Zakończenie wojny na Ukrainie nie jest w interesie Chin [Andrew MICHTA]

Zakończenie wojny na Ukrainie po prostu nie leży w interesie Chin. Jednocześnie, gdy administracja Trumpa wciąż próbuje nawiązać nowe relacje z Rosją, a pęknięcia w stosunkach transatlantyckich pogłębiają się, Europejczycy mogą niestety przyczynić się do sukcesów Pekinu – pisze Andrew MICHTA w National Security Journal.
„Pekin kierował się od samego początku prostym rachunkiem”
.Politolog i autor Wszystko co Najważniejsze opisuje w swoim artykule, że zbliżający się szczyt Trump-Putin raczej nie przyniesie trwałego pokoju na Ukrainie, ponieważ klucz do zakończenia wojny leży w Pekinie, a nie tak jak przypuszcza wiele osób, w Moskwie. W ocenie autora to właśnie komunistyczne Chiny są głównym strategicznym beneficjentem przedłużającego się konfliktu, który wyczerpuje zasoby USA i umacnia pozycję Rosji jako zależnego, młodszego partnera militarno-politycznego.
Oczekiwane spotkanie na Alasce między prezydentem Donaldem J. Trumpem a prezydentem Władimirem Putinem wzbudziło oczekiwania na zawarcie porozumienia, które przynajmniej pośredniczyłoby w zawarciu rozejmu między Ukrainą a Rosją. Co więcej, oświadczenie wydane po wizycie Steve’a Witkoffa w Moskwie wywołało rekacje w Kijowie i stolicach europejskich. Europejczycy wydali oświadczenia o swojej trwałej solidarności z Ukrainą i o tym, czego ich zdaniem nie będzie obejmować umowa, w szczególności w odniesieniu do ustępstw terytorialnych, które mogłyby zagrozić interesom Ukrainy.
Autor podkreśla jednak, że w jego ocenie Europejczycy mogą tylko oświadczać o swojej sprawczości – faktyczne decyzja będą bowiem podejmowane bez jakiekolwiek udziału Europy.
Nie jest jeszcze wiadome, czy zbliżające się spotkanie na Alasce znacząco zmieni przebieg konfliktu na Ukrainie – i czy prawdopodobnie będzie się on nadal rozwijał. A co najważniejsze, czy jakiekolwiek porozumienie o zawieszeniu broni wynegocjowane podczas spotkania Trumpa i Putina na Alasce – o ile do niego dojdzie – okaże się ważne. Andrew Michta zaznacza, że Zakończenie wojny na Ukrainie byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby Rosja była faktycznie gotowa przestrzegać postanowień – a na to na razie nie zgadza się Pekin.
Prawda jest taka, że wojna na Ukrainie była dla Chin bezprecedensową strategiczną okazją do osłabienia pozycji Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku, czego prezydent Xi prawdopodobnie w pełni się nie spodziewał, nawet gdy w przededniu rosyjskiej inwazji w 2022 r. rozmawiali z Putinem o swoim „partnerstwie bez granic”.
To, że inwazja na Ukrainie stopniowo stała się powolną, wyniszczającą walką, w której zwycięstwo można osiągnąć tylko poprzez całkowite zmęczenie przeciwnika, jest nawet bardziej na rękę Chin. W ocenie Andrew MICHTY Pekin kierował się od samego początku prostym rachunkiem: im dłużej będzie trwał konflikt, tym więcej amerykańskiej i europejskiej broni, amunicji i pieniędzy pochłonie, pozostawiając armii USA mniej zasobów na wypadek zbliżającej się eskalacji konfliktu na Indo-Pacyfiku.
Ameryka kontra Smok
.Kolejna zimna wojna, tym razem pomiędzy USA i Chinami, wchodzi w nową, jeszcze ostrzejszą fazę – pisze prof. Kazimierz DADAK
Wobliczu gwałtownie spadających cen na giełdach prezydent Donald Trump zdecydował się wprowadzić na 90 dni cła w wysokości 10 proc., zamiast dużo wyższych stawek, dla wszystkich państw z wyjątkiem Państwa Środka. W tym ostatnim przypadku stawki podwyższył do w sumie 145 proc. Chiny ze swej strony podwyższyły cła do 125 proc. Przy takim poziomie ceł wymiana towarowa pomiędzy tymi największymi potęgami gospodarczymi świata nie będzie możliwa. Jeśli więc nie nastąpią istotne zmiany, dojdzie do decouplingu, czyli maksymalnego ograniczenia stosunków gospodarczych.
Kroki podejmowane w sferze gospodarczej odzwierciedlają stan stosunków politycznych. Biorąc pod uwagę wypowiedzi różnych amerykańskich polityków, w nadchodzących negocjacjach dotyczących wysokości ceł, jakie będą nakładane na import z poszczególnych krajów, Waszyngton będzie brać pod uwagę relacje ekonomiczne pomiędzy tymi państwami i Chinami. Im bliższe stosunki z Pekinem, tym wyższe zapowiadają się stawki celne w handlu z USA.
Jednakże nowa zimna wojna będzie się zasadniczo różnić od poprzedniej tym, że Związek Sowiecki nie był potęgą gospodarczą, podczas gdy Chiny są najważniejszym partnerem gospodarczym dla większości państw świata. Ameryka będzie wywierać ogromne naciski, żeby uciąć bliskie związki gospodarcze z Chinami. Można sądzić, że powodzenie takiego podejścia będzie zależeć od tego, jak zachowają się inni poważni gracze zachodniego świata, szczególnie UE i Japonia.
Ruch MAGA napełnił Amerykę wielką dozą optymizmu. Jest to zjawisko ze wszech miar dla USA korzystne, niemniej postrzeganie świata przez różowe okulary może przyczynić się do podejmowania kroków, które poprowadzą na manowce. Promowanie własnego interesu narodowego w drodze nałożenia nadzwyczaj wysokich ceł na wwóz dóbr z całego świata, w tym od najbliższych sojuszników, nie jest najlepszym sposobem pozyskiwania sobie zwolenników. Prezydent Theodore Roosevelt, w którego czasach USA wkroczyły na światową arenę, głosił: „Przemawiaj łagodnie i noś wielki kij”. Dziś z tym pierwszym są pewne kłopoty, a kij jest mniej okazały, zatem większa dawka zręczności w polityce międzynarodowej byłaby wskazana.
W USA są analitycy, którzy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Na portalu Foreign Affairs ukazał się artykuł Kurta M. Campbella i Rusha Doshiego, w którym podają to, na co zwracamy uwagę na tych łamach, że realny (według parytetu siły nabywczej) chiński PKB jest już o ok. 25 proc. wyższy od amerykańskiego. Co więcej, w zakresie produkcji przemysłowej, która jest podstawowa w przypadku rywalizacji na polu wojskowym, Państwo Środka ma wielką przewagę (30-procentowy udział w światowej produkcji wobec 15-procentowego amerykańskiego) i jeśli obecne trendy się utrzymają do końca obecnej dekady, to ta dysproporcja jeszcze się pogłębi (45 do 11 proc.). W niektórych dziedzinach udział Chin w światowym wytwórstwie jest oszałamiający: prawie połowa chemikaliów, połowa tonażu statków, ponad 2/3 samochodów elektrycznych, 80 proc. dronów dla celów cywilnych oraz 90 proc. paneli fotowoltaicznych i rafinowanych metali ziem rzadkich. Chiny, które mają niewiele ponad czterokrotnie więcej ludności niż USA, wytwarzają 20-krotnie więcej cementu i 13-krotnie więcej stali. Amerykanie nadal wytwarzają więcej samochodów i energii elektrycznej na głowę ludności, ale Chińczycy szybko nadrabiają zaległości w tych branżach. Kraj Smoka nie zasypia gruszek w popiele także w dziedzinach, które będą decydować o szybkości wzrostu gospodarczego i poziomie zaawansowania technologicznego w nadchodzących dekadach. Na dziesięć takich branż Chiny są w czołówce, w sześciu branżach przewodzą.
Według Campbella i Doshiego w zakresie siły wojskowej Chiny nadal są słabsze, jeśli chodzi o lotnictwo bojowe, ale w zakresie technologii rakietowych „przypuszczalnie” już przewodzą. W wielu innych zakresach znaków zapytania nie ma; od komunikacji kwantowej po technologie hipersoniczne Chiny nie mają sobie równych.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-ameryka-kontra-smok
MB





