Francuska Dorota Gawryluk rzuca wyzwanie Marine Le Pen

Natacha Polony wybory prezydenckie 2027

Dziennikarka Natacha Polony nie ogłosiła jeszcze kandydatury w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku, ale zapowiedziała utworzenie ruchu dla „politycznych sierot” i zadeklarowała, że niczego nie wyklucza. Była redaktor naczelna „Marianne” chce odbudowy przemysłu, szkoły republikańskiej i suwerenności państwa. Jeżeli zdecyduje się wystartować, może podjąć z Marine Le Pen walkę o wyborców zdeindustrializowanej i pomijanej Francji.

.W wywiadzie udzielonym Thomasowi Soulié z „Le Parisien” powiedziała wprost, że zamierza „zakłócić grę polityczną”, którą uważa za skostniałą i zamkniętą. Na pytanie, czy jej zaangażowanie może doprowadzić do kandydatury na urząd prezydenta Republiki, odpowiedziała: „Niczego nie wykluczam”. Rozmowę przeprowadzono nieprzypadkowo w paryskim Musée des Arts et Métiers, obok wahadła Foucaulta i modelu Statuy Wolności, a jeden ze współpracowników Polony określił ją jako „pierwszy akt jej ambicji”. 

To jeszcze nie kandydatura, lecz z pewnością nie jest już wyłącznie publicystyką. Polony zapowiedziała, że chce wziąć udział w „wielkiej debacie prezydenckiej” i stworzyć ruch dla „żywych sił kraju”, które nie odnajdują swojej reprezentacji w istniejących partiach. Jeżeli zdecyduje się wykonać następny krok, stanie się kolejną kobietą próbującą przeciwstawić się Marine Le Pen, ale zarazem jedną z nielicznych postaci zdolnych podjąć z nią spór na terenie, na którym liderka Zjednoczenia Narodowego zbudowała swoją przewagę: wśród wyborców przekonanych, że państwo porzuciło francuską prowincję, przemysł, klasę pracującą i narodową suwerenność.

Pełną mapę kandydatów, sondaży i możliwych scenariuszy przedstawia nasze kompendium na temat wyborów prezydenckich 2027 roku we Francji. Pojawienie się Natachy Polony nie zmienia jeszcze sondażowej hierarchii, ale pokazuje, że lista osób próbujących zagospodarować przestrzeń pomiędzy głównymi blokami politycznymi nie została zamknięta.

Nie chce być ani z prawicy, ani z lewicy

Natacha Polony ma 51 lat, jest eseistką, publicystką i byłym nauczycielem literatury. Przez wiele lat kierowała redakcją tygodnika „Marianne”, któremu nadała bardziej republikański i suwerenistyczny profil, a obecnie stoi na czele kwartalnika „L’Audace!”. Jej wcześniejsza droga polityczna prowadziła przez środowisko Jean-Pierre’a Chevènementa, jednego z najważniejszych przedstawicieli francuskiej lewicy republikańskiej, krytycznej wobec federalizacji Europy, globalizacji gospodarczej i podporządkowania polityki państwa mechanizmom rynkowym.

Polony nie chce jednak przedstawiać się jako kandydatka lewicy. Odrzuca również przypisanie do prawicy, twierdząc, że tradycyjne kategorie zostały zużyte i nie opisują już rzeczywistych podziałów przebiegających przez społeczeństwo. Za swoje intelektualne źródła uznaje społeczny gaullizm Philippe’a Séguina i republikańską lewicę Chevènementa. Pierwszy nurt łączył przywiązanie do narodu z obroną modelu społecznego, drugi przypominał, że lewica nie musi wyrzekać się państwa, suwerenności, patriotyzmu ani republikańskiego uniwersalizmu.

To połączenie może być atrakcyjne dla części Francuzów, którzy nie odnajdują się ani w liberalnym centrum Emmanuela Macrona, ani w radykalnej lewicy Jean-Luka Mélenchona, ani w narodowej prawicy Marine Le Pen. Polony mówi o wyborcach przywiązanych do państwa opiekuńczego, produkcji przemysłowej, świeckości, szkoły republikańskiej i suwerenności narodu, ale niechętnych podporządkowaniu tych wartości polityce tożsamościowej.

Kilka dni przed rozmową w „Le Parisien” udzieliła wywiadu „La Dépêche du Midi”. Przekonywała w nim, że politycznymi sierotami zostali ludzie wierzący jednocześnie w republikę uniwersalną, laicką i społeczną, w suwerenność ludu oraz w wyzwalającą siłę wiedzy. Zapytana wtedy o wybory odpowiedziała ostrożniej, że jej książka „La France, corps et âme” jest manifestem idei i wkładem w debatę publiczną. Zakończyła jednak znacząco: „Zobaczymy, co z tego wyniknie”. 

Marine Le Pen pozostaje punktem odniesienia

Dlaczego wejście Natachy Polony do kampanii warto opisać przez odniesienie do Marine Le Pen? Nie dlatego, że obie reprezentują ten sam program ani że Polony mogłaby dzisiaj zagrozić liderce Zjednoczenia Narodowego w sondażach. Różnica skali poparcia, zaplecza organizacyjnego i doświadczenia wyborczego jest ogromna. Marine Le Pen dysponuje ogólnokrajową partią, tysiącami działaczy, rozpoznawalnością budowaną przez ponad dwie dekady oraz elektoratem, który w kolejnych wyborach stawał się coraz szerszy.

Badanie Toluna Harris Interactive dla CommStrat i „L’Opinion” pokazało, że możliwość oddania głosu na Marine Le Pen dopuszcza 41 proc. Francuzów. Liderka RN wyprzedza pod tym względem wszystkich konkurentów, a jej potencjał nie ogranicza się już do tradycyjnego zaplecza Zjednoczenia Narodowego.

Jeszcze ważniejsze jest to, że Marine Le Pen przejęła znaczną część wyborców niezadowolonych z degradacji usług publicznych, zaniku przemysłu, zamykania zakładów i wycofywania się państwa z mniejszych miejscowości. Jak pokazuje nasza analiza, wielu nowych wyborców RN nie uważa się za ideologicznych radykałów. Głosuje przede wszystkim przeciwko poczuciu utraty kontroli nad własnym życiem, obniżeniu poziomu życia i brakowi szacunku ze strony elit.

Właśnie do części tych ludzi zwraca się teraz Polony. W jednym z wywiadów przyznała, że Francja, którą opisuje – dotknięta dezindustrializacją, pustoszeniem średnich miast oraz upadkiem lokalnych usług – jest częściowo tą samą Francją, do której od lat przemawia Marine Le Pen. Jednocześnie odmówiła dzielenia kraju na zamknięte grupy wyborcze, przekonując, że polityka powinna ponownie budować wspólnotę obejmującą różne regiony i klasy społeczne. 

Tytuł mówiący, że „kolejna kobieta rzuca wyzwanie Marine Le Pen”, oddaje więc istotę politycznego problemu. Polony nie próbuje wyłącznie dołączyć do długiej listy kandydatów. Zamierza zakwestionować przekonanie, że tylko Marine Le Pen potrafi nazwać gniew peryferyjnej i zdeindustrializowanej Francji.

„Stan wyjątkowy dla produkcji”

Centralnym pojęciem rodzącego się programu Natachy Polony jest produkcja. W „Le Parisien” zaproponowała „ogłoszenie stanu wyjątkowego dla produkcji”, argumentując, że państwo zależne od zagranicy w dziedzinie energii, żywności, leków i technologii przestaje być w pełni wolną demokracją.

Nie jest to nowy element jej myślenia. W maju 2026 roku, podczas rozmowy w RTL poświęconej książce „La France, corps et âme”, Polony mówiła, że chce wpłynąć na kampanię, aby znalazły się w niej planowanie przemysłowe, zamówienia publiczne, kształcenie techniczne i odbudowa narodowych zdolności produkcyjnych. Krytykowała sytuację, w której pieniądze wydawane przez państwo i samorządy nie wspierają francuskich przedsiębiorstw, nawet jeśli od wyniku przetargu zależy przetrwanie lokalnego zakładu. 

W jej ujęciu reindustrializacja zaczyna się w szkole, ponieważ bez kształcenia technicznego i przywrócenia prestiżu zawodom produkcyjnym francuskie przedsiębiorstwa nie znajdą pracowników. Następnymi elementami mają być skierowanie oszczędności Francuzów do gospodarki produkcyjnej, ograniczenie norm utrudniających budowę zakładów oraz ochrona europejskich producentów przed konkurencją niespełniającą tych samych standardów społecznych i środowiskowych. Polony nie nazywa tego zamknięciem granic, lecz przywróceniem uczciwych warunków konkurencji. 

Drugi filar jej propozycji dotyczy wynagrodzeń. Polony chce obniżenia części składek pracowniczych i opłacanych przez przedsiębiorstwa, a odzyskane w ten sposób środki powiązać ze znaczącym wzrostem płac. Nie przedstawiła jeszcze wyliczeń dotyczących wpływu takiej reformy na finanse publiczne i system zabezpieczenia społecznego. To jeden z punktów, które musiałaby doprecyzować, gdyby jej ruch przekształcił się w rzeczywistą kampanię.

Ostrożnie wypowiada się natomiast o długości czasu pracy. Uważa, że Francja powinna podjąć dyskusję o „ilości pracy”, ale nie ogłosiła stanowiska w sprawie 35-godzinnego tygodnia. Ta ostrożność pokazuje podstawowy problem projektu Polony: łatwiej połączyć różne środowiska wokół hasła odbudowy produkcji, niż uzgodnić podział kosztów takiej polityki między pracowników, przedsiębiorstwa i państwo.

Szkoła jako fundament Republiki

Jeżeli produkcja jest „ciałem” Francji, jej „duszą” ma być republikańska kultura, język i szkoła. Polony od lat krytykuje reformy edukacyjne, które jej zdaniem zastąpiły przekazywanie wiedzy hasłami o indywidualnym rozwoju ucznia. Uważa, że szkoła powinna ponownie stać się instytucją emancypacji, w której pochodzenie społeczne nie przesądza o dalszej drodze człowieka.

W „La Dépêche du Midi” określiła społeczne nierówności francuskiego systemu edukacji jako „republikański skandal”. W rozmowie z Sud Radio przekonywała natomiast, że bez wspólnego języka nie może istnieć wspólnota narodowa. W jej rozumieniu znajomość francuskiego nie jest jedynie umiejętnością techniczną, lecz warunkiem samodzielnego myślenia i udziału obywateli w demokracji. 

To właśnie szkoła może najmocniej odróżnić jej projekt zarówno od liberalnego centrum, jak i od RN. Polony chce mówić o narodzie nie wyłącznie przez granice, imigrację i bezpieczeństwo, lecz również przez przekazywanie kultury, literatury, historii i nauki. W tym punkcie pozostaje wierna tradycji republikańskiej lewicy, według której wspólnota narodowa nie jest oparta na pochodzeniu, ale na uczestnictwie w jednej kulturze politycznej.

Polony przeciwko obecnej Unii Europejskiej

W sprawach europejskich Polony od dawna przedstawia się jako krytyk obecnego modelu Unii, lecz nie jako zwolennik prostego opuszczenia wspólnoty. W rozmowie z Sud Radio przekonywała, że Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen stopniowo przejmuje kompetencje państw, nie uzyskując dla tego procesu wystarczającej legitymacji demokratycznej. Jej zdaniem współczesna Unia nie przypomina już projektu, do którego przystępowali Francuzi: zamiast chronić produkcję państw członkowskich, stała się przestrzenią deregulacji i globalnej konkurencji. 

W tekście dotyczącym europejskiego funduszu odbudowy, opublikowanym w „Marianne” w 2020 roku, Polony odrzucała opowieść o Unii jako rodzącej się federacji europejskiej. Krytykowała francuskich przywódców za poświęcanie interesów przemysłu i rolnictwa w imię abstrakcyjnego ideału integracji oraz wskazywała na przewagę gospodarczą Niemiec, Holandii i innych państw korzystających z konstrukcji wspólnego rynku. Jednocześnie nie odrzucała solidarności między krajami europejskimi ani wspólnego zadłużenia, lecz domagała się, aby prowadziły one do rzeczywistego wyrównywania różnic, a nie utrwalania istniejącej hierarchii. 

Jej europejski projekt można zatem określić jako współpracę suwerennych państw, a nie budowę ponadnarodowego państwa europejskiego. Polony uważa, że suwerenność nie jest pojęciem abstrakcyjnym, lecz odpowiedzią na pytanie, kto podejmuje ostateczną decyzję. W jej koncepcji podstawowym podmiotem demokracji pozostaje naród polityczny, ponieważ nie powstał jeden europejski demos dysponujący wspólną debatą, odpowiedzialnością i zdolnością demokratycznego rozliczania władzy.

Ten sposób myślenia może być zrozumiały w Europie Środkowej, gdzie pamięć o utracie państwowości i zewnętrznym podporządkowaniu pozostaje częścią kultury politycznej. Jednocześnie Polony patrzy na Europę przede wszystkim z perspektywy interesów Francji. Nie zbudowała dotąd rozbudowanej koncepcji współpracy Paryża z Warszawą, Pragą, Bratysławą czy państwami bałtyckimi, choć jej nacisk na demokratyczną suwerenność narodów tworzy potencjalny punkt wspólny. Znaczenie francuskich wyborów dla Polski zostało szerzej przedstawione w analizie „Wszystko co Najważniejsze”.

Polska jest w jej biografii, ale nie w centrum programu

Natacha Polony pochodzi z rodziny o polskich korzeniach, ale nie uczyniła dotąd Polski istotnym elementem swojego publicznego programu. Francuskie profile biograficzne regularnie przypominają o jej polskim pochodzeniu, jednak sama publicystka znacznie częściej odwołuje się do francuskiej historii republikańskiej, gaullizmu, rewolucji 1789 roku i tradycji Jean-Pierre’a Chevènementa niż do doświadczeń Polski czy Europy Środkowej. 

Nie należy zatem na podstawie nazwiska czy rodzinnej historii przypisywać jej szczególnego programu polsko-francuskiego. W dotychczasowych wypowiedziach nie zaproponowała nowego formatu współpracy z Polską ani nie przedstawiła szczegółowego stanowiska wobec polskich sporów z instytucjami Unii Europejskiej.

Jej podejście do suwerenności może być w Polsce odbierane z zainteresowaniem, ale nie oznacza automatycznej zbieżności interesów. Dla Polaków suwerenność jest dziś nierozerwalnie związana z bezpieczeństwem wschodniej flanki NATO i odstraszaniem Rosji. Dla Polony punktem wyjścia pozostaje przede wszystkim autonomia Francji wobec Komisji Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, globalnych koncernów i międzynarodowych rynków.

Ukraina ujawnia zasadniczą różnicę perspektyw

Największa różnica między spojrzeniem Natachy Polony a dominującą polską oceną sytuacji dotyczy wojny na Ukrainie. Polony nie usprawiedliwia rosyjskiej agresji i pisała o okrucieństwach wojny, ofiarach cywilnych oraz zbrodniach popełnianych przez Rosję. Jednocześnie od początku domagała się, aby zachodni przywódcy określili cele prowadzonej polityki i granice zaangażowania, zamiast reagować na każdą kolejną eskalację bez długoterminowej strategii.

W październiku 2022 roku, po ataku na Most Krymski i rosyjskich uderzeniach odwetowych, ostrzegała w „Marianne”, że Europa znalazła się na skraju znacznie szerszej konfrontacji. Krytykowała europejskich przywódców za brak samodzielnego określenia, czego chcą, czego nie zaakceptują oraz jaki rezultat wojny uważają za możliwy do osiągnięcia. 

W lutym 2024 roku, kiedy Emmanuel Macron nie wykluczył wysłania zachodnich wojsk na Ukrainę, Polony zażądała publicznej debaty o konsekwencjach takiego kroku. Ostrzegała, że wysłanie żołnierzy oraz przekazanie pocisków zdolnych razić cele położone głęboko w Rosji może prowadzić do wojny totalnej. 

Jest to stanowisko charakterystyczne dla części francuskiego nurtu gaullistowskiego: poparcie dla niezależności państw, lecz zarazem nieufność wobec rozszerzania konfliktu, podporządkowania Europy strategii Stanów Zjednoczonych i niekontrolowanej eskalacji między mocarstwami nuklearnymi. Z polskiej perspektywy taka analiza może jednak wydawać się niepełna. Państwa Europy Środkowej znacznie mocniej podkreślają, że brak skutecznego odstraszania może zachęcać Rosję do dalszej agresji, a los Ukrainy bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo całego regionu.

Gdyby Polony została kandydatką, nie mogłaby poprzestać na ostrzeganiu przed eskalacją. Musiałaby odpowiedzieć, jakie gwarancje bezpieczeństwa powinna otrzymać Ukraina, jak Francja ma reagować na trwałe rosyjskie zagrożenie, czy popiera dalszą obecność wojsk francuskich na wschodniej flance NATO oraz jak rozumie interesy Polski i państw bałtyckich. Dla Warszawy odpowiedzi na te pytania byłyby ważniejsze niż deklaracje o jej polskich korzeniach.

Czy Polony rzeczywiście wystartuje?

Między wejściem do debaty a formalnym startem pozostaje długa droga. Każdy kandydat w wyborach prezydenckich we Francji musi zdobyć 500 podpisów wybieralnych przedstawicieli władz, pochodzących z odpowiednio zróżnicowanych terytoriów. Potrzebuje również struktur terenowych, finansowania, zespołu programowego i zdolności prowadzenia kampanii w całym kraju.

Polony nie dysponuje dzisiaj aparatem porównywalnym ze Zjednoczeniem Narodowym, Niepokorną Francją, Republikanami ani partiami wywodzącymi się z obozu Emmanuela Macrona. Jej atutami są rozpoznawalność, doświadczenie medialne, wyrazisty język i spójny zestaw tematów. Słabością pozostaje brak sprawdzonej organizacji oraz niejasność dotycząca społecznego zaplecza jej ruchu.

Sama odrzuciła sugestię, że stoi za stroną „Polony 2027”. Według niej stworzyli ją działacze związani z Arnaudem Montebourgiem, którzy mają programowe ambicje, ale nie znaleźli jeszcze swojego kandydata. Polony przyznała jednak, że wiele osób zachęca ją do startu, a możliwość poparcia jej idei przez byłego ministra gospodarki przyjmuje z zadowoleniem. Z Montebourgiem łączy ją przede wszystkim przekonanie, że odbudowa francuskiego przemysłu musi ponownie stać się centralnym zadaniem państwa.

Nie wiadomo jeszcze, czy jest to początek samodzielnej kandydatury, próba stworzenia szerszego ruchu republikańsko-suwerenistycznego, czy sposób wpływania na program innych pretendentów. W każdym z tych wariantów Polony może odegrać rolę większą, niż wskazywałyby jej niezmierzone dotąd notowania.

Kto straciłby na kandydaturze Natachy Polony?

Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi: Marine Le Pen. Obie mówią o deindustrializacji, utracie suwerenności, zapomnianych terytoriach i politycznych elitach, które przestały rozumieć życie znacznej części społeczeństwa. Polony mogłaby spróbować przekonać wyborców, którzy podzielają część diagnozy RN, ale odrzucają historię tej partii albo nie chcą głosować na kandydatkę narodowej prawicy.

Nie oznacza to jednak, że tylko Marine Le Pen powinna obserwować jej ruch. Polony może odebrać część uwagi również Fabienowi Rousselowi, Arnaudowi Montebourgowi, François Ruffinowi, a nawet Jean-Lukowi Mélenchonowi. Wszyscy próbują w różny sposób odtworzyć społeczną, produkcyjną i patriotyczną tradycję francuskiej lewicy. Może również zainteresować część konserwatywnych wyborców Édouarda Philippe’a lub Bruno Retailleau, jeżeli uznają, że istniejący kandydaci nie proponują rzeczywistej zmiany polityki gospodarczej.

Problem Polony polega na tym, że jej potencjalny elektorat rozciąga się pomiędzy wieloma obozami, ale w żadnym nie stanowi obecnie zwartej siły. Jej szansą jest powszechne poczucie politycznego osierocenia. Jej ryzykiem – że ludzie zgadzający się z jej diagnozą ostatecznie wybiorą kandydatów dysponujących większą szansą wejścia do drugiej tury.

Francuska kampania jest już wyjątkowo zatłoczona. Kandydatura Natachy Polony jeszcze bardziej zwiększyłaby rozdrobnienie, ale mogłaby również nadać kampanii wyraźniejszy wymiar programowy. Zmusiłaby konkurentów do poważniejszej rozmowy o produkcji, szkole, suwerenności i modelu europejskim.

Wyzwanie rzucone całemu systemowi

Natacha Polony mówi, że nie chce dopuścić do sytuacji, w której Francuzi zostaną zmuszeni do „głosowania ofiarnego”, aby uniknąć drugiej tury pomiędzy Marine Le Pen a Jean-Lukiem Mélenchonem. Taki finał nie jest już czysto teoretyczny. Najnowsze sondaże pokazują prowadzenie Marine Le Pen oraz rosnące szanse Mélenchona na wyprzedzenie kandydatów centrum.

Polony próbuje wejść do kampanii z tezą, że Francuzi nie muszą wybierać pomiędzy dwoma najbardziej odległymi projektami ani ponownie głosować na przedstawiciela centrum jedynie po to, aby zablokować jednego z nich. To ambitna próba stworzenia nowego obozu politycznego, ale również zakwestionowania mechanizmu, który od 2002 roku coraz silniej organizuje francuskie wybory prezydenckie: głosowania przeciwko komuś zamiast głosowania za projektem.

Jeżeli wystartuje, nie będzie na początku najgroźniejszą konkurentką Marine Le Pen. Może jednak stać się kandydatką, która najpoważniej podważy jej monopol na opowiadanie o Francji opuszczonej przez państwo i niezrozumianej przez elity. To właśnie dlatego jej pierwsze kroki zasługują na uwagę znacznie większą, niż wynikałoby z braku sondaży i struktur partyjnych.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 sierpnia 2026