Z inicjatywy strony rosyjskiej spotkam się z Putinem [Steve WITKOFF]

Specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff zapowiedział, że po rozmowach z rosyjską delegacją w Davos na temat pokoju w Ukrainie spotka się w czwartek (22 stycznia 2026 roku) w Moskwie z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Jak dodał, spotkanie odbędzie się z inicjatywy strony rosyjskiej.
Steve Witkoff spotka się z Putinem
.„Musimy spotkać się z nim w czwartek” – powiedział Steve Witkoff w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNBC. „Ale to Rosjanie proszą o to spotkanie. Myślę, że to ważne oświadczenie z ich strony” – dodał. Wysłannik prezydenta Donalda Trumpa poinformował, że po zakończeniu rozmów z rosyjskim liderem zamierza spotkać się także ze stroną ukraińską.
Czwartkowe rozmowy Witkoffa z Putinem potwierdził w środę również rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Według agencji Reutera, w Moskwie Witkoffowi ma towarzyszyć także Jared Kushner, zięć prezydenta USA.
Zapowiedź spotkania padła po wtorkowych rozmowach przedstawicieli USA i Rosji na temat możliwego planu pokojowego dla zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. Wówczas Kiriłł Dmitrijew, specjalny wysłannik Putina, rozmawiał z Witkoffem oraz Kushnerem; w tym gronie już wcześniej dochodziło do spotkań poświęconych temu tematowi.
Według Dmitrijewa, cytowanego przez agencję Reutera, dialog był konstruktywny i „coraz więcej osób rozumie uczciwość rosyjskiego stanowiska”.
Liczne doniesienia medialne wskazywały, że kluczowe warunki Kremla w negocjacjach dotyczących zakończenia niemal czteroletniej wojny przeciwko Ukrainie obejmują m.in. przekazanie Rosji kontroli nad czterema ukraińskimi obwodami, które w 2022 r. bezprawnie ogłosiła za swoje. Moskwa domaga się również całkowitego wycofania wojsk ukraińskich z tych terenów, choć nie utrzymuje pełnej kontroli militarnej nad żadnym z nich, oraz rezygnacji przez Kijów z planów członkostwa w NATO.
Co zrobić z postputinowską Rosją?
Historia każe wątpić w optymistyczny scenariusz, który przedstawił Władimir Kara-Murza – pisze Edward LUCAS
Wpiątek 19 września 2024 r. najbardziej znany rosyjski dysydent spóźnił się na własną konferencję prasową w centrum Londynu. Miał jednak dobre wytłumaczenie. Przeciągnęło mu się wcześniejsze spotkanie z Kierem Starmerem i Davidem Lammym. Brytyjski premier i minister spraw zagranicznych dołączyli do całego szeregu tuzów świata polityki, z którym lider rosyjskiej opozycji spotkał się od czasu, kiedy dwa miesiące temu operacja wymiany szpiegów uchroniła go przed karą osadzenia na dwadzieścia pięć lat w, jak sam to nazwał, „gułagu Putina”.
Dla wielu mieszkańców Zachodu wykształcony w Wielkiej Brytanii Kara-Murza to osoba nie tylko elokwentna, ale i przekonująca. Wrócił do Rosji, mimo że wiedział, iż grozi to prawie natychmiastowym aresztowaniem. Był przekonany, że umrze w więzieniu. Od innych rosyjskich opozycjonistów odróżnia go to, że otwarcie potępia atak na Ukrainę. Ba, właśnie za to Władimir Kara-Murza został uwięziony. Przybyłym na konferencję w Royal United Services Institute dziennikarzom powiedział, że wojna musi zakończyć się pokonaniem Putina oraz odzyskaniem przez Ukrainę wszystkich okupowanych ziem. Nie może być mowy o jakichkolwiek rozwiązaniach pozwalających „zachować twarz” czy przymuszaniu Ukrainy do zawieszenia broni.
Główne przesłanie wystąpienia Kary-Murzy dotyczyło jednak postputinowskiej Rosji, czyli rzeczywistości, która jego zdaniem nastanie szybciej, niż wielu się wydaje. Władimir Kara-Murza chciałby, aby rosyjska opozycja przygotowała się na czas demokracji i praworządności oraz na „moralne oczyszczenie” ze złogów totalitaryzmu. Zachód z kolei powinien skorzystać z tej szansy, proponując demokratycznej Rosji europejską przyszłość. Nie powielajmy błędów lat 90. XX wieku, ostrzegał Władimir Kara-Murza (urodzony w roku 1981).
Jego wypowiedź wpisuje się w powszechne na Zachodzie przekonanie, jakoby Rosję skrzywdzono lub wręcz oszukano w okresie po upadku Związku Radzieckiego. Zgodnie z tą wersją wydarzeń, zamiast wyciągnąć pomocną dłoń do borykającej się z problemami, przyjaznej i demokratycznej Rosji, mściwy Zachód miał ją upokorzyć, rozszerzając NATO. Ta swoista powtórka z traktatu wersalskiego przygotowała grunt pod reżim Putina.
Tak się jednak składa, że ja lata 90. pamiętam bardzo dobrze. Pisałem wtedy o upadku sowieckiego imperium i jego następstwach jako zagraniczny korespondent na miejscu. Zgadzam się, że Zachód popełnił błędy. Nie zgadzam się jednak z opinią, że z Rosją po roku 1991 postąpiliśmy zbyt surowo.
Uważam, że byliśmy raczej zbyt wyrozumiali. Pobłażaliśmy Borysowi Jelcynowi, nie zwracając uwagi na korupcję i nadużycia władzy, a nawet mając w nich swój udział. Stara imperialna mentalność przetrwała. Rosja tamtego czasu to nie powojenne Niemcy próbujące zerwać z przeszłością. W rzekomo złotym okresie wczesnych lat 90. Kreml odmówił na przykład wycofania wojsk okupacyjnych z krajów bałtyckich, postanawiając wykorzystać je jako kartę przetargową, aby uzyskać specjalne prawa dla sowieckich migrantów (nieproszeni rosyjscy goście wyjechali z krajów bałtyckich dopiero w roku 1994). Zaślepione chciwością i optymizmem kraje zachodnie uparcie zamykały oczy na rzeczywistość i niezbyt grzecznie zbywały ostrzeżenia, które dziś wydają się prorocze.
Boję się powtórki tamtego scenariusza. Ewentualne odejście Putina wywoła dobrze znane automatyczne reakcje w Berlinie, Brukseli, Paryżu, Londynie i Waszyngtonie. A przecież nie mamy pojęcia, jaki reżim nastanie po Putinie. Czy będzie to udawana, potiomkinowska liberalizacja obliczona na uspokojenie relacji z Zachodem za cenę pozornych reform? Sprawy mogą też przybrać gorszy obrót, choć taką perspektywę Władimir Kara-Murza odrzuca jako „analfabetyzm”. Ja bym tego tak nie nazwał. Wielu wydawało się, że nie może być nic gorszego niż leninowski czerwony terror. Przekonali się, jak bardzo się mylą, wraz z nadejściem Stalina.
Zasadniczy problem obecnej sytuacji wynika z kalendarza. Być może Rosja nie jest skazana na imperializm, ale zaprowadzenie w niej demokracji jest zadaniem gargantuicznym, wymagającym czasu mierzonego pokoleniami. Sąsiedzi Rosji będą musieli się tymczasem zmierzyć z niecierpiącymi zwłoki, praktycznymi obawami o własne bezpieczeństwo. Szkicowany przez Karę-Murzę plan dochodzenia do normalności będzie musiał być niezwykle przekonujący i solidny, aby zdobyć zaufanie osób z zewnątrz. A jeżeli się nie sprawdzi?
Władimir Kara-Murza twierdzi, że nie można podejmować decyzji politycznych, kierując się emocjami, takimi jak strach czy złość. To prawda. Pobożne życzenia mogą być jednak równie niebezpieczne. Ukraińcy coś o tym wiedzą.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-wladimir-kara-murza/
PAP/ LW





