
Koalicja Biznesowa zamiast Obywatelskiej
Rząd miał uporządkować najem krótkoterminowy, ochronić mieszkańców i dać samorządom narzędzia do działania. Na ostatniej prostej z projektu usunięto jednak najważniejsze rozwiązania. Został rejestr i obietnica reakcji, gdy uciążliwości będą się powtarzać. Tylko ile nieprzespanych nocy musi zaliczyć obywatel, zanim państwo uzna, że jego problem jest wystarczająco poważny? – pisze Paulina MATYSIAK
.Jest druga w nocy. Za ścianą trwa kolejna impreza. Ktoś krzyczy na balkonie, ktoś inny pomylił piętra i próbuje otworzyć nie swoje drzwi. Po klatce schodowej jeżdżą walizki, przed wejściem stoją obcy ludzie, a rano na korytarzu zostaną butelki, śmieci i ślady po gościach, których już nigdy więcej nie zobaczymy. A następnego dnia przyjadą kolejni.
Dla właściciela lokalu to dobrze działający biznes i zwrot z inwestycji. Dla turysty zaś niedrogi nocleg w centrum miasta. A dla człowieka mieszkającego obok? Cóż, jego mieszkanie, na które często pracował przez całe życie albo zaciągnął kredyt na 30 lat, zamiast być bezpiecznym domem, zamienia się w sąsiedztwo całodobowego hotelu bez recepcji i pracownika odpowiedzialnego za porządek.
Tak właśnie wygląda spór o najem krótkoterminowy. Nie chodzi w nim o to, czy ktoś może raz na jakiś czas wynająć wolny pokój albo swoje mieszkanie podczas wyjazdu. Najem na doby dawno przestał być wyłącznie niewinnym dorabianiem. W atrakcyjnych częściach największych miast i kurortów stał się profesjonalnym biznesem, w którym pojedyncze osoby i firmy zarządzają wieloma lokalami. Koszty tej działalności ponoszą jednak sąsiedzi i całe społeczności.
Znacznie ważniejsze jest to, czego w przyjętym projekcie zabrakło. Z ustawy usunięto bowiem możliwość wyznaczania przez samorządy stref, w których najem krótkoterminowy byłby ograniczony albo niedopuszczalny. Nie przyznano też mieszkańcom wspólnot i spółdzielni prawa do decydowania, czy w ich budynku może działać kilka lub kilkanaście mieszkań-hoteli. Zrezygnowano również z części wcześniej rozważanych wymogów bezpieczeństwa przeciwpożarowego.
Projekt nie odpowiada więc na zasadnicze pytanie: kto ma prawo decydować o charakterze miejsca, w którym ludzie mieszkają? Bo według rządu na pewno nie ci ludzie.
Tymczasem na ostatnim etapie prac zwyciężyło przekonanie, że samorządom nie można dać zbyt dużej swobody, a wspólnotom nie należy pozwalać decydować o własnych budynkach. Postulat usunięcia możliwości tworzenia stref zgłaszał między innymi niemiecki oddział amerykańskiej platformy Airbnb, a ostateczna zmiana projektu odpowiadała tym oczekiwaniom.
W Sejmie poprosiłam ministra sportu Jakuba Rutnickiego, aby wyjaśnił, dlaczego jego resort wykreślił przepisy dające gminom możliwość ograniczania najmu na określonych terenach. Zapytałam wprost, czy ministerstwo kieruje się polską racją stanu, czy interesem zagranicznej korporacji.
Minister odpowiedział, że zabiera głos w imieniu ponad 6 mln Polaków, którzy dzięki najmom krótkoterminowym mogą taniej spędzać wakacje nad morzem i w górach. Mówił o dziesiątkach tysięcy osób prowadzących działalność gospodarczą i apelował o „więcej wiary w Polaków” oraz „więcej wiary w przedsiębiorczość”. Dziwna to wiara, jeśli de facto ma oznaczać prawo do przerzucania kosztów działalności na innych ludzi.
Hotel musi spełniać określone wymogi. Ma recepcję lub obsługę, zasady bezpieczeństwa, drogi ewakuacyjne i osobę, do której można zwrócić się w razie problemu. Tymczasem mieszkanie może zostać przekształcone w całoroczny obiekt noclegowy bez zgody ludzi, którzy mieszkają za jego ścianą. Gdy coś się dzieje, sąsiedzi mają dzwonić na policję, zbierać dowody i czekać, aż awantury staną się stałym elementem krajobrazu. Tu właśnie ujawnia się prawdziwy problem. Dla rządu mieszkanie zbyt często jest przede wszystkim inwestycją i źródłem przychodu. Dopiero później staje się domem. Dlatego argument o oszczędnościach zainwestowanych w lokale brzmi dla ministrów poważniej niż głos ludzi, którzy zainwestowali wszystkie swoje oszczędności w mieszkanie po to, żeby w nim po prostu mieszkać.
.Państwo powinno stać po stronie tych, którzy w mieszkaniu żyją, a nie przede wszystkim tych, którzy na nim zarabiają. Mająca większość w rządzie Koalicja Obywatelska swoją obywatelskość już dawno zatraciła na rzecz wielkiego biznesu. A to tylko kolejny przykład tego bulwersującego trendu.




