Prof. Chantal DELSOL: Zachód myśli z lękiem o swojej śmierci!

Zachód myśli z lękiem o swojej śmierci!

Photo of Prof. Chantal DELSOL

Prof. Chantal DELSOL

Historyk idei, filozof polityki. Założycielka Instytutu Badań im.Hannah Arendt. Szefowa Ośrodka Studiów Europejskich na Uniwersytecie Marne-la-Vallée. Publicystka "Le Figaro". Określa się jako liberalna neokonserwatystka. Najnowsza jej książka to "Insurrection des particularités".

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autorki

We Francji w ostatnim dwudziestoleciu odbyły się dwa bardzo różne referenda – jedno krajowe, drugie europejskie. I w obu przypadkach odpowiedź ludu została odrzucona przez rządzących, którzy wybierali opcję przeciwną. Zamiast więc pomstować na antydemokratów amerykańskich zajmijmy się postawieniem ponownie na nogi naszej własnej demokracji – pisze prof. Chantal DELSOL

.Wpływ Zachodu, do niedawna jeszcze rozciągający się na cały świat, słabnie. Wszędzie podważa się nasze prawo międzynarodowe, poprzez które wyrażała się ambicja zastąpienia wojny przez porządek (nasz porządek). Zachód myśli z lękiem o swojej śmierci! Ta obawa przed dekadencją datuje się na XIX wiek. Druga połowa XX wieku, po upadku komunizmu, była wyjątkowo optymistycznym nawiasem, w którym uwierzyliśmy, że nasza demokracja zaprogramowana była na wieczne trwanie.

Dziś Zachód myśli już bardziej o tym, jak uratować swoje imperium i ile przyjdzie za to zapłacić. Debata toczy się wokół środków, jakie należy przedsięwziąć, choć może warto od razu postawić zasadnicze pytanie: czy zakładamy użycie wszelkich możliwych środków? A formułując to innymi słowy: czy cel jest aż tak ważny, żeby rozważać użycie wszelkich możliwych środków? A może są inne uświęcone zasady, ważniejsze niż samo uratowanie się? A z tego wynika kolejne pytanie, równie istotne: czy uratowanie Zachodu warte jest – gdyby była taka konieczność – podważenia demokracji?

.Podobne pytanie postawiono sobie dokładnie sto lat temu. Odpowiedzi były straszne: uratujemy się, obalając ustroje wolnościowe. Taki dyskurs dominował w Niemczech w latach 30., a także w różnych faszyzmach-korporacjonizmach tamtego czasu. Pisarz Miguel de Unamuno w słynnym wystąpieniu z 1936 roku zwrócił się do frankistów słowami: „Wygracie, ale nie przekonacie” (na co tamci odpowiedzieli: „Precz z intelektualistami i niech żyje śmierć!”).

Rzeczywiście frankizm odniósł zwycięstwo, ale nie przekonał, i nie sądzę, żeby stara Europa była gotowa poświęcić naszą demokrację, aby nas uratować (czy raczej: aby wszystko uratować prócz honoru). Odczuliśmy na własnym ciele, ile kosztuje użycie wszelkich możliwych środków do osiągnięcia celu, który się nadmiernie sakralizuje. Trudno byłoby sprawić, żebyśmy sami z siebie przyznali, że istnieje coś takiego jak „dobra dyktatura”. Mamy doświadczenia aż zanadto.

W bardzo odległych czasach Rzym zmienił ustrój, aby móc trwać: zniósł tak uświęconą, tak legendarną republikę i zastąpił ją cesarstwem. Grecja, o odmiennej niż Rzym mentalności, ze swoją demokracją poszła na dno niczym kapitan Titanica.

Wydaje się, że stara Europa jest jak tamta Grecja. W jakiś niejasny sposób, ale dobrze wie, że demokracja jest zmęczona, umniejszona do technokracji, niezdolna opierać się państwu socjalnemu czy też upadkowi woli, który produkuje rządzących zarazem gadatliwych i bezczynnych. Europejscy rządzący boją się jedynie ludu – co w demokracji jest nader dziwne.

.We Francji w ostatnim dwudziestoleciu odbyły się dwa bardzo różne referenda – jedno krajowe, drugie europejskie. I w obu przypadkach odpowiedź ludu została odrzucona przez rządzących, którzy wybierali opcję przeciwną. Zamiast więc pomstować na antydemokratów amerykańskich zajmijmy się postawieniem ponownie na nogi naszej własnej demokracji. Owszem, wolność jest świętszą wartością niż życie i zasługuje na to, by dla niej umierać – ale aby móc się do niej odwoływać, trzeba jeszcze potrafić szanować ją poprzez działania.

Spójrzmy na intelektualne i emocjonalne poruszenie na obu krańcach – wschodnim i zachodnim – Zachodu. W obu przypadkach Zachód żarliwie broni się, aby zachować swoją potęgę.

Światowy Rosyjski Sobór Ludowy w 2023 roku określił „operację specjalną” jako „świętą wojnę”, mającą na celu uratowanie Zachodu przed dekadencją płynącą ze starej Europy i Ameryki. Władze religijne i polityczne jednoczą się, aby nadać Rosji miano bastionu przeciwko siłom szatańskim, miano katechonu – siły, „która powstrzymuje” (za Świętym Pawłem).

Tą samą drogą podążają Stany Zjednoczone Donalda Trumpa. Na obecną administrację amerykańską mają wpływ nurty intelektualne, które również odwołują się do idei przedmurza, katechonu – rządzących, którzy powstrzymają Antychrysta. Inaczej mówiąc, po obu stronach Zachodu słychać narrację eschatologiczną, odwołującą się do demonów i innych sił zła i posługującą się mitami religijnymi. Narracja ta często przybiera formę mistycznego delirium, do którego dochodzą – w zależności od sytuacji – także jego pododmiany: delirium posthumanistyczne, ultrareligijne, apokaliptyczne etc.

Można dostać zawrotu głowy od tego wysypu szaleńczych, kaznodziejskich nawoływań produkowanych przez średnio rozumne umysły. Dawne mity i koncepcje religijne są instrumentalizowane, przeinaczane. Tłumaczy nam się, że stare demokracje są zużyte i bezsilne i że powinny zostać zastąpione bądź supertechnicystycznymi ludźmi (czy też maszynami), bądź monarchami absolutnymi.

.Amerykańska demokracja prawdopodobnie jest – lub przynajmniej można mieć nadzieję, że jest – zbyt solidna, aby pozwoliła się obalić ekstremizmom, które towarzyszą jej niczym karnawałowy orszak. Niemniej jednak panoszącej się w Stanach apokaliptycznej narracji stara Europa słucha z niedowierzaniem, gdyż wieki jej historii nakazują jej być nieufną wobec gnoz jawiących się jako choroby duszy w krajach umierającej nadziei. Bez wątpienia – i to się jej zarzuca – stara Europa tyle już przeżyła, że jej tchórzostwo utożsamia się z jej wyczerpaniem. Lecz posiada ona zbyt dużą kulturę, aby popaść w łatwe usprawiedliwienia czy dziecinne wymówki. Wie, że jej imperia upadają, i próbuje nieudolnie bronić się przed adwersarzami, nad którymi miała panować już zawsze. A ponieważ jej zasięg był rozległy, jej duch w świecie pozostaje żywy. W pewien sposób może liczyć na jakąś formę nieśmiertelności.

A jeśli odwołaliśmy się już do legendarnej pary: zniewolonego Greka i Rzymianina zdobywcy, to stara Europa woli rolę Polibiusza, którego wielka twórczość nadal nas inspiruje, od roli Scypiona Afrykańskiego Młodszego, którego podbicie Kartaginy, z perspektywy upływającego czasu, jest zamierzchłą historią.

Chantal Delsol

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 lutego 2026