Prof. Andrzej SULIKOWSKI: I co dalej? – pozostaje bez odpowiedzi Prof. Andrzej SULIKOWSKI: I co dalej? – pozostaje bez odpowiedzi

I co dalej? – pozostaje bez odpowiedzi

Prof. Andrzej SULIKOWSKI

Prof. zwyczajny. Wykładowca UJ (1976-1989), KUL (1988-1996), Uniwersytetu Szczecińskiego (1996-2019). Historyk literatury, pisarz, wydawca, tłumacz. Monografista Hanny Malewskiej, Jana Józefa Szczepańskiego, ks. Jana Twardowskiego, Janusza Szubera z Sanoka, Heleny Raszki ze Szczecina.

Dyskusja

Niewątpliwie istnieje w naszym stuleciu potrzeba spisania na nowo „głosów biednych ludzi” (jak to zjawisko nazwał niegdyś Czesław Miłosz). Dzieje się to wszystko na naszych oczach – pisze prof. Andrzej SULIKOWSKI

W naszym wielomilionowym społeczeństwie z każdym dziesięcioleciem przybywa sporo osób, którym życie nie oszczędziło ciężkich doświadczeń. Spotykamy ludzi młodych, nawet obdarzonych talentami, a przecież skazanych na egzystencję połowiczną. Właściwie bezrobotnych już po zakończeniu szkół czy nawet uniwersytetów. Przyrasta liczba samotnych kobiet starających się o utrzymanie rodziny po odejściu męża (czasem na odwrót). Bywają tułacze niegdyś majętni, których oszukano, okradziono albo doprowadzono do ruiny. Powiększa się rzesza „wysadzonych z siodła” już w wolnej, kapitalistycznej Polsce. Tych wypchniętych na margines nie zawsze dostrzeże dziennikarz czy pisarz wyczulony na krzywdę.

Przy końcu ubiegłego roku ukazała się książka prozatorska Wojciecha Kudyby (ur. w 1965 r. w Tomaszowie Lubelskim) I co dalej?, starannie przygotowana przez kieleckie Pewne Wydawnictwo. Zawiera pięć dość obszernych, realistycznych opowiadań, zapisanych prozą potoczną, przez autora podsłuchaną i utrwaloną wiernie, systemem niemal stenograficznym.

Trochę tak jak w pamiętnych Donosach rzeczywistości Mirona Białoszewskiego czy powieściach Mariana Pankowskiego (ur. w 1919 r. w Sanoku, zm. w 2011 r. w Brukseli), mniej znanego w Polsce, ponieważ tworzył na emigracji, nie tracąc przecież więzi z żywą polszczyzną ulicy, przedmieścia lub rzadziej metropolii.

Narrator I co dalej? wyróżnia się znakomitym słuchem muzycznym i literackim, lecz właściwie nie zamieszcza w tekście swych uwag, nie zaznacza swego punktu widzenia. Niemal całkowicie utożsamia się z przedstawianymi bohaterami, prezentując ich myśli i sposób widzenia rzeczywistości. Zajmuje postawę przeważnie empatyczną, czyli – zgodnie z etymologią greckiego pojęcia empatheia – utożsamia się z cudzym sposobem uczuciowego pojmowania świata. Ta metoda poznawcza, omawiana m.in. przez Edith Stein, zwana jest po niemiecku Einfühlung i przyswojona w estetyce europejskiej oraz amerykańskiej pod nazwą grecką empathy.

U Kudyby pojawiają się ponadto efekty językowe wynikłe z upowszechnienia telefonii komórkowej. Mniej więcej od ćwierćwiecza uczymy się rozmawiać w biegu, przy czynnościach domowych, zawodowych czy gospodarskich. W przestrzeni publicznej co dnia słyszymy pozorne monologi, nierzadko ekshibicjonistyczne, wypowiadane przez osoby, które w minionych stuleciach uważane byłyby za „nawiedzone” czy po prostu niezrównoważone, bo mówiące namiętnie i głośno tylko do siebie.

W nowej sytuacji komunikacyjnej pojawiają się zjawiska również niekorzystne. Telefon komórkowy bazuje przede wszystkim na dźwięku. Obraz twarzy ludzkiej – tak ważny w filozofii XX stulecia od Martina Bubera, przez Emmanuela Levinasa, po ks. Józefa Tischnera – pozostaje niewyraźny, a przeważnie zatarty. Wykluczona jest niemal gestyka. Bardzo utrudnione okazują się działania zwane w teorii literatury „fatycznymi”, czyli ujawniającymi pozasłowne emocje czy nastroje rozmówców.

Oczywiście przy rozmowach komórkowych dochodzi często do nieporozumień, „utraty zasięgu”, niepożądanych zjawisk akustycznych. Takie mikrosytuacje Kudyba chętnie wykorzystuje, wywołując efekty komiczne, a czasem przechodząc nawet do tonacji groteskowej, którą obserwowaliśmy w jego wcześniejszych powieściach, choćby w książce Nazywam się Majdan (2015), dotyczącej spraw polsko-ukraińskich. Przedstawianych notabene z wielkim wyczuciem historii dawniejszej i współczesnej.

Motywy ogólnego „nie-porozumienia” mają w tych opowiadaniach głębsze, chciałoby się powiedzieć „Norwidowskie”, znaczenie. Nie dziwi to, bo u początków swego pisarstwa i dociekań naukowych Wojciech Kudyba czerpał cenne inspiracje od autora Vade-mecum. Pozostajewierny tamtym przemyśleniom. Przede wszystkim z niemałym talentem utrwala formy potocznego, niedbałego, często nieprecyzyjnego języka codziennej komunikacji. Prowadzi to do ogólnego wniosku, że – mimo niewiarygodnego wprost rozwoju technologii obrazu i dźwięku – porozumienie międzyludzkie w sprawach najważniejszych nadal jest trudne do osiągnięcia, a z upływem ostatnich dekad często już niemożliwe. Brak jest bowiem tego czynnika wspólnego, który Roman Ingarden nazywa „ontycznym fundamentem odpowiedzialności”.

W opowiadaniu Jest jak jest czytelnik poznaje życie rodziny rozbitej, pozbawionej ojca czy szerzej – pierwiastka męskiego. Po kilkunastu zaledwie latach pożycia małżeństwo Luśki i Michała rozpada się, a wysoką cenę tego dramatu płacą wszyscy, z dziećmi na czele. Matka z trudem utrzymuje rozsypujące się gospodarstwo rodzinne, pomaga potomstwu w nauce, stara się zarobić chociaż tyle, by utrzymać biedne, skromne mieszkanie i wyżywić troje domowników. Z prowadzonej narracji jasno wynika, że już w pierwszych latach małżeństwa ojciec nie potrafił należycie pełnić roli męskiej, lecz raczej uciekał przed trudnościami, szukając samorealizacji życiowej poza legalnym związkiem. Istnieją jeszcze więzi sąsiedzkie, w dużym bloku mieszkalnym ludzie sobie wzajemnie pomagają, lecz nie widać na horyzoncie jakiejś nadziei dla rozbitego stadła. Pozostaje egzystencja prowizoryczna, niepewna finansowo, a przede wszystkim – pozbawiona mocnych fundamentów duchowych. Oczywiście, postawa Luśki wydaje się heroiczna i życiowo skuteczna. Promyk nadziei dla czytelnika.

Podobny świat wielkomiejski widzimy w opowiadaniu Dom dla Tereski. I tutaj telefon komórkowy odgrywa zasadniczą rolę kompozycyjną, ale dialogi – z doskoku i bez wewnętrznego skupienia – nie prowadzą do żadnych istotnych rezultatów, a więc do zbliżenia rozmówców. Ogólny sens tej prozy wydaje się mocno pesymistyczny. Właśnie teraz, w cywilizacji życia ułatwionego, w wolnej na pozór Polsce, stajemy się coraz bardziej wyobcowani, osamotnieni, porzuceni. Niemal wszystkim bohaterom literackim Kudyby brak jest stałego miejsca w świecie, brak trwałych związków społecznych, przede wszystkim rodzinnych. Pozostają dla niektórych wspomnienia domów właściwych, poznanych w dzieciństwie, ocalałych tylko w kruchej pamięci. Dom dla Tereski okaże się również złudzeniem i celem daremnym.

Na pytanie postawione w tytule książki I co dalej? nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi. Autor ogranicza się do nicowania najważniejszych filarów cywilizacji. W końcowym tekście Niech im świeci ukazuje obrzędy religijne jako puste, jałowe rytuały, pozbawione najważniejszych dla cywilizacji energii. Wyjątek stanowi może organista niemal samotnie przy mszy świętej. Nawet stamtąd dla pisarza nie płynie żadna pociecha, rozumiana w sensie ewangelicznym czy Pascalowskim. Czytelnik próbuje się nieco oddalić od świata przedstawionego, ażeby w tak gęstej i szczelnej narracji dostrzec jakieś luzy czy Heideggerowskie prześwity, prowadzące ku wyższym wartościom, ku Transcendencji. Lecz i to pozostaje daremne. Można twierdzić, że znana metafora Żeromskiego „ludzie bezdomni” została w tych tekstach podniesiona do poziomu najważniejszego, niemal absolutnego motywu interpretacyjnego. Człowiek poszczególny staje się nawet sam dla siebie „śmieciem”, jak w przedostatnim opowiadaniu.

.Po zamknięciu twardej okładki pozostaje u odbiorcy jeszcze jedna, drobna myśl, skromna pociecha. Wojciech Kudyba podjął niełatwe zadanie artystyczne wysłowienia ludzi, którzy nie są zdolni do samorefleksji, do językowego opisu swej sytuacji duchowej i społecznej. Oglądamy Polskę z nieoczekiwanej perspektywy nie tylko biednych, ale i niemych ludzi. Opowiadanie Przypadek Apolonii możemytraktować jako narrację alegoryczną, mówiącą najpierw o jednej kobiecie, lecz – na wyższym piętrze uogólnienia – także o kulturowej i społecznej sytuacji całej Polski dzisiejszej. Czytelnik uczy się przy lekturze spojrzenia z dystansu, „z wysoka”. Rozgląda się wokół, widząc w życiu społecznym liczne mimo wszystko znaki codziennej nadziei. Może to doprowadzi do poszerzenia horyzontu filozoficznego tej prozy? Wedle poetyckiej etymologii Apolonia oznaczać by mogła ‘Polskę niemożliwą do zaistnienia’. A jednak istnieje ona także poprzez ludzi przeciętnych, ubogich, których głosu warto wysłuchać do końca.

Andrzej Sulikowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 marca 2021

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam