Wybory na Słowenii. Wygra zwolennik Donalda Trumpa?

W Słowenii odbywają się wybory parlamentarne, w których wybranych zostanie 90 deputowanych do Zgromadzenia Narodowego. Głównymi rywalami w wyborach są obecny premier Robert Golob z centrowego Ruchu Wolności oraz przywódca prawicowej Słoweńskiej Partii Demokratycznej i trzykrotny premier Janez Jansza.
Jednym z głównych tematów kampanii było podejście Słowenii do Izraela i Strefy Gazy
.W wyborach może wziąć udział ok. 1,7 mln osób, które ukończyły 18. rok życia, a głosowanie odbędzie się w niemal 300 lokalach w całym kraju. Wybory zakończą się o godz. 19. Wstępne wyniki spodziewane są późnym wieczorem.
88 posłów Zgromadzenia Narodowego jest wybieranych w systemie proporcjonalnym w ośmiu okręgach wyborczych, a dwa dodatkowe miejsca są zarezerwowane dla włoskiej i węgierskiej mniejszości narodowej. By zdobyć większość, konieczne jest uzyskanie 46 mandatów. Partie muszą mieć co najmniej 35 proc. kandydatów każdej z płci na swoich listach, z wyjątkiem przypadków, gdy jest tylko troje kandydatów. Na tych listach musi być co najmniej jeden kandydat każdej płci. Kadencja deputowanego trwa cztery lata.
Agencja Reutera nazwała wybory rywalizacją „liberalnego premiera Roberta Goloba z popierającym Donalda Trumpa populistą Janezem Janszą”. Cytowani przez Reutersa analitycy przewidują zacięty pojedynek między Słoweńską Partią Demokratyczną Janszy a Ruchem Wolności Goloba. Żadna z tych partii nie ma szans na zdobycie większości w 90-osobowym parlamencie – dodano, powołując się na sondaże przedwyborcze.
Jednym z głównych tematów kampanii było podejście Słowenii do Izraela i Strefy Gazy. Rząd w Lublanie, jako pierwszy w Europie, nałożył w 2025 roku embargo na eksport, import i tranzyt broni do i z Izraela. Słowenia wcześniej uznała dwójkę izraelskich ministrów za persona non grata.
Janez Jansza, stronnik służb specjalnych Izraela?
.Jansza jest tymczasem powiązywany z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, a w przypadku wygranej w niedzielę – jak zaznaczają komentatorzy – diametralnie zmieni podejście Słowenii do kwestii palestyńskiej. Jego partia stwierdziła w oświadczeniu, że uznanie Palestyny przez Słowenię było równoznaczne ze „wspieraniem organizacji terrorystycznej Hamas”.
„To prawdopodobnie najważniejsze wybory w historii Słowenii (niepodległej od 1991 roku po rozpadzie Jugosławii -), ponieważ zadecydują, czy kraj pozostanie demokratycznym państwem opiekuńczym, czy też stanie po stronie nieliberalnych demokracji” – powiedział Robert Botteri, wieloletni redaktor słoweńskiego tygodnika „Mladina”.
Partia Goloba – zauważył Reuters – straciła na popularności częściowo z powodu tego, co niektórzy wyborcy postrzegają jako niewypełnienie obietnic dotyczących poprawy usług publicznych, takich jak opieka zdrowotna.
Kampania zaostrzyła się w tym miesiącu, gdy w sieci opublikowano nagrania rzekomo ujawniające korupcję w rządzie, co sam rząd zdementował. W tym tygodniu opublikowano też raport, w którym twierdzono, że Janez Jansza spotkał się z przedstawicielami izraelskiej prywatnej firmy szpiegowskiej Black Cube, co wzbudziło obawy o ingerencję w wybory. Jansza przyznał, że spotkał się z doradcą Black Cube, ale zaprzecza zarzutom dotyczącym ingerencji w wybory.
Pół na pół
.Podział pół na pół pozbawia demokrację zdolności do reformy i autonaprawy. A skoro tak, to skazuje ją na postępującą nieefektywność, rozczarowanie i degenerację. Niestety, to jest właśnie ta perspektywa, która czeka polską demokrację po głosowaniu w niedzielę, 1 czerwca – pisze Jan ROKITA
Wprzedwyborczym telewizyjnym orędziu Andrzej Duda dzieli się pragnieniem, iżby jego następca wygrał niedzielne wybory wyraźną większością. Ale my przecież wiemy, że to są snute przez prezydenta niespełnialne marzenia na jawie.
Coś takiego stało się ze współczesną demokracją, że wówczas, gdy trzeba dokonać fundamentalnych wyborów, dzieli ona całe narody w proporcji niemal dokładnie pół na pół. Co prawda w szczegółowe wyniki sondaży nie warto przesadnie wierzyć, ale dzięki nowoczesnym metodom badań opinii publicznej wiarygodnie możemy ustalić dominujące trendy. I ten najbardziej wyraźny trend – to właśnie podział pół na pół, który ujawnia się zawsze, gdy na końcu trzeba dokonać zero-jedynkowego, spolaryzowanego wyboru. Takiego właśnie jak wybór: Nawrocki albo Trzaskowski, bez dalszych alternatyw. Czyli kulturowo, ideowo, a w efekcie także politycznie – dwa całkiem odmienne światy, które tylko rzadko i słabo nawzajem na siebie zachodzą.
Co ważne, nie jest to tylko trend charakterystyczny dla polskiej demokracji. Trochę starsi pamiętają wielki demokratyczny spektakl roku 2000 w USA, od którego tak naprawdę się to zaczęło. W sytuacji niemal idealnego rozpadu wyborczego Ameryki w stosunku pół na pół, to jakiś sędzia na Florydzie rozstrzygnął wybory na rzecz Busha, a przeciw Gore’owi. A zrobił to wcale nie dlatego, iż ustalił faktyczną różnicę głosów, dającą zwycięstwo Bushowi, gdyż tej nie dało się de facto ustalić. Ale dlatego, iż roztropnie uznał, że w interesie całości państwa ktoś musi przerwać kolejne procedury liczenia głosów, za każdym razem dające minimalnie odmienne wyniki. Więc wydał wyrok nakazujący natychmiastowe przerwanie dalszego liczenia.
Ów sędzia z Florydy zrobił coś, co trzeba by uznać za niegodziwość, jeśli patrzeć na rzecz z perspektywy pryncypialnego demokraty, wyznającego zasadę: „Niech nawet świat przepadnie, byleby wynik wyborów był ustalony uczciwie i dokładnie”. Arbitralnie oddał zwycięstwo Bushowi, byleby stało się jasne, iż wybory przyniosły rozstrzygnięcie, a Republika Amerykańska ma nowego prezydenta.
I choć potem nie było już drugiego aż tak spektakularnego przypadku, to coraz częściej rozstrzygnięcia wyborcze idą w różnych krajach „na żyletkę” (wedle określenia upowszechnionego u nas ostatnio przez Rafała Trzaskowskiego). W Europie może najwyraźniej w Hiszpanii i Polsce, ale inne kraje również zmierzają w tę stronę. Prawdę mówiąc, nie znam ani jednej głębszej analizy, próbującej dociec, dlaczego akurat w XXI wieku tak się dzieje. Moja prywatna hipoteza jest taka, iż jest to efekt słabnięcia, by nie rzec – kryzysu ładu demokratycznego na Zachodzie.
Skoro spór idzie o wszystko, a wewnętrzna wzajemna wrogość ludzi przybiera kształty plemienne, to musi kurczyć się również istotna dla społecznego zdrowia warstwa wątpiących, niezdecydowanych, skłonnych patrzeć na sprawy w kategoriach „tak, ale…” czy też „za, a nawet przeciw”. Jeśli oni znikają, to o kształcie społecznego podziału decydują już tylko mechaniczne prawa rachunku prawdopodobieństwa. A zgodnie z nimi, jeśli parę milionów razy rzucisz monetą, to orzeł i reszka wypadną ci mniej więcej w proporcji pół na pół. Tam gdzie następuje zanik niuansów, tam polityczne rządy przejmuje arytmetyka.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-pol-na-pol/
PAP/MB





