
Pokój w świecie, który o sobie zapomniał
Chrześcijanie w Syrii żyją w cieniu lęku. Nie ma jasnej wizji przyszłości – ani politycznej, ani społecznej. Żyjemy w świecie, w którym niepewność stała się codziennością – twierdzi abp Julian Yacoub MOURAD w rozmowie z Michałem KŁOSOWSKIM
Michał KŁOSOWSKI: Pytanie najprostsze, a zarazem chyba najtrudniejsze dzisiaj: czym jest pokój w świecie takim jak nasz?
Abp Julian MOURAD: To pytanie wydaje się proste, ale w istocie dotyka samego serca ludzkiego doświadczenia. Pokój – pace – jest słowem religijnym, a zarazem uniwersalnym. To słowo, które od początku historii ludzkości niosło w sobie pragnienie każdego człowieka, każdej cywilizacji. Pokój to nie tylko brak wojny, nie tylko milczenie broni. Pokój jest darem i zadaniem jednocześnie. Jest codziennym wysiłkiem, cichą walką, którą toczymy w naszych sercach. A jednak w świecie dzisiejszym wydaje się ideą odległą. Czymś, o czym wszyscy mówią, a czego niemal nikt nie doświadcza naprawdę. To jak marzenie, które stale ucieka, choć biegnie się za nim całą duszą.
– Tym dla Księdza Arcybiskupa jest pokój? Marzeniem – po latach tego, czego był Ksiądz Arcybiskup świadkiem i czego doświadczył?
– Bez wiary, bez nadziei w Boga, który jest źródłem wszelkiego pokoju, człowiek nie potrafi tej idei dotknąć. Nie potrafi jej przyjąć, nie potrafi sprawić, by zamieszkała w środku. I to nieważne, wśród jakich okoliczności – nawet w chwilach wojen czy zniewolenia. Bo pokój nie jest w nas samych – on pochodzi spoza nas. Jest darem, który przychodzi, gdy człowiek otworzy serce na obecność Boga.
– Bez wiary nie ma pokoju?
– Pokój to także powołanie. To wewnętrzne przesłanie, które każdy człowiek nosi w sobie: żyć w pokoju, przynosić pokój, budować pokój. Ale – i to jest najważniejsze – nikt nie może żyć w pokoju sam. I dlatego nie możemy mówić o pokoju jako czymś, co posiadamy. On jest dany. Bo pokój rodzi się ze spotkania, z miłości. Tylko bowiem wtedy, gdy żyjemy w relacji z drugim człowiekiem, możemy doświadczyć, czym naprawdę jest pokój.
– Człowiek samotny nie może doświadczyć pokoju?
– Człowiek samotny może znać ciszę, ale nie zazna pokoju. Cisza bez miłości staje się pustką. A pokój – prawdziwy pokój – jest owocem miłości, obecności, wspólnoty.
– W 2015 roku był Ksiądz Arcybiskup więziony przez ISIS.
– Tak, dlatego znam dobrze smak samotności. Ale i poza niewolą w moim osobistym życiu wiele razy zdarzało się, że musiałem być sam. I wiem, jak trudno wtedy utrzymać w sobie światło pokoju. Samotność otwiera w człowieku pola walki, których istnienia wcześniej się nie przeczuwało. To walka wewnętrzna: z lękiem, z pamięcią, z samym sobą. I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, jak krucha jest jego dusza.
– Samotność jest dziś chyba jednym z podstawowych doświadczeń człowieka XXI wieku – bez względu na szerokość geograficzną.
– Myślę często o mężczyznach i kobietach w Syrii: o matkach, które zostały same, bo ich synowie uciekli, by przeżyć; o ojcach, którzy patrzą na puste domy swoich dzieci; o starszych ludziach, którzy mają dach nad głową, mają chleb, a mimo to nie mają pokoju. Bo pokój nie rodzi się z pełnej spiżarni, ale z obecności drugiego człowieka. Dlatego będę się upierać, że pokój nie jest faktem materialnym, lecz wyborem duchowym.
– Można nie wybrać pokoju świadomie, wybierając samotność, chcąc uciec od świata chaosu i zgiełku?
– Odpowiem przewrotnie: a iluż z tych ludzi nie wybrało samotności – zostali w nią wepchnięci? Jaką więc mogą odnaleźć w niej harmonię? Sam spędziłem cztery miesiące i dwadzieścia dni w więzieniu – prawie całkowicie sam. I wiem, że gdyby nie trzydzieści lat życia monastycznego, przygotowania duchowego, modlitwy, nie byłbym w stanie tego udźwignąć. Nawet wtedy jednak nie znalazłem pełnego pokoju. Jedyną więc drogą, która pozwoliła mi przetrwać tamten czas, była modlitwa: przede wszystkim modlitwa różańcowa. To ona mnie uratowała. Nie dlatego, że zmieniła rzeczywistość wokół mnie, lecz dlatego, że uspokoiła burzę wewnątrz mnie.
– Syria od wielu lat doświadcza wojny, migracji, cierpienia, biedy; trudno mówić o pokoju w takiej sytuacji. Jak dziś żyją chrześcijanie w Syrii? Jakie są ich największe nadzieje i największe lęki?
– Chrześcijanie w Syrii żyją w cieniu lęku. Nie ma jasnej wizji przyszłości – ani politycznej, ani społecznej. Żyjemy w świecie, w którym niepewność stała się codziennością. Wielu z nas wciąż cierpi z powodu prześladowań, ale trzeba powiedzieć jasno: w Syrii cierpi cały naród, nie tylko chrześcijanie.
– Czyli nie tylko chrześcijanie są ofiarami tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie?
– Chrześcijanie może nawet trochę mniej, bo nasza obecność i historia budzą pewien szacunek, również u naszych oprawców. Przez wieki dawaliśmy świadectwo wiary, pokoju, współistnienia. I wielu muzułmanów naprawdę to rozumie. Wielu z nich, mimo różnic, wciąż nas szanuje, bo wie, że w cierpieniu wszyscy jesteśmy tacy sami.
– Skąd więc w Syrii tyle zła?
– Głęboko w sobie naród syryjski jest narodem dobrym; ludzie są dobrzy. Ale polityka zbudowana na zemście nie pozwala nam żyć w pokoju.
– Sytuacja się nie poprawia?
– Do Syrii powraca wielu ludzi, którzy przez lata byli uchodźcami. Wracają do domów, ale ich serca są zranione. Wracają z bólem, z gniewem, z poczuciem niesprawiedliwości. Trudno jest budować przyszłość, kiedy dusze są przepełnione przeszłością. To jest największy dramat Syrii: nie tyle ruiny domów i miast, ile ruiny w sercach ludzi.
– Winna jest polityka?
– Taka polityka. Obecny system polityczny, oparty na przemocy i zemście, nie daje nadziei na prawdziwą stabilność. Rząd ponosi odpowiedzialność za wiele zła, zwłaszcza za to, co dzieje się w takich miejscach jak Hims. Tam codziennie dokonuje się przemoc, nawet jeśli świat już o tym nie mówi. Ludzie żyją w zamkniętym kręgu lęku i nienawiści, z którego nie widzą wyjścia. A przecież bez wyjścia z przemocy nie ma przyszłości.
– Co z tej perspektywy chciałby Ksiądz Arcybiskup przekazać Kościołowi w Europie i samej Europie, zwłaszcza młodym katolikom, którzy często nie znają doświadczenia prześladowania za wiarę, lecz mają przed sobą wiele innych pokus?
– Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nasze doświadczenie – moje i Kościoła w Syrii – nauczyło mnie, jak wielką moc ma solidarność, bardzo polska cecha. Bez wsparcia Kościoła w Europie, bez pomocy wspólnot i parafii wiele istnień nie przetrwałoby. Ta bliskość była jak most między cierpieniem a nadzieją. Dzięki tej pomocy chorzy mogli otrzymać leczenie, rodziny pożywienie i dach nad głową, dzieci zaś edukację. To nie są tylko gesty charytatywne, ale zbawcze. Bo każdy uczynek miłosierdzia przywraca światu odrobinę pokoju.
– I tak wracamy do tego, od czego rozpoczęliśmy, kwestii pokoju. Jak Kościół może ten pokój budować na ziemi?
– Wspólnota, która obejmuje cierpiących, to prawdziwe oblicze Kościoła. Kościół nie jest strukturą, ale rodziną. A w rodzinie nie pyta się, skąd jesteś, tylko jak można pomóc. To jest świadectwo, które Europa musi na nowo odkryć – że Kościół żyje wtedy, gdy służy. I tylko tak może budować pokój na ziemi. Potrzebujemy odnowienia ducha solidarności, większej wrażliwości między narodami, większego współczucia, więcej odwagi w miłości. Bo tylko w ten sposób można zbudować prawdziwy pokój. On w końcu nie rodzi się z negocjacji czy z traktatów. Pokój rodzi się z ofiary i zaczyna się tam, gdzie człowiek decyduje się dać coś z siebie dla dobra innych: swój czas, swoje umiejętności, swoją modlitwę, swoje życie.
– Przewrotnie: żeby budować pokój, potrzeba poświęcenia życia?
– Potrzebujemy ludzi gotowych jechać do Syrii, by leczyć, uczyć, pomagać, ofiarować swoje dary i talenty. Nie po to, by wspierać rząd czy politykę, ale po to, by wspierać drugiego człowieka. Nie mam wielkiej wiary w projekty polityczne tego świata. Mam natomiast wielką wiarę w ludzi: w dobro, które wciąż w nich mieszka, nawet jeśli świat próbuje je zagłuszyć.
Po prostu wierzę, że ludzie dobrej woli w Europie i gdziekolwiek indziej są w stanie pokonać logikę przemocy i nienawiści. Dlatego chciałbym powiedzieć wszystkim, którzy słuchają: jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Granice narodów nie mogą nas dzielić, jeśli naprawdę wierzymy w Boga, który jest Ojcem wszystkich. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi jednego Stwórcy. I jeśli o tym zapomnimy, zapomnimy także, czym jest pokój. A rozmowa o pokoju jest już pierwszym krokiem do jego odnalezienia.
Rozmawiał Michał Kłosowski
Tekst ukazał się w nr 73 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].





