Operetka Obywatele Rzeszy i zamach stanu - jest ciąg dalszy

Operetka Obywatele Rzeszy i zamach stanu - jest ciąg dalszy

Krewny aresztowanego Heinricha XIII Reussa, przywódcy “Obywateli Rzeszy”, protestuje: wszyscy mężczyźni w rodzie noszą imię Heinrich, będziemy ciągle z nim myleni.

.Książę Heinrich XIV, głowa rodu Reuss i krewny aresztowanego 71-letniego Heinricha XIII powiedział, że wszyscy mężczyźni w rodzie noszą imię Heinrich, “będziemy więc ciągle myleni i kojarzeni z jego osobą” – przytoczył w sobotę jego słowa portal dziennika „Welt”. Wciąż powraca pytanie: kim są Obywatele Rzeszy?

Środowym szeroko zakrojonym nalotem na Obywateli Rzeszy władze nie tylko pokrzyżowały rzekome plany księcia, dotyczące zbrojnego ataku na Reichstag. „Pogrzebano także jego marzenia o zbudowaniu nowego imperium, pod jego osobistym przywództwem” – podkreśla dziennik. Jeśli stawiane mu zarzuty potwierdzą się, książę stanie przed sądem jako podejrzany o kierowanie grupą terrorystyczną, która według prokuratora generalnego poczyniła „konkretne przygotowania” w celu „wtargnięcia małej grupy zbrojnej do niemieckiego Bundestagu”. Zdaniem śledczych grupa, w skład której wchodzili m.in. policjanci i żołnierze, faktycznie byłaby w stanie przeprowadzić taką akcję. „Mieli know-how, wiedzę o terenie, broń i plany” – zauważa dziennik.

Celem Obywateli Rzeszy “zmiana porządku moralnego w Niemczech”

.Grupa nie chciała poprzestać na ataku na Reichstag – celem jej przywódcy była „zmiana porządku politycznego” w Republice Federalnej. „Fakt, że książę uważał się za przywódcę mającego powstać nowego państwa, ma zapewne wiele wspólnego z jego rodem o ponad 800-letniej historii. Bogata i szeroko rozgałęziona rodzina Reussów należała kiedyś do najważniejszych rodów Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Dziś ród liczy 60 potomków” – dowiaduje się „Welt”.

Imponująca historia rodzinna to jedna z przyczyn, dla których Heinrich XIII wysuwał swoje roszczenia do władzy. „Odnosił sukcesy biznesowe, działając w branży nieruchomości. (…) Odziedziczył neogotycki zamek myśliwski Waidmannsheil w Saaldorf an der Saale w Turyngii” – dodaje „Welt”. Jako członek zarządu stowarzyszenia „Reussische Fuerstenstrasse” prowadził kampanię na rzecz prezentowania szerokiej publiczności spuścizny historycznej i kulturowej swojego rodu. „Mogliśmy obserwować powolną radykalizację i szaleństwo zdolnego, utalentowanego biznesmena” – powiedział w rozmowie z „Welt” mężczyzna, należący od lat do kręgu znajomych księcia. Opowiada, że Reuss po upadku Muru Berlińskiego w „licznych procesach sądowych” walczył o majątek rodzinny, wywłaszczony w czasach NRD.

„Nie każdy proces kończył się sukcesem. Były one coraz bardziej rozległe, coraz bardziej bezsensowne. Po niezliczonych procesach doszedł do wniosku, że w Niemczech nie istnieje prawo ani sprawiedliwość” – wyjaśnia mężczyzna, dodając, że „stamtąd był już tylko mały krok w kierunku środowiska Obywateli Rzeszy”. „Książę stawał się szaleńcem, który nie wierzył już w funkcjonujący system prawny” – podsumował.

Antysemickie teorie spisowe i Obywatele Rzeszy

.Starania o odzyskanie rodowego majątku miały dla Reussa „najwyraźniej nie tylko aspekt finansowy”. Uważał, że jego rodzina została oszukana także w kwestii władzy. Już w 2019 roku na nagraniu wideo, do którego dotarł „Welt”, Reuss krytykował, że zarządzanie strukturami państwowymi było „znacznie sprawniejsze za czasów jego przodków” w okresie cesarstwa. „Jeśli coś było nie tak, szło się prosto do księcia. A dzisiaj do kogo pójść? Do swojego posła? (…) Powodzenia!”.

Książe był ponadto wyznawcą antysemickich teorii spiskowych, co również zostało udokumentowane we wspomnianym nagraniu – podkreśla „Welt”. Reuss przekonywał, że „za niepokojami, takimi jak rewolucja francuska, stali przedstawiciele dynastii Rothschildów”. Z kolei reżim Hitlera miał być finansowany przez Stany Zjednoczone, a II wojna została rozpoczęta „w celu przyspieszenia rozprzestrzeniania się ludności żydowskiej”.

„Takie stwierdzenia doprowadzają do rozpaczy głowę szeroko rozgałęzionej arystokratycznej rodziny” – podkreśla „Welt”. Na czele rodu stoi mieszkający w Austrii Heinrich XIV, książę Reuss, który o swoim aresztowanym krewnym powiedział: „Myślę, że to, co go spotkało, jest niesprawiedliwe. Potrafię zrozumieć jego gorycz. Jednak wnioski, które z tego wyciągnął, są całkowicie błędne”.

Jak dodał, Heinrich XIII oddalił się od rodziny 14 lat temu. „Od pewnego czasu widzimy, że się zradykalizował. Jego wypowiedź (…) z 2019 roku, gdzie głosił antysemityzm i kwestionował rządy prawa, otworzyła nam oczy” – podkreślił krewny aresztowanego księcia. Dodał, że szkody wyrządzone przez Heinricha XIII są dla rodziny nie do naprawienia. „Wszyscy mężczyźni w rodzie noszą imię Heinrich, będziemy więc ciągle myleni i kojarzeni z jego osobą” – podsumował Heinrich XIV w komentarzu dla „Welt”.

Skrajna prawica w Niemczech to nie tylko Obywatele Rzeszy

.”W debacie publicznej w Niemczech pojawiły się hasła, których nigdy wcześniej nie odważono się tak dobitnie wypowiedzieć, takie jak „Niemcy są większe niż RFN”, czy gloryfikacja paktu Ribbentrop-Mołotow – pisze Agata Kałabunowska z Instytutu Zachodniego, najlepsza dziś w Polsce specjalistka zajmująca się skrajną prawicą w Niemczech, na łamach “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

“Polityczny radykalizm jest jednym z tych zjawisk, które w sprzyjających okolicznościach rosną w siłę, a w niekorzystnych warunkach wątleją (raczej nie zanikają) do tego stopnia, że nie zwraca się na nie zbyt dużej uwagi. Współczesne Niemcy długo tkwiły w pozornej wolności od problemu radykalizmu politycznego, a konkretnie interesującej nas w tym momencie prawicowej jego formy, o której w zależności od intensywności mówi się jako o extreme Rechte lub radikale Rechte. Również wśród badaczy panowało przekonanie, że Niemcy są państwem, którego prawicowy radykalizm się nie ima. A to ze względu na wyśrubowany system kontroli, obserwacji i możliwości inwigilacji, a to ze względu na doświadczenia historyczne” – pisze ekspertka Instytutu Zachodniego.

I dalej tłumaczy fenomen Obywateli Rzeszy i innych organizacji skrajnej prawicy: “Pojawiły się nowe „małe partie” (Kleinparteien) o charakterze skrajnie prawicowym, np. Der III. Weg czy Die Rechte, zachęcające nietypowymi formami przekazu grupy młodzieżowe, jak identytaryści, ruchy społeczne o charakterze stricte antyimigracyjnym, jak PEGIDA, ruch „Obywateli Rzeszy” i ruch „Samorządowców”, no i najgłośniejszy przypadek – Alternatywa dla Niemiec (AfD). Pomimo licznych sporów co do stopnia skrajności wspomnianych grup ich oferta ideowa jest spójna, przynajmniej w odniesieniu do zasadniczych dla skrajnej prawicy spraw tożsamości narodowej, suwerenności, tradycyjnych wartości, identyfikowania zagrożeń czy stosunku wobec wszystkiego, co obce. Różnice tkwią w formie ekspresji oraz zawoalowaniu przekazu – koniecznym z uwagi na system formalnej, ale i społecznej kontroli”

“W związku z tym mniejsze i mające mniej do stracenia grupy skrajne krzyczą na proteście po prostu „Obcokrajowcy, won!”, podczas gdy „zatroskani obywatele” demonstrujący pod szyldem PEGID-y stwierdzą, że jako patriotyczni Europejczycy obawiają się o los swoich dzieci i wnuków. Wychowani na ideach Nowej Prawicy i w duchu etnopluralizmu identytaryści wyjaśnią z kolei, że ponieważ kultura decyduje o tym, kim jesteśmy, niekorzystne i dla migrantów, i dla społeczeństwa przyjmującego jest to, aby ich kultury się mieszały. Odnosząc się do idei homogenizacji narodu, NPD zapisze w programie, że „Niemcy są krajem dla Niemców”, AfD zaś, lawirując, zaznaczy, że to „Islam nie należy do Niemiec”. Ale przy okazji nie należą do narodu niemieckiego także ci, którzy preferują inne modele rodziny aniżeli małżeństwo heteroseksualne, propagatorzy gender mainstreamingu, alkoholicy i narkomani, no i może jeszcze reprezentanci mediów, nie wspominając już o zaprzedanych Brukseli i idei poprawności politycznej politykach partii mainstreamowych. W polityce historycznej Die Rechte na dystrybuowanych przez siebie wlepkach oznajmi, że „Niemcy są większe niż RFN”, a prominentni działacze AfD przy każdej możliwej okazji wytkną rządzącym, że propagują politykę wstydu i że zanadto kajają się za wybory swoich przodków” – tłumaczy Agata Kałabunowska.

“Nie obywa się to bez przeinaczeń. Za przykład niech posłuży tutaj wypowiedź Björna Höckego, który odnosząc się do pomnika Pomordowanych Żydów Europy, stwierdził, że Niemcy są jedynym krajem na świecie, który w sercu własnej stolicy postawił pomnik wstydu. Prym wiedzie jednak Alexander Gauland, który m.in. podważył zasadność obchodzenia 8 maja jako Dnia Zwycięstwa, ponieważ był to też dzień absolutnej porażki i utraty ogromnych połaci Niemiec. Niedawno na forum Bundestagu stwierdził natomiast, że pakt Ribbentrop-Mołotow był słuszną decyzją, a do jego zawarcia przyczyniła się też poniekąd Polska, która „nie chciała tolerować wojsk sowieckich na swoim terytorium”- konstatuje.

PAP/Marzena Szulc/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 grudnia 2022