„Nigdy nie opuścimy żadnego amerykańskiego wojownika” [Donald TRUMP]

Prezydent USA Donald Trump poinformował, że wojsko amerykańskie uratowało drugiego pilota z załogi myśliwca F-15 zestrzelonego nad Iranem. Media w Iranie podały, że irańskie wojsko zestrzeliło amerykański statek powietrzny biorący udział w misji poszukiwawczo-ratunkowej.
„Wojsko amerykańskie wysłało dziesiątki samolotów uzbrojonych w najgroźniejszą broń świata”
.MAMY GO! Moi drodzy Amerykanie, w ostatnich kilku godzinach wojsko Stanów Zjednoczonych przeprowadziło jedną z najodważniejszych operacji poszukiwawczo-ratunkowych w historii USA” – napisał Donald Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social, informując o odnalezieniu żołnierza, który zaginął po zestrzeleniu nad Iranem amerykańskiego myśliwca.
Przywódca dodał, że „ten wysoce szanowany pułkownik” „odniósł obrażenia, ale wszystko będzie z nim w dobrze”.
„Ten dzielny wojownik znajdował się na wrogim terytorium, w niebezpiecznych górach Iranu, ścigany przez naszych wrogów” – ujawnił Donald Trump.
Dodał, że na jego rozkaz „wojsko amerykańskie wysłało dziesiątki samolotów uzbrojonych w najgroźniejszą broń świata, żeby odzyskać (zaginionego wojskowego)”, a w akcji „nie było ofiar wśród Amerykanów”.
Potwierdził też, że pierwszy członek załogi myśliwca został uratowany wcześniej. „Nie potwierdzaliśmy tego, ponieważ nie chcieliśmy narażać na szwank naszej drugiej operacji ratunkowej” – uzasadnił.
„NIGDY NIE OPUŚCIMY ŻADNEGO AMERYKAŃSKIEGO WOJOWNIKA!” – napisał prezydent USA.
Tuż po ukazaniu się wpisu Donalda Trumpa półoficjalna irańska agencja informacyjna Tasnim, cytowana przez Reutersa i AFP, podała za irańską Gwardią Rewolucyjną, że nad prowincją Isfahan zestrzeliła amerykański statek powietrzny biorący udział w poszukiwaniach zaginionego pilota z załogi F-15.
Według BBC zestrzelona jednostka to dron, podczas gdy inna irańska agencja Nournews podała, powołując się na policję w Iranie, że wojsko tego kraju zestrzeliło nad Isfahanem amerykański samolot transportowy C-130, który „był wykorzystywany przez najeźdźców do uzupełniania paliwa”. Stany Zjednoczone nie potwierdziły tych doniesień.
Wkrótce potem Tasnim podała za Gwardią Rewolucyjną, że podczas amerykańskiej misji ratunkowej zniszczonych zostało „kilka obiektów latających” – przekazał Reuters.
Piloci F-15 są już bezpieczni
.BBC podała, że amerykańskiego żołnierza poszukiwała też strona irańska. Wojsko wyznaczyło nagrodę wynoszącą równowartość ok. 66 tys. dolarów dla każdego, kto schwyta żywego członka amerykańskiej załogi.
Dziennik „New York Times”, powołując się na źródła we władzach USA, napisał, że w
Iranie amerykańscy komandosi Navy SEALs przeprowadzili misję, aby ewakuować rannego pilota, który wyskoczył ze spadochronem po zestrzeleniu myśliwca przez siły irańskie.
F-15 był pierwszym samolotem USA, który rozbił się na terytorium Iranu od 28 lutego, kiedy rozpoczęła się wojna USA i Izraela z Iranem.
Infrastruktura, głupcze
.Na najważniejszym spotkaniu świata energetyki – CERAWeek w Houston, skąd właśnie wracam – Bliski Wschód był obecny w niemal każdej rozmowie. Jednak w sposób paradoksalny. Omawiany jako operacyjny problem – ryzyko dla szlaków dostaw, infrastruktury, kontraktów i decyzji inwestycyjnych – oczywiście tak. Ale nie jako problem egzystencjalny dla amerykańskich producentów – pisze Michał KURTYKA
Iwłaśnie w tym kontekście warto spojrzeć na to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, gdy w cieśninie Ormuz zamilkły silniki statków, a na rynkach finansowych wracały dobrze znane demony: panika inwestorów, nagłówki o „najpoważniejszym kryzysie od dekad” i pytania o to, czy ropa znów stanie się bronią masowego rażenia gospodarek. Co istotne, jeszcze niedawno scenariusz realnej blokady Ormuzu uchodził za skrajnie mało prawdopodobny (na tyle, że nawet instytucje takie jak EIA nie traktowały go jako bazowego wariantu w swoich analizach).
Zaskoczeniem nie był sam szok – Ormuz to przecież od pół wieku jedno z najbardziej wrażliwych „wąskich gardeł” światowej gospodarki. Zaskoczeniem było co innego: świat nie zatrzymał się…, a przynajmniej nie cały świat, czego symbolem może być nieco zdystansowany stosunek amerykańskich producentów, dla których większym wyzwaniem była raczej ocena skutków geopolitycznych niż sama dostępność surowca. Dlaczego? Odpowiedź można streścić w jednym słowie: infrastruktura.
Cieśnina Ormuz przez dekady była symbolem strukturalnej słabości światowego rynku ropy. To przez nią przepływała nawet jedna piąta światowego handlu ropą, a każde napięcie w Zatoce Perskiej natychmiast przekładało się na rachunki za paliwo w Europie, Azji i Ameryce. Kryzysy ze stycznia 1974 roku, sierpnia 1990 oraz wstrząsy związane z rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku pokazały, jak cienka bywa granica między „normalnością” a szokiem podażowym.
Dziś jednak krajobraz jest inny. Pierwsza różnica między dzisiejszym kryzysem a poprzednimi polega na strukturze samego rynku naftowego. Większa liczba dostawców i geograficzna dywersyfikacja wydobycia sprawiają, że Bliski Wschód i cieśnina Ormuz nie są już jedynym centrum grawitacji rynku. Brazylia wydobywa już więcej ropy niż Zjednoczone Emiraty Arabskie, Gujana w ekspresowym tempie awansowała do grona poważnych eksporterów, a Wenezuela – choć daleka od dawnej świetności – stopniowo wraca do globalnej mapy dostaw.
Jeszcze ważniejszą zmianą jest jednak pozycja Stanów Zjednoczonych, które z importera stały się jednym z kluczowych eksporterów ropy i gazu – a w przypadku LNG największym na świecie. Oznacza to, że Ameryka nie tylko uniezależniła się od bezpośrednich zakłóceń w Ormuz, ale również stała się globalnym „dostawcą ostatniej instancji”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-kurtyka-infrastruktura-glupcze/
PAP/MB




