Bruno RETAILLEAU chce, aby praca znów się opłacała. Nowy etap kampanii Francja 2027

Bruno Retailleau wybory prezydenckie Francja 2027

Bruno Retailleau, kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku, otwiera kolejny rozdział swojej kampanii. Po bezpieczeństwie, migracji, autorytecie państwa i obronności coraz mocniej wprowadza do niej kwestie gospodarcze i społeczne. W tekście opublikowanym na łamach „Journal du Dimanche” przekonuje, że jednym z najważniejszych przejawów kryzysu współczesnej Francji jest sytuacja ludzi, którzy pracują, lecz mimo to coraz częściej nie mogą pozwolić sobie na poziom życia, jaki jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawał się osiągalny dla klasy średniej.

.Punktem wyjścia jest pozornie wakacyjny temat. Blisko czterech na dziesięciu Francuzów nie wyjedzie tego lata na wakacje, a wśród najuboższych problem dotyczy niemal co drugiej osoby. Dla Bruno Retailleau nie jest to jednak przede wszystkim opowieść o wakacjach. Kandydat Republikanów próbuje uczynić z niej symbol znacznie szerszego zjawiska, które określa francuskim pojęciem „déclassement” – społecznej degradacji, utraty statusu i przekonania, że praca przestała zapewniać awans oraz bezpieczeństwo materialne.

Kim jest Bruno Retailleau?

Bruno Retailleau ma 65 lat i należy dziś do najważniejszych postaci francuskiej prawicy. Przez lata związany był z konserwatywnym nurtem francuskiej polityki, rozpoczynając swoją drogę u boku Philippe’a de Villiersa, a następnie przechodząc do głównego nurtu prawicy republikańskiej. Był senatorem, przewodniczącym grupy Republikanów w Senacie, a następnie ministrem spraw wewnętrznych. Rozpoznawalność ogólnokrajową zbudował przede wszystkim dzięki zdecydowanym stanowiskom w sprawach migracji, bezpieczeństwa, przestępczości i autorytetu państwa.

W lutym 2026 roku ogłosił, że będzie ubiegał się o urząd prezydenta Republiki. Dwa miesiące później jego pozycję potwierdzili członkowie Republikanów. W głosowaniu przeprowadzonym 19 kwietnia ponad 76 tys. członków partii zdecydowało o bezpośrednim wskazaniu Retailleau jako kandydata; otrzymał 73,8 proc. głosów. Tym samym tradycyjna francuska prawica stosunkowo wcześnie uporządkowała kwestię własnej reprezentacji w wyborach prezydenckich 2027 roku.

Retailleau próbuje jednocześnie zająć miejsce polityczne, które po zwycięstwach Emmanuela Macrona w 2017 i 2022 roku stało się dla Republikanów niezwykle trudne do odzyskania. Z jednej strony musi konkurować z bardzo silnym Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen, z drugiej – z kandydatami wywodzącymi się z szeroko rozumianego centrum, przede wszystkim Édouardem Philippem. Jego projekt polega więc na odbudowie samodzielnej, konserwatywnej prawicy, która nie będzie ani częścią macronizmu, ani częścią Zjednoczenia Narodowego.

Bruno Retailleau szuka własnego tematu na wybory 2027

Dotychczasową kampanię Retailleau można było stosunkowo łatwo opisać kilkoma pojęciami: bezpieczeństwo, migracja, porządek, państwo, naród i odpowiedzialność. Jeszcze 14 lipca, w dniu francuskiego Święta Narodowego, w obszernym manifeście poświęconym bezpieczeństwu i obronności przekonywał, że państwo musi odzyskać zdolność skutecznego chronienia obywateli.

Wcześniej zajmował zdecydowane stanowisko w sprawie francuskiego odstraszania nuklearnego, sprzeciwiając się rozwiązaniom, które mogłyby ograniczyć narodową kontrolę nad francuską bronią atomową. Jeszcze jako minister spraw wewnętrznych argumentował natomiast, że jeśli obowiązujące prawo nie pozwala państwu skutecznie chronić obywateli, należy je zmieniać.

Najnowszy tekst opublikowany w „Journal du Dimanche” pokazuje jednak próbę rozszerzenia tej narracji. Retailleau chce mówić już nie tylko o bezpieczeństwie fizycznym Francuzów, ale również o ich bezpieczeństwie ekonomicznym. I robi to poprzez temat bardzo konkretny: pracę, wynagrodzenie i możliwość korzystania z owoców własnego wysiłku.

Czterech na dziesięciu Francuzów bez wakacji

Obraz, od którego rozpoczyna Retailleau, został skonstruowany tak, aby przemawiać przede wszystkim do klasy średniej i pracowników. Jest lato, telewizyjne serwisy informacyjne pokazują plaże i kurorty, ale – przekonuje kandydat Republikanów – istnieje także „cicha Francja”, której kamery nie pokazują. To ludzie, którzy pozostają w domach i obserwują wakacje innych.

Blisko czterech na dziesięciu Francuzów nie wyjedzie tego lata na wakacje. Wśród osób o najniższych dochodach odsetek ten zbliża się do połowy. Według Retailleau zasadniczym powodem nie jest brak czasu czy chęci, ale brak pieniędzy.

Właśnie tutaj kandydat Republikanów wprowadza pojęcie degradacji społecznej. Jej symbolem stają się pozostające w szafie walizki i rodzice tłumaczący dzieciom, że w tym roku rodzina ponownie nigdzie nie wyjedzie. Wakacje nie są więc w jego narracji luksusową konsumpcją, lecz miernikiem tego, czy pracująca rodzina jest jeszcze w stanie korzystać z efektów własnej pracy.

Retailleau przekonuje, że francuski awans społeczny się zatrzymał

Kandydat Republikanów sięga przy tym do historii powojennej Francji. Przypomina, że między 1964 a 1985 rokiem odsetek Francuzów wyjeżdżających na wakacje wzrósł z 42 do 58 proc. Była to dla niego epoka społecznego awansu, wzrostu gospodarczego i przekonania, że kolejne pokolenie może żyć lepiej od poprzedniego.

Retailleau przywołuje przy tym symbol Route nationale 7, słynnej drogi prowadzącej z Paryża na południe Francji. W powojennej kulturze francuskiej stała się ona jednym z symboli masowych wakacyjnych wyjazdów, samochodu dostępnego dla coraz większej części społeczeństwa i narodzin szerokiej klasy średniej.

Zdaniem Retailleau ten mechanizm został zatrzymany. Od około czterdziestu lat odsetek Francuzów wyjeżdżających na wakacje praktycznie nie rośnie, a w ciągu ostatnich pięciu lat średnie wynagrodzenie netto zwiększyło swoją realną siłę nabywczą – według danych przywołanych przez kandydata – zaledwie o 0,8 proc.

Z tego Retailleau wyprowadza polityczną tezę swojej kampanii: jeśli wysiłek przestaje być wynagradzany, państwo traci zdolność przekonywania obywateli do dalszego wysiłku.

„Odpoczynek jest owocem pracy”

Jednym z najważniejszych elementów tekstu jest spór Retailleau z częścią francuskiej lewicy o miejsce pracy w społeczeństwie. Kandydat Republikanów odrzuca koncepcję „prawa do lenistwa”, która powracała we francuskiej debacie politycznej, i przeciwstawia jej własną formułę: odpoczynek nie jest przeciwieństwem pracy, lecz jej owocem.

W tym miejscu wakacyjny obraz przekształca się już w program polityczny. Retailleau chce zbudować kampanię wokół przekonania, że Francuz pracujący powinien odczuwać wyraźną różnicę między dochodami z pracy a świadczeniami otrzymywanymi bez aktywności zawodowej.

To także próba odzyskania przez tradycyjną prawicę jednego z jej dawnych tematów. Nicolas Sarkozy w zwycięskiej kampanii 2007 roku posługiwał się hasłem „pracować więcej, aby więcej zarabiać”. Retailleau próbuje na nowo postawić pracę w centrum projektu prawicy, ale robi to w zupełnie innych warunkach gospodarczych i politycznych.

34 miliardy euro mniej składek

Najbardziej konkretnym elementem przedstawionych propozycji jest zapowiedź zmniejszenia obciążeń związanych z pracą. Retailleau chce przede wszystkim zwiększyć atrakcyjność godzin nadliczbowych, całkowicie zwalniając je ze składek zarówno po stronie pracownika, jak i pracodawcy.

Znacznie dalej idzie jednak druga propozycja. Kandydat zapowiada likwidację 34 miliardów euro składek, przy czym połowa uzyskanej w ten sposób korzyści miałaby zostać przekazana pracownikom, a połowa przedsiębiorstwom. Według jego kalkulacji dla osoby otrzymującej francuską płacę minimalną efekt miałby odpowiadać niemal dwóm dodatkowym miesięcznym wynagrodzeniom.

To ważna zmiana akcentów w kampanii Retailleau. Polityk kojarzony dotąd przede wszystkim z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych zaczyna przedstawiać liczby dotyczące wynagrodzeń, kosztów pracy i dochodu rozporządzalnego. Jeżeli chce poszerzyć swój elektorat poza najbardziej konserwatywną część Republikanów, kwestie te mogą okazać się dla niego równie ważne jak migracja i bezpieczeństwo.

Energia atomowa ma obniżyć rachunki Francuzów

Drugim filarem programu są wydatki, których gospodarstwa domowe nie mogą łatwo ograniczyć. Retailleau wymienia przede wszystkim energię i mieszkania.

W energetyce jego propozycja wpisuje się w tradycyjne przywiązanie francuskiej prawicy do energetyki jądrowej. Francja dysponuje jednym z największych na świecie parków elektrowni atomowych, a Retailleau przekonuje, że państwo powinno wykorzystać tę przewagę do obniżenia kosztów energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Zapowiada rozwiązania, których efektem miałoby być zmniejszenie rocznych kosztów energii elektrycznej o równowartość około dwóch miesięcznych rachunków.

W przypadku mieszkań diagnoza jest równie jednoznaczna. Zdaniem Retailleau Francja buduje zbyt mało, ponieważ inwestycje ograniczają niedostępność gruntów i nadmierne regulacje. Odpowiedzią ma być uwolnienie gruntów pod zabudowę, uproszczenie norm oraz zwiększenie podaży mieszkań. Celem jest sytuacja, w której koszt mieszkania przestanie pochłaniać tak znaczną część dochodów francuskich rodzin.

Mniej świadczeń dla tych, którzy nie pracują

Najbardziej politycznie kontrowersyjna część programu dotyczy świadczeń społecznych. Retailleau zwraca uwagę, że ze 100 euro wydawanych przez pracodawcę na koszt zatrudnienia jedynie około 53 euro – według przedstawionej przez niego kalkulacji – trafia ostatecznie do pracownika.

Pozostała część finansuje przede wszystkim podatki, składki i system zabezpieczenia społecznego. Retailleau twierdzi, że system ten wymaga przebudowy, ponieważ w jego ocenie różnica między sytuacją osoby pracującej i osoby korzystającej z pomocy społecznej stała się w części przypadków zbyt mała.

Dlatego proponuje ograniczenie łącznej wysokości świadczeń społecznych w taki sposób, aby podjęcie pracy zawsze pozostawało bardziej korzystne finansowo niż pozostawanie poza rynkiem pracy. Jest to jedna z najbardziej wyrazistych linii podziału, jakie kandydat Republikanów próbuje stworzyć przed wyborami 2027 roku.

Retailleau odrzuca francuski model ostatnich czterdziestu lat

Tekst w „Journal du Dimanche” wykracza jednak poza katalog propozycji gospodarczych. Retailleau formułuje znacznie szerszy akt oskarżenia wobec kierunku, w którym jego zdaniem Francja podążała przez ostatnie cztery dekady.

Łączy w jednej narracji obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat w czasach François Mitterranda oraz wprowadzenie 35-godzinnego tygodnia pracy za rządów socjalistycznych. Jego zdaniem oba rozwiązania wyrastały z tego samego przekonania, że społeczeństwo może pracować mniej, zachowując jednocześnie rosnący poziom życia.

Retailleau przeciwstawia temu projekt zwiększenia aktywności gospodarczej. Chce niższych obciążeń pracy, większej produkcji, inwestycji i innowacji oraz mniejszej liczby regulacji i podatków. W jednym z najbardziej charakterystycznych zdań swojego tekstu sprowadza ten projekt do przeciwstawienia ludzi, którzy – według jego określenia – „zasługują”, tym, którzy „korzystają” z systemu.

To język, który może mobilizować część francuskiej klasy średniej, ale jednocześnie będzie jednym z najbardziej atakowanych elementów jego programu przez lewicę.

Bruno Retailleau wciąż daleko od drugiej tury

Problem kandydata Republikanów polega na tym, że wyrazistość programu nie przekłada się jeszcze na pozycję dającą realną perspektywę wejścia do drugiej tury. W analizowanych przez „Wszystko co Najważniejsze” badaniach Bruno Retailleau pozostawał najczęściej w przedziale około 7–10 proc. intencji głosowania. W jednym z wariantów badania Elabe osiągał 8,5 proc.

Jest to wynik pozwalający utrzymywać kandydaturę w gronie ważnych uczestników kampanii, ale wyraźnie niewystarczający do wejścia do finału. Jordan Bardella pozostaje na czele stawki, podczas gdy o pozycję jego najważniejszego rywala walczą przede wszystkim kandydaci zdolni do skupienia szerszego elektoratu centrum i umiarkowanej prawicy.

Retailleau znajduje się więc w sytuacji przypominającej problem, przed którym stał Jacques Chirac na początku kampanii prezydenckiej 1995 roku. Także wówczas kandydat, który ostatecznie został prezydentem, długo pozostawał w cieniu faworyta własnego obozu. Retailleau i jego otoczenie chętnie przypominają ten precedens, choć oczywiście francuski system partyjny trzy dekady później wygląda zupełnie inaczej.

Nowy etap kampanii Bruno Retailleau

Znaczenie najnowszego tekstu Bruno Retailleau nie polega więc wyłącznie na przedstawieniu kilku propozycji gospodarczych. Ważniejsze jest przesunięcie, które dokonuje się w jego kampanii.

Retailleau zdobył rozpoznawalność jako polityk bezpieczeństwa. Zbudował wyrazisty profil w sprawach migracji, przestępczości, granic, suwerenności i autorytetu państwa. Są to jednak tematy, na których musi rywalizować przede wszystkim z niezwykle silnym Zjednoczeniem Narodowym.

Siła nabywcza, wynagrodzenia, mieszkania, energia i poczucie degradacji klasy średniej otwierają przed nim inne pole. Kandydat Republikanów próbuje powiedzieć wyborcom, że bezpieczeństwo nie oznacza wyłącznie ochrony przed przestępczością czy kontrolowania granic. Oznacza także pewność, że człowiek pracujący przez cały rok będzie w stanie utrzymać rodzinę, zapłacić rachunki, znaleźć mieszkanie i wyjechać z dziećmi na wakacje.

Jeżeli ta zmiana okaże się trwała, kampania Bruno Retailleau może wejść w nową fazę. Pytanie nie brzmi już bowiem wyłącznie, czy kandydat Republikanów zdoła odzyskać wyborców prawicy od Jordana Bardelli. Coraz ważniejsze będzie pytanie, czy potrafi przekonać francuską klasę średnią, że wybory prezydenckie 2027 roku dotyczą również jej portfela.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 lipca 2026