Prof. Kazimierz DADAK: Sprawa Epsteina. Agent wywiadu?

Sprawa Epsteina. Agent wywiadu?

Photo of Prof. Kazimierz DADAK

Prof. Kazimierz DADAK

Profesor ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia w USA.

Od wielu lat w USA było głośno o Jeffreyu Epsteinie, aferzyście i stręczycielu, który utrzymywał bliskie stosunki ze śmietanką towarzyską po obu stronach Atlantyku. Co kryje się za jego przestępczą działalnością? – pisze prof. Kazimierz DADAK

.Na skutek ustawy uchwalonej przez amerykański Kongres ministerstwo sprawiedliwości zostało zmuszone do upublicznienia dokumentacji związanej ze śledztwem tyczącym się jego haniebnej działalności. Ostatnio ujawniono ponad trzy miliony dokumentów. Wiadomo, że dalsze 200 tys. podlega klauzuli o zachowaniu tajemnicy zawodowej (prawnika), a być może kolejne trzy miliony nadal pozostaje niejawne. W dokumentach dane wrażliwe ofiar, jak i cała masa innych informacji są pokryte czarnymi polami. Stąd twierdzenie, że do wiadomości publicznej dotarło wszystko, co jest w zasobach ministerstwa, nie jest w pełni ścisłe. Wielu przedstawicieli europejskiego świata polityki spotykało się i prowadziło ożywioną korespondencję z Epsteinem, dlatego w końcu sprawa nabrała rozgłosu także na Starym Kontynencie.

Ciekawe i ważne, jak ten niesłychany skandal jest przedstawiany przez media głównego nurtu. W tej chwili głównie mówi się o osobach, które najprawdopodobniej nie korzystały z usług nieletnich dziewcząt, które Epstein raił swoim klientom. Na przykład w Wielkiej Brytanii szczególnym obiektem zainteresowania stał się lord Peter Mandelson. Niecałe trzy lata temu baron Mandelson „poślubił” swego partnera Reinalda Avila da Silvę, z którym był związany od końca lat 90. ubiegłego stulecia. Zatem jest mało prawdopodobne, aby osoba o jednoznacznie homoseksualnych skłonnościach mogła wykazywać zainteresowanie nieletnimi dziewczętami. Wiadomo również, że to Epstein płacił Mandelsonowi, a nie na odwrót. Mandelson, będący z ramienia Partii Pracy członkiem kilku angielskich rządów posiadał ważne niejawne wiadomości i przekazywał je Epsteinowi. Dziś mówi się także o innych skandalach, w które był zamieszany Mandelson i można tylko wyrazić zdumienie, że tego typu osoba mogła odgrywać tak ważną rolę w brytyjskiej polityce.

Świat elit

.Opublikowane dokumenty nie zawierają bezpośrednich dowodów, które by wykazywały winę osób, które wykorzystywały nieletnie dziewczynki „organizowane” przez Epsteina. Chociaż jest tam na przykład wstrząsający pamiętnik jednej z ofiar, podobno cierpiącej z powodu autyzmu, którym powinny bliżej zainteresować się nie tylko media, ale i policja. W pamiętniku jest mowa o przymuszeniu do przerwania ciąży, a w innym przypadku o zabraniu urodzonej córki. Od razu przypomniał się film Patryka Vegi „Oczy diabła”. Skoro nie ma winnych (oprócz Epsteina i Ghislaine Maxwell), to trzeba skierować uwagę szerokiej publiczności na inne tory. Rolę podobną do tej, jaką spełnia Mandelson, odgrywają na przykład także ludzie z norweskiego świata polityki.

Epstein był bez wątpienia bardzo inteligentnym człowiekiem, o szerokich horyzontach i miał wielką łatwość nawiązywania kontaktów. Znajomości z ważnymi osobami cieszącymi się dobrą opinią były mu potrzebne – z jednej strony jako przykrywka do jego przestępczej działalności, a z drugiej jako źródło cennych informacji. Taką rolę spełniał właśnie Mandelson. Wiele osób, które utrzymywało z nim wieloletnią korespondencję, a nawet bywało na jego wyspie, nie miało nic wspólnego z seksualnym wykorzystaniem nieletnich dziewcząt.

Zaskakujący natomiast jest fakt, że Epstein mógł należeć do świata celebrytów, utrzymywać stare i nawiązywać nowe znajomości po tym, gdy został skazany na półtora roku więzienia już w 2008 r., czyli 11 lat przed swoim drugim aresztowaniem i śmiercią w więzieniu. Równie zdumiewające jest to, że podczas tego pierwszego starcia z wymiarem sprawiedliwości został tak pobłażliwie potraktowany. Prokurator zawarł z Epsteinem bardzo korzystne dla tego ostatniego porozumienie i zrezygnował z dalszego śledztwa. Należy dodać, że drugie aresztowanie miało miejsce po artykułach w lokalnej gazecie publikowanej na Florydzie, a nie w którymś z czołowych dzienników. Najwyraźniej Epstein miał bardzo możnych protektorów.

Agent wywiadu?

.Epstein prowadził szczegółową dokumentację związaną z jego „klientami”. Ujawnione dokumenty zawierają nadzwyczaj bogatą dokumentację fotograficzną i wideo, w wielu przypadkach w całkiem niedwuznacznych sytuacjach. Trudno nie odnieść wrażenia, że pieczołowicie gromadził „kompromaty”. Służył także jako centrala do wymiany informacji; przypadek Mandelsona jest jednym z bardzo wielu. Z drugiej strony nie są dobrze znane źródła pokaźnych pieniędzy, którymi rozporządzał. Stąd oczywiste staje się pytanie, czy nie pracował dla któregoś wywiadu? Premier Tusk już oficjalnie zapowiedział, że powoła komisję, która ma zbadać związki stręczyciela zza oceanu z Rosją i Putinem. Jest to hipoteza nadzwyczaj ciekawa i nie wątpię, że nad Wisłą rozpala wyobraźnię. Pojawiła się także w szeregu europejskich gazet, ale na razie w USA nie wywołała większego odzewu.

Nam od razu przychodzi do głowy postać Roberta Maxwella, swego czasu czołowego angielskiego magnata prasowego, którego w czasach zimnej wojny też pomawiano o związki z KGB. Robert Maxwell urodził się w 1923 r. na Rusi Zakarpackiej (wówczas w Czechosłowacji, obecnie Ukrainie) jako Jan Ludvik Hyman Binyamin Hoch. Cała jego rodzina zginęła podczas Holokaustu, ale on zdołał wyjechać do Francji i potem do Wielkiej Brytanii, gdzie wstąpił do wojska. Po zakończeniu wojny zmienił nazwisko i rozpoczął działalność wydawniczą. Na początku lat 60. miał już spory majątek i dwukrotnie został wybrany do parlamentu. Jednak jego kariera polityczna miała krótkotrwały charakter i wrócił do świata książki i prasy. W latach 80 należał do najbogatszych Anglików.

Maxwell nie zarzucił związków z Czechosłowacją i miał odegrać wielką rolę w zorganizowaniu w 1948 r. pomocy z kraju swych przodków (rządzili już tam komuniści) dla walczących o niepodległość Żydów w Palestynie. Ten fakt dał asumpt do spekulacji o jego powiązaniach z sowieckimi służbami. Chyba jednak nie tylko z nimi, bo tak na ogół działają ludzie niebędący zatrudnieni na etacie w stosownym ministerstwie.

W 1991 r. Maxwell zginął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Według oficjalnej wersji, tak jak i Epstein, popełnił samobójstwo (albo uległ nieszczęśliwemu wypadkowi). Za samobójstwem ma przemawiać to, że jego imperium prasowe popadło w ciężkie kłopoty finansowe. Po jego śmierci okazało się, że w kasie funduszów emerytalnych jego przedsiębiorstw nie ma ani grosza. Ogłoszono bankructwo, podatnik pokrył tylko część niedoborów, więc emerytury pracowników zostały obcięte. Te okoliczności nie stanęły na przeszkodzie temu, że został pochowany z najwyższymi honorami w Jerozolimie na Górze Oliwnej. W pogrzebie wzięli udział: ówczesny prezydent, który wygłosił mowę pogrzebową, premier i sześciu szefów wywiadu (ówczesny i jego poprzednicy). Sądzę, że ten fakt wyjaśnia, komu Robert Maxwell najbardziej się zasłużył.

Robert Maxwell i Jeffrey Epstein są blisko powiązani. Wieloletnią partnerką, nie tylko biznesową – jeśli działalność Epsteina można zaliczyć do kategorii robienia interesów – była właśnie Ghislaine, najmłodsze dziecko Roberta. Wśród właśnie ujawnionej dokumentacji znajduje się kopia e-maila, w którym Epstein spekuluje, że Maxwell został wysłany w zaświaty, ponieważ usiłował szantażować Mossad, żeby ten wyłożył 400 mln funtów celem ratowania jego gazet.

.Pomysł, że Epstein pracował dla Kremla doskonale wpisuje się w narrację płynącą z Tel Awiwu. Premier Netanjahu obwieścił na platformie „X”, że „nadzwyczaj bliskie stosunki” pomiędzy Epsteinem i byłym premierem (a politycznym przeciwnikiem Netanjahu) Ehudem Barakiem „nie wskazują na to, że Epstein pracował dla Izraela. Dowodzą czegoś wprost przeciwnego”. Zatem wygląda na to, że przed naszymi służbami stoi nadzwyczaj proste zadanie, bo w poszukiwaniach związków pomiędzy nowojorskim pedofilem i kremlowskim satrapą chyba nam pomoże jeden z najsprawniejszych wywiadów świata – Mossad.

Kazimierz Dadak

Tekst pierwotnie ukazał się w 1051 numerze tygodnika „Idziemy” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 lutego 2026