50+ i Muminki

Roland MASZKA

Polonista. Absolwent gedanistyki. Współautor podręczników szkolnych. Pasjonat teatru i tradycyjnej książki, siebie zalicza do epoki Gutenberga. Inicjator dobrych praktyk w szkole.

zobacz inne teksty autora

Chociaż mam tyle lat, ile mam, trudno było się oprzeć… Kiedy w kinach pojawiła się Magiczna zima Muminków – animacja w kooperacji polsko-fińskiej, poprzedzona reklamowym rozgłosem i pewnym szumem medialnym – poszedłem… – pisze Roland MASZKA

.Należę do miłośników Muminków. Pełne nostalgii i filozoficznego smutku książki Tove Jansson do dziś znajdują się w mojej domowej biblioteczce i niekiedy sięgam po nie, jakbym chciał przywrócić miniony czas – dzieciństwo mojego syna. Wtedy przeczytaliśmy wspólnie całą sagę o małych trollach. A czytając poznawaliśmy fabułę z niezwykłą topografią Doliny, gdzie góry zbiegają się z morzem, zielone łąki z borem; gdzie strumień, nad którym przerzucono zakrzywiony mostek, przecina meandrem dno kotliny, w której Tatuś Muminka wybudował swój okrągły drewniany dom. Majestat gór, zieloność łąk, bliskość morza i plaży ze złocistym piaskiem i wilgotnymi obłymi głazami – mogły przemawiać do wyobraźni dziecka… Mogły też przemawiać do imaginacji dorosłego, nasuwając mu na myśl coś z arkadii Północy.

Dolina ta istnieje zresztą naprawdę. Autorka książek o Muminkach wspomina, że jej dziadek, pastor i królewski kaznodzieja, natrafił niegdyś na długą zieloną łąkę otoczoną lasami i górami, dochodzącą jednym końcem do morskiej zatoki. Była to jego ziemia Kanaan. Tam wybudował dom o łamanym dachu, pełen pokoi, schodów i tarasów, wyposażony w werandę i otoczony ogrodem… I tam zamieszkał. Dom ten stał się zapewne prototypem słynnego niebieskiego domu Muminków… Tak jak modelami postaci książkowych byli ludzie, których pisarka spotkała w dzieciństwie i później w życiu dorosłym.

Czytając książki Tove Jansson, natrafimy na prawdziwą galerię typów – tak bardzo prawdziwych, że w wielu bohaterach można by odkryć coś z prawdy o sobie… I na tym chyba polega fenomen Muminków. Bodajże największe wrażenie robił na nas Włóczykij…

Tove Janson w jednej z książek wspomina okrucieństwo, z jakim jej rówieśnik, chłopiec o imieniu Albert, nabija na haki żywe ryby jako przynętę. Taka przynęta zapewnia lepszy połów… I kiedy Jansson, wtedy dziewczynka, protestuje w obronie ryb, chłopiec mówi tylko: zawsze tak się robi. Nabył tę umiejętność od dorosłych i zachowuje się jak dorosły. Jest zrównoważony, opanowany i rozsądny. Kiedy wypływają w głąb zatoki i ogarnia ich mgła, on wie, jak postąpić, by nie pobłądzić na morzu… Wyławiają mewę, która nie może latać. Mała Tove bierze ją na kolana, chce ratować, leczyć… Ale chłopiec stwierdza, że ptak nie wyzdrowieje i trzeba go zabić… Podnosi skrzydło, pod którym mrowi się robactwo. Po co zwierzę ma cierpieć. Wyciąga finkę i z jakąś bezwzględną wprawą zabija mewę. Dziewczynka, nie wie, dlaczego na to patrzy. Ale patrzyć chce. Jednak nie ma w tej scenie okrucieństwa, jest raczej litość… Może ten pragmatyzm Alberta przeniosła później Tove Jansson na postać Włóczykija, choć jego pierwowzorem był w rzeczywistości jej przyjaciel Atos Wirtanen – polityk i filozof, o którym pisarka powie, że był naładowany refleksjami i utopiami…

Przykład Alberta jest prawdziwy. Okrucieństwo dorosłości na tym właśnie polega, by nie ulegać niepotrzebnym złudzeniom.

Przed laty stałem z grupą uczniów na przystanku przy jednej z głównych arterii miasta. Czekaliśmy na autobus, który miał nas zawieźć w kierunku szkoły. Wielopasmowa jezdnia odbijała huk jadących z dużą prędkością samochodów, choć znajdowaliśmy się w centrum. Przejście na drugą stronę jest tu możliwe tylko podziemnym tunelem… Fala pędzących aut napływa z regularnością zmieniających się świateł sygnalizacji. W przerwach miedzy jednym a drugim uderzeniem pojazdów na jezdnię opadają gołębie. Szukają jakiegoś nieistniejącego pokarmu, by za chwilę poderwać się tuż spod pędzących kół… Ryzykując w każdej sekundzie życie, żerują spokojnie w ptasiej nieświadomości… Wtedy, czekając na przystanku, nawet nie obserwowaliśmy gołębi. Po prostu staliśmy. Absurdalnie to my zdawaliśmy sobie sprawę, co zdarzy się za chwilę… Wtedy jeden z nich, po kolejnej fali samochodów, pozostał na jezdni. Z przetrąconym skrzydłem, nie mógł się wzbić. Oszalały bólem albo oszołomiony po uderzeniu poruszał się z rozpaczliwym wysiłkiem zranionych zwierząt. Natychmiast jeden z uczniów ruszył na ratunek rannemu ptakowi. Zadziałał impuls silniejszy niż rozsądek, szybszy niż wyobraźnia. W ostatniej chwili powstrzymałem go przed wbiegnięciem na jezdnię. Życie tego ptaka nie jest warte twojego życia – powiedziałem wtedy. Patrzyliśmy na gołębia i na nadjeżdżające pędem samochody. Zdarzenie pozbawione wirtualnego okrucieństwa.

Może Tove Jansson wyszła z założenia, że dziecko w swoich doświadczeniach i przemyśleniach powinno pozostawać niekiedy samo, bez niepotrzebnej ingerencji. To, czego doświadczamy, wymaga przemyśleń i samotności… Dlatego Muminek budzi się pewnego dnia w środku zimy z zimowego snu, choć nie powinien się obudzić, bo wszyscy jego przodkowie przesypiali ten czas. I nie może już zasnąć. Ponieważ nie dobudzi Mamy, najważniejszej osoby, nie będzie budził nikogo. Zimę musi przeżyć sam… Dana mu będzie możliwość poznania jej urody i grozy; tajemnicy istot, które nie zapadają w sen, i spraw, które dzieją się, kiedy inni śpią. I właśnie dlatego powie: Teraz mam wszystko. Mam okrągły rok. Jestem pierwszym Muminkiem, który żył przez cały rok. To inicjacja. Książka Jansson (Zima Muminków) adresowana dzieciom, dedykowana jest jednak matce autorki. Ma głębię odczytywaną przez dorosłego…

Idąc do kina na animację Zimy, liczyłem na to, że realizatorzy utrzymają klimat książki. Zwrócili się w stronę animacji retro. To powrót do kukiełek łódzkiego studia Se-Ma-For znanych widzowi 50+ z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Taka forma z jednej strony ryzykowna, z drugiej atrakcyjna dla dziecięcego odbiorcy – zakłada prymat dialogu nad obrazem. Czy w świecie dzieci i rodziców ze smartfonem taki film nie będzie porażką? Zresztą realizatorzy zekranizowali swoją, a nie książkową Zimę, dostosowując dialogi do współczesnego dziecięcego odbiorcy…

W kameralnym kinie Gdyńskiej Szkoły Filmowej na Magicznej zimie Muminków rozpiętość wieku – od trzech do sześćdziesięciu lat. Dziecięcy widzowie wytrzymują presję dialogu, choć nie wszyscy… Przeważają dzieci w wieku szkolnym, przyszły tu z rodzicami i dziadkami. To, że się nie nudzą sugeruje, że powrót do animacji z czasów dzieciństwa ich rodziców i dziadków jest możliwy…

Roland Maszka

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Dodaj komentarz

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z