
Czym się straszą Niemcy? (1933–2033)
Zbliża się rok 2033, sto lat od zdobycia władzy przez Adolfa Hitlera. „Machtergreifung” – słowo to obecnie używane jest tylko w tym kontekście. Sto lat wcześniej, 30 stycznia 1933 r., Hitler w wyniku przetargów między partiami został kanclerzem dość niewinnie wyglądającego koalicyjnego rządu. Sygnałem do dokręcenia śruby był pożar Reichstagu. A potem: zakaz innych partii, obóz koncentracyjny w Dachau, specjalne pełnomocnictwa dla rządu, pełnia władzy i aparat represji. Całość w 53 dni, od 30 stycznia do 24 marca. Szybko. Proces ten opisałem w artykule „Zdobycie władzy”. Wszyscy się doszukują analogii do czasów obecnych, wszyscy szukają nowego Hitlera – pisze Jan ŚLIWA
.Jest więc sezon na książki rocznicowe, straszące powrotem brunatnej fali. Przykładem jest książka Niemcy 2033. Scenariusz Justusa Bendera. Najpierw się z nią zapoznamy, potem posłuży nam jako inspiracja do dalszych przemyśleń.
Książka: Justus Bender, „Niemcy 2033”
Zacznijmy od krótkiego streszczenia. Mamy rok 2033, siedem lat od teraz, sto lat od pamiętnego roku 1933. W wyborach do Bundestagu AfD uzyskuje 36 proc. CDU – 31 proc. Zmieniły się czasy i nastroje. Obie partie zawiązują koalicję, ze strony CDU partnerem jest Jens Spahn.
W opracowaniu programu koalicyjnego dominuje AfD. Kultura niemiecka ma być wpisana do konstytucji jako kultura wiodąca. Małżeństwo między mężczyzną a kobietą ma być uznane za podstawową komórkę społeczeństwa. Spontaniczna deklaracja płci jest niemożliwa, potrzeba do tego opinii dwóch psychiatrów. Dziennikarstwo opiniotwórcze ma być wykluczone z programów informacyjnych. Zostają wprowadzone referenda z mocą ustawy, warunkiem jest zebranie 300 tys. podpisów. Do zmiany konstytucji potrzeba większości 2/3 głosów. Dla każdego dziecka państwo wpłaca 100 euro miesięcznie, suma wypłacana jest na 18. urodziny. W polityce międzynarodowej Niemcy chcą być uczciwym maklerem między Wschodem a Zachodem. Jak na razie piękna laurka.
Następuje zaprzysiężenie. Alice Weidel zapowiada, że będzie kanclerzem wszystkich Niemców. Wielu posłów SPD nosi odznaki Otto Welsa, który 23 marca 1933 r. wygłosił ostatnie swobodne przemówienie w Reichstagu. Argumentował przeciwko specjalnym pełnomocnictwom dla rządu Hitlera, mówiąc: „Wolność i życie można nam zabrać, ale nie godność”. Zieloni siedzą z kamiennymi obliczami. Atmosfera końca świata. Posłowie Lewicy noszą znaczki Antify, odmawiają ich zdjęcia, zostają wyproszeni z sali. Posłowie CDU/CSU są poważni, skoncentrowani. Jeden z nich mówi: „Może nie jest to dzień radosny, ale w polityce nie chodzi o radość, ale o stabilność”.
I gra toczy się dalej. Do konstytucji zostają wprowadzone referenda. Przestępstwem staje się rozpowszechnianie fałszywych informacji, co nie zostaje zauważone, jako że jest to hasło drugiej strony. Został przy tym wymieniony prokurator i zupełnie inne opinie będą tępione. Lewica wpadła we własną pułapkę, cóż, zdarza się. Jak Kali komuś cenzurował, to było dobrze, ale jak ktoś Kalemu, to jest źle. Prokuratorem został Hans-Georg Maaßen, co według autora powoduje śmiech w kręgach fachowych, jako że „Maaßen uchodzi za osobę całkowicie niekompetentną”. To prywatna szpila autora, pozwalam sobie mieć odmienne zdanie.
W końcu prawicowi populiści pokazują swoje pazury. Ludzie są aresztowani za każdą krytykę rządu. Zaczynają się deportacje imigrantów, w centrach deportacyjnych ludzie umierają w tajemniczych okolicznościach. Wolne media są zastraszane przez procesy sądowe. W urzędach kierownicze stanowiska obejmują prawicowi ekstremiści. Urzędy zostają obsadzone ludźmi AfD „do sprzątaczki”.
AfD rośnie do 41 proc. (+5 proc.), CDU spada do 23 proc. (-8 proc.). CDU jest całkowicie zdominowana, nie widzi wyjścia, zrywa koalicję. Próbuje egzotycznej koalicji (kolorystycznie: Zimbabwe-Ghana) z SPD, Zielonymi, FDP i Lewicą, czyli patrząc od strony AfD: cała reszta. Nic z tego nie wychodzi. Co drugi dzień sam kanclerz nagrywa wideo, gdzie przemawia wśród niemieckich flag, z obrazem „Germania na straży nad Renem (Wacht am Rhein)”.
Kończą się sankcje na Rosję, naprawiony zostanie Nord Stream. Dom Historii ma przedstawiać świetlane punkty niemieckiej kultury z Bismarckiem na czele. W radach instytucji kultury i pamięci mają zasiadać członkowie AfD. Dotyczy to takich miejsc pamięci, jak obozy koncentracyjne Buchenwald, Dachau i Bergen-Belsen i pomnik zamordowanych Żydów Europy.
Zebrano 300 tys. podpisów pod pierwszym referendum, dotyczy ono likwidacji opłaty radiofonicznej. Za jest 64 proc., sukces. Ale z następnymi jest różnie. Za masowymi deportacjami jest 52 proc., ale za odbieraniem obywatelstwa tylko 35 proc., podobnie za wyjściem ze strefy euro 35 proc. Ale Alice Weidel nie bierze tego do siebie. Jest kanclerzem ludu (Volkskanzlerin), akceptuje wolę ludu. Niech się o detale spiera partia, ona jest ponad to. W ten sposób akcentuje, że prawdziwą władzę ma tandem: ona i lud.
Rozumowanie autora opiera się na aksjomatach:
- My jesteśmy najmądrzejsi i najuczciwsi.
- Kto to „my”, decydujemy my.
- Bronimy „naszej demokracji” i tak jest dobrze.
- Stanowimy „demokratyczne centrum”, po jednej stronie tego centrum jest lewica, przeciwnej strony nie ma.
- Inni są głupi i emocjonalni, mają inaczej podrutowane mózgi i brudne skarpetki.
- W ramach walki o godność i tolerancję możemy im zrobić wszystko.
- Postęp polega na dbaniu, żeby było tak, jak było.
.W wielu punktach poglądy niemieckie radykalnie różnią się od polskich. Dokładnie mówiąc: poglądy jego części Niemców i poglądy mojej części Polaków. Remigracja to dla autora czystki etniczne. Nie powiedziałbym, żeby Afgańczycy mieli historyczne prawo do mieszkania w Niemczech. Kto obawia się migracji, ma problemy psychiczne. Nie wolno dzielić obywateli/mieszkańców na kategorie. A co z posiadaczami prawa jazdy i resztą? Czy kierowcy pijani i trzeźwi powinni mieć równe prawa? Islam jest częścią niemieckiej kultury, sprawa nie podlega dyskusji. Czy dotyczy to też szariatu, przymusu chusty/burki i kary śmierci dla homoseksualistów? Zakazany musiałby być monachijski Oktoberfest, bo wieprzowe kiełbaski z piwem obrażają Proroka.
LGBT to sprawa święta. Wielu nie zauważa, że literka „T” anuluje całą resztę. Każdy może być kobietą, a więc nikt nie jest kobietą. Małżeństwa homo mogą się w każdej chwili stać małżeństwami hetero i vice versa. Para lesbijek to para gejów. A gdzie pozostałe 56 płci? Nie ma dyskrecji pod prysznicem, wszystkie genitalia mają równe prawa. No i facet może publicznie bić kobiety i dostać za to medal, a one mają mu z uśmiechem gratulować. Monty Python jest dawno przebity.
Autor obraża się za epitety, takie jak „Altparteienkartell” (kartel starych partii), tworzący de facto „Einheitspartei” (jednolitą partię). No ale ten nieistniejący kartel gotów jest do stworzenia najbardziej fantazyjnych koalicji – chrześcijan, wolnorynkowców i komunistów – byle tylko nie dopuścić AfD do władzy, nawet gdyby jej zabrakło tylko jednego mandatu.
Ciekawe, że autor uważa referenda za problem, a nie za rozwiązanie. Wynikiem ich wprowadzenia jest według niego protofaszystowskie państwo, rządzone być może nie przez dyktatora, ale przez kanclerza ludu, który podżega tłum do zatwierdzania coraz większej liczby referendów przeciwko mniejszościom, lewicy i elitom. Z mojej szwajcarskiej perspektywy mogę się tylko ironicznie uśmiechnąć. „Demokraci” się po prostu boją demosu. Jak mówi poeta: „Pon się boją we wsi ruchu. Pon nos obśmiwajom w duchu”.
A jak jest naprawdę? Do skuteczności referendów potrzebne są dojrzały naród, dojrzała władza i dojrzałe mechanizmy. Muszą one działać bez większych zakłóceń wystarczająco długo, żeby ludzie nabrali do nich zaufania i uwierzyli, że nie opłaca się oszukiwać. Naród musi wiedzieć, że decyduje sam o sobie. Rozumie wtedy, że na wszystkie wydatki sam musi zapracować i sam musi spłacić długi. Dlatego przy propozycji zbyt rozrzutnych wydatków socjalnych naród powie „nie”. W krajach niedojrzałych brałby, póki dają. Przed decyzją obywatel otrzymuje nie demagogiczne hasełka, ale dokładne sformułowanie zmian w prawie (żeby nie było niejasności), kosztorys i rezultaty dyskusji oraz argumenty za i przeciw. Ale dojrzałych demokracji jest mało, może ze dwie (nie wiem, która jest druga).
Autor w wielu punktach ocenia rzeczywistość na podstawie dogmatów i uprzedzeń. Zarzuca jednak wielokrotnie brak rozsądku „prawicowym populistom”, którzy kierują się prymitywnymi emocjami i dają się łatwo manipulować.
Autor podsumowuje: „AfD zbliża się do absolutnej większości. Inne partie znowu (?) przegrały. Czegokolwiek próbowały, nie dało to niczego. Latami coś sobie wyobrażały. Myślały, że AfD jest partią taką, jak wszystkie inne”. No, panie kochany, to już przesada! Codzienne wyzywanie partii i jej zwolenników od nazistów, szykany w pracy i szkole, odmawianie konstytucyjnie przysługujących stanowisk, wykluczanie kandydatów i próby delegalizacji, aż do ostatniej chwili, odmowa zaakceptowania wyniku wyborów – to ma być traktowanie partii jak każdej innej?
Książka jest mieszaniną eseju i fabuły. Występuje w niej wiele autentycznych postaci. Długie rozważania personalne są dość nudne. Ciekawe, jak przypisywanie realnym postaciom słów i czynów wygląda od strony prawnej. Na pewno jednak książka będzie przedmiotem gorącej dyskusji. W księgarni trudno ją dostać, w bibliotekach są kolejki.
Na platformie Amazon średnia z 16 ocen to 3,5 na 5. Wybór komentarzy:
Książka, którą koniecznie trzeba przeczytać: Bender doskonale opisuje stan paraliżu, którego wielu z nas obecnie doświadcza – i jednocześnie dostarcza narzędzi, by znów działać. To sygnał ostrzegawczy, który wstrząsa, ale nie pozbawia nadziei. Absolutnie polecam.
Ślepi na własne porażki.
Ohydna, lewicowa szmira. Nie do zniesienia
Lewicowe bajki: Każdy, kto lubi skrajnie lewicowe fantazje i ideologiczne bzdury, powinien przeczytać tę książkę. Zdecydowanie odradzam ją wszystkim innym.
Na pewno znajdzie się jednak na wielu półkach na poczesnym miejscu.
Ojczyzna
.Niemcy mają diametralnie różne podejście do takich pojęć jak ojczyzna, naród i walka/wojna. Utrudnia to porozumienie, a wynika z różnego doświadczenia historycznego. Jeżeli Niemiec mówi: „Nie wyślę syna na wojnę”, znaczy to: „Nie wyślę go na agresję na inne kraje, gdzie dokonywałby zbrodni dla zarobku oligarchów”. Dla Polaka znaczy to: „Chcę, by ocalił życie (się zadekował), podczas gdy najeźdźca będzie rabował i mordował”. Dla Niemców naród to grupa własnych agresywnych Übermenschów, którzy chcą zdominować albo i zlikwidować innych.
Państwo tworzy ze swoich mieszkańców naród. Dla Polaków naród to wspólnota ludzi podobnie myślących i czujących, tworzących solidarną wspólnotę, broniącą się przed agresją obcych Übermenschów, gdy trzeba – przechodząca w stan przetrwalnikowy, czasem na długo. Naród jest długotrwały, a jeśli to możliwe, tworzy sobie państwo. Podobnie ojczyzna jest dla Polaka (nie licząc ojkofobów) rzeczą świętą, dla dobra której warto chwycić za broń, a przynajmniej po nocy stukać na klawiaturze. Dla Niemców ojczyzna (Heimat, brr…) i lud (Volk, o mein Gott!) to pojęcia budzące odrazę, wręcz obrzydzenie. Jest to oczywiście wynikiem minionych czasów, gdy były one nadużywane w celu motywacji do agresji i zbrodni.
Zgrozę budzi pochodzące od „Volk” określenie „völkisch”. Oznacza ono organizację, partię, kulturę odwołującą się do wspólnoty etnicznej. To totalne tabu. Jedynym dopuszczalnym patriotyzmem jest „Verfassungspatriotismus”, wierność konstytucji. Kibicować można najwyżej drużynie piłkarskiej, która zresztą jest wzorowo multi-kulti.
Problem pojawia się jednak, gdy Niemcy usiłują nawrócić swoich sąsiadów na swoją mentalność. Tak było w roku 2011, gdy polscy i zaproszeni przez nich niemieccy postępowcy chcieli w ramach walki z faszyzmem zatrzymać Marsz Niepodległości. Uzbrojeni w pałki i kastety atakowali wszystkie osoby w mundurach, nawet rekonstruktorów wojsk Księstwa Warszawskiego. Ponieważ marsz oddawał cześć walczącym z imperium niemieckim i rosyjskim, z Hitlerem i Stalinem, Antifa i spółka stanęli w jednym szeregu z Hitlerem i Stalinem, prawdopodobnie o tym nie wiedząc. Niemieccy kasteciarze (aktywiści) schronili się w kawiarni Nowy Wspaniały Świat, siedzibie „Krytyki Politycznej”. Jest to jedyny znany mi przypadek, gdy po roku 1945 zorganizowana grupa Niemców biła Polaków w Warszawie. Nie sądzę, by zdawali sobie sprawę, że wchodzą w buty Heinza Reinefartha i Iwana Sierowa.
.Niemniej każdy człowiek potrzebuje jakiegoś poczucia przynależności. Dla niektórych jest to ochrona płonącej planety. Oblewają zupą arcydzieła starych (białych) mistrzów lub przyklejają się do asfaltu na ruchliwych skrzyżowaniach. Ostatnio o nich nie słychać – dlaczego? Brak sponsora? Planeta przecież ciągle płonie. Wielu jednak szuka tradycyjnie wspólnoty w ojczyźnie i narodzie, wielu z nich sympatyzuje z AfD. Wśród współpracowników Ulricha Siegmunda znaleziono kilku takich, którzy przed laty należeli do w międzyczasie zakazanej organizacji młodzieżowej HDJ (Heimattreue Deutsche Jugend, Wierna Ojczyźnie Niemiecka Młodzież). Skrót HDJ kojarzy się z HJ, Hitlerjugend. A czemu nie z FDJ (Freie Deutsche Jugend z NRD)? Litery „J” (Jugend) nie da się uniknąć.
Przepraszam za nadmiar szczegółów, ale właśnie z lupą szukamy faszystów. Co się w tej organizacji robi? Poranne apele, ogniska, biegi przełajowe. Widziałem dziennikarza, który agresywnie pytał rozmówcę, czy się takiej przeszłości nie wstydzi. Tak, HJ też dbało o zdrowie i krzepę, polskie harcerstwo też. Oczywiście w HDJ nie śpiewają polskich pieśni, ale niemieckie. Ale jeżeli nie są to marsze hitlerowskie, to co robić?
Organizacja medialna CORRECTIV określiła HDJ jako ekstremalnie prawicową. Problem w tym, że w Niemczech słowo „rechtsextrem” znaczy „Mainstream tego nie lubi” i jest częściej używane niż „heretyk” w średniowieczu. Sam CORRECTIV określa się jako zorientowana na dobro publiczne (gemeinwohlorientiert, 20 liter) firma medialna, wzmacniająca demokrację. Wielu uważa ją jednak za sieć donosicieli, jakich pełno na lewicy.
Podsumowując, można powiedzieć: miłość do ojczyzny nie jest zła, raczej jej brak jest patologiczny, zwłaszcza jeżeli się chce siłą nawracać innych. Ale i ta miłość może zostać wynaturzona, trzeba na to uważać.
Walczymy z prawicą. A co z lewicą?
Mówimy „nigdy więcej”, ale czego? „Prawica” jest obecnie w Niemczech mocnym wyzwiskiem. Są demonstracje „Babcie przeciw prawicy”. A przecież spora część Niemiec była przez pół wieku zarządzana przez dyktaturę lewicową. Obecnie mało się o tym mówi, ogólnie stara NRD jest prawie zapomniana.
Panuje „Ostalgia”, nostalgia za Wschodem. Nie jest to tęsknota za komunizmem, ale za młodością. Odradza się dlatego, że ludzie czują się traktowani jak Irokezi Europy lub materialne i mentalne Podkarpacie. Całe ich dokonania życiowe lądują w koszu.
Tymczasem NRD i jej służby, jawne i tajne, nie zostały rozliczone. Przeciwnie – kombatanci dyktatury organizują się, spotykają i wspominają dawne czasy. Mają swoje związki i kluby, pewnie tam dalej intrygują. Ma to znaczenie przy flirtach z postkomunistyczną lewicą. To wsparcie nie będzie za darmo. Może też CDU wizerunkowo dobić.
Kierownik wkracza do akcji
.Sytuacja robi się podbramkowa, postanowił temu zaradzić sam kanclerz. Problemem Merza jest jego katastrofalny poziom popularności – obecnie 13 proc. zadowolonych. W Niemczech wschodnich nie może się publicznie pokazać, natychmiast zostanie wybuczany i wygwizdany. Zupełnie nie wyczuwa społecznych nastrojów, słynie z braku empatii. Wracając z wakacji, zaczął od podkreślenia znaczenia ochrony klimatu i trwałości kordonu sanitarnego. Twierdzi, że problem migracji jest załatwiony i nie jest ważny w kampanii. Straszy, że w przypadku „błędnego wyboru” w Saksonii-Anhalt nie pojawi się żaden zagraniczny inwestor. Powiedział, że „Saksonia-Anhalt nie może być poletkiem doświadczalnym dla wściekłych obywateli”.
Użyte tu słowo „Wutbürger” jest dość obraźliwe, oznacza nie tyle obywateli ogarniętych słusznym gniewem, ile wściekłych, motywowanych emocjami, a nie rozumem, gotowych do bezmyślnej przemocy. Czy Merz spodziewał się przekonać oponentów? Może jest na tyle naiwny. Zachował się jednak sam jak „Wutbürger”: użył sobie werbalnie, ale rozdrażnił i zmotywował połowę wyborców. Przypomina to Hillary Clinton, która w 2016 r. określiła połowę elektoratu jako „basket of deplorables” (wór żałosnych typów) i dalej liczyła na ich głosy.
Zachowanie Merza doskonale podkreśla antagonizm między Wschodniakami (Ossis) i Zachodniakami (Wessis). Poznajmy tu kolejne ciekawe niemieckie słowo: „Besserwisser”, człowiek, który wie wszystko lepiej. Nikt takich nie lubi. Pomoc „kierownika” w decydującej fazie kampanii to nie jest najlepszy pomysł.
Co do eksperymentów, dla niemieckiego mainstreamu ostrzeżeniem jest polski eksperyment z prawicowym populizmem i bolesny „powrót do demokracji”. Chcieć wypróbować prawicowy populizm tylko przez kilka lat i wrócić do normy – to bardzo ryzykowny eksperyment. Tak to widzi Martin Adam, były korespondent niemieckiej telewizji ARD w Warszawie. Ja to widzę inaczej. Przykre, że na światowym rynku nie widzę żadnej książki sławiącej polski eksperyment z podniesieniem poziomu życia szerokich warstw, ambitnymi planami rozwoju, a wszystko ze zrównoważonym budżetem.
Po meczu dogrywka?
.W omawianej książce po wyborach nastaje smutek, ale nie dzieje się nic więcej. A wiemy przecież, co potrafią Antifa i inne środowiska lewicowe. Na zjazd AfD w Erfurcie przyjechały dziesiątki tysięcy demonstrantów, którzy próbowali blokować dojazd i zakłócać przebieg spotkania. Prawicowi dziennikarze byli wyciągani ze zgromadzenia i brutalnie bici. Do ochrony skierowano tysiące policjantów. Trudno sobie wyobrazić, że lewicowi „aktywiści” po prostu zaakceptują wolę ludu, jeżeli według ich wyobrażeń będzie ona niepoprawna.
Będą też wypróbowywane sztuczki prawne. Pojawiają się głosy, że kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych mogą podważyć legitymację wyborów. Pachnie to scenariuszem rumuńskim.
Można się spodziewać gorącej jesieni, zwłaszcza że w kampanii zwanej „wybory w Niemczech” przewiduje trzy bitwy:
- 6 września – Saksonia-Anhalt,
- 20 września – Berlin,
- 20 września – Meklemburgia-Pomorze Zachodnie.
Nawet jeżeli Ancien Régime tym razem jeszcze utrzyma władzę, Niemcy nie będą już takie same. Pytanie tylko, jak długo potrwa okres chaosu, czym się zakończy i kto go wykorzysta.
Jan Śliwa
Literatura:
Justus Bender „Deutschland 2033: Ein Szenario”, 2026
Bijan Moini „2033”, 2025
Éric Branca „Les entretiens oubliés d’Hitler, 1923-1940”, 2019
Hans Mathias Kepplinger „Die Mechanismen der Skandalisierung: Warum man den Medien gerade dann nicht vertrauen kann, wenn es darauf ankommt”, 2018
Hubert Renfro Knickerbocker „Deutschland so oder so?”, 1932
Martin Adam „Eksperyment: Was wir aus Polens Kampf gegen den Rechtspopulismus lernen können”, 2026




