Magdalena SŁABA: List do profesora Tolkiena,
którego nigdy nie wyślę

TSF Jazz Radio

List do profesora Tolkiena,
którego nigdy nie wyślę

Magdalena SŁABA

Prawniczka, Warszawianka, fanka wycieczek, zapamiętała miłośniczka Tolkiena, muzyki dawnej i kina europejskiego.

zobacz inne teksty autora

Dnia 3 stycznia 2017 roku, Warszawa

Szanowny Panie Profesorze!

.Urodziłam się w roku, w którym Pański najmłodszy Syn ośmielił się opublikować „Silmarillion”, jednak w formie zapewne dalekiej od tej, którą Pan sam zamierzał oddać do druku tuż po sukcesie „Hobbita”. Rzadko dostajemy od Losu to, czego chcemy – z reguły przychodzi wszystko, czego potrzebujemy, a jeszcze częściej to, czego potrzebują inni. „Władca Pierścieni” to była pilniejsza potrzeba…

Świat zmienił się od tamtego czasu. Teraz wieje już inny wiatr, po drogach krąży coraz więcej zubożałych, zgorzkniałych i rozczarowanych „sarumanów”, coraz bardziej wzbiera złość i Strach w świecie, gromadzi się i narasta pragnienie Zmiany, choć pewnie każdy chciałby czegoś głównie dla siebie, a ludzie przez to jakby nie ci sami.

Przeczytałam „Władcę Pierścieni” i „Hobbita” w wieku, w którym Frodo Baggins dziedziczy po Bilbie Bag End wraz z Pierścieniem. Znam właściwie wszystkie Pana dzieła, ponieważ poczułam się zobowiązana je znać, skoro istnieją.

Obejrzałam kinowe ekranizacje, których Pan się tak obawiał i uważam je już za klasyczne, nawet tego „Hobbita”, choć poziom przemocy wzrasta w nim niebezpiecznie (bo to taki dorosły „Hobbit”, dojrzały i  mroczny, a mój ulubiony Thorin nie jest tam już śmieszny w swej żądzy władzy i złota, jest tylko, do pewnego momentu, poddany rozpaczy i poczuciu wielkiej krzywdy; tylko że Pan by to inaczej, lepiej napisał). Nie sądzę, by przyniosły one szkodę Pana twórczości. Sam Pan kiedyś poczynił  rozróżnienie pomiędzy Sztuką a pieniędzmi. W kulturze popularnej chodzi głównie o pieniądze, choć może niekoniecznie samym artystom. Ale w Pana dziełach literackich nikt nie jest już w stanie zmienić ani litery. A na sposób percepcji czy recepcji Autor nie ma wpływu. Może tylko liczyć na to, że nie włączy się tryb areceptywny…

Byłam widzem (w Szkocji!) doskonałego monodramu na podstawie „Liścia dzieła Niggle’a”, a teraz kibicuję projektowi wystawienia musicalu opartego na motywach z Pańskiej biografii, której doskonałe opracowanie spod pióra znanego Panu doskonale Humphreya Carpentera uzupełnił niedawno John Garth z Oksfordu w książce „Tolkien and The Great War”. Ta nowa biografia zapewne przypadłaby Panu do serca, bo wiele w niej wzruszających (rzetelnie udokumentowanych) opowieści o członkach klubu T.C.B.S., Pańskich Najlepszych Przyjaciołach, z którymi kiedyś chciał Pan zmienić oblicze świata… W niedawno minionym roku wspominaliśmy setną rocznicę Pana udziału w bitwie nad Sommą, przez co powróciły swobodne dywagacje i poważne rozważania na temat wpływu tamtych tragicznych i jednocześnie niezwykłych doświadczeń na Pana twórczość. W tym roku wybieramy się nad Sommę w trakcie Wyprawy do Kornwalii – postaramy się odwiedzić w Pana imieniu Roberta Gilsona w Becourt.

Czytałam wiele krytycznych opracowań Pańskich utworów, a ostatnio mamy ich naprawdę w bród. Teraz szykuje się wydanie ciekawego dzieła o humorze Śródziemia (oraz o Pańskim własnym poczuciu humoru, co może Pana zafrapować…), a w przyszłym roku w maju z wielką pompą ukazane zostanie światu wydanie wszystkich Pańskich wersji opowieści o Berenie i Lúthien.

Niedawno w Polsce, obok tłumaczenia „Beowulfa” oraz „Opowieści o Kullervo”, wydana została książka „Legendy uświęcone. Twórczość J. R. R. Tolkiena a chrześcijaństwo” – trudno stwierdzić, czy Pan byłby zadowolony z tej publikacji, być może Pański umysł wzdragałby się przed takim „jednostronnego” podejścia do Pana pisarstwa, ponieważ unikał Pan i nie żywił ciepłych uczuć do literackiej apologetyki, wolał Pan, by w Pana dziełach było Światło, a nie wykład wiary, światło przemawiające swoim blaskiem, a nie argumentami. Żywimy jednak niejaką nadzieję, że byłby Pan skłonny docenić te wysiłki – mam wrażenie, że badając te motywy Pana twórczości, ocalamy to, co najważniejsze – w nas samych. Czy może uznałby Pan, że robimy to, czego Pan nie zdążył uczynić?

To, co mnie zawsze najbardziej frapowało w tej materii, to zadziwiający fakt, że Pańskie opowieści są uobecnianiem przez przypominanie.

Gdy Aragorn śpiewa o Lúthien albo Fangorn o łąkach Tasarinan, to jest to tak, jakby to się właśnie teraz „wydarzało”, i to na dodatek wydarzało się nam samym. Skutkiem tego jest po pierwsze budowanie wspólnoty pomiędzy słuchaczami, a bohaterami tych opowieści oraz pomiędzy współczesnymi czytelnikami, po drugie pielęgnowanie wdzięczności i poczucia sensu historii. Trudno nam celebrować tak własne życie…

Polscy Tolkieniści jeżdżą na Wyspę szukać Pana śladów nawet w najmniej oczywistych miejscach, publikując potem o tym rozmaite Relacje (jest Internet, ale zbyt wiele by wyjaśniać…). Przy okazji odkryłam, że naprawdę podoba mi się pisanie o przyglądaniu się światu w Drodze, o tym, dokąd wędrują myśli i skojarzenia, gdy przesuwam się od miejsca do miejsca, patrząc. I że to zajęcie jest właśnie bezinteresowne, ponieważ nikomu nie potrzebne. I że jak człowiek już sobie tak idzie, wcale nie szybko, to powstaje nagle wrażenie, że stoi się w miejscu, a świat dopiero wtedy porusza się wokół.

Znajomość z Panem otwiera wiele drzwi, w przenośni i dosłownie, sprowadza na nas rozmaite zaskakujące okoliczności i stawia przed nami wielu Znajomych. Z Wyprawami może już być związanych około pięćdziesięciu osób (wielu też kibicuje), a każdą z nich zaliczam do swoich Przyjaciół. Nawet jeśli coś nas kiedyś bardzo podzieli, zawsze będziemy mogli wrócić do rozmowy o Panu, o ile oczywiście po obu stronach będzie taka wola. Bądźmy realistami! Jest jednak nadzieja, że jeśli kiedyś zdarzy się nam zapomnieć, co to jest Przyjaźń, to „Władca Pierścieni” nam to wyjaśni. Podobnie, gdy będzie trzeba wytłumaczyć, co to jest odwaga, poświęcenie, godność, mądrość, wytrwałość, oddanie, miłość czy… śmierć.

Losy Pańskich przodków, pilnie śledzone przez zagorzałych miłośników badań genealogicznych, okazały się być związane z Gdańskiem (skąd wyemigrowali do Londynu), Królewcem oraz małą wsią Tołkiny na Mazurach (i jeszcze z paroma innymi miejscami); znaleźliśmy Tolkiena, który trudnił się w Gdańsku prowadzeniem księgarni, inny Tolkien był tam głową cechu kuśnierzy. Najnowsze wiadomości w tej materii są takie, że możemy wywieść Pana ród od pruskiej szlachty herbowej! Ta z kolei znalazła się w rządzonych przez Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie Prusach w drugiej połowie XIV wieku, skąd przybyła z… Saksonii, z okolic Gór Harzu. Znając Pański sentyment do kultury anglosaskiej śmiem twierdzić, że ta wiadomość byłaby dla Pana satysfakcjonująca. Może nawet Pan to w jakiś tajemniczy sposób przeczuwał…?

Siedem lat temu, wraz z lekturą „Władcy Pierścieni”, zaczęła się właściwa Historia mojego życia. Znajomość z Panem to Dar, który pozwala myśleć o swoim życiu nie jako o ciągu wydarzeń, ale jako o Całości, gotowej do tego, żeby ją (kiedyś) Komuś opowiedzieć. I to nie w taki sposób, że będę referować zdarzenie po zdarzeniu, kreśląc linię prostą. To by było okropnie nudne! Narysuję moje życie od razu od początku od końca, i opowiem, jak „najkrótszą drogą” (jak w tej zasadzie najkrótszego czasu Fermata) objęłam je jako Jedność prowadzoną przez Opatrzność. Oczywiście znam Zakończenie, ale to mnie nie powstrzymuje przed wyjściem za próg domu.  Wielu może się wydawać przy okazji, że to wyjście za próg musi od razu oznaczać Przygodę niczym Wyprawa do Ereboru. A to nie musi być spektakularna historia…

Śródziemie jest światem kontemplacji i medytacji, który uczy nas nowego Języka dla jego opisania (i dla opisania Tego świata). Języka, który można Widzieć. Zachwycający jest Pański pomysł, by Arda została wykreowana w Muzyce! Muzyka to matematyka. Matematyka to podstawa Projektu świata od jego początku do końca – coś takiego tylko Eru mógł stworzyć, tylko taka Kompozycja była na Jego miarę. Eru „pomyślał” świat w całości w jednej chwili! Nie ma lepszego źródła Sensu i Ufności. A jednocześnie, jak każda muzyka, było to dzieło spontaniczne, które z tego powodu nie może trwać wiecznie! I w którym Wszystko przeminie. Wielkie to źródło Pocieszenia.

Siła Pana pisarstwa tkwi w tym, że nie tworzył Pan jedynie literatury, a Literaturę o wymiarze Duchowym, albo inaczej Literaturę, która jest Językiem samym w sobie. Nie znam zbyt wielu innych przykładów takich dzieł. W polskiej literaturze współczesnej może Wiesław Myśliwski, zwłaszcza w powieści pod tytułem „Nagi sad”. Możemy powiedzieć o sobie, że „mówimy Tolkienem” albo „myślimy Tolkienem”. Ten duchowy wymiar literatury pomaga kształtować własną Duszę. A Dusza, która znajdzie swój Skarb, zamyka się na całą resztę. Co jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Niewiele umiemy teraz powiedzieć o duchowości, nawet w sferze religijnej, nie wspominając już o Kulturze (muzyce, poezji itp.). To, co w tym zakresie robimy, przypomina bardzo mocno taki obraz z pewnej współczesnej amerykańskiej powieści (nazwisko Autorki i tak nic Panu nie powie): w domu bohaterów mieszka współlokator, „chrześcijański fundamentalista”, którego papuga nauczona jest na każde przekleństwo, a nawet dziecko tu przeklina, wrzeszczeć z pokoju na piętrze: „Chwalmy Boga!”. Nie wierzymy, że opowieści mogą nam się przydać w życiu. Boimy się – i oszukujemy się, że to nieprawda. Nie wierzymy w opowieści, bo sądzimy, że w nich zawsze „żyli długo i szczęśliwie”, a my nie chcemy być okłamywani (a Bilbo, który wywołał całą tę awanturę z Pierścieniem, przecież tak dobrze to ujął: „żył długo i szczęśliwie, DO KOŃCA SWOICH DNI”). W Pana książkach jest każda prawda, nawet najtrudniejsza. Tylko obawiamy się ją usłyszeć…Jak się Panu udało pozostać dzieckiem pomimo skomplikowanej Historii Dzieciństwa?

W sumie, niezbyt wiele umiem w życiu. Potrafię milczeć, słuchać, patrzeć i czytać. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że do satysfakcjonującej lektury i przeżywania Pańskich utworów potrzebne jest… porzucenie myślenia. Myślenie tylko zaciemnia obraz, a my chcemy przecież Widzieć! Śródziemie ujrzeliśmy na własne oczy i jest ono bardziej realne, niż wszystkie światy tej Rzeczywistości. To proste zdarzenie uczyniło nas Widzącymi. Pan kiedyś przyznał, że to eskapizm, ja bym to nazwała wolnością. Słowo, które jest czynem i działaniem, i ma umiejętność stwarzania rzeczy, obdarza prawdziwą Wolnością – wolnością DO życia w każdym, nawet najczarniejszym ze światów, a dookoła nas teraz naprawdę niewesoło… Ta Wolność i te zalety Słowa, które otrzymaliśmy do wykorzystania, to nie jest jedynie możliwość – to zobowiązanie. Twórczość jest zobowiązaniem. Potrzeba wyrażenia siebie w twórczości jest jednocześnie koniecznością służenia innym. Z tego punktu widzenia życie jest ogromnie trudne…

Pisał Pan zupełnie Bezinteresownie,  a każdy czytelnik natychmiast to wyczuje, odpłacając Autorowi tym samym. Parafrazując słowa jednego z Apostołów, nie pisał nam Pan, jakbyśmy nie znali prawdy… Rozmyślając nad treścią mojego listu, „odkryłam” dla przykładu po raz kolejny, że we „Władcy Pierścieni” bohaterowie zwyciężają Zło nie-własną-siłą. Frodo nad Czeluściami Zagłady zawodzi, a gdyby nie działanie Opatrzności, która posłużyła się łotrem – Gollumem, trzeba by było opisać odmienny koniec Pańskiej opowieści o Wojnie o Pierścień: ani Aragorn pod Czarną Bramą, ani broniący Ereboru, Imladris czy Lórien nie mieliby najmniejszych szans. To jest jednak zdumiewające, że jesteśmy gotowi i chętni uwierzyć w Śródziemie, a we Wcielone Słowo i w Łaskę już nie każdy…

Pańskie słowa, czy to oryginalne, czy w tłumaczeniu na mój język ojczysty, składają się na Ikonę – Pana dzieła są Znakiem rzeczywistości niewidocznej dla oczu. Etymologia Pana nazwiska wskazuje, że wywodzi się ono od słowa „tolk”, co znaczy „tłumacz” („szaleńczo odważny tłumacz”, jeśli Pan woli). Pan jest dla nas Tłumaczem: z quenyi i sindarinu na angielski, z angielskiego na angielski, z języka mitu na język literatury itd.

Za wiarę w tę niewidoczną rzeczywistość jesteśmy często traktowani jak Dzieci – i to jest doprawdy wielki komplement.

Podejrzewam, i trochę jeszcze pamiętam, że dzieci postrzegają świat jako Inny, oddzielony od nas, zewnętrzny, odrębny, taki, za którym można tęsknić, którego można się naprawdę bać, który nas przejmuje i obchodzi, ponieważ Istnieje i jest Ogromny. Gdy dorastamy, świat kurczy się i staje się nami, ponieważ odrzucamy to, co odmienne. Ku naszemu zaskoczeniu stajemy się w ten oto sposób niezwykle samotni, właściwie osamotnieni. Nie spotykamy nikogo, kto spojrzałby na nas „od tamtej strony”, chyba że tak jak Pan mamy łaskę Wiary, którą przyjęliśmy i znamy naszego Boga…

Pana książki czynią z nas egoistów, jakbyśmy byli wszyscy hołubionymi przez rodziców jedynakami, ponieważ odzierają z hipokryzji, uczą oglądania samych siebie, swoich postaw i reakcji, zmuszają do analizy naszych charakterów, wyostrzają poglądy. Czy zmieniają nas w lepszych ludzi, to się dopiero okaże. Nie umiemy, a jestem coraz bardziej o tym przekonana, pisać o Pana twórczości. Zawsze w końcu zaczynamy coraz częściej i bardziej pisać, mówić czy tworzyć o sobie. Gdybyśmy tylko umieli zamienić to na Pańską zdolność tworzenia DLA siebie! Tak, żeby po dwudziestu latach powiedziano nam: A, to Tym się zajmowałeś ostatnio! To chodź teraz zabierz się za poważną Robotę!

Jest sporo zarozumiałości w pragnieniu bycia Nikim, a miałam do niedawna takie pragnienie – w Shire może to być poczucie wyższości wobec sąsiadów albo ochota, by przed nimi uciec. Po wyruszeniu w Świat trzeba się mu przedstawić z imienia i nazwiska (nawet fałszywego), trzeba na każdym kroku spodziewać się, że Świat będzie od nas czegoś żądał, nawet tego, byśmy przyjęli jego (niemy) Podziw, skoro nas uczynił Kimś. Lepiej mieć nadzieję stania się Przezroczystym, żeby przeświecał przez nas blask czegoś znacznie ważniejszego od nas. A Panu się to udało. Pan jest obecny i jednocześnie doskonale nieobecny w swoich książkach. Ciekawam, jak Pan sobie radził ze sławą. I jak Pańska Sława radziła sobie w Pana domu, skonfrontowana z realizmem Dzieci i surowym spojrzeniem Małżonki, a także w kolegium, w starciu z pragmatyzmem Kolegów Profesorów…

Swoim pisarstwem, które może lepiej zwać Świadectwem, zbudował Pan, jak Eärendil (który nam teraz świeci na zimowym niebie), nowego Vingilota niczym arkę. Jest Pan daleko, ale można się orientować według Pańskiej Gwiazdy. Światło tej gwiazdy to obietnica, z którą nas Pan zostawił. Obietnica odsieczy. Wskazuje kierunek i zostawia nadzieję.

 

lotr_tavern

Najlepsze życzenia ze wschodniej części Śródziemia na Pańskie sto dwudzieste piąte Urodziny!
Wy, którzy to teraz czytacie, spełnijcie tego wieczoru toast za zdrowie Adresata tym, co macie najlepszego!
The Professor!

Magdalena Słaba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam