
Święty rytm życia
Regularne doświadczanie pewnych okresów samotności w naszym życiu prowadzi do prawdziwszego spotkania z samym sobą, Bogiem, innymi, światem i szatanem. Kiedy zaczynamy zmagać się z tymi podstawowymi rzeczywistościami, możemy poczuć się przytłoczeni pytaniem: „Dokąd zmierzam?”. To ważna kwestia, ponieważ podkreśla ona znaczenie zrozumienia samego siebie i podróży, do której Bóg nas zaprasza. Dlatego musimy lepiej pojmować siebie, jako osoby stworzone na obraz Boga i przeznaczone do życia z Nim po wieczne czasy – pisze bp Alfred C. HUGHES
.Jednak obraz chwały, w którym zostaliśmy stworzeni i do którego jesteśmy przeznaczeni, uległ zniszczeniu przez grzech. Musimy spojrzeć na tę kwestię realistycznie i zrozumieć głębsze źródła nieuporządkowania, które odziedziczyliśmy po pierwszych rodzicach. Mając tę świadomość, możemy prawdziwie odpowiedzieć na wezwanie do rozwijania szczególnego rodzaju miłości, która pomaga nam naśladować ofiarną miłość Pana.
Postęp w dawaniu siebie innym zależy od wykształcenia podstawowych nawyków, które będą go wspierać. A zatem ważne jest, by ze szczególną uwagą rozwijać sposób życia, który sprzyja zachowaniu równowagi, osiąganiu głębi i wyznaczaniu jasnego kierunku naszych dążeń. W tym celu zwrócimy się po inspirację do Benedykta i jego reguły.
Podstawowe informacje o Benedykcie
.W szóstym wieku, w którym żył Benedykt, ludy plemienne nadal masowo najeżdżały prowincje rzymskie. Nowe królestwa zaczęły powstawać w Anglii, Francji, Szkocji, Hiszpanii, południowych Niemczech, północnych Włoszech i na północy Afryki. Społeczeństwo było podzielone na dość ustrukturyzowane warstwy społeczne. Kilku bogaczy tworzyło w każdym mieście klasę wyższą. Sporą część ludności stanowili plebejusze: kupcy, rzemieślnicy i ludzie wolni. Jednak zdecydowana większość była w połowie niewolnikami, a w połowie wolnymi. Przysługiwały im pewne prawa, ale byli przywiązani do ziemi przez fikcje prawne i nie mieli możliwości poprawy swojego losu, przechodząc do handlu, wojska czy posługi w Kościele. Nie brakowało też niewolników. Moralność ówczesnych pozostawiała wiele do życzenia. Bardziej zdyscyplinowany sposób życia nie miał zbyt wielu zwolenników.
W tym okresie Kościół zaczął czynić znaczące postępy w ewangelizacji. Wielu Gotów przeszło na chrześcijaństwo. Wizygoci i Longobardowie osiedlali się na nowych terenach bez wszczynania konfliktów.
Jednak chrześcijaństwo na Zachodzie doświadczało takiego samego zastoju, jaki nastąpił na Wschodzie po zakończeniu wczesnych prześladowań. Ludzie nie przeżywali już zewnętrznych ataków na ich wiarę, ale w większości spoczęli na laurach. Stąd też rozwinął się tam ruch podobny do tego na Wschodzie, który polegał na poszukiwaniu bardziej radykalnego sposobu prowadzenia chrześcijańskiego życia.
Atanazy, wygnany z Aleksandrii do Trewiru, dzielił się w Rzymie monastycznym doświadczeniem Wschodu. Hieronim również przez jakiś czas przebywał na Wschodzie, by zgłębiać żywoty tamtejszych mnichów. Jan Kasjan spisał pierwsze podsumowanie duchowego nauczania przeznaczone dla zachodnich ascetów. Ambroży, Augustyn i Marcin z Tours eksperymentowali z różnymi formami życia monastycznego.
Święty Benedykt urodził się w Nursji, około roku 480. Jedyne informacje na temat jego życia zachowały się za sprawą św. Grzegorza, który spisał je w drugiej księdze Dialogów, prawie pięćdziesiąt lat po śmierci Benedykta. Znajdziemy tam głównie peany na temat jego życia i cudów.
Benedykt pochodził ze szlacheckiej rodziny i miał siostrę bliźniaczkę Scholastykę, która później również została świętą. Wczesną edukację odebrał w Rzymie. W wieku około dwudziestu lat opuścił dom rodzinny. Najwyraźniej kierowała nim miłość do kobiety, ale nie odpowiadała mu też rozwiązłość wielu jego rówieśników. Chciał wypracować taki styl życia, który pozwoliłby mu pełniej poświęcić się Bogu. W tym celu zaczął szukać systemu wsparcia.
Najpierw przez trzy lata był pustelnikiem. Pragnął wykształcić sposób życia, dzięki któremu mógłby utrzymać siebie i swoich towarzyszy. Początkująca wspólnota monastyczna w Subiaco błagała, by został jej opatem. Zgodził się i dzięki temu doświadczeniu założył wiele klasztorów i szkół, w tym Monte Cassino.
Benedykt stopniowo spisywał Regułę. Do jej najstarszych części należy prawdopodobnie osiem rozdziałów o wykroczeniach i jedenaście o oficjum. Niektóre ustępy – takie jak fragment poświęcony opatowi i cechom, które powinny go charakteryzować w relacji z mnichami – wydają się dopiskami do tekstów oryginalnych. Ostateczny dokument powstał po okresie znaczącego rozwoju życia monastycznego.
Nauka płynąca z Reguły
.Prolog Reguły św. Benedykta oddaje jej ducha. Rozpoczyna się od zachęty do posłuszeństwa:
Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa. Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa[1].
Posłuszeństwo serca i woli leży u podstaw nauczania Benedykta. Zachęcał on przyszłych uczniów do milczenia i słuchania sercem, do odwagi w opieraniu się pokusom, do wytrwałości i ufności, że Bóg da im siłę. Dla przyszłego świętego posłuszeństwo było warunkiem przejścia od skoncentrowanego na sobie sposobu życia do takiego, który jest prawdziwie otwarty na Bożą wolę. Uważa się, że to Benedykt jako pierwszy nazwał modlitwę opus Dei – dziełem Bożym. Według niego modlitwa wiąże się z działaniem. Benedykt określił w Regule, jakie podejście do modlitwy powinien prezentować mnich. Namawiał do czci, pokory, prostoty i zwięzłości.
Zachęcał również swoich uczniów, aby wykonywali swoją pracę na chwałę Boga. Chciał, aby modlitwa przenikała wszystkie ich wysiłki. Polecił mnichom, by zamiast wyznaczać czas na osobistą modlitwę, oddawali się lekturze, uczestniczyli w kontemplacyjnym rozważaniu liturgii godzin, a następnie wykonywali obowiązki w duchu modlitwy. Model ten był o wiele łatwiejszy do realizacji w kulturze agrarnej, którą cechowała głównie praca fizyczna, regulowana przez warunki klimatyczne. Chciał im pomóc uczynić z codziennych czynności akt uwielbienia. Dlatego o roli członka wspólnoty, który był odpowiedzialny za nadzorowanie pracy i narzędzi, Benedykt pisze tak: „Wszelkie przedmioty i w ogóle wszystko, co stanowi własność klasztoru, powinien szafarz traktować tak, jak gdyby to były naczynia święte z ołtarza”[2].
Święty miał głęboki szacunek do milczenia. Był przekonany, że cisza pozwala zdławić złe myśli, zanim wydostaną się one na zewnątrz w mowie i wpłyną na relacje międzyludzkie. Pragnął, by słowa pochodziły z serca i stawały się skarbnicą ducha Bożego. Ostrzegał, że zbędna mowa osłabia ducha kontemplacji. Benedykt uważał gościnność okazywaną wędrowcom za bardzo ważny przejaw miłości ze strony wspólnoty monastycznej. Dlatego pisał: „Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa, gdyż On sam powie: Gościem byłem i przyjęliście Mnie”[3].
Za największą przeszkodę Benedykt uznawał pychę, dlatego w swojej Regule poświęcił wiele uwagi potrzebie pokory. W rozdziale jej dotyczącym skupił się na tym, co uważał za główne wyzwanie w życiu duchowym. Nauczanie na ten temat przedstawił w formie dwunastu kroków czy też stopni prawdziwej pokory. Później Bernard z Clairvaux rozwinął to zagadnienie, tworząc klasyczny traktat o pokorze[4].
Praca w życiu chrześcijanina
.Jeśli chcemy w pełni zrozumieć nauczanie Benedykta, ważne, byśmy sprostali odpowiedzialności, którą powierza nam Bóg. Wiemy, że Pan polecił pierwszym rodzicom, by gospodarowali ziemią (zob. Rdz 2,15). Praca jest integralną częścią ludzkiego życia.
A jednak po upadku stała się uciążliwa (zob. Rdz 3,17). Pozbawia nas energii i sprawia, że oddalamy się od samych siebie. Często nie sprzyja zdrowemu podejściu do życia i odpoczynku. Jest to szczególnie widoczne w ostatnich stuleciach naznaczonych rewolucją przemysłową i technologiczną, a obecnie również cybernetyczną.
Naprawdę musimy wykonywać pracę świadomie, jeśli chcemy zachować człowieczeństwo. Ważne, byśmy potrafili włożyć w nią swój wyjątkowy umysł i serce. Może nam w tym pomóc udział w kształtowaniu swojego sposobu pracy. Nawiasem mówiąc, właśnie ta idea leży u podstaw wsparcia Kościoła dla związków zawodowych i jego nacisku na procesy konsultacyjne. Gdy zatrudnieni mają możliwość uczestniczenia w kształtowaniu warunków swojej pracy, zwiększa się szansa, że będą w nią osobiście zaangażowani. A to z kolei może humanizować doświadczenie pracy.
Musimy postrzegać pracę jako uczestnictwo w Bożej mądrości. Rozwijanie nowych technik i podejść nie jest tak ważne jak to, by nauczyć się odnosić do swojej pracy w sposób, który pozwoli doświadczać siebie jako prawdziwego partnera Boga w kształtowaniu życia na tym świecie. Niezwykle istotna jest kontemplacja, dzięki której odkrywamy głębszy sens naszych działań. Przykładowo, jeśli mamy się angażować w badania w dziedzinie fizyki, biologii, cybernetyki czy genetyki, ważne, byśmy robili to w sposób, który naprawdę czyni z nas współpracowników Boga. Będziemy chcieli unikać rozwoju technologii, które nie szanują tego, jak Bóg stworzył człowieka i otaczający go świat. To właśnie leży u podstaw współczesnego nauczania Kościoła na temat poszanowania praw natury w świecie i w nas samych. Gdy opracowujemy nowe sposoby wykorzystania energii jądrowej, troski o środowisko, wspierania płodności czy prowadzenia terapii genetycznych, wezwani jesteśmy do poszanowania natury, zarówno w kontekście środowiska, jak i osoby ludzkiej.
Jeśli chcemy podchodzić do pracy w życiodajny sposób, ważne, by jasno określić, co zależy od nas. Najczęściej nie będziemy mieli wielkiego wpływu na charakter naszej pracy. O wiele bardziej panujemy nad tym, jak wykonujemy swoje obowiązki. Większość z nas kończy w pracy, która akurat jest dostępna. Ale prawdziwy wybór dotyczy sposobu, w jaki angażujemy się w dane zajęcie.
Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że różnimy się temperamentami. Introwertycy koncentrują się na własnych myślach, uczuciach i zachowaniach; ekstrawertycy są zorientowani na działanie i reagowanie na bodźce zewnętrzne. Oczywiście żaden człowiek nie charakteryzuje się tylko jedną z tych skłonności, choć zwykle któraś z nich jest wyraźniejsza.
W związku z tym, autorzy literatury duchowej zastanawiali się nad przypadkiem Marty i Marii opisanym w Ewangelii według św. Łukasza (zob. 10,38–42). Maria siedziała u stóp Jezusa, słuchając Go uważnie, podczas gdy Marta, jej siostra, martwiła się o przygotowanie posiłku. Jezus upomniał Martę nie dlatego, że pracowała zamiast słuchać, ale dlatego, że skupiała się nie na tym, co trzeba. Straciła perspektywę!
Na przestrzeni wieków pisarze zwracali uwagę na fakt, że jeśli będziemy pracować w niewłaściwy sposób, utracimy postawę kontemplacyjną i zaczniemy podchodzić do swoich zajęć z większym niepokojem. Wyjaśniają, że w każdym z nas jest coś z Marty i coś z Marii. Celem jest nie tylko robienie różnych rzeczy, ale dostrzeganie, że na głębszym poziomie nie są one aż tak istotne. Powinniśmy bardziej się skupiać na prawdziwym znaczeniu tego, co robimy.
Podejście Benedykta zakładało, że mnisi powinni mieć czas na dostrzeganie, żeby nie dać się przytłoczyć działaniem. W plan dnia włączył także chwile świętego odpoczynku, który miał odnowić ludzkiego ducha. Chciał się przy tym upewnić, że jego bracia rozumieją, jak ważne jest przyjmowanie ciężarów nakładanych na nich przez przełożonego lub wynikających z piastowanego urzędu czy zakresu obowiązków. Ta duchowa zachęta dotyczyła znalezienia modlitewnego i pełnego miłości sposobu wypełniania swoich powinności.
Jako ludzie zaproszeni jesteśmy do wyboru nie tego, czy będziemy żyć lub pracować, ale tego, jak będziemy to robić. Zmagania z tym zagadnieniem sprawiły, że w owych czasach część młodych chrześcijan zdecydowała się podjąć próbę życia we wspólnocie. Pod kierunkiem Benedykta starali się ustalić schemat modlitwy, lektury duchowej, pracy i wspólnego wypoczynku. My także wezwani jesteśmy do rozwijania modelu życia, który sprzyja harmonii między ciałem a duszą, pomaga zrównoważyć obowiązki oraz zapewnia przestrzeń i czas na nadanie naszym działaniom celu i wewnętrznej głębi.
Niektóre implikacje dla nas
.Postęp w życiu chrześcijańskim i wytrwałość w dążeniu do świętości zależą od wypracowania prawdziwej, nawet jeśli elastycznej, reguły postępowania. Warto w tym celu przeanalizować, co robimy po przebudzeniu. O poranku skupiamy się na tym, jak spędzimy resztę dnia. Możemy ofiarować Bogu siebie i wszystko, co robimy, odwzajemniając Jego dar miłości do nas. Taka postawa pozwala nam przeżywać codzienne zajęcia jako akty uwielbienia. Nic nie musi być czysto świeckie. Najzwyklejsze czynności w kuchni czy podczas zakupów mogą zostać ofiarowane Bogu, jeśli stanowią wyraz modlitewnego daru z siebie.
Pewien dziennikarz spytał Matkę Teresę, co będzie robić, kiedy przekaże zwierzchnictwo nad zgromadzeniem Misjonarek Miłości siostrze Nirmali i przestanie odwiedzać królów i prezydentów. Przyszła święta odpowiedziała, że nie ma znaczenia, czy zajmujemy się wielkimi sprawami, czy czyszczeniem latryn. Liczy się to, w jakim stopniu kierujemy się miłością.
Z czasem przekonamy się, jak ważne jest to, by w ciągu dnia znaleźć choć parę krótkich chwil ciszy na modlitewną komunię z Bogiem. Dzięki temu będziemy w stanie podejść do naszej pracy z większym zrozumieniem jej znaczenia. Nawet niewielkie przerwy mogą przywrócić wewnętrzny spokój i poczucie celu.
Szczególnym czasem, zwłaszcza dla rodzin, może być również posiłek. Zawsze warto zwracać uwagę na tych, z którymi go spożywamy. To czas opowiadania o ludzkich doświadczeniach i rozwijania wspólnej tradycji. Dzieci mają wtedy możliwość zapoznania się z historią swoich rodziców.
Do naszego planu tygodnia będziemy chcieli również włączyć odpowiednie ćwiczenia fizyczne, spotkania towarzyskie, chwile samotności i czas na hobby. Zapragniemy znaleźć sposób, by wyraźnie odpowiedzieć na potrzeby innych. Będziemy musieli zapewnić sobie odpowiednią ilość snu, aby następnego dnia wstać z nową energią.

Schemat, który rozwijamy, należy przetestować w realiach mających wpływ na nasze życie. Nie chcemy popadać w ścisłą rutynę. Ta reguła musi być życiodajna. Najważniejsza jest asceza serca, dzięki której wewnętrzne popędy ulegają prawdziwej przemianie, by wspierać ofiarną chrześcijańską miłość.
Panie Jezu, przynoszę Ci wszystkie moje wewnętrzne słabości, które często zakłócają mój sposób życia i pracy. Ofiarowuję Ci siebie i wszystko, co robię. Weź to i uczyń godnym oddania Twojemu i mojemu Ojcu.
.Przyjmij dar mojego umysłu, mojej woli, a przede wszystkim mojego serca. Przyjmij też pracę moich rąk. Pomóż mi myśleć, osądzać i działać zgodnie z wolą Ojca. Spraw, by stało się we mnie to, czego sam nie mogę uczynić. Amen.
Alfred C. Hughes
Fragment książki „Święty rytm życia. Śladami mistrzów modlitwy„, Wydawnictwo W Drodze, 2026 r. [LINK]
[1] Św. Benedykt, Reguła, Prolog, https://www.benedyktyni.net/wspol-
nota-15016/regula-15019 (dostęp: 14.04.2025).
[2] Tamże, 31.
[3] Tamże, 53.
[4] Zob. Bernard z Clairvaux, O stopniach pokory i pychy, przeł. S. Kietłyka,
WAM, Kraków 1991.




