Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w branżę zaawansowanych technologii [FAZ]

Wojna na Bliskim Wschodzie -

Wojna na Bliskim Wschodzie wpływa negatywnie nie tylko na rynki ropy i gazu, ale także kluczowych dla przemysłu wysokich technologii helu, bromu i siarki – ostrzega w dniu 24 marca 2026 r. niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w branżę zaawansowanych technologii

.Jak pisze „FAZ”, nabywcy w branżach zaawansowanych technologii „patrzą poza rynki ropy i gazu” i niepokoją się tym, że „kluczowe łańcuchy dostaw surowców są na skraju zerwania”. Sytuacja „spędza sen z powiek menedżerom działów zapatrzenia”, bo „jeśli nie będą mogli dostarczać produktów, staną tysiące fabryk” – dodaje.

„FAZ” podkreśla, że straty związane z wojną już sięgają miliardów, a zakłócenia gospodarcze „mogą utrzymać się na długo po zakończeniu konfliktu”. Skutki kryzysu są już porównywalne z wielkimi kryzysami naftowymi lat 70. oraz z kryzysem gazowym po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r.

Mocno dotknięta wojną jest branża petrochemiczna, niepokój panuje wśród odbiorców nawozów, siarki oraz helu. „Koreańscy producenci, tacy jak Samsung i SK Hynix, obawiają się o dostawy niezbędnych związków bromu, które dotychczas pochodziły z Izraela i Jordanii” – pisze gazeta z Frankfurtu nad Menem.

Widmo kryzysu zadłużenia

.„Branże wysokich technologii, takie jak lotnictwo, kosmonautyka, przemysł półprzewodników, fotowoltaika i medycyna, koncentrują się zwłaszcza na helu. Ze względu na swoje unikalne właściwości ten gaz szlachetny jest niezbędny w wielu sektorach i znajduje się na listach surowców strategicznych w Europie i USA. Kraje azjatyckie przygotowują się na znaczące podwyżki cen” – czytamy w „FAZ”.

Gazeta odnotowuje, że globalny rynek helu opiera się przede wszystkim na kontraktach długoterminowych. Wojna może to jednak zmienić, bo Katar, drugi największy eksporter helu na świecie, zgłosił poważne przerwy w produkcji po irańskich atakach na instalacje w strefie przemysłowej Ras Laffan. „W efekcie na znaczeniu zyskał rynek spotowy” – odnotowuje „FAZ”.

„Bez helu nie startują rakiety, nie produkuje się paneli słonecznych ani mikrochipów” – ostrzega „FAZ”, dodając, że producenci półprzewodników „potrzebują helu tak samo jak ropy, gazu i krzemu”. Jak zauważa dziennik, od wybuchu wojny „ceny bromu wzrosły o jedną trzecią, siarki – o połowę, a helu – aż o dwie trzecie”.

W innym artykule „FAZ” ostrzega, że wojna Izraela i USA z Iranem nie tylko doprowadziła do kryzysu energetycznego, ale też „wywołuje obawy przed kryzysem zadłużeniowym”. Wzrost rentowności obligacji obciąża budżety państw. W Niemczech rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła z 2,66 proc. pod koniec lutego do 3,06 proc. w poniedziałek rano – to wzrost o 15 proc. Ekonomiści przewidują, że dług publiczny Niemiec znacząco wzrośnie na skutek wzrostu odsetek.

Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin

.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI

Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.

Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.

Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.

Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.

Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.

.Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.

PAP/Mateusz Obremski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 marca 2026