trumpa.
Michał KŁOSOWSKI: Polska wzmacnia swoją pozycję
„Polska nie jest koniem trojańskim USA w Europie. Na słabnącym, rozedrganym, atakowanym kontynencie Polska wzmacnia swoje siły witalne. Przekonują o tym pierwsze prezydenckie wizyty Karola Nawrockiego” – pisze Michał KŁOSOWSKI we „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].
„Na mapie świata są spotkania, które ważą więcej niż podpisane dokumenty. Nie dlatego, że ignorują treść, ale dlatego, że same stają się treścią – symbolem, gestem, obrazem, znaczeniem, które przechodzą do historii. Pierwsza oficjalnawizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu, a potem w Rzymie i Watykanie, w której towarzyszyliśmy polskiemu prezydentowi, taka właśnie była.
Prezydent Donald Trump poświęcił prezydentowi Karolowi Nawrockiemu cały dzień. Przelot amerykańskich myśliwców rozpoczął spektakl przekonujący wszystkich, że więź polsko-amerykańska jest silna i – dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich – wciąż niezachwiana. Przy czym w polityce, jak pisał genialny Alexis de Tocqueville, „nigdy nie należy mylić gestów z rzeczywistością”. Rozdział między jednym a drugim w kontekście wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie to początek jak najbardziej prawdziwej rozgrywki o przyszłe przywództwo w Europie.
Kiedy Stany Zjednoczone coraz silniej zaznaczają swój pivot na Atlantyk, muszą zabezpieczyć swoje interesy w Europie. Jednocześnie powojenny konsensus chwieje się w posadach, słabnie rola Niemiec, od dekad ważnego partnera Waszyngtonu w Europie. Amerykański prezydent to zaś polityk transakcyjny, a każdy sojusz to dla niego kontrakt. „America First” jest jego kompasem. Jeśli wybór i przywództwo Karola Nawrockiego w silniejszej dzięki temu Polsce może być gwarancją dla Donalda Trumpa w Europie, efektem będzie „win-win”, obie strony wyjdą na tym zwycięsko.
Oczywiście, prezydent Trump lubi mówić o tradycyjnych wartościach; lubi, gdy mówi się, że Polacy „są twardzi i lojalni”; lubi też, kiedy przypomina się, że Polonia masowo oddawała na niego swoje głosy. Ale w Gabinecie Owalnym sentymenty są dekoracją, nie fundamentem, co widzieliśmy podczas spotkania obu prezydentów.
Dzięki słynnemu zdaniu Henry’ego Kissingera, że „Ameryka nie ma stałych przyjaciół ani wrogów, tylko interesy”, pamiętamy, że Polska, tak jak każdy sojusznik, jest w talii kart, którymi Donald Trump gra z innymi graczami: Berlinem, Brukselą, a przede wszystkim Moskwą. Czy wizyta prezydenta Karola Nawrockiego zrekompensowała mu gorzki smak impasu spotkania z Władimirem Putinem? A może jest czymś więcej: rodzajem rozmieszczania kolejnych figur na szachownicy, na której trwa nieustanna akcja? Obserwując z bliska to, co się wydarzyło podczas całodniowej wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu, można było mieć wrażenie, że tak; przyjęcie Karola Nawrockiego w Waszyngtonie było niemalże jak wskazanie delfina, który spośród konkurentów ma największe szanse na przejęcie władzy nad regionem. Bo faktycznie również o tym było to spotkanie; wobec słabnącej „Starej Europy” nowa inwestytura to tylko kwestia czasu. Prezydent Polski, silny, zdecydowany przywódca, z przemyślaną i wzmacnianą rolą Trójmorza, którego Polska jest naturalnym liderem (ku rosnącym niepokojom Niemiec), z dobrze przemyślanym zapleczem, sprawnie nawiązującym relacje ze współpracownikami prezydenta Trumpa, do tej roli pasuje znakomicie.
Jeśli świat Zachodu oparty jest na trzech filarach – Atenach, Jerozolimie i Rzymie – to można powiedzieć, że relacje transatlantyckie opierają się dzisiaj na innych filarach – Waszyngtonie, Warszawie i Rzymie. Znakomite relacje, jakie Giorgia Meloni i Karol Nawrocki mają z Donaldem Trumpem, zmieniają równowagę sił na Starym Kontynencie. Kiedy bowiem Ameryka pracuje nad planem przesunięcia sił z zachodu Europy w inne, bardziej wrażliwe miejsca, w tym na wschodnią flankę NATO, nikt z obserwujących nie ma wątpliwości, że amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce. Potwierdził to Karolowi Nawrockiemu zresztą Donald Trump. Jeśli skądś mają zostać relokowani, to – jak pisze Jim Mazurkiewicz w tym wydaniu „Wszystko co Najważniejsze” – z Niemiec.
Przewrotnie nie odbiera to Polsce podmiotowości, lecz wzmacnia ją wobec militarnego zagrożenia ze Wschodu i biurokratyczno-centralizacyjnego z Zachodu. Bo amerykańskie rozterki dotyczą obecnie nie tylko kwestii rozmieszczenia wojsk, ale też wiarygodności poszczególnych sojuszników. Obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą to też element negocjacji z Władimirem Putinem. Element licytacji w grze, której stawką są nie tylko granice wpływów, ale z jednej strony bezpieczeństwo i pozycja Polski w Europie, a z drugiej pozycja USA w globalnym układzie sił” – pisze Michał KŁOSOWSKI.
PAP/MB



