Jakie produkty UE eksportuje do USA? Na czele listy farmaceutyki i samochody

Od 2014 roku wartość wymiany handlowej między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi wzrosła ponad dwukrotnie. W 2024 roku Unia osiągnęła rekordową nadwyżkę towarową w handlu z USA, podczas gdy deficyt w usługach – na korzyść Amerykanów – pogłębił się znacząco względem 2014 roku. Tu powstaje pytanie: jakie produkty UE eksportuje do USA? Na liście tej dominują lekarstwa, samochody oraz maszyny przemysłowe.
Jakie produkty UE eksportuje do USA?
.Według unijnych danych w 2024 roku całkowita wartość wymiany handlowej między UE a USA wyniosła 1,68 bln euro, około dwa razy więcej niż 10 lat wcześniej. Towary stanowiły 867 mld euro, a usługi – 817 mld euro. W 2024 roku Unia Europejska wyeksportowała do Stanów Zjednoczonych towary o wartości 532,3 mld euro, importując produkty za 334,8 mld euro. Dało to jej nadwyżkę towarową na poziomie 198 mld euro – niemal o 50 proc. wyższą niż dziesięć lat wcześniej.
Obecnie UE eksportuje do USA głównie: farmaceutyki (22,5 proc.), pojazdy (9,6 proc.) i maszyny przemysłowe, importuje zaś głównie surowce energetyczne (ropa, gaz) i farmaceutyki. Choć Stary Kontynent lepiej radzi sobie w handlu towarami z USA, to jednak „zaspał”, jeśli chodzi o usługi. W ciągu 10 lat deficyt UE w handlu nimi z USA znacznie wzrósł – z ok. 40 mld euro do blisko 70 mld euro.
Amerykanie zdominowali europejski rynek usług cyfrowych
.Jest to wynikiem dominacji USA w eksporcie usług cyfrowych, takich jak: oprogramowanie, platformy internetowe, przetwarzanie danych czy reklama online. To Amerykanie są właścicielami takich firm, jak Google, Apple, Microsoft, Meta, Amazon. Te firmy generują ogromne przychody ze sprzedaży w UE, a państwa członkowskie nie mają przedsiębiorstw, które mogłoby im dorównać siłą i skalą działania.
Amerykanie przeważają też w dziedzinie usług finansowych i konsultingu. Amerykańskie banki inwestycyjne, jak J.P. Morgan czy Goldman Sachs, fundusze zarządzające aktywami, jak BlackRock i Vanguard, czy firmy ubezpieczeniowe świadczą usługi wielu klientom europejskim. Amerykańskie korporacje zarabiają też ogromne środki na opłatach licencyjnych, patentach, znakach towarowych, np. w farmacji, czy sektorze nowoczesnych technologii.
Firmy amerykańskie, które działają na rynku europejskim, bardzo często nie płacą na nim podatków, a jeśli płacą, to niewielkie. Poprzez skomplikowaną sieć powiązanych z centralą spółek zyski często trafiają tam, gdzie podatki są niskie. To zwiększa wartość importu usług do UE. W efekcie UE „zarabia” na eksporcie do USA towarów, jak auta, farmaceutyki, maszyny, a USA na usługach cyfrowych, finansowych, intelektualnych.
Porozumienie handlowe USA-UE
.Unia Europejska wielokrotnie podejmowała próby wprowadzenia podatku cyfrowego, by opodatkować gigantów technologicznych, takich jak Google, Amazon czy Facebook. Bruksela planowała, że przychody z tego podatku zasilą unijną kasę, jednak ostatecznie – obawiając się eskalacji wojny handlowej z nową administracją prezydenta USA Donalda Trumpa i sankcji – wycofała się z tego pomysłu.
Obecnie trudno ocenić, jaki wpływ na wzajemne relacje gospodarcze będzie miało porozumienie handlowe zwarte w weekend w Szkocji. Wzrost amerykańskich ceł do 15 proc. może oznaczać spadek konkurencyjności UE w USA – konieczność podwyższania cen lub niższe zyski dla europejskich firm. Eksport do USA może spaść z powodu nowej taryfy celnej, a to poprawi saldo w handlu towarami na rzecz USA.
Według agencji AP ekonomiści szacują, że nowe warunki handlu mogą obniżyć PKB Unii Europejskiej nawet o 0,5 proc. Zdaniem tej agencji unijna branża motoryzacyjna ucierpi najbardziej. Media wśród potencjalnych „ofiar” nowych amerykańskich ceł wymieniają też unijny sektor chemiczny. Amerykańscy eksporterzy mają zyskać z kolei na obniżeniu niektórych ceł przez UE (np. na samochody z 10 proc. do 2,5 proc.). UE zobowiązała się też do zakupu m.in. energii z USA, co może oznaczać większy import na unijny rynek ropy czy gazu LNG z drugiej strony Atlantyku.
Stany Zjednoczone i Unia Europejska uniknęły autodestrukcyjnej wojny handlowej
.Joern Fleck z Atlantic Council uważa, że strony „uniknęły autodestrukcyjnej wojny handlowej” w najważniejszym na świecie partnerstwie gospodarczym. Podkreśla jednak, że prawdziwa ocena skuteczności umowy będzie możliwa dopiero po dopracowaniu szczegółów dotyczących taryf sektorowych i barier pozataryfowych.
L. Daniel Mullaney, były przedstawiciel ds. handlu USA, cytowany przez Atlantic Council, wskazuje z kolei, że mimo retoryki o „przywracaniu równowagi” 15-procentowe taryfy na towary z UE będą kontrowersyjne w Europie, mogą być postrzegane jako naruszenie międzynarodowych zasad handlu i doprowadzić do nowego konfliktu na linii Bruksela-Waszyngton.
Eksperci są zgodni, że szczegóły dotyczące sektora motoryzacyjnego (produkcji w USA i eksportu z UE) oraz otwierania europejskich rynków będą kluczowe dla oceny faktycznych ustępstw obu stron. Z kolei inny analityk Atlantic Council, Erik Brattberg, przypominał na stronach tego think-tanku, że obietnica zakupu przez UE amerykańskiej energii i sprzętu wojskowego ma charakter prawnie niewiążący, a wiele państw członkowskich i tak planowało takie transakcje. Ocenił też, że porozumienie ma znaczenie wykraczające poza handel – to jego zdaniem sposób na „utrzymanie zaangażowania Donalda Trumpa w Europie” w czasie kryzysu bezpieczeństwa.
Dryf strategiczny amerykańskiej polityki
.Politykę zagraniczną USA cechuje brak strategicznej wizji, określenia nadrzędnych celów. Waszyngton głównie reaguje na pojawiające się międzynarodowe wyzwania, które są drugorzędne z punktu widzenia rywalizacji z Chinami. W zakresie stosunków międzynarodowych polityka amerykańska dryfuje – pisze prof. Kazimierz DADAK w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Dryf strategiczny amerykańskiej polityki„.
Narodowa Strategia Obronna Stanów Zjednoczonych (National Defense Strategy – NDS) ze stycznia 2012 r. określiła obszar Indo-Pacyfiku jako kluczowe pole zmagań o utrzymanie przez USA przewodniej roli w świecie. Stąd prezydent Obama ogłosił „zwrot ku Azji”. Amerykańskie zaangażowanie w Europie i na Bliskim Wschodzie miało się zmniejszyć, a uwaga miała być skupiona na, mówiąc oględnie, powstrzymywaniu Chin. W wielkim łuku od północnego Pacyfiku, poprzez południowo-wschodnią Azję, do zachodnich rubieży Oceanu Indyjskiego leżą cztery z pięciu najludniejszych państw świata (Chiny, Indie, Indonezja i Pakistan). Jak można dowiedzieć się ze strony internetowej amerykańskiej CIA (The World Factbook), także z gospodarczego punktu widzenia region ten ma pierwszorzędne znaczenie. W realnych wartościach (PKB według parytetu siły nabywczej) cztery z pięciu największych gospodarek świata (Chiny, Indie, Rosja i Japonia) także tam się znajdują. W obu powyższych przypadkach jedynym państwem spoza tego regionu są Stany Zjednoczone. Każdy kolejny raport NDS powtarzał postulat „zwrotu ku Azji”, ale jak do tej pory, niewiele z tego wyszło.
Pierwsza kadencja Trumpa rokowała nadzieje, że Stany Zjednoczone przechodzą do ofensywy na tym odcinku. Wojna handlowa z Chinami była tego dobitnym dowodem. Podpisanie porozumienia z afgańskimi talibami było kolejnym krokiem uwalniającym Waszyngton od uciążliwego i mało istotnego zaangażowania. Ale na tym się skończyło. Kadencja Joe Bidena upłynęła pod znakiem porażek i chybionych decyzji. Sprawy ideologiczne, skupienie uwagi na kwestiach wewnętrznych i promowanie skrajnie lewicowych pomysłów zajęło zbyt wiele sił i środków, natomiast stosunki międzynarodowe – z wyjątkiem Ukrainy – zeszły na dalszy plan.
.Nieudolność w kończeniu obecności wojskowej w Afganistanie dała przedsmak tego, czego świat był świadkiem przez resztę tej prezydentury. Z punktu widzenia Polski wsparcie udzielone Ukrainie stanowi jasny punkt, aczkolwiek na ten temat można mieć różne poglądy. Faktem jest, że Putin nie najechał Ukrainy w czasach pierwszej kadencji Trumpa, i jest wysoce prawdopodobne, że do tego by nie doszło, gdyby Trump wygrał wybory w 2020 r. Natomiast w styczniu 2025 r. wojna już trwała niemal trzy lata i pomimo buńczucznych zapewnień nie dało się jej w takiej sytuacji zakończyć w ciągu 24 godzin. Trump natrafił na węzeł gordyjski i niestety jego ekipa też nie wypracowała strategii wyjścia z tego konfliktu. Zamiast tego mamy do czynienia z osobliwą sytuacją – pomoc wojskowa nadal dociera nad Dniepr (w ramach programu jeszcze uchwalonego w czasach Bidena), ale trudno sobie wyobrazić, żeby Trump mógł zmienić stanowisko o 180 stopni i samemu wystąpić o kolejny pakiet pomocowy. Pomysł, żeby Europa w całości wzięła na siebie ciężar pomocy Ukrainie, jest teoretycznie pociągający, ale będzie go trudno wcielić w życie. Europa nie jest w stanie sama wytworzyć potrzebnych materiałów wojennych, natomiast idea, żeby uzbrojenie kupować w USA, jest mało nośna po tej stronie Atlantyku.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-usa-dryf-strategiczny/
PAP/MJ