Prof. Jacek KORONACKI: Massimo Pigliucci jako zagadka

Massimo Pigliucci jako zagadka

Photo of Prof. Jacek KORONACKI

Prof. Jacek KORONACKI

Profesor nauk technicznych, doktor habilitowany nauk matematycznych, były długoletni dyrektor Instytutu Podstaw Informatyki PAN. W ostatnich latach zajmował się analizą molekularnych danych biologicznych.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Massimo Pigliucci jest człowiekiem Zachodu, którego to Zachodu nie byłoby, gdyby nie chrześcijańskie Średniowiecze. Ten ostatni fakt musi biologa i filozofa z Nowego Jorku uwierać – pisze prof. Jacek KORONACKI

.W numerze 73 miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze” możemy znaleźć artykuł Massima Pigliucciego, z wykształcenia biologa i filozofa, pt. Co jest nie tak z Oświeceniem [LINK]. Pigliucci wspomina pod koniec artykułu, że spotykał w swojej karierze naukowców, którzy rozważali kwestię dorobku Oświecenia „co najwyżej z intelektualną przenikliwością licealisty”. Niestety, artykuł napisany jest z podobną przenikliwością. Porusza wiele kwestii, wszystkie powierzchownie, i przeto przedstawia je w krzywym zwierciadle. W rezultacie wręcz nie sposób podjąć dyskusję z postawionymi tezami. Trudno nie zapytać, co może prowadzić profesora renomowanej uczelni, autora wielu książek, do napisania tekstu tak merytorycznie chybionego.

Zaskakuje już dobór krytyków Oświecenia, z którymi Massimo Pigliucci podejmuje dyskusję. Trudno o dobór bardziej jednostronny. Pomijając Roota Gorelicka, kanadyjskiego profesora biologii o dość egzotycznych poglądach, oraz Edwarda Saida, którego złożone spojrzenie na Oświecenie zbył Pigliucci jednym zdaniem, mamy wyłącznie neomarksistów oraz postmodernistów. A przecież znamy cały legion myślicieli, którzy patrzyli na Oświecenie z zupełnie innych perspektyw. Żeby wymienić tylko trzech: Max Weber bolał nad „odczarowaniem świata”, którego konsekwencją będzie stopniowe zniewolenie jednostki; Erik Voegelin wyjaśniał, dlaczego Oświecenie otworzyło drogę do rewolucji i totalitaryzmów i na czym polega nowożytna gnoza; Reinhart Koselleck dał dogłębną analizę utopijnych fundamentów Oświecenia oraz powstałej na tych fundamentach budowli. Ale wspomnienie o nich oraz legionie innych wymagałoby porzucenia przez Pigliucciego fundamentu jego myśli, który on sam tak w artykule streścił: „Nie istnieje żaden empiryczny dowód na istnienie »świata duchowego«, cokolwiek miałoby to oznaczać”.

Massimo Pigliucci jest człowiekiem Zachodu, którego to Zachodu nie byłoby, gdyby nie chrześcijańskie Średniowiecze. Ten ostatni fakt musi biologa i filozofa z Nowego Jorku uwierać, skoro wspaniały dorobek naukowy i filozoficzny okresu zwanego pełnym Średniowieczem pomija w swoim wyliczeniu „najświetniejszych okresów naszej historii” i woli wymienić np. cywilizację Majów. Ale spuśćmy zasłonę miłosierdzia nad tą Autora piętą achillesową.

Pierwszym i najważniejszym założeniem Massima Pigliucciego jest konsekwentny materializm – wszystko, co się może człowiekowi jawić jako niematerialne – duchowe – jest wynikiem przesądu oraz innych mechanizmów bądź to bezpośrednio dających się wyjaśnić przez biologię ewolucyjną, bądź też zrodzonych przez kulturę, która jest nadbudowywana nad tym, co ewolucja człowiekowi dała. Zdaniem Pigliucciego na przykład wiara w bóstwa – czy w Boga chrześcijan, wszystko jedno – jest zwykłym przesądem, który daje się wyjaśnić w ramach biologicznych mechanizmów ewolucji, jakkolwiek religia, a właściwie wielość religii – już nie. Religie powstawały w ramach ewolucji kulturalnej, która jest historycznie uwarunkowaną nadbudową nad ewolucją biologiczną i jest – to określenie Pigliucciego – „produktem ubocznym” ewolucji biologicznej. Zresztą niewykluczone, dodawał w książce Answers for Aristotle: How Science and Philosophy Can Lead Us to A More Meaningful Life, że dziejący się w ramach ewolucji dobór naturalny sprzyjał powstaniu religii w ich całej złożoności oraz wielości.

Napisałem, że konsekwentny materializm jest przez Pigliucciego założony. A przecież i wspomniana książka, i inne prace tego badacza mają dać uzasadnienie, iż właśnie materia to wszystko, co warto i można badać, i że wykroczenie w wyjaśnianiu siebie, naszego statusu ontycznego, poza to, co może dać doskonale zsekularyzowana nauka, jest błędem i najzwyczajniej nie ma sensu. Ewolucja pojęta na sposób darwinowski oraz jej produkty uboczne, np. zamieszkałe w doskonale przecież materialnym mózgu nasze wierzenia, dały światu tego człowieka, który jest, takiego, jakim on jest. Nie można wykluczyć, że bogowie istnieją, ale o tym nie wiemy. I nawet gdyby byli, dodaje Pigliucci, to nie mają na nas żadnego wpływu i w żaden sposób nie są nam potrzebni do znalezienia sensu życia oraz uzasadnienia naszych wyborów moralnych.

Problem Pigliucciego polega na tym, że nie jest w stanie swego poglądu uzasadnić. Udaje, że wyjaśnia fenomen języka, nawet nie dotykając tego, że potrafimy tworzyć (abstrahować) pojęcia obowiązujące uniwersalnie oraz rozumować logicznie, udaje, że wyjaśnia fenomen religii, ale cała jego wielka wiedza biologiczna nie może mu wystarczyć i przeto plącze się jak skądinąd dobry student, który nie chce się przyznać, że nie zna odpowiedzi na zadane pytanie. Starając się np. wykazać, że Bóg nie jest potrzebny do znalezienia faktycznego fundamentu naszych wyborów moralnych, bierze na warsztat dialog Eutyfron Platona i wykorzystuje słynny dylemat bohatera tego dialogu. Wszakże nie tylko spłaszcza myśl Platona, lecz nie chce też dostrzec, iż ów dylemat nijak się ma do tego Boga, w którego wierzy chrześcijanin (a co wyjaśnił, ale nie dość głęboko w to wyjaśnienie wniknął Pigliucci, już św. Tomasz z Akwinu i późniejsi jego komentatorzy to wyjaśnienie jeszcze rozjaśniali).

Szanuję „nowoczesny stoicyzm” Pigliucciego, jego stoickie przepisy na nasze życie codzienne, mądre się tym życiem cieszenie, rady, jak wsłuchiwać się w sumienie – bo prawo moralne jest we mnie (pytaniem jest, skąd się wzięło) – ale, powtarzając za kardynałem Józefem Ratzingerem, „ważne jest, czy świat pochodzi od tego, co nierozumne, a wtedy rozum jest tylko »produktem ubocznym« […] jego ewolucji, czy też świat powstał w wyniku rozumu i w konsekwencji jest ukształtowany według jego kryteriów i celów. […] Jednak rozum pochodzący od tego, co nierozumne, […] na koniec sam jest nierozumny”.

.Massimo Pigliucci przyjmuje, a nie potrafi tego udowodnić (ponieważ to najpewniej nieprawda), że jego i mój rozum „na koniec sam jest nierozumny”. Ale zaniechanie refleksji nad pierwszymi zasadami myśli i bytu, do czego namawia realizm poznawczy, wydaje się prowadzić do brania części za całość – w ogólności i w analizach szczegółowych. Jak to ujął w ostatnim zdaniu eseju Horror metaphysicus Leszek Kołakowski: „I czyż nie narzuca się podejrzenie, że gdyby ‘być’ nie było ‘do czegoś’, a świat pozbawiony sensu, to nie tylko nigdy nie zdołalibyśmy wyobrazić sobie, że jest inaczej, lecz nawet pomyśleć nie bylibyśmy w stanie tego właśnie, że ‘być’ nie jest w istocie ‘do czegoś’, a świat pozbawiony sensu?”.

Jacek Koronacki

Tekst ukazał się w nr 74 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 maja 2026