Abp Julian Yacoub MOURAD: Pokój w świecie, który o sobie zapomniał

Pokój w świecie, który o sobie zapomniał

Photo of Abp Julian Yacoub MOURAD

Abp Julian Yacoub MOURAD

Iracki duchowny Kościoła katolickiego obrządku syryjskiego, arcybiskup Himsu, zdobywca przyznawanego przez Watykańską Fundację Jana Pawła II Premio San Giovanni Paolo II 2025.

Chrześcijanie w Syrii żyją w cieniu lęku. Nie ma jasnej wizji przyszłości – ani politycznej, ani społecznej. Żyjemy w świecie, w którym niepewność stała się codziennością – twierdzi abp Julian Yacoub MOURAD w rozmowie z Michałem KŁOSOWSKIM

Michał KŁOSOWSKI: Pytanie najprostsze, a zarazem chyba najtrudniejsze dzisiaj: czym jest pokój w świecie takim jak nasz?

Abp Julian MOURAD: To pytanie wydaje się proste, ale w istocie dotyka samego serca ludzkiego doświadczenia. Pokój – pace – jest słowem religijnym, a zarazem uniwersalnym. To słowo, które od początku historii ludzkości niosło w sobie pragnienie każdego człowieka, każdej cywilizacji. Pokój to nie tylko brak wojny, nie tylko milczenie broni. Pokój jest darem i zadaniem jednocześnie. Jest codziennym wysiłkiem, cichą walką, którą toczymy w naszych sercach. A jednak w świecie dzisiejszym wydaje się ideą odległą. Czymś, o czym wszyscy mówią, a czego niemal nikt nie doświadcza naprawdę. To jak marzenie, które stale ucieka, choć biegnie się za nim całą duszą.

– Tym dla Księdza Arcybiskupa jest pokój? Marzeniem – po latach tego, czego był Ksiądz Arcybiskup świadkiem i czego doświadczył?

– Bez wiary, bez nadziei w Boga, który jest źródłem wszelkiego pokoju, człowiek nie potrafi tej idei dotknąć. Nie potrafi jej przyjąć, nie potrafi sprawić, by zamieszkała w środku. I to nieważne, wśród jakich okoliczności – nawet w chwilach wojen czy zniewolenia. Bo pokój nie jest w nas samych – on pochodzi spoza nas. Jest darem, który przychodzi, gdy człowiek otworzy serce na obecność Boga.

– Bez wiary nie ma pokoju?

– Pokój to także powołanie. To wewnętrzne przesłanie, które każdy człowiek nosi w sobie: żyć w pokoju, przynosić pokój, budować pokój. Ale – i to jest najważniejsze – nikt nie może żyć w pokoju sam. I dlatego nie możemy mówić o pokoju jako czymś, co posiadamy. On jest dany. Bo pokój rodzi się ze spotkania, z miłości. Tylko bowiem wtedy, gdy żyjemy w relacji z drugim człowiekiem, możemy doświadczyć, czym naprawdę jest pokój.

– Człowiek samotny nie może doświadczyć pokoju?

– Człowiek samotny może znać ciszę, ale nie zazna pokoju. Cisza bez miłości staje się pustką. A pokój – prawdziwy pokój – jest owocem miłości, obecności, wspólnoty.

– W 2015 roku był Ksiądz Arcybiskup więziony przez ISIS.

– Tak, dlatego znam dobrze smak samotności. Ale i poza niewolą w moim osobistym życiu wiele razy zdarzało się, że musiałem być sam. I wiem, jak trudno wtedy utrzymać w sobie światło pokoju. Samotność otwiera w człowieku pola walki, których istnienia wcześniej się nie przeczuwało. To walka wewnętrzna: z lękiem, z pamięcią, z samym sobą. I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, jak krucha jest jego dusza.

– Samotność jest dziś chyba jednym z podstawowych doświadczeń człowieka XXI wieku – bez względu na szerokość geograficzną.

– Myślę często o mężczyznach i kobietach w Syrii: o matkach, które zostały same, bo ich synowie uciekli, by przeżyć; o ojcach, którzy patrzą na puste domy swoich dzieci; o starszych ludziach, którzy mają dach nad głową, mają chleb, a mimo to nie mają pokoju. Bo pokój nie rodzi się z pełnej spiżarni, ale z obecności drugiego człowieka. Dlatego będę się upierać, że pokój nie jest faktem materialnym, lecz wyborem duchowym.

– Można nie wybrać pokoju świadomie, wybierając samotność, chcąc uciec od świata chaosu i zgiełku?

– Odpowiem przewrotnie: a iluż z tych ludzi nie wybrało samotności – zostali w nią wepchnięci? Jaką więc mogą odnaleźć w niej harmonię? Sam spędziłem cztery miesiące i dwadzieścia dni w więzieniu – prawie całkowicie sam. I wiem, że gdyby nie trzydzieści lat życia monastycznego, przygotowania duchowego, modlitwy, nie byłbym w stanie tego udźwignąć. Nawet wtedy jednak nie znalazłem pełnego pokoju. Jedyną więc drogą, która pozwoliła mi przetrwać tamten czas, była modlitwa: przede wszystkim modlitwa różańcowa. To ona mnie uratowała. Nie dlatego, że zmieniła rzeczywistość wokół mnie, lecz dlatego, że uspokoiła burzę wewnątrz mnie.

– Syria od wielu lat doświadcza wojny, migracji, cierpienia, biedy; trudno mówić o pokoju w takiej sytuacji. Jak dziś żyją chrześcijanie w Syrii? Jakie są ich największe nadzieje i największe lęki?

– Chrześcijanie w Syrii żyją w cieniu lęku. Nie ma jasnej wizji przyszłości – ani politycznej, ani społecznej. Żyjemy w świecie, w którym niepewność stała się codziennością. Wielu z nas wciąż cierpi z powodu prześladowań, ale trzeba powiedzieć jasno: w Syrii cierpi cały naród, nie tylko chrześcijanie.

– Czyli nie tylko chrześcijanie są ofiarami tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie?

– Chrześcijanie może nawet trochę mniej, bo nasza obecność i historia budzą pewien szacunek, również u naszych oprawców. Przez wieki dawaliśmy świadectwo wiary, pokoju, współistnienia. I wielu muzułmanów naprawdę to rozumie. Wielu z nich, mimo różnic, wciąż nas szanuje, bo wie, że w cierpieniu wszyscy jesteśmy tacy sami.

– Skąd więc w Syrii tyle zła?

– Głęboko w sobie naród syryjski jest narodem dobrym; ludzie są dobrzy. Ale polityka zbudowana na zemście nie pozwala nam żyć w pokoju.

– Sytuacja się nie poprawia?

– Do Syrii powraca wielu ludzi, którzy przez lata byli uchodźcami. Wracają do domów, ale ich serca są zranione. Wracają z bólem, z gniewem, z poczuciem niesprawiedliwości. Trudno jest budować przyszłość, kiedy dusze są przepełnione przeszłością. To jest największy dramat Syrii: nie tyle ruiny domów i miast, ile ruiny w sercach ludzi.

– Winna jest polityka?

– Taka polityka. Obecny system polityczny, oparty na przemocy i zemście, nie daje nadziei na prawdziwą stabilność. Rząd ponosi odpowiedzialność za wiele zła, zwłaszcza za to, co dzieje się w takich miejscach jak Hims. Tam codziennie dokonuje się przemoc, nawet jeśli świat już o tym nie mówi. Ludzie żyją w zamkniętym kręgu lęku i nienawiści, z którego nie widzą wyjścia. A przecież bez wyjścia z przemocy nie ma przyszłości.

– Co z tej perspektywy chciałby Ksiądz Arcybiskup przekazać Kościołowi w Europie i samej Europie, zwłaszcza młodym katolikom, którzy często nie znają doświadczenia prześladowania za wiarę, lecz mają przed sobą wiele innych pokus?

– Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nasze doświadczenie – moje i Kościoła w Syrii – nauczyło mnie, jak wielką moc ma solidarność, bardzo polska cecha. Bez wsparcia Kościoła w Europie, bez pomocy wspólnot i parafii wiele istnień nie przetrwałoby. Ta bliskość była jak most między cierpieniem a nadzieją. Dzięki tej pomocy chorzy mogli otrzymać leczenie, rodziny pożywienie i dach nad głową, dzieci zaś edukację. To nie są tylko gesty charytatywne, ale zbawcze. Bo każdy uczynek miłosierdzia przywraca światu odrobinę pokoju.

– I tak wracamy do tego, od czego rozpoczęliśmy, kwestii pokoju. Jak Kościół może ten pokój budować na ziemi?

– Wspólnota, która obejmuje cierpiących, to prawdziwe oblicze Kościoła. Kościół nie jest strukturą, ale rodziną. A w rodzinie nie pyta się, skąd jesteś, tylko jak można pomóc. To jest świadectwo, które Europa musi na nowo odkryć – że Kościół żyje wtedy, gdy służy. I tylko tak może budować pokój na ziemi. Potrzebujemy odnowienia ducha solidarności, większej wrażliwości między narodami, większego współczucia, więcej odwagi w miłości. Bo tylko w ten sposób można zbudować prawdziwy pokój. On w końcu nie rodzi się z negocjacji czy z traktatów. Pokój rodzi się z ofiary i zaczyna się tam, gdzie człowiek decyduje się dać coś z siebie dla dobra innych: swój czas, swoje umiejętności, swoją modlitwę, swoje życie.

– Przewrotnie: żeby budować pokój, potrzeba poświęcenia życia?

– Potrzebujemy ludzi gotowych jechać do Syrii, by leczyć, uczyć, pomagać, ofiarować swoje dary i talenty. Nie po to, by wspierać rząd czy politykę, ale po to, by wspierać drugiego człowieka. Nie mam wielkiej wiary w projekty polityczne tego świata. Mam natomiast wielką wiarę w ludzi: w dobro, które wciąż w nich mieszka, nawet jeśli świat próbuje je zagłuszyć.

Po prostu wierzę, że ludzie dobrej woli w Europie i gdziekolwiek indziej są w stanie pokonać logikę przemocy i nienawiści. Dlatego chciałbym powiedzieć wszystkim, którzy słuchają: jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Granice narodów nie mogą nas dzielić, jeśli naprawdę wierzymy w Boga, który jest Ojcem wszystkich. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi jednego Stwórcy. I jeśli o tym zapomnimy, zapomnimy także, czym jest pokój. A rozmowa o pokoju jest już pierwszym krokiem do jego odnalezienia.

Rozmawiał Michał Kłosowski

Tekst ukazał się w nr 73 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 stycznia 2026