3536 miliardów euro długu. Państwo francuskie przed wyborami prezydenckimi 2027

Francja wchodzi w kampanię przed wyborami prezydenckimi 2027 z rekordowym zadłużeniem wynoszącym 3536 miliardów euro oraz coraz ostrzejszą debatą o kondycji państwa.
Nicolas Baverez, ekonomista i publicysta „Le Figaro”, uważa, że problem nie sprowadza się wyłącznie do finansów publicznych. Coraz więcej francuskich ekonomistów zwraca uwagę na narastające trudności edukacji, ochrony zdrowia, administracji i bezpieczeństwa, pytając, czy obecny model państwa pozostaje zdolny do sprostania wyzwaniom XXI wieku.
Francja w liczbach
| Wskaźnik | Wartość |
|---|---|
| Dług publiczny | 3536 mld euro |
| Dług publiczny | 117,5 proc. PKB |
| Wydatki publiczne | 1770 mld euro |
| Wydatki publiczne | 57,1 proc. PKB |
| Pracownicy sektora publicznego | 5,7 mln |
| Koszt obsługi długu (2026) | 77 mld euro |
| Prognoza kosztu obsługi długu (2029) | ponad 100 mld euro |
| Ranking PISA | 26. miejsce na 32 państwa |
1770 miliardów euro. Państwo wydaje coraz więcej
Francja pozostaje jednym z państw o najwyższych wydatkach publicznych w świecie rozwiniętym. Wydatki sektora publicznego osiągają 1770 miliardów euro, co odpowiada 57,1 proc. produktu krajowego brutto. Sam poziom wydatków nie musi jeszcze świadczyć o kryzysie. Pytanie brzmi jednak, czy przekładają się one na jakość usług publicznych.
Równocześnie państwo zatrudnia 5,7 miliona pracowników sektora publicznego. Dla porównania, Niemcy zatrudniają około 4,3 miliona, mimo że liczą społeczeństwo większe o około 18 proc. Od 2017 roku liczba pracowników administracji i sektora publicznego zwiększyła się o kolejne 326 tysięcy.
To właśnie tutaj Nicolas Baverez na łamach „Le Figaro” stawia jedną ze swoich najmocniejszych tez. Jak pisze, „rozkład usług publicznych nie wynika z braku środków finansowych ani zasobów ludzkich”. W jego ocenie problemem nie jest wielkość państwa, lecz sposób jego funkcjonowania. Wskazuje, że nadmierne koszty funkcjonowania administracji i usług publicznych sięgają około 150 miliardów euro rocznie względem średniej europejskiej, z czego ponad 50 miliardów euro wiąże z kosztami wynagrodzeń.
Ta diagnoza trafia w samo centrum francuskiego sporu politycznego. Przez dziesięciolecia rozbudowa państwa była uznawana za gwarancję bezpieczeństwa społecznego. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy dalszy wzrost wydatków rzeczywiście oznacza lepsze państwo.
3536 miliardów euro. Rekordowy dług publiczny
Jeszcze większe emocje budzi poziom zadłużenia Francji. Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku francuski dług publiczny osiągnął 3536 miliardów euro, czyli 117,5 proc. PKB. Dla porównania, w 1980 roku wynosił około 20 proc. PKB, a w 2000 roku około 59 proc. PKB. Od 2017 roku wzrósł o około 1300 miliardów euro.
Do tego dochodzą kolejne zobowiązania. Francja uczestniczy w finansowaniu wspólnego zadłużenia Unii Europejskiej, którego udział szacowany jest na około 180 miliardów euro, a przyszłe zobowiązania emerytalne liczone są już w bilionach euro. Równocześnie zadłużenie przedsiębiorstw odpowiada około 75 proc. PKB, a gospodarstw domowych około 60 proc. PKB.
Rosną również koszty obsługi długu. W 2026 roku mają one wynieść około 77 miliardów euro, a według wielu prognoz pod koniec dekady przekroczyć 100 miliardów euro rocznie, zbliżając się do 3 proc. PKB. Ważny jest także jeszcze jeden element: około 90 proc. francuskiego długu finansowane jest przez rynki kapitałowe, a około 52 proc. znajduje się w rękach inwestorów zagranicznych – oznacza to, że utrzymanie zaufania rynków staje się jednym z warunków stabilności finansowej państwa.
Niepokojąca diagnoza stanu Francji wpisuje się w szerszą debatę francuskich ekonomistów i intelektualistów dotyczącą przyszłości państwa. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” o narastających trudnościach francuskiego modelu gospodarczego, kryzysie konkurencyjności oraz potrzebie odbudowy zdolności państwa do prowadzenia długofalowej polityki pisali także inni francuscy autorzy. W ich analizach powraca wspólny motyw: problemem Francji nie jest wyłącznie wysokość długu, lecz coraz większa rozbieżność między rosnącymi wydatkami publicznymi a skutecznością instytucji państwa.
Kryzys państwa nie zaczął się wczoraj
Byłoby jednak błędem uznać, że wszystkie problemy opisane przez Nicolasa Bavereza są wyłącznie skutkiem ostatnich kilku lat. Rekordowy poziom zadłużenia, coraz większe trudności usług publicznych, spadek jakości edukacji czy narastające napięcia społeczne są rezultatem procesów, które rozwijały się przez wiele lat i obejmowały kolejne kadencje prezydenckie oraz kolejne rządy V Republiki. Emmanuel Macron przejął państwo stojące już wobec poważnych wyzwań finansowych i społecznych, a jego dwie kadencje nie tyle stworzyły ten kryzys, ile przyspieszyły ujawnienie jego najbardziej widocznych skutków.
To właśnie dlatego kampania prezydencka 2027 roku różni się od poprzednich. Coraz rzadziej toczy się wokół pojedynczych reform, a coraz częściej wokół pytania, czy francuski model państwa pozostaje zdolny do wykonywania swoich podstawowych funkcji. Nie jest przypadkiem, że podobne wątki pojawiają się zarówno w analizach ekonomistów, jak i w debacie politycznej prowadzonej przez kandydatów reprezentujących bardzo odmienne środowiska.
W opublikowanej wcześniej analizie poświęconej okresowi, w którym premierem Francji był Édouard Philippe, pokazaliśmy, że już w latach 2017–2020 podejmowano próby ograniczenia wydatków publicznych, zwiększenia konkurencyjności gospodarki oraz reformy administracji i rynku pracy. Reformy te przyniosły częściowe rezultaty, jednak nie odwróciły tendencji narastających od wielu lat. Zadłużenie nadal rosło, podobnie jak wydatki publiczne, a kolejne kryzysy — pandemia COVID-19, kryzys energetyczny oraz inflacja — dodatkowo zwiększyły presję na finanse państwa.
Diagnoza Nicolasa Bavereza wpisuje się zatem w znacznie szerszą debatę prowadzoną we Francji od wielu lat. Coraz więcej ekonomistów i autorów zwraca uwagę, że źródłem obecnych trudności nie jest pojedyncza decyzja jednego rządu, lecz stopniowe narastanie nierównowag między finansami publicznymi, wydolnością administracji, konkurencyjnością gospodarki oraz oczekiwaniami społecznymi wobec państwa. W tym sensie liczba 3536 miliardów euro długu nie jest początkiem tej historii. Jest raczej symbolem momentu, w którym wieloletnie procesy stały się niemożliwe do dalszego ignorowania.
Szkoła, szpital i bezpieczeństwo. Czy państwo działa tak, jak oczekują obywatele?
Dyskusja o finansach publicznych byłaby znacznie mniej intensywna, gdyby Francuzi mieli poczucie, że państwo skutecznie wykonuje swoje zadania. Tymczasem to właśnie jakość usług publicznych staje się jednym z najważniejszych tematów debaty.
W edukacji Francja uzyskała wyniki, które wywołały szeroką dyskusję po publikacji badań PISA. Kraj znalazł się dopiero w trzeciej dziesiątce państw objętych badaniem, a według przywoływanych analiz ponad połowa uczniów kończących collège nie opanowała w wystarczającym stopniu podstaw języka francuskiego lub matematyki. Dla państwa, które od czasów III Republiki uważało szkołę za fundament wspólnoty narodowej, jest to sygnał szczególnie niepokojący.
Podobne pytania dotyczą ochrony zdrowia. Coraz częściej zwraca się uwagę na wydłużający się czas oczekiwania na świadczenia oraz ograniczony dostęp do części najbardziej innowacyjnych terapii. W debacie pojawia się liczba 40 proc.– tyle nowoczesnych terapii i leków, według części analiz cytowanych przez Bavereza, pozostaje poza realnym zasięgiem francuskich pacjentów.
Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa. Zamieszki w Nowej Kaledonii, akty przemocy podczas masowych zgromadzeń czy kolejne przypadki brutalnych przestępstw sprawiły, że temat skuteczności państwa powrócił do centrum kampanii politycznej. Baverez formułuje tę ocenę bardzo zdecydowanie, pisząc, że „państwo utraciło kontrolę nad porządkiem publicznym”.
Coraz więcej francuskich ośrodków analitycznych zwraca uwagę, że pogarszająca się jakość usług publicznych przekłada się na zmianę zachowań wyborczych. Analizy Fundacji Fondapol pokazywały już wcześniej rosnące przekonanie, że państwo republikańskie nie realizuje w pełni swoich podstawowych funkcji. W konsekwencji pytania o bezpieczeństwo, szkołę, ochronę zdrowia czy sprawność administracji stają się jednym z najważniejszych tematów kampanii prezydenckiej 2027 roku.
Dlaczego właśnie teraz?
Jeszcze kilka lat temu podobne diagnozy pozostawały przede wszystkim przedmiotem debat ekonomistów i ekspertów finansów publicznych. Dziś stają się jednym z głównych tematów francuskiej debaty politycznej. Rosnące stopy procentowe sprawiły, że dług przestał być jedynie wielkością księgową. Coraz wyższy koszt jego obsługi ogranicza możliwości finansowania innych polityk publicznych, a jednocześnie zbliżająca się kampania prezydencka zmusza kandydatów do przedstawienia odpowiedzi na pytanie o przyszłość francuskiego państwa.
Wybory 2027 będą również referendum nad państwem
Kampania prezydencka 2027 roku będzie oczywiście kampanią o migracji, bezpieczeństwie, gospodarce i pozycji Francji w Europie. Jednak pod wszystkimi tymi tematami znajduje się jeszcze jedno pytanie: czy obecny model państwa jest zdolny sprostać wyzwaniom XXI wieku?
Jordan Bardella i obóz Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen wskazują przede wszystkim na konieczność odzyskania kontroli nad granicami, bezpieczeństwem i finansami państwa. Édouard Philippe akcentuje potrzebę reform administracji i odpowiedzialności budżetowej. Bruno Retailleau łączy kwestie bezpieczeństwa z reformą instytucji państwowych. Jean-Luc Mélenchon proponuje odpowiedź opartą na większej redystrybucji i silniejszej roli państwa w gospodarce. Choć proponowane rozwiązania są odmienne, niemal wszyscy uczestnicy kampanii będą musieli odpowiedzieć na pytanie o kondycję francuskiego państwa.
To właśnie dlatego analiza Nicolasa Bavereza wywołała tak szeroką dyskusję. Nie sprowadza się do prostego wezwania do ograniczenia wydatków. Jest próbą pokazania związku między finansami publicznymi, jakością administracji, edukacją, ochroną zdrowia, bezpieczeństwem i zdolnością państwa do prowadzenia samodzielnej polityki.
Francja wielokrotnie w swojej historii przeprowadzała głębokie reformy instytucjonalne i gospodarcze. Pytanie, które coraz częściej pojawia się przed wyborami prezydenckimi 2027 roku, brzmi jednak inaczej: czy tym razem reforma zostanie przeprowadzona z własnej inicjatywy, czy też zostanie wymuszona przez rosnący ciężar długu, presję rynków finansowych i ograniczenia budżetowe. W tym sensie spór o 3536 miliardów euro długu nie jest wyłącznie debatą ekonomistów. Staje się jednym z najważniejszych sporów politycznych współczesnej Francji.
Nie jest przypadkiem, że niemal wszyscy liczący się kandydaci do Pałacu Elizejskiego mówią dziś o potrzebie odbudowy państwa. Różnią się receptami, lecz zgadzają się co do diagnozy: Francja weszła w okres, w którym samo zwiększanie wydatków publicznych nie wystarcza już do utrzymania jakości usług publicznych ani zaufania obywateli. W tym sensie liczby przywoływane przez Nicolasa Bavereza nie są jedynie rachunkiem ekonomicznym. Stają się jednym z kluczy do zrozumienia kampanii prezydenckiej 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
Paryż






