„Portret Doriana Graya” w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie

Portret Doriana Graya

Jest to tak naprawdę precyzyjna inscenizacja, będąca taneczną interpretacją powieści Oscara Wilde’a „Portret Doriana Graya” – powiedział Piotr Jeznach, autor libretta i choreograf przedstawienia. Premiera na Novej Scenie Teatru Muzycznego ROMA – w dniu 7 marca 2026 r.

„Portret Doriana Graya”

.Wybrałem do tego spektaklu sceny, które były dla mnie najważniejsze i które według mnie pozwalają tę dramaturgię utrzymać w zgodzie z dziełem Oscara Wilde’a. Na ich podstawie stworzyłem choreografię. Czyli to jest tak naprawdę powieść przełożona na ruch – wyjaśnił Piotr Jeznach.

Pytany, ile jest scen w spektaklu, choreograf powiedział: – scen mamy dwanaście plus epilog i prolog. – Czyli w sumie wychodzi czternaście scen. Sam prolog to jest tylko i wyłącznie, że tak powiem, divertissement, taniec dla tańca – tłumaczył.

– Bardzo lubię takie rzeczy, lubię pokazywać tancerzy i lubię patrzeć na tancerzy. Sam jestem czynnym tancerzem i wydaje mi się, że to jest ważne. Tancerze to naprawdę przepiękne osoby. Przepiękne zarówno, gdy chodzi o duszę, a także i o ciało – mówił. – Bo tancerze są po to, żeby ich podziwiać. Dlatego ta pierwsza scena pomyślana została właśnie głównie po to – powiedział Piotr Jeznach.

– Tytułową rolę kreuje Szymon Pacholec. Był uczestnikiem 10. edycji programu „You Can Dance – Po prostu tańcz!”. I w tej edycji pojawiło się takie zadanie specjalne, które zorganizowaliśmy wspólnie z Teatrem Muzycznym ROMA. Chcieliśmy przygotować uczestników na takie teatralne, musicalowe wyzwania – relacjonował choreograf. – I Szymon po prostu skradł moje serce, realizując to zadanie. W programie wystąpiła dziesiątka wspaniałych tancerzy, a ja już wiedziałem, że będę realizował „Portret Doriana Graya” i szukałem Doriana Greya – wyjaśnił.

– Szymon jest młody, Szymon jest niewinny. Ta jego przemiana z czystego młodzieńca na początku spektaklu do degeneracji w końcówce, jest naprawdę trudna. To jest dla niego wyzwanie, ale ja w niego wierzę. Naprawdę wierzę, bo Szymon to dźwięk. I mam nadzieję, że tak się okaże na premierze, że widownia również uwierzy, że to jest prawdziwa historia – powiedział Piotr Jeznach.

Postać Lorda Henrego Wottona

.Pytany, czy Lord Henry Wotton w spektaklu jest manipulatorem i przyczyną zła, choreograf powiedział: – Lord Henry jest osobą, która tak naprawdę bawi się Dorianem. – To jest jego eksperyment. Manipuluje niedoświadczonym Dorianem i sprowadza go na złą drogę. To on pokazuje mu inne życie. Życie w hedonizmie – ocenił.

Piotr Jeznach przyznał, że chciał, by scena w knajpie przypominała dekadencką orgię. – Po to byli mi tancerze zespołowi, bo uznałem, że w tych scenach, właśnie zbiorowych, dekadenckich, potrzebuję więcej osób, które to podeprą sobą. Gdybym w nich zostawił tylko głównych bohaterów, to byłoby trochę mało. Dlatego zaangażowałem dodatkowych tancerzy. Dzięki Bogu mogliśmy to zrobić – mówił. – Myślę, że dzięki temu zabiegowi oni to dźwigają, a ta scena jest przez to mocniejsza – zaznaczył.

– Powiem jeszcze od siebie, że ja bardzo lubię pracować z trochę większym zespołem. Praca z solistami jest inna, praca nad duetami też jest inna, ale praca z grupą tancerzy jest trudna, lecz wyjątkowa – tłumaczył. – W tych scenach zbiorowych jest bardzo dużo niuansów, jeżeli chodzi o ruch, o emocje. Bardzo to lubię. Mnie to ekscytuje – wyjaśnił choreograf.

Historia o zatraceniu w hedonizmie

.Scena tańca Doriana z jego Portretem pojawia się w spektaklu parokrotnie. Trzeba było przecież pokazać, jak następuje upadek Doriana. Kiedy Portret wychodzi z ram i wkracza na scenę, oni zaczynają tańczyć ściśle ze sobą powiązani, bo tak naprawdę Portret to jest odzwierciedlenie jego duszy – mówił. – Dlatego próbujemy to pokazać w taki sposób, że ta dusza się psuje, a nie Dorian. Dorian pozostaje wiecznie młody. To ten drugi tancerz, Portret ukazuje rozwój takiej wręcz demoniczności Doriana, psucie się duszy tego młodzieńca – wyjaśnił Piotr Jeznach.

„Jest to historia piękna, które staje się przekleństwem. Dorian, młodzieniec o anielskiej urodzie, zawiera mroczny pakt: zamiast niego ma starzeć się jego portret. Młody człowiek zanurzony w świecie hedonizmu i iluzji zmierza ku zatraceniu. W końcu musi skonfrontować się z własnym sumieniem. Czy jednak na ratunek nie będzie zbyt późno?” – napisano w zapowiedzi spektaklu.

Choreografia i libretto na podstawie powieści Oscara Wilde’a pod tym samym tytułem – Piotr Jeznach. Muzyka i nagrania muzyczne – Evan Wise. Scenografię zaprojektowała Karolina Bramowicz, a kostiumy – Monika Moskwa. Za reżyserię światła odpowiada Krzysztof Gantner. Reżyseria dźwięku – Franciszek Penconek. Konsultacje aktorskie – Marta Skrzypczyńska.

Występują: Szymon Pacholec / Krzysztof Jaros (Dorian Gray), Michał Adam Góral / Andrei Kamarou (Dorian Gray, portret), Dariusz Bujnowski-Konarski / Krzysztof Jaros (Basil Hallward), Piotr Abramowicz / Andrei Kamarou (Lord Henry Wotton), Aleksandra Borkowska / Sara Kazimierska-Urban (Sybil Vane). Zespół – Krzysztof Jaros, Andrei Kamarou i Sara Kaźmierska-Urban. Swing – Bartłomiej Kamiński. Premiera „Portret Doriana Graya” – 7 marca o godz. 19.30 na Novej Scenie Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie. Kolejne przedstawienia – 8,10-15 marca.

Teatr Klasyki Polskiej – laboratorium pamięci, tożsamości i wolności

.Nasze przedstawienia prezentowaliśmy na ponad 80 scenach w całej Polsce. Patronuje nam w tym idea objazdu, która towarzyszyła Reducie Juliusza Osterwy, pokazywania najwybitniejszej literatury w jej scenicznym urzeczywistnieniu publiczności w całym kraju. Podczas naszych wędrówek spotykaliśmy widownię żywo zainteresowaną naszą pracą. Teatr Klasyki Polskiej odpowiada na jej potrzebę obcowania z najwartościowszymi utworami polskiej dramaturgii klasycznej, wystawianymi w najwyższej możliwej zgodności z ich literą i duchem – pisze Jarosław GAJEWSKI w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Teatr Klasyki Polskiej – laboratorium pamięci, tożsamości i wolności„.

Jedną z ważniejszych idei towarzyszących powstaniu Teatru Klasyki Polskiej była myśl, że klasyka to coś więcej niż współczesność. To nośnik pamięci i tożsamości, a zarazem sprawdzony instrument oglądu współczesności. Klasyka pozwala na naszą współczesność spojrzeć z dystansu, a jednocześnie wniknąć w jej niewidzialne zakamarki. Jak teleskop i mikroskop jednocześnie. Sięgając po klasykę, odkrywamy, że w sobie właściwy sposób jest ona częścią naszej współczesności. Bez niej, bez punktów odniesienia, bez możliwości porównań, współczesność byłaby dla nas zabójczym chaosem.

Klasyka łączy. Jednak samo słowo „klasyka”, choć jest powszechnie znane, to charakteryzuje się wystarczającą nieostrością, by pojawiły się trudności z precyzyjną odpowiedzią na pytanie, czym ona właściwie jest.

W latach 70. ubiegłego wieku Jarosław Marek Rymkiewicz w tekście Co to jest klasycyzm w teatrze pisze o „archetypicznych postaciach w archetypicznych sytuacjach” pozwalających teatrowi odgrywać „wieczną komedię człowieczeństwa”.

Zasugerowane niedawno na łamach miesięcznika „Teatr” przez prof. Jacka Kopcińskiego „uznanie” za kryterium „klasyczności” może się wydać wystarczające, jeśli wspólnota pamięci kulturowej nie jest kwestionowana.

Niewykluczone jednak, że nadchodzą czasy, a nawet, że już nadeszły, kiedy polska klasyka będzie kwestionowana – będzie jej odbierane „uznanie”, napotka „odmowę uznania” i „odrzucenie”.

.Gdyby ów akt był częścią dyskursu, co jest polską klasyką, a co nią nie jest, tj. gdyby ów akt był sporem o kanon naszej kultury – zapewne należałoby się zeń cieszyć. Spór taki bowiem sam przez się stawałby się studium naszej pamięci i tożsamości – oznaczałby żywotność naszej kultury. Jeśli jednak, co może się zdarzyć (o ile już się nie dzieje), arbitralne odrzucanie dorobku kulturalnego naszych dziejów motywowane jest ideologicznie i politycznie, poza wszelką dyskusją aksjologiczną, rodzi się pytanie, czy doznajemy istotnego, progresywnego przewartościowania, czy tylko barbarzyństwa.

PAP/Grzegorz Janikowski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 marca 2026