Niewdzięczni sojusznicy Ameryki [Pete HEGSETH]

Niewdzięczni sojusznicy Ameryki powinni podziękować prezydentowi Donaldowi Trumpowi za to, że zdecydował się wyeliminować zagrożenie dla świata ze strony Iranu – powiedział szef Pentagonu Pete Hegseth. Zapewniał też, że wojna nie będzie przedłużać się w nieskończoność.
„Irański reżim to bezpośrednie zagrożenie dla Ameryki, dla wolności i cywilizacji świata”
.Pete HEGSETH wykorzystał konferencję prasową w 19. dniu wojny z Iranem, by odeprzeć krytykę komentatorów i mediów na temat przebiegu wojny, zapewniając, że nie skończy się ona tak, jak skończyły się wojny w Iraku i Afganistanie.
– Media tutaj, nie wszystkie, ale znaczna część, chcą, abyście myśleli, zaledwie 19 dni po rozpoczęciu konfliktu, że zmierzamy ku bezkresnej otchłani, wiecznej wojnie lub grzęzawisku. Nic nie może być dalsze od prawdy – zapewniał szef Pentagonu.
Przekonywał, że administracja Donalda Trumpa jest skoncentrowana na jasnych celach i filozofii „America First”.
– Nasze cele pozostają niezmienne, jeśli chodzi o cel i plan: zniszczyć wyrzutnie rakiet i irańską bazę przemysłowo-obronną, aby nie mogli się odbudować, zniszczyć ich marynarkę wojenną i Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej – mówił Pete HEGSETH, wymieniając pasmo sukcesów militarnych, w tym uderzenia na 7 tys. celów w Iranie.
– Ostatnia praca, jakiej ktokolwiek na świecie teraz pragnie, to stanowisko starszego dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej lub Basidżu (sił paramilitarnych), tymczasowe prace, wszystkie, a biorąc przykład z admirała Ernesta Kinga z czasów II wojny światowej, postanowiliśmy dzielić ocean z Iranem: daliśmy im dolną połowę, przy dnie – mówił. Zaznaczył, że zniszczonych zostało 120 irańskich okrętów, w tym 11 okrętów podwodnych.
Pete HEGSETH chwalił postawę Izraela i bliskowschodnich sojuszników USA, lecz ganił „niewdzięcznych” sojuszników w Europie.
– (Irański reżim) to bezpośrednie zagrożenie dla Ameryki, dla wolności i cywilizacji świata, Bliskiego Wschodu, naszych niewdzięcznych sojuszników w Europie, a nawet część naszej prasy powinna powiedzieć prezydentowi Donaldowi Trumpowi jedno: dziękuję. Dziękuję za odwagę, by powstrzymać to państwo terrorystyczne przed trzymaniem świata jako zakładnika za pomocą pocisków, jednocześnie budując lub próbując zbudować bombę atomową. Dziękuję za wykonywanie pracy wolnego świata – mówił.
Europejscy „Niewdzięczni sojusznicy” w ogniu krytyki Waszyngtonu
.Pete HEGSETH potwierdził doniesienia o tym, że Pentagon złożył wniosek o dodatkowy pakiet środków na wojnę w wysokości ok. 200 mld dolarów. Przekonywał, że pieniądze te zostaną wydane na rekordowo szybkie uzupełnienie arsenałów. Obwinił też decyzje administracji poprzedniego prezydenta Joe Bidena o przekazywaniu broni Ukrainie za obecne problemy z dostępnością niektórych zaawansowanych typów amunicji.
Odnosząc się do kwestii izraelskich ataków na irańskie pole gazowe, które zdaniem prezydenta Donalda Trumpa odbyło się bez wiedzy USA, Pete HEGSETH przyznał, że Izrael „realizuje swoje cele”, lecz zaznaczył, że to USA „trzymają wszystkie karty” i że kontrolują losy Iranu, grożąc uderzeniami na instalacje naftowe, jeśli Teheran będzie kontynuował uderzenia na infrastrukturę energetyczną.
Występujący obok Pete’a Hegsetha przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Dan Caine poinformował, że siły USA przeprowadziły ataki na proirańskie bojówki w Iraku za pomocą śmigłowców Apache. Ujawnił też, że sojusznicy USA na Bliskim Wschodzie używają tych samych śmigłowców do strącania irańskich dronów.
Im dłużej Iran trwa w oporze, tym sytuacja USA jest trudniejsza
.Nie mam pojęcia, jak można było przypuścić, że obywatele Iranu, w dużej części przeciwni panującemu reżimowi, ale przecież reżimowi dysponującemu doskonałym i bezwzględnym aparatem represji, wyjdą od razu na ulice, by ten reżim obalić. Szanse na rychłą kapitulację władz, i to kapitulację właściwie bezwarunkową oraz totalną, były prawie zerowe – pisze prof. Jacek KORONACKI.
rzełom wieków XX i XXI upływał pod znakiem budowania przez amerykański establishment polityczny, w którym rząd dusz sprawowali tzw. neokonserwatyści, „życzliwej hegemonii” USA nad światem. Ich celem pierwszym była przebudowa Bliskiego Wschodu, mająca być przeprowadzona środkami wojennymi. Najbardziej wpływowy z neokonserwatystów, Norman Podhoretz, mówił w kontekście tej przebudowy o IV wojnie światowej (trzecią miała być – taką nomenklaturę stosował inny ważny neokonserwatysta, Eliot Cohen – zimna wojna zakończona rozpadem Związku Sowieckiego).
Dzień po tragedii w World Trade Center, a więc jeszcze przed inwazją USA na Afganistan, która nastąpiła 7 października 2001, inny wpływowy neokonserwatysta William Bennett powiedział w programie sieci telewizyjnej CNN, że Kongres musi ogłosić wojnę przeciw wojowniczemu islamowi i użyć do tego potężnej amerykańskiej siły militarnej. Bennett wymienił jako cel ataku na Bliskim Wschodzie Liban, Libię, Syrię, Irak oraz Iran (nota bene, nie wymienił Afganistanu, mimo że ten stanowił sanktuarium terrorystów Osamy Bin Ladena). W roku 2007 były sekretarz generalny NATO gen. Wesley Clark ujawnił, że Sekretarz Departamentu Obrony USA przedstawił w roku 2001 memorandum, w którym planował zaatakowanie i wymianę rządów w wymienionych krajach Bliskiego Wschodu oraz w Somalii i Sudanie w ciągu 5 lat.
Dwudziestego września 2001 r. czterdziestu najbardziej wpływowych neokonserwatystów wystosowało do Białego Domu list otwarty, instruujący Prezydenta George’a W. Busha jak ma wyglądać wojna z terroryzmem. List miał formę ultimatum. Aby zachować poparcie sygnatariuszy, oświadczono, prezydent musi wszcząć akcję przeciw Hezbollahowi, a także przeciw Syrii i Iranowi, jeśli te nie rozluźnią swoich związków z Hezbollahem, oraz musi obalić Saddama Husseina. Zaniechanie ataku na Irak, ostrzegli Busha, będzie wczesnym i być może decydującym poddaniem się w wojnie przeciw terroryzmowi.
Opowiedzenie się neokonserwatystów za zbrojną przebudową Bliskiego Wschodu nie wzięło się znikąd. Miesiąc przed inwazją na Irak 20 marca 2003 r. jeden z redaktorów Washington Post, Robert Kaiser, zacytował wysokiego rangą urzędnika administracji USA, który miał mu powiedzieć: dziś tu rządzą poplecznicy Likudu. Jako członków proizraelskiej sieci w administracji Kaiser wymienił Richarda Perle’a (w owym czasie doradcę prezydenta George’a W. Busha i szefa Rady Polityki Obronnej), Paula Wolfowitza i Douglasa Feitha (wiceministrów w Departamencie Obrony), Davida Wurmsera z Departamentu Obrony i Elliota Abramsa z Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
W roku 1996 Perle, Feith i Wurmser napisali dla premiera Netanyahu tekst pt. Czyste zerwanie: Nowa strategia zabezpieczenia terytorium kraju. Chodziło o zerwanie z duchem i literą porozumienia z Oslo (które były od początku równie chętnie gwałcone przez Autonomię Palestyńską Arafata). Konserwatywny komentator Patrick Buchanan przypominał w artykule z marca 2003 r., iż wedle strategii Perle’a, Feitha i Wurmsera, wrogiem Izraela pozostaje Syria, ale droga do Damaszku wiedzie przez Bagdad. Przypominał też: W roku 1992 przeciek sprawił, że do opinii publicznej dotarł ciekawy dokument z biura Paula Wolfowitza w Pentagonie. Memoriał Wolfowitza wzywał do amerykańskiej stałej wojskowej obecności na sześciu kontynentach, by „odstraszyć potencjalnych konkurentów od podjęcia prób odegrania bardziej znaczącej roli globalnej lub lokalnej”. Plan Wolfowitza został odrzucony za prezydentury George’a H. W. Busha, ale wrócono doń po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r.
Krótko mówiąc, neokonserwatyści byli częścią lobby izraelskiego. Byli też przekonani, że skoro świat stał się jednobiegunowy z USA jako jedynym mocarstwem zdolnym zapanować nad światem, to mocarstwo to powinno przyjąć rolę takiego hegemona, jakkolwiek „życzliwego”. Przeciwni utopii amerykańskiej „życzliwej hegemonii” oraz inwazji na Irak byli tzw. paleokonserwatyści, ale ci zostali pozbawieni za sprawą neokonserwatystów jakichkolwiek wpływów politycznych na przełomie lat 1980-tych i 1990-tych. Przeciwni im byli również polityczni realiści, ale byli ignorowani. Chęć promowania demokracji liberalnej jak świat długi i szeroki uważali nie tylko za nonsens, ale przede wszystkim zapowiedź klęsk USA w przyszłości, od klęski w Iraku poczynając. Jednak administracja przyjęła za swoją strategię proponowaną przez lobby izraelskie i tak zaczął się okres awanturniczej polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Amerykanie doświadczyli faktycznej klęski w Iraku i upokarzającego finału wojny w Afganistanie, nie mówiąc o kompromitującej interwencji w Libii.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-jacek-koronacki-iran-ad-2026-i-irak-dwadziescia-trzy-lata-temu/
PAP/MB





