
Obecne stulecie będzie stuleciem wzrostu znaczenia Indii
Stany Zjednoczone i Indie mają bardzo zbieżne interesy, jeśli chodzi o zapobieganie terroryzmowi czy zapewnienie wolności żeglugi na morzach i oceanach. Widzimy już zmiany we współpracy USA i Indii w dziedzinie obronności – zmiany, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. Mam nadzieję, że będziemy tę współpracę dalej rozwijać.
.Jedną z rzeczy, które zrobił prezydent Trump – niezależnie od tego, czy się go lubi, czy nie – jest to, że umożliwił tym z nas, którzy pracują w rządzie Stanów Zjednoczonych, ponowne przemyślenie pewnych fundamentalnych założeń dotyczących polityki zagranicznej, które przez wiele dekad nie były przedmiotem poważnej debaty ani dialogu.
Jeśli się nad tym zastanowić, świat, który wyłonił się po II wojnie światowej, miał bardzo jasną wizję amerykańskiej polityki zagranicznej. Na całym świecie – czy mówiliśmy o Malezji, czy o Montevideo w Urugwaju, czy o Malawi – dążyliśmy do powstrzymywania rozprzestrzeniania się komunizmu i Związku Sowieckiego. To właśnie było jednoczącą zasadą amerykańskiej polityki zagranicznej.
Indie przyjęły natomiast dość wyraźną strategię balansowania między Wschodem a Zachodem, w istocie współtworząc ruch państw niezaangażowanych, aby uniknąć opowiadania się po jednej ze stron tego konfliktu.
A potem – jak wiemy – na początku lat 90., Związek Sowiecki niemal z dnia na dzień zniknął. I, co dość dziwne, w tamtym momencie nigdy nie dokonano rzeczywistej oceny celów amerykańskiej polityki zagranicznej w świecie po zimnej wojnie.
Stany Zjednoczone były pod względem militarnym i dyplomatycznym obecne na całym świecie – znacznie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. A jednak zamiast przeprowadzić ważną debatę – zarówno krajową, jak i międzynarodową – o tym, jaki jest cel polityki zagranicznej USA po zimnej wojnie, po prostu pozwoliliśmy, by wszystko toczyło się siłą bezwładu.
Nigdy nie było momentu rozliczenia, w którym zadalibyśmy pytanie: jaki jest teraz sens polityki Stanów Zjednoczonych? Od czasu Pearl Harbor – kiedy zmobilizowaliśmy się do II wojny światowej – przeszliśmy niemal bezpośrednio do zimnej wojny. Tak więc od początku lat 40. do początku lat 90., przez 50 lat, mieliśmy bardzo jasne rozumienie tego, co robimy na świecie. Natomiast w ciągu ostatnich 35 lat – czyli prawie tak długo, jak tamten wcześniejszy okres – tak naprawdę nie mieliśmy żadnej spójnej wizji tego, co robimy na świecie i jaki jest cel amerykańskiej polityki zagranicznej.
.Prezydent Trump, poprzez swoją politykę zagraniczną „America First”, jasno powiedział, że naszym celem jest uczynienie naszego kraju bezpieczniejszym, silniejszym i bardziej zamożnym. Nie oznacza to, że nie chcemy podejmować działań, które sprzyjają również interesom innych krajów. Oznacza to jednak, że w amerykańskim rządzie celem polityki zagranicznej jest realizacja naszego interesu narodowego.
Nie jesteśmy organizacją charytatywną. Nie jesteśmy Organizacją Narodów Zjednoczonych.
Uważam, że istotą dyplomacji jest znajdowanie sytuacji typu win-win. Mówimy: tu jest interes jednego kraju, tu interes drugiego kraju – musimy znaleźć obszar, w którym te dwa kręgi się pokrywają. Wydaje mi się, że jest to bardzo ważny punkt, który w naszym kraju w dużej mierze utraciliśmy z pola widzenia, jeśli chodzi o podstawowy cel polityki zagranicznej.
Dlatego bardzo jasno powiedzieliśmy, że to jest nasz cel. A „America First” oczywiście nie oznacza „America Alone”, ponieważ niektóre z tych celów można osiągnąć właśnie poprzez współpracę z innymi krajami.
Niektórzy bardzo powierzchownie twierdzą, że jest to polityka izolacjonistyczna. Wcale nie. Nasz kraj nie stanie się bezpieczniejszy, silniejszy i bardziej zamożny poprzez odgradzanie się od świata. Ale jeśli angażujemy się w relacje ze światem, musimy być w stanie wyjaśnić naszym obywatelom, w jaki sposób te działania wzmacniają nasz kraj. Oczekujemy, że inne państwa również będą realizowały swoje interesy. Prezydent Trump chce uczynić Amerykę znów wielką, ale oczekuje, że premier Indii czy inni przywódcy także będą chcieli uczynić swoje kraje wielkimi.
.Suwerenność narodowa jest ostatecznie podstawą systemu międzynarodowego. Choć przez wiele lat wielu ludzi ogłaszało śmierć systemu westfalskiego, w rzeczywistości nadal jesteśmy zorganizowani jako państwa narodowe. Mamy konstytucję i oczekujemy, że inne państwa będą funkcjonować w podobny sposób.
W ostatnich dekadach nasza polityka zagraniczna stawała się coraz bardziej zbiurokratyzowana i przestała podlegać w pełni woli prezydenta – który przecież jest wybranym przedstawicielem narodu i który zgodnie z artykułem 2. naszej konstytucji sprawuje kontrolę nad polityką zagraniczną.
Zauważyliśmy, że proces tworzenia polityki zagranicznej był bardziej skupiony na samym sobie niż na rezultatach. Przez wiele lat odbywały się więc dialogi na wysokim szczeblu i liczne szczyty, a wszyscy przyznawali sobie nawzajem nagrody i gratulowali sobie, zamiast naprawdę zastanowić się, w jaki sposób służyć interesom naszych obywateli.
Ostatecznie musimy być w stanie powiedzieć naszym obywatelom: oto co nasza polityka zagraniczna dla was osiągnęła. Oto jak poprawia wasze życie.
Nie jest to coś, co prezydent Trump wymyślił sam. To sięga najwcześniejszych dni naszego państwa. Jeśli zajrzymy do tekstów założycieli Stanów Zjednoczonych na temat polityki zagranicznej, to zobaczymy, że mówią oni przede wszystkim o znaczeniu kontaktów handlowych z innymi krajami i o tym, jak ważne są one dla budowania naszego dobrobytu.
Stany Zjednoczone zostały obdarzone korzystną geografią – w porównaniu z wieloma innymi krajami mamy stosunkowo niewielu sąsiadów i znacznie mniej obaw przed inwazją lądową niż inne regiony świata. Dlatego możemy w dużej mierze koncentrować się na dyplomacji gospodarczej i handlowej jako kluczowym celu polityki zagranicznej. Prezydent Trump przywrócił ten element na pierwszy plan – jako powrót do naszych pierwotnych zasad.
Osobiście przejął też rolę przywódczą w polityce zagranicznej. Nie jest więc tak, że najważniejsze decyzje podejmowane są anonimowo w Departamencie Stanu. Decyzje wychodzą bezpośrednio od prezydenta i z Białego Domu – odzwierciedlają agendę polityczną przywódcy, a nie agendę tzw. „deep state”, która pozostaje taka sama niezależnie od tego, kto jest w Białym Domu.
Moja teza jest więc taka, że w ciągu ostatnich kilku dekad amerykańska polityka zagraniczna popadła w pewnego rodzaju toksyczną mieszankę moralizatorstwa i bezsilności. Uważaliśmy, że możemy jeździć po świecie i pouczać innych o wartościach, ale gdy inne kraje robiły coś wyraźnie sprzecznego z naszymi interesami, jedynie wyrażaliśmy zaniepokojenie albo publikowaliśmy ostro sformułowane oświadczenie. Prezydent Trump jasno powiedział, że chce być prezydentem pokoju. Uczynił z tego prawdziwy priorytet, podejmował wysiłki, aby pomagać rozwiązywać liczne konflikty na świecie, ponieważ system międzynarodowy, który odziedziczyliśmy, nie był w stanie sobie z tym poradzić. W dużej mierze jest to po prostu powrót do zdrowego rozsądku: określania, jaki jest problem i jak go rozwiązać. I w pewnym sensie jest to także akt oskarżenia wobec establishmentu polityki zagranicznej ostatnich dekad – było wiele rozmów o problemach, ale niewiele realnych rozwiązań.
.Często wpadamy w pułapkę: jeśli jakiś kraj robi coś, co nam się nie podoba, nakładamy sankcje, a potem wszyscy czują się moralnie usatysfakcjonowani – bez prawdziwej dyskusji o tym, czy sankcje są właściwe i czy przynoszą zamierzony efekt.
Prezydent dał nam więc w pewnym sensie wolność, by ponownie ocenić nasze relacje z innymi krajami i zobaczyć, jak możemy realizować nasze interesy, by jednocześnie sprzyjać interesom tych krajów.
Co to oznacza w relacji z Indiami? Nie da się zaprzeczyć, że obecne stulecie będzie w wielu aspektach stuleciem wzrostu znaczenia Indii. W naszym interesie – i także w interesie Indii – jest partnerstwo z Indiami. To kraj o niemal nieograniczonym potencjale. Jest obecnie najludniejszym państwem świata. Ma ogromne zasoby gospodarcze, ludzkie i inne, które sprawiają, że będzie jednym z krajów decydujących o przyszłości tego stulecia. Stany Zjednoczone bardzo chcą być częścią tego procesu i widzimy wiele sytuacji typu win-win w relacjach z Indiami.
Jesteśmy bardzo podekscytowani umową handlową, która jest już niemal gotowa. Może ona odblokować niemal nieograniczony potencjał. Dlatego bardzo chcemy skoncentrować się z Indiami na możliwościach gospodarczych i handlowych.
Ale Indie powinny także rozumieć, że nie zamierzamy powtórzyć błędów, które popełniliśmy w relacjach z Chinami 20 lat temu – pozwalając na taki rozwój rynków, który później sprawił, że w wielu obszarach gospodarczych Chiny zaczęły nas wyprzedzać.
Musimy upewnić się, że wszystko, co robimy, jest uczciwe wobec naszych obywateli. Ostatecznie to przed nimi odpowiadamy – tak samo jak rząd Indii odpowiada przed własnymi obywatelami.
Jeśli chodzi o sferę gospodarczą, przyszłość wygląda niezwykle obiecująco. Mamy przywódców, którzy zbudowali bardzo dobrą relację. Myślę, że podobnie rozumieją konieczność stawiania interesu własnego kraju na pierwszym miejscu. Wydaje się więc logiczne, że będziemy pogłębiać współpracę, a osobista więź między liderami może w tym pomóc. W ciągu najbliższych kilku lat możemy stworzyć fundament bardzo bliskiej współpracy między Indiami a Stanami Zjednoczonymi.
Mam nadzieję, że uda się nam wyjść poza model zimnowojenny, w którym Indie czuły się zobowiązane do trzymania Stanów Zjednoczonych na dystans. Możemy otwarcie współpracować w obszarach wspólnych interesów – a jest ich wiele.
Wspomnę krótko o bezpieczeństwie. Stany Zjednoczone i Indie mają bardzo zbieżne interesy, jeśli chodzi o zapobieganie terroryzmowi czy zapewnienie wolności żeglugi na morzach i oceanach. Widzimy już zmiany we współpracy USA i Indii w dziedzinie obronności – zmiany, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. Mam nadzieję, że będziemy tę współpracę dalej rozwijać. Praktycznie nieograniczone są możliwości naszej współpracy energetycznej.
.Nie jest też przypadkiem, że prezydent USA przysłał tu jednego ze swoich najbliższych doradców, ambasadora Gora. Prezydent Donald Trump naprawdę rozumie wartość tej relacji.
Wystąpienie zastępcy Sekretarza Stanu USA wygłoszone na Raisina Dialogue 6.03.2026 r.





