Prof. Jerzy MIZIOŁEK: Fryderyk Chopin i malarstwo

Fryderyk Chopin i malarstwo

Photo of Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Prof. Jerzy MIZIOŁEK

Historyk sztuki, profesor nauk humanistycznych, w latach 2018–2019 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie.

zobacz inne teksty Autora

Chopin od najmłodszych lat stykał się z malarstwem. Fascynację malarstwem poniósł ze sobą do Wiednia, Drezna, Londynu i Edynburga; w Paryżu przyjaźnił się z Delacroix – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK

.Pierwsze spotkanie Chopina z malarstwem wiązało się z osobą hrabiego Fryderyka Skarbka, jego ojca chrzestnego, malarza amatora, z czasem uniwersyteckiego profesora ekonomii. O tym, że młody kompozytor wzorował się na nim, świadczy jego Pejzaż z wiatrakiem, wyraźnie przypominający obraz Skarbka o tym samym temacie. Pejzaż ten powstał w drugiej połowie dekady (1817–1827), kiedy to Chopinowie mieszkali w sercu życia intelektualnego Warszawy, w jednym z budynków Liceum i Uniwersytetu Warszawskiego, w tzw. budynku rektorskim. Lekcje rysunku w Liceum prowadzone były przez utalentowanych malarzy i rysowników – Zygmunta Vogla i Aleksandra Kokulara. Kolejny z malarzy – Antoni Brodowski – wykształcony w Paryżu, był częstym gościem Chopinów, podczas gdy jeszcze jeden – Antoni Blank – był ich sąsiadem. To właśnie on co dwa lata organizował uniwersyteckie wystawy sztuk pięknych. Pierwsza, w 1819 r., miała miejsce we wspomnianym gmachu rektorskim, a kolejne w gmachach znajdujących się obok, m.in. w budynku Sztuk Pięknych; Uniwersytet Warszawski w czasach Chopina był też akademią artystyczną i szkołą muzyki. Stąd znajomość kompozytora z uznanymi malarzami i studentami uniwersyteckiego oddziału sztuk pięknych.

Młody Chopin i sztuki plastyczne

.Rysunki Fryderyka – karykatury, pejzaże, studia natury – odznaczają się wysokim poziomem artystycznym, jak jego portret Samuela Lindego, rektora Liceum. Nasz kompozytor rysował również na Majorce; do dziś przetrwał jego szkicowy pejzaż z tej wyspy, wykonany w sepii. Ten wrodzony talent był stymulowany nie tylko licealnymi lekcjami rysunku, ale i zainteresowaniem malarstwem jego przyjaciela – Jana Białobłockiego – oraz wspomnianymi kontaktami z artystami; jednym z nich był Antoni Rogoziński. Fryderyk tak pisał w liście z 15 maja 1826 r.: „Moje kule [używał ich po zwichnięciu nogi] Rogozińskiemu dałem, który cośkolwiek w stanie jest malować. Po Rogozińskim przypomniał mi się Podbielski, którego nieszczęście opisać muszę. Będzie temu ze trzy miesiące jak go wiatr zawiał, iż paraliżem został ruszony”. W liście zaś z 20 czerwca tegoż roku zapisał: „Podbielski ma się lepiej, choć po przypadku swoim drugi raz niezgorszy miał straszek, gdym szedł przez ulicę, może temu z miesiąc, spostrzegłem na uli[cy] Kozi[ej], że się dorożka wywraca, przybiegam, znajduję na ziemi Podbielskiego, szczęście, że z nim był ktoś w dorożce i przecie do innej ledwo go wsadził”. Zachowały się do naszych czasów obrazy tych mało dziś znanych malarzy. Malowany przez Podbielskiego portret Feliksa P. Jarockiego, zoologa, z którym Chopin wyprawił się jesienią 1828 r. do Berlina, należy do najlepszych i najbardziej znanych. Po raz pierwszy publiczność warszawska mogła go zobaczyć na uniwersyteckiej wystawie sztuk pięknych w 1825 r. Przywoływał ją Chopin w jednym ze swoich listów, który niżej zacytujemy.

Rogoziński już jako student uczestniczył w uniwersyteckich wystawach sztuk pięknych, prezentując takie prace, jak kopia Jawnogrzesznicy Tycjana. Był uznanym portrecistą i konserwatorem obrazów, wykazywał też zdolności muzyczne. Antoni Blank, nauczyciel uniwersytecki Rogozińskiego, tak pisał po jego przedwczesnej śmierci na łamach „Kuriera Warszawskiego”: „[…] Jako artysta dał dowody niepospolitego talentu, jako człowiek potrafił sobie zjednać tych, którzy go znali, skromny w zawodzie swoim, mimo ciągłej słabości niezmordowany w pracy, uprzejmy w towarzystwie, rzadki przyjaciel w pożyciu, zostawił miłe, acz smutne wspomnienie prawdziwego talentu i rzadkiej cnoty”. Opinia studenta – Wiktora Szokalskiego, iż „[Rogoziński] był zaprzyjaźniony z Blankiem […] oraz z rodziną Chopinów, i cuda nam opowiadał o młodziutkim wirtuozie, wchodzącym wtedy właśnie na scenę” – nie pozostawia wątpliwości co do przyjacielskich kontaktów malarza z kompozytorem.

Niewiele dłużej od Rogozińskiego żył i tworzył urodzony i zmarły w Warszawie Jerzy Podbielski; studiował od 1817 r. na Wydziale Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego. W roku akademickim 1818/1819 mieszkał w prawej oficynie Pałacu Kazimierzowskiego, a więc już wtedy miał okazje do kontaktów z młodym Chopinem. Na wystawach sztuk pięknych otrzymał nagrody i wyróżnienia, m.in. w 1823 r. brązowy medal za rysunek akademicki. Podobnie jak Rogoziński, zajmował się malowaniem portretów, zyskując w tej dziedzinie znaczną biegłość, czego dowodem jest wspomniany portret Jarockiego.

Uniwersyteckie wystawy Sztuk Pięknych i list Chopina z 1825 roku

.Od 1819 roku Oddział Sztuk Pięknych uniwersytetu organizował wspomniane wystawy artystyczne. Ich kurator – prof. Blank – mieszkał w tej samej klatce schodowej co Fryderyk. Wszystkie wystawy cieszyły się wielkim powodzeniem; ich katalogi były nabywane tak chętnie przez zwiedzających, że niekiedy wykonywano nawet dwa dodruki. Jedna z gazet tak pisała po otwarciu wystawy w 1819 roku: „Już młodzież polska nie jest przymuszoną przenosić się w obce kraje dla nabrania wyższego światła, znajdując w własnej ojczyźnie sposobność zupełnego oświecenia się”.

W liście do Jana Białobłockiego, zapewne z końca września lub z początku października 1825 r., takie oto możemy przeczytać słowa Chopina: „[…] Expozycje w Warszawie się zaczynają, tak w Ratuszu, jako i w salach uniwersytetu. Nie piszę Ci, co gdzie jest, bo jeszcze nie ma co widzieć i jeszcze nie widziałem; skoro jednak moje ślepie ujrzą jakie żoli tablo, żoli portre, żoli maszyn, bą piano, bą dra, w ogóle kekszoz dexelan [joli tableau, joli portrait, jolie machine, bon piano, bon drame, w ogóle quelque chose d’excellents – piękny obraz, piękny portret, piękną maszynę, dobry fortepian, dobrą sztukę i w ogóle coś znakomitego], rączka Ci moja nakreśli, a posłaniec przyniesie”. Wystawa ta miała miejsce w audytorium uniwersyteckim i dzięki zachowanemu jej katalogowi doskonale wiemy, co wówczas wystawiono.

Niestety inne dotyczące tego listy się nie zachowały, ale ten jedyny przekaz daje nam dobre wyobrażenie o tym, że młodość Chopina spędzona wśród artystów nie pozostała bez wpływu na jego osobowość i zainteresowania. Chopin widział bez wątpienia wystawę zorganizowaną w 1828 r., którą uwiecznił Wincenty Kasprzycki na obrazie; obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie. Z niemal fotograficzną wiernością przedstawił Kasprzycki wystawione obrazy i najwybitniejszych warszawskich malarzy. Niezwykle interesujący jest sposób wystawiania dzieł, podobny do tego na salonach w Paryżu. Obrazy zawieszono w trzech rzędach, rozmieszczając je formatami, ale także gatunkami malarskimi. Kasprzycki zdążył jeszcze pokazać publiczności to niezwykłe płótno na tejże samej wystawie. Szkoda, że malarz nie ukazał Fryderyka wśród licznych zwiedzających.

Obrazy, galerie i rzeźby w listach Chopina

.Bezcenne dla nas listy Chopina z lat 1829, 1830, 1845 i 1848 wraz z dyskusjami o malarstwie z Eugène’em Delacroix (spisała je po latach George Sand) dają wyobrażenie o wyrobionej w Warszawie wrażliwości Chopina na sztukę i stałej potrzebie odwiedzania galerii malarstwa, o czym pisze niekiedy w wielkim skrócie, jak w drezdeńskim liście z 12 września 1929 r.: „Byliśmy w Szwajcarii Saskiej. Piękności mnóstwo. Galeria cudna. Tylko operę włoską sprzed nosa mi wzięli”. „Prócz galerii obrazów – pisał przeszło rok później – nic powtórnie w Dreźnie nie widziałem; Grüne Gewölbe dosyć raz widzieć; ale galerię obrazów obejrzałem powtórnie z wielkim zainteresowaniem. Gdybym tam mieszkał, chodziłbym do niej co tydzień, gdyż są tam obrazy, przy których oglądaniu zdaje mi się, że słyszę muzykę”. List ten przypomina o wiele późniejszy, z 1848 r.: „Pan tego domu – pisze Chopin do Grzymały – zowie się Stirling, jest stryjeczno-ciotecznym naszych Szkotek i naczelnikiem tego imienia. Poznałem go w Londynie – kawaler bogaty. Piękne ma tutaj bardzo i liczne obrazy – Murilla i Hiszpanów wiele – teraz wydał kosztowne dzieło (jak to wiesz, oni to umieją) o hiszpańskiej szkole”. Co ciekawe, Fryderyk wymieniał tu Murilla – „artystę wielkiej słodyczy”, który wpisuje się w jego uwielbienie dla Rafaela i Ingres’a, o czym wiemy od George Sand.

Jeszcze bardziej interesujący jest zachwyt Chopina nad urodą rezydencji księcia Sutherland w Londynie w liście z 19 sierpnia 1848 r. wysłanym z Edynburga. „Wszystkie królewskie pałace i zamki – stare, wspaniałe, ale ani tak gustowne, ani tak eleganckie, jak Stafford House […]. Np. schody są sławne z okazałości; nie są one ani w sieni, ani w przysionku – tylko w środku apartamentów, jakby w jakimś ogromnym salonie – z przepysznymi malowidłami, statuami, galeriami, obiciami, kobiercami w najpiękniejszym planie, z najpiękniejszymi perspektywami – toteż … żałować, że jaki Paul Veronese nie mógł coś podobnego widzieć, żeby zostawić jeszcze jeden chef d’oeuvre więcej”. Takie słowa mógł napisać tylko ktoś, kto był wrażliwy na piękne wnętrza i miał dobrą znajomość dzieł Veronesego; znakomite kopie jego obrazów zdobią do dziś opisane schody.

Warto odnotować też wizytę naszego kompozytora w „Antyken gabinet” w Wiedniu, wspomnianą w liście z 13 sierpnia 1829 r., i opis pewnego wydarzenia w Paryżu z grecką rzeźbą w roli głównej. Wizyta w wiedeńskim Gabinecie Starożytności, wpleciona w opowieść o sukcesie jego koncertu, to oczywisty dowód na zainteresowanie rzeźbą antyczną wyniesione z wizyt w bogatej kolekcji odlewów gipsowych dzieł antycznych w Sali Kolumnowej będącej sercem gmachu Oddziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego. A oto fragment listu do rodziców z 20 lipca 1845 r.: „Kiedy o pomnikach mowa, statua na koniu X-cia Orléanu (co się zabił wyskakując z powozu) będzie za parę dni skończona. Stawiona jest na placu Louvru z brązu algerskiego – podobnież i bareliefy. Dzieło Marochettego – jednego z najznakomitszych rzeźbiarzy tutejszych. Marochetti, chociaż ma nazwisko włoskie, jest Francuz i z wielkim nadzwyczaj talentem – wszystkie ważniejsze prace podobne jemu powierzone. – Statua obrócona do Tulleryj. Barelief jeden wystawia wzięcie Anvers – a drugi jakiś epizod algierski. – À propos statuów: koło magazynu marmurów rządowych, blisko Champ-de-Mars, gdzie wyrzucali gruzy marmurów z rozmaitych monumentów (en dernier lieu [ostatnio] z Magdaleny), wielkie deszcze opłukały niektóre gruzy, jeden z nadzorców spostrzegł między nimi ramię jakiejś statuy, które się nad inne kamienie wznosiło, jak żeby protestować przeciwko swojemu losowi. – Skończyli, co woda zaczęła – usunęli przywalające gruzy i znaleźli statuę grecką z marmuru, antyk bardzo pięknej roboty, wystawiający Herkulesa, arrêtant la chèvre d’Amalthée [chwytającego kozę Amalteę] – kozy nie ma już, tylko rogi – bardzo ciekawy sujet [temat] – bo tylko znany z kilku małych pierres gravées [dzieł gliptyki]. – Po decyzji komisji złożonej z panów Letronne, Le Bas (tego, co obelisk postawił na nogi) itd., itd. umieścili tę statuę zaraz w Pałacu Sztuk Pięknych – (tam gdziem przeszłego roku zostawił Jędrzejewiczostwo i wróciwszy zastałem ich w sali, gdzie ów fresk w półkole Delarocha, wystawiający wszystkich sławnych artystów malarzy z rozmaitych czasów – czy sobie przypominają?)”.

To odniesienie Chopina do pomników artystów, dzieła Marochettiego, antycznej rzeźby „bardzo pięknej roboty” i wreszcie do słynnego, 27-metrowego fresku Paula Delaroche’a z lat 1837–1841 (Chopin wspomina go też w liście z grudnia 1845 roku), ukazującego Słynnych artystów, należy koniecznie zestawić z dwoma innymi listami naszego kompozytora. W pierwszym z nich, z 12 grudnia 1845 roku, czytamy: „Posłałem przez Glücksberga dwa tomy: Stary i Nowy Testament z angielskimi sztychami dla Ludwiki i Izabeli. Sztychy te bardzo tutaj za piękne uchodziły; są obrazy najsławniejszych mistrzów starej i nowej szkoły: Rafaela, Rubensa, Poussin. Wiele z tych obrazów jest tutaj w Luwrze, może Ludwika sobie przypomni. Antoniemu, który nie ma dzieci, posłałem mały tom Gavaniego rysunków des enfants terrible [dzieci niesfornych] itd., żeby się uśmiał i sobie tutejszy lekki, głupi dowcip przypomniał. Kalasantemu przysłowia rysunków Grandvilla. Grandville pierwszy w tym rodzaju zaczął karierę, a nikt lepiej jak Gavarni nie pojął tego. Zapewne widzieliście Grandvillowego Lafontaina”. Półtora roku później, na wiosnę 1847 roku, Chopin napisał do rodziców o swej wizycie na paryskim Salonie (odpowiednikiem tych wystaw zwanych salonami były warszawskie Wystawy Sztuk Pięknych) i pięknie odniósł się do słynnego płótna Thomasa Couture’a Rzymianie w czasach dekadencji.

.Tak więc zainteresowanie sztuką rozkwitłe w Warszawie spowodowało, że Chopin nie tylko sam odwiedzał galerie malarstwa i wystawy sztuk pięknych, ale zabierał na nie swoją rodzinę i przyjaciół. Prezenty wysłane w grudniu 1845 r., w tym dzieła „najsławniejszych mistrzów starej i nowej szkoły”, świadczą nie tylko o jego zainteresowaniach, ale również o wyrafinowanym guście. Jest prawdopodobne, że jego stosunek do sztuk pięknych sprawił, że stał się jednym z najbliższych przyjaciół Delacroix, bodaj najlepszego malarza XIX w. Przyjaźń ta jest pięknie udokumentowana w dzienniku malarza i w listach Chopina. 1 lipca 1847 r. Delacroix zanotował: „Poszedłem do pałacu Luksemburskiego o 11 z panią Sand i Chopinem. Po obejrzeniu kopuły poszliśmy do galerii obrazów”. Piękne portrety Chopina autorstwa Delacroix najlepiej upamiętniają ich przyjaźń; jeden z nich, przedstawiający kompozytora jako Dantego, jest najbardziej poruszającym ze wszystkich jego wizerunków. Według tradycji został narysowany w noc po pogrzebie Chopina. Delacroix był jednym z głównych żałobników. Pojawił się bez kapelusza i pieszo podążał za trumną aż do Père Lachaise, by potem na dwa miesiące usunąć się do samotni.

Jerzy Miziołek
Tekst ukazał się w nr 58 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 grudnia 2023