Kwiecień 2026 zadecyduje o wyniku wojny w Iranie [Pete HEGSETH]

Szef Pentagonu Pete Hegseth zapowiedział 31 marca 2026 r., że nadchodzące dni będą decydujące dla operacji w Iranie. Ujawnił, że w dniach 28 i 29 marca 2026 r. odwiedził amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie. Podkreślił, że inne kraje powinny przygotować się do udziału w odblokowaniu cieśniny Ormuz.
Kwiecień 2026 zadecyduje o wyniku wojny w Iranie
.Pete Hegseth na konferencji prasowej zaznaczył, że celem amerykańskiej operacji jest zniszczenie irańskich pocisków, dronów, marynarki wojennej i zdolności projekcji siły. – Kwestia cieśniny Ormuz (…), to nie jest tylko problem Stanów Zjednoczonych – oznajmił, odnosząc się do blokowanej przez Irańczyków cieśniny. – Są na świecie kraje, które powinny się przygotować do tego, by również zaangażować się w sprawę tego krytycznego szlaku wodnego – dodał.
Oświadczył, że „głównym celem” USA jest dążenie do zawarcia porozumienia z Iranem. Dodał, że to prezydent Donald Trump uzna cele operacji za zrealizowane. Nie sprecyzował, ile jeszcze będzie trwać wojna.
Zaznaczył też, że USA wiedzą, że niektóre kraje przekazują wsparcie wywiadowcze Iranowi na temat amerykańskich celów. – Jeśli chodzi o Rosję i Chiny, wiemy dokładnie, co robią, a czego nie. Nie musimy mówić publicznie, o co w tym wszystkim chodzi, ale w razie potrzeby zajmujemy się tym, łagodzimy skutki lub stawiamy temu czoła – dodał.
Odnosząc się do możliwości skierowania sił lądowych do Iranu, odparł, że USA muszą pozostać „nieprzewidywalne”. Pete Hegseth oświadczył, że nadchodzące dni będą „decydujące” dla operacji. – Iran to wie i praktycznie nie mogą nic z tym zrobić z punktu widzenia militarnego – dodał. – Tak, będą wciąż wystrzeliwać pewne pociski, ale my będziemy je strącać – dodał. – Zejdą pod ziemię, ale znajdziemy ich – zapowiedział.
Pete Hegseth krytykuje NATO
.Podkreślił też, że liczba wystrzeliwanych przez Irańczyków rakiet i dronów spadła, a w ciągu ostatniej doby sięgnęła najniższego poziomu od początku wojny, która zaczęła się 28 lutego 2026 r.. Ocenił też, że w Iranie „doszło do zmiany reżimu”.
Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine powiadomił, że, korzystając z amerykańskiej dominacji powietrznej nad tym krajem, w przestrzeni powietrznej Iranu zaczęły prowadzić działania amerykańskie bombowce B-52. Dodał, że amerykańskie lotnictwo jest skoncentrowane na niszczeniu łańcuchów logistycznych, zasilających zakłady produkujące irańskie drony, pociski oraz przemysł stoczniowy. Generał podkreślił też, że zakres możliwości operacji wojskowych, po które mogą sięgnąć USA, jest szeroki.
Szef Pentagonu skrytykował również ponownie kraje NATO za to, że nie udzielają większego wsparcia USA w wojnie z Iranem. – Prezydent zwraca uwagę, że nie ma zbyt mocnego sojuszu, jeśli są kraje, które nie są gotowe, by stać przy tobie, gdy ich potrzebujesz. Po prostu zwraca na to uwagę. I koniec końców, to będzie jego decyzja w sprawie tego, jak to będzie wyglądać po zakończeniu (operacji) – podkreślił. Pete Hegseth przekazał też, że w dniach 28 i 29 marca 2026 r. odwiedził żołnierzy amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Nie ujawnił, w których bazach złożył wizyty.
Im dłużej Iran trwa w oporze, tym sytuacja USA jest trudniejsza
.Nie mam pojęcia, jak można było przypuścić, że obywatele Iranu, w dużej części przeciwni panującemu reżimowi, ale przecież reżimowi dysponującemu doskonałym i bezwzględnym aparatem represji, wyjdą od razu na ulice, by ten reżim obalić. Szanse na rychłą kapitulację władz, i to kapitulację właściwie bezwarunkową oraz totalną, były prawie zerowe – pisze prof. Jacek KORONACKI.
rzełom wieków XX i XXI upływał pod znakiem budowania przez amerykański establishment polityczny, w którym rząd dusz sprawowali tzw. neokonserwatyści, „życzliwej hegemonii” USA nad światem. Ich celem pierwszym była przebudowa Bliskiego Wschodu, mająca być przeprowadzona środkami wojennymi. Najbardziej wpływowy z neokonserwatystów, Norman Podhoretz, mówił w kontekście tej przebudowy o IV wojnie światowej (trzecią miała być – taką nomenklaturę stosował inny ważny neokonserwatysta, Eliot Cohen – zimna wojna zakończona rozpadem Związku Sowieckiego).
Dzień po tragedii w World Trade Center, a więc jeszcze przed inwazją USA na Afganistan, która nastąpiła 7 października 2001, inny wpływowy neokonserwatysta William Bennett powiedział w programie sieci telewizyjnej CNN, że Kongres musi ogłosić wojnę przeciw wojowniczemu islamowi i użyć do tego potężnej amerykańskiej siły militarnej. Bennett wymienił jako cel ataku na Bliskim Wschodzie Liban, Libię, Syrię, Irak oraz Iran (nota bene, nie wymienił Afganistanu, mimo że ten stanowił sanktuarium terrorystów Osamy Bin Ladena). W roku 2007 były sekretarz generalny NATO gen. Wesley Clark ujawnił, że Sekretarz Departamentu Obrony USA przedstawił w roku 2001 memorandum, w którym planował zaatakowanie i wymianę rządów w wymienionych krajach Bliskiego Wschodu oraz w Somalii i Sudanie w ciągu 5 lat.
Dwudziestego września 2001 r. czterdziestu najbardziej wpływowych neokonserwatystów wystosowało do Białego Domu list otwarty, instruujący Prezydenta George’a W. Busha jak ma wyglądać wojna z terroryzmem. List miał formę ultimatum. Aby zachować poparcie sygnatariuszy, oświadczono, prezydent musi wszcząć akcję przeciw Hezbollahowi, a także przeciw Syrii i Iranowi, jeśli te nie rozluźnią swoich związków z Hezbollahem, oraz musi obalić Saddama Husseina. Zaniechanie ataku na Irak, ostrzegli Busha, będzie wczesnym i być może decydującym poddaniem się w wojnie przeciw terroryzmowi.
Opowiedzenie się neokonserwatystów za zbrojną przebudową Bliskiego Wschodu nie wzięło się znikąd. Miesiąc przed inwazją na Irak 20 marca 2003 r. jeden z redaktorów Washington Post, Robert Kaiser, zacytował wysokiego rangą urzędnika administracji USA, który miał mu powiedzieć: dziś tu rządzą poplecznicy Likudu. Jako członków proizraelskiej sieci w administracji Kaiser wymienił Richarda Perle’a (w owym czasie doradcę prezydenta George’a W. Busha i szefa Rady Polityki Obronnej), Paula Wolfowitza i Douglasa Feitha (wiceministrów w Departamencie Obrony), Davida Wurmsera z Departamentu Obrony i Elliota Abramsa z Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
W roku 1996 Perle, Feith i Wurmser napisali dla premiera Netanyahu tekst pt. Czyste zerwanie: Nowa strategia zabezpieczenia terytorium kraju. Chodziło o zerwanie z duchem i literą porozumienia z Oslo (które były od początku równie chętnie gwałcone przez Autonomię Palestyńską Arafata). Konserwatywny komentator Patrick Buchanan przypominał w artykule z marca 2003 r., iż wedle strategii Perle’a, Feitha i Wurmsera, wrogiem Izraela pozostaje Syria, ale droga do Damaszku wiedzie przez Bagdad. Przypominał też: W roku 1992 przeciek sprawił, że do opinii publicznej dotarł ciekawy dokument z biura Paula Wolfowitza w Pentagonie. Memoriał Wolfowitza wzywał do amerykańskiej stałej wojskowej obecności na sześciu kontynentach, by „odstraszyć potencjalnych konkurentów od podjęcia prób odegrania bardziej znaczącej roli globalnej lub lokalnej”. Plan Wolfowitza został odrzucony za prezydentury George’a H. W. Busha, ale wrócono doń po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r.
.Krótko mówiąc, neokonserwatyści byli częścią lobby izraelskiego. Byli też przekonani, że skoro świat stał się jednobiegunowy z USA jako jedynym mocarstwem zdolnym zapanować nad światem, to mocarstwo to powinno przyjąć rolę takiego hegemona, jakkolwiek „życzliwego”. Przeciwni utopii amerykańskiej „życzliwej hegemonii” oraz inwazji na Irak byli tzw. paleokonserwatyści, ale ci zostali pozbawieni za sprawą neokonserwatystów jakichkolwiek wpływów politycznych na przełomie lat 1980-tych i 1990-tych. Przeciwni im byli również polityczni realiści, ale byli ignorowani. Chęć promowania demokracji liberalnej jak świat długi i szeroki uważali nie tylko za nonsens, ale przede wszystkim zapowiedź klęsk USA w przyszłości, od klęski w Iraku poczynając. Jednak administracja przyjęła za swoją strategię proponowaną przez lobby izraelskie i tak zaczął się okres awanturniczej polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Amerykanie doświadczyli faktycznej klęski w Iraku i upokarzającego finału wojny w Afganistanie, nie mówiąc o kompromitującej interwencji w Libii.
PAP/Natalia Dziurdzińska/MJ






