Kapitalizm na równi pochyłej

Prof. Andrzej SZAHAJ

Profesor zwyczajny filozofii, Dziekan Wydziału Humanistycznego Filozofii UMK w Toruniu, członek Komitetu Nauk Filozoficznych PAN oraz Komitetu Nauk o Kulturze PAN. Stażysta uniwersytetów w Oksfordzie, Cambridge, St. Andrews, Leeds, University of California, Stanford University, University of Virginia, The Netherlands Institute for Social Science and the Humanities, Bellagio Rockefeller Center. Ostatnio opublikował książki: Relatywizm i fundamentalizm (2008), Teoria krytyczna szkoły frankfurckiej (2008), Liberalizm, wspólnotowość, równość. Eseje z filozofii polityki (2012), Kapitalizm drobnego druku (2014).

zobacz inne teksty autora

 

Chcę od razu oddalić pewne wątpliwości. Rzecz dotyczy tego czy jakiś inny kapitalizm jest w ogóle możliwy, czy nie jest przypadkiem tak, że każdy kapitalizm cierpi na przypadłości przeze mnie identyfikowane i w związku z tym poddawanie go krytyce w nadziei, że może przybrać formę lepszą jest naiwnością – pisze prof. Andrzej SZAHAJ

.W moim przekonaniu wszystko zależy od tego co nazwiemy kapitalizmem i przede wszystkim jak zinterpretujemy dzieje tego czegoś, co kapitalizmem nazwaliśmy. Co do tej pierwszej sprawy, to nie będę oryginalny jeśli powiem, że za kapitalizm uważam taki ustrój, w którym dominuje prywatna własność środków produkcji, istnieje wolny rynek jako miejsce wymiany towarów i usług, kierujący się zasadą popytu i podaży oraz system cen wyznaczanych swobodnie w wyniku jej działania. Co do drugiej, to zauważę jedynie, że ów twardy rdzeń każdego kapitalizmu nie przesądza o jego konkretnej postaci.

Jak wiadomo, istnieją cztery główne modele kapitalizmu: anglosaski, reński, skandynawski i azjatycki. Znacznie różnią się od siebie. Od lat nie ukrywam, że za najlepszy uważam model skandynawski i namawiam do uznania go za docelowy dla Polski. Sądzę jednak, że dobre rzeczy kryją się także w każdym z pozostałych modeli, w szczególności w modelu reńskim. Jestem przekonany, że najgorszy z tych modeli to model anglosaski i w sumie to jego właśnie uznaję za główny obiekt swej krytyki. To on bowiem został w największej mierze zainfekowany neoliberalizmem jako zestawem idei o charakterze ekonomicznym, politycznym i aksjologicznym (etycznym i światopoglądowym), który uważam za z gruntu błędny i mający opłakane skutki społeczne. Kłopot w tym, że ów neoliberalny kapitalizm typu anglosaskiego okazał się bardzo wpływowy choćby dlatego, że jego źródłem były Stany Zjednoczone, kraj, który wywiera gigantyczny wpływ na całą gospodarkę światową, a także na dominujące sposoby myślenia o ekonomii, dobrym życiu i dobrym społeczeństwie. Mało który kraj na świecie okazał się odporny na oddziaływanie wzorów amerykańskich. Z pewnością nie była to Polska. I dlatego krytykując kapitalizm w wydaniu anglosaskim, krytykuję zarazem kapitalizm polski.

Czy to oznacza, że krytykuję kapitalizm jako taki? Tylko w takim sensie w jakim od początku swego istnienia cierpi on na pewne schorzenia niezależne od przybieranej przezeń formy (np. wyzysk). Uważam jednak, że choć jest to ustrój ekonomiczno-społeczny dalece niedoskonały, to dopóki nie dysponujemy jakąś wiarygodną dlań alternatywą, możliwą do osiągnięcia w wyniku reform społecznych, a nie rewolucji, lepiej starać się go reformować, nadawać mu ludzką twarz, niż bezwzględnie potępiać w imię jakiś szlachetnych, lecz bardzo trudno osiągalnych ideałów. Tym bardziej, że istnieje jego wersja skandynawska, która wedle wszelkich danych (rankingi jakości życia) jest nie tylko efektywna ekonomicznie, ale nadto jeszcze względnie sprawiedliwa społecznie.

Warto także pamiętać, że również kapitalizm w wersji anglosaskiej miał swojej lepsze lata. Myślę tu rzecz jasna o tzw. złotych dekadach kapitalizmu amerykańskiego (i kapitalizmu jako takiego), czyli latach 1945 – 1973, kiedy nierówności społeczne były względnie niskie, pozycja pracowników wysoka, poziom zabezpieczeń społecznych systematycznie wzrastał, zaś ogólny dobrobyt wydawał się czymś na wyciągnięcie ręki. Oczywiście okresu tego nie należy nadmiernie idealizować, miał on przecież także swojej ciemne strony. Gdyby było inaczej przez USA i Europę Zachodnią nie przetoczyła by się wielka fala niezadowolenia społecznego, określana najczęściej mianem ruchu kontrkultury. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że ten okres w dziejach kapitalizmu wskazał jasno, iż jest to ustrój reformowalny i można skutecznie poddawać go społecznej i politycznej kontroli w interesie wszystkich. W tym sensie tytuł niniejszego tekstu ma wskazywać na proces stopniowego odchodzenia od owego modelu „kapitalizmu z ludzką twarzą”, jego powrót do form dziewiętnastowiecznych, słowem regres pojmowany w nie tylko kategoriach sprawiedliwości społecznej, pozycji pracownika, bezpieczeństwa socjalnego, ale także efektywności ekonomicznej.

Regres taki stał się niestety także udziałem liberalizmu. Doktryna ta towarzyszyła narodzinom kapitalizmu i z pewnością jest z nim wciąż ściśle związana. Nie znaczy to jednak, że prezentowała zawsze takie samo stanowisko w kwestiach jego konkretnego kształtu. Co więcej, ujawniała ona także odmienne podejście do wielu spraw ogólniejszych, przede wszystkim pożądanego modelu dobrego życia i dobrego społeczeństwa.

To, co stało się z liberalizmem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat trzeba określić mianem katastrofy. Przybrał on bowiem niezwykle prostackie oblicze, dalekie do wyrafinowania intelektualnego jakie towarzyszyło jego narodzinom, a przede wszystkim kontynuacji w postaci filozofii J.S. Milla, tzw. nowych liberałów brytyjskich czy Johna Rawlsa. Stał się doktryną, która niestety w pełni zasłużyła na złą legendę jaką się dzisiaj cieszy. W tym sensie zatrzymanie procesów degrengolady dzisiejszego kapitalizmu musi być ściśle związane z zatrzymaniem procesów degrengolady liberalizmu.

W moim przekonaniu tylko ponowne zbliżenie się liberalizmu do ideałów socjaldemokratycznych może uratować te doktrynę przed ostateczną klęską.Zdaję sobie sprawę jak bardzo jest to niepopularny sąd wśród liberałów polskich zainfekowanych złą tradycją liberalizmu spod znaku Hayeka i Friedmana. Być może potrzebują oni więcej czasu, aby wreszcie zrozumieć, że tradycja ta okazała się ślepą uliczką.

Andrzej Szahaj
Fragment książki “Neoliberalizm. Turbokapitalizm. Kryzys”, wyd. Książka i Prasa w bibliotece Le Monde Diplomatique. POLECAMY: [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Dodaj komentarz

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z