Marco RUBIO: Chcemy zwyciężać razem. Musimy zwyciężać razem

Chcemy zwyciężać razem. Musimy zwyciężać razem

Photo of Marco RUBIO

Marco RUBIO

Amerykański prawnik, dyplomata i polityk Partii Republikańskiej, 72. sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych.

Wystąpienie Marco RUBIO w Atenach 7 października 2026 roku było apelem o odzyskanie przez Zachód wiary we własną cywilizację, odbudowę przemysłu i zdolności obronnych oraz umocnienie sojuszu Stanów Zjednoczonych z Europą. Sekretarz stanu USA odwołał się do dziedzictwa starożytnej Grecji, Rzymu i chrześcijaństwa, wskazując w nim źródła zachodniej ambicji, nauki i poczucia obowiązku. Przekonywał, że decyzje najbliższej dekady przesądzą o miejscu Zachodu w kolejnym stuleciu, a obrona wspólnych interesów wymaga poszanowania suwerenności narodów. Publikujemy pełny tekst wystąpienia.

Europa może obudzić się z długiego snu

.Na całym świecie są wspaniałe ruiny. W wielu przypadkach są to miejsca, w których historia zdaje się już wyczerpana: pozostałości odległych kultur, które dawno już odeszły poza granice żywej pamięci. Ale Akropol jest inny.

Od tysięcy lat cywilizacja, która wzniosła to, co stoi za mną, urzeka wyobraźnię świata zachodniego. Pokolenia naszych mężów stanu, artystów i filozofów zwracały ku niej spojrzenie – spoglądały na nią z zachwytem i podziwem.

Czas ma skłonność do stępiania zmysłów – wydaje się, że wielkie zwycięstwa i katastrofalne klęski kurczą się do rozmiarów przypisu w podręczniku, kolejnego faktu, który nasze dzieci mają zapamiętać i zapomnieć. Ale można odnieść wrażenie, że starożytni Grecy władają naszą pamięcią w sposób niemal mistyczny. Raz po raz przywołują nas do siebie.

480 lat przed Chrystusem wojska Kserksesa przybyły do tego miasta i puściły jego sanktuaria z dymem. Większość Ateńczyków ewakuowała się wtedy na statkach na pobliską wyspę. Była jednak garstka ludzi, którzy odmówili opuszczenia swojego domu. Zabarykadowali się w skalnej twierdzy Akropolu, by stawić niezwykły, ostatni opór, zrzucając ze zboczy ogromne kamienie na perskich najeźdźców i przez całe dnie powstrzymując największe imperium owej epoki. Ostatecznie zostali pokonani. Persowie splądrowali świątynie, spalili przybytki i zrównali Akropol z ziemią, ale kiedy Ateńczycy powrócili, zebrali rozbite pozostałości dawnego Akropolu i pogrzebali je we wzgórzu, na którym niegdyś stał. A kilkadziesiąt lat później, pod rządami Peryklesa, wznieśli Partenon.

Od tamtej pory Partenon stoi już 25 stuleci. W jego cieniu powstawały i upadały imperia. A potomkowie ludzi, którzy go zbudowali – synowie Aten i Rzymu – nieśli swoją cywilizację aż na krańce świata.

Dwa i pół stulecia po powstaniu amerykańskiej republiki, po drugiej stronie świata względem miejsca, w którym teraz stoję – stoję tu dziś jako sekretarz stanu tej republiki i prawnuk osadników, którzy przybyli do Nowego Świata z Hiszpanii – stoję tu, by zaświadczyć o długu, którego nigdy nie zdoła znieść ani upływ czasu, ani odległość w przestrzeni.

Historia Ameryki, historia mojego kraju, jest pokryta śladami starożytności. Grecja jest dosłownie wyryta w architekturze naszej władzy: w strzelistych kolumnach, w kopułach i pomnikach w całej naszej stolicy. Miasto, w którym narodziła się nasza konstytucja – Filadelfia – samo nosi grecką nazwę.

Ludzie, którzy założyli mój kraj, byli zafascynowani dziedzictwem, które otrzymaliśmy od Waszego kraju. Byli wyjątkowo oczytani w historii – doskonale zdawali sobie sprawę ze swojego szczególnego miejsca w jej dziejach – ale żadna inna epoka przeszłości nie przykuwała ich uwagi ani wyobraźni tak jak starożytność. Bardzo, bardzo wielu ludzi ze zdziwieniem dowiaduje się, że najczęściej przywoływanym autorem w Federaliścienie był filozof oświecenia ani teoretyk polityki. Nie, najczęściej przywoływanym autorem w Federaliście był Plutarch, grecki biograf wielkich mężów Grecji i Rzymu.

Wiele napisano i powiedziano o wpływie starożytnej Grecji na idee amerykańskich Ojców Założycieli – a zresztą także na wszystkich zachodnich filozofów i mężów stanu, którzy ich poprzedzali. Większość z nas zna podstawowe fakty historyczne. Ateny dały nam demokrację. Platon i Arystoteles dali nam zachodnią filozofię. Nasze idee prawa, cnoty, obywatelstwa i rządów republikańskich kształtowały się w greckich miastach-państwach. Nawet znaczna część naszego słownictwa politycznego – słowa takie jak „demokracja”, „tyrania”, samo słowo „polityka” – ma swoje źródło tutaj.

Wszystko to jest prawdą. Ale to, co zawdzięczamy temu miejscu – jako Amerykanie i jako ludzie Zachodu – sięga w istocie o wiele, wiele głębiej. Te instytucje i idee były zewnętrznym wyrazem bardziej podstawowych cech, które dostrzegamy u starożytnych Greków – cech, których nie można sprowadzić do żadnego konkretnego systemu politycznego ani żadnej teorii.

Tutaj, w Atenach, odnaleźliśmy pierwsze pełne urzeczywistnienie wszystkich zasadniczych cech, które miały zdefiniować Zachód – nieposkromionej indywidualności i nieustępliwej ambicji; śmiałości odkrywania i wynalazczości; tęsknoty za odkryciami, przygodą, ryzykiem i chwałą. Nienasyconej ciekawości świata i zasad, według których on działa, głodu poznania tajemnic natury i zgłębienia sekretów kosmosu. Niecierpliwości wobec samego pojęcia niemożliwości, buntu przeciw wszelkim granicom i ograniczeniom, wysiłku, by zajrzeć w głębiny nieznanego. Nie były to jedynie formuły czy wskazania określonej szkoły filozoficznej. Były to cechy pewnego narodu – wyrażone w jego tradycjach, opowieściach i wyobraźni; w przymiotach, których wymagał od swoich obywateli; w tym, dla czego żyli, walczyli i umierali. Poznać ich to poznać nas samych.

Greckie źródła zachodniej nauki i chrześcijaństwa

Tym, co rozkwitło tutaj, w tym miejscu, było zachodnie pragnienie odkrycia wszystkiego, co niewiedza, ciemność i odległość skrywały przed ludzkim umysłem. Grecy nie tylko kształtowali historię; Grecy dali nam samą historię. Wiele z tego, co wiemy o licznych starożytnych cywilizacjach, pochodzi niemal wyłącznie z zapisków greckich podróżników i historyków, którzy nie ograniczali się do spisywania dziejów własnego narodu, lecz wyruszali poza jego granice, by obserwować i zapisywać losy obcych ludów i kultur na całym świecie.

Tam, gdzie inni spoglądali do wewnątrz, Grecy jako pierwsi skierowali uwagę na zewnątrz, szukając dreszczu emocji i chwały w oglądaniu wszystkiego, co obce i nowe. To właśnie ta cecha miała popchnąć Zachód do tworzenia i budowania rzeczy, których inni stworzyć ani zbudować nie potrafili, wyróżniając nas spośród tak wielu innych kultur i cywilizacji, w których stabilność i zapewnienie sobie środków do życia były najwyższymi celami istnienia.

Ale po Grekach dziedziczymy nie tylko ambicję zgłębiania nieznanego; dziedziczymy także przekonanie, że nieznane można poznać. Pewność, że świat można opisać, zmierzyć, nanieść na mapy i zrozumieć – i że w kosmosie istnieje racjonalny porządek, którym rządzą pewne podstawowe prawa, które człowiek może zaobserwować, a umysł zdołać zrozumieć.

To był fundament zachodniego umysłu – naszej matematyki, naszej nauki, naszej medycyny. Naszej filozofii, etyki i religii. Utorował drogę Ewangelii Jezusa Chrystusa, by znalazła w Europie żyzną glebę i rozkwitła w imperium chrześcijaństwa. Był fundamentem bogactwa chrześcijańskiej teologii – Augustyna i Tomasza z Akwinu oraz całej tradycji prawa naturalnego.

Dał początek cywilizacji, którą wyróżniała nie tylko wspólna kultura, lecz także wspólna antropologia – wspólne pojmowanie człowieka i jego miejsca we wszechświecie. Jej potomkowie mieli dzielić nie tylko ideę naturalnego porządku, lecz także swoiste rozumienie cnoty; przeznaczenia i losu; prawdy, dobra i piękna; kodeksu określającego, jak ludzie powinni żyć; obiektywnych wzorców i ideałów, do których należy dążyć.

Dla starożytnych Greków dążenie do doskonałości było samą zasadą ludzkiego istnienia. Całe życie obywatelskie organizowali wokół zmagań, ambicji i współzawodnictwa – w filozofii i poezji, w rzeźbie i dramacie, w sporcie i sztuce, w wojnie i sztuce rządzenia państwem. Klasyczne greckie miasto było areną, na której wielcy ludzie mogli poddawać się próbie i dowodzić swojej wartości, doskonalić swoje możliwości w nieustannej walce – by być najlepszymi, najsilniejszymi, najpiękniejszymi, z wysiłkiem zbliżając się do doskonałości, krok po kroku.

Zachód wobec utraty wiary we własną wielkość

Wiem, że dla współczesnego słuchacza to, co właśnie opisałem, ten sposób życia, może brzmieć dziwnie; może nawet brzmieć okrutnie. Ideałem wielu ideologii naszych czasów stał się, szczerze mówiąc, świat doskonałego bezpieczeństwa, pozbawiony ryzyka czy porażki, bez chwały zwycięstwa i bez wstydu klęski. Zbyt często dziś budujemy w dół. Ustanawiamy nasze standardy tak, by nikt nie przegrał; bardziej zajmujemy się komfortem najgorszych niż potencjałem najlepszych. To, co pośród nas najbardziej wyjątkowe, czynimy zakładnikiem przeciętności, zwyczajności, miernoty.

Ludzie, którzy wznieśli Partenon, budowali wzwyż. Uważali, że najwyższym i najszlachetniejszym dążeniem w życiu jest przewyższyć wszystkich innych, starać się być najlepszym we wszystkim. Starożytne greckie miasta-państwa były przepełnione. Były przepełnione żarliwą namiętnością i rywalizacją, podziałami na stronnictwa i konfliktem. Ale z tej nieustannej walki o wyróżnienie zrodził się wielki rozkwit sztuki i filozofii oraz energii politycznej i intelektualnej, który miał przemienić zbiorowość śródziemnomorskich miast w kolebkę największej cywilizacji świata.

Thymos, jak nazywali to starożytni Grecy – ogień namiętności, siły, odwagi, dumy – jest sercem wielkiej cywilizacji. Bez niego narody tracą wolę walki, wolę dążenia, wolę przetrwania.

Zbyt wielka część Zachodu zapomniała dziś o tej cesze. Z czasem my, ludzie Zachodu, zaczęliśmy wstydzić się właśnie tego, co czyniło nas wyjątkowymi. Czuliśmy zakłopotanie, że nasze osiągnięcia wyróżniają nas na tle reszty świata. Nasz dobrobyt stał się w jakiś sposób źródłem poczucia winy. Nie wierzyliśmy już, że zasługujemy na naszą wielkość i że na nią zapracowaliśmy.

Słowo „nacjonalizm” stało się brzydkim słowem. Burzyliśmy więc nasze pomniki; potępialiśmy własną historię. I w zbyt wielu miejscach uczyliśmy nasze dzieci wstydzić się krajów, które miały odziedziczyć. Otworzyliśmy nasze granice, wyprowadziliśmy nasz przemysł za granicę i pozwoliliśmy, by nasze siły zbrojne słabły i niszczały. A z każdym kolejnym rokiem oddawaliśmy coraz większą część naszej suwerenności w cudze ręce, przekazując decyzje globalnym biurokracjom, pozostającym daleko poza zasięgiem naszej kontroli. Inni jednak aż nazbyt chętnie wypełniali pozostawioną przez nas próżnię – próżnię, którą pozostawiła nasza słabość. A kiedy pewność siebie Zachodu się chwiała, jego przeciwnicy i rywale stawali się coraz bardziej stanowczy, budując własne bogactwo i własną potęgę w naszym zastępstwie. I teraz, dziś, znaleźliśmy się na rozdrożu, ponieważ następna dekada i podejmowane przez nas decyzje napiszą historię kolejnego stulecia. Obrany przez nas kierunek rozstrzygnie, czy Zachód utrzyma swoje miejsce na czele świata, czy pogodzi się z przyszłością atrofii, poddaństwa i upadku. Albo zdecydujemy się działać teraz, albo utracimy możliwość decydowania o działaniu w ogóle.

Odbudowa potęgi i sojuszu Stanów Zjednoczonych z Europą

Pod przywództwem prezydenta Trumpa Stany Zjednoczone dokonały wyboru. Wybieramy dążenie do narodowej potęgi bez usprawiedliwiania się – odzyskanie kontroli nad naszymi kluczowymi łańcuchami dostaw, ponowne uprzemysłowienie naszej gospodarki, odbudowę naszej obronności, walkę o dominację w technologiach i gałęziach przemysłu przyszłości.

Wybieramy sięganie ku nowym rubieżom – w zaawansowanej produkcji i superinteligencji; w produkcji dronów, broni i prowadzeniu wojny; w produkcji układów scalonych, wydobyciu surowców mineralnych, w obrębie cyberprzestrzeni i w każdej innej dziedzinie ludzkich możliwości. Wybieramy uwolnienie naszej energii, odbudowę naszych fabryk, powrót naszych astronautów na Księżyc i zapoczątkowanie nowej epoki eksploracji kosmosu.

Przy wszystkich swoich wzniosłych ideałach starożytni Grecy nie byli naiwni. Rozumieli, że narody mają interesy. Rozumieli, że sztuka rządzenia państwem wymaga roztropności i dyplomacji, ale rozumieli również, że wymaga zdolności do użycia siły, gdy roztropność i dyplomacja zawodzą. Rozumieli, że potęga wymaga nie tylko posiadania środków do własnej obrony, lecz także tego, by gotowość do ich użycia była wiarygodna.

To właśnie to klasyczne rozumienie polityki i sztuki rządzenia państwem administracja prezydenta Trumpa ma nadzieję odzyskać – odzyskać nie tylko dla naszego kraju, lecz dla całej naszej cywilizacji.

Wierzymy, że Europa może obudzić się z długiego snu i na nowo rozniecić ogień, który zapłonął tutaj przed tysiącleciami.

Są już tego oznaki. Na całym tym kontynencie jesteśmy świadkami tego, co, jak mamy nadzieję, okaże się początkiem pokoleniowej zmiany – gwałtownego wzrostu wydatków na obronność, mnogości nowych partnerstw i programów, rozbudowy przemysłu i zwiększenia produkcji, w ślad za historycznymi zobowiązaniami obronnymi podjętymi w 2025 roku w Hadze.

Grecja znalazła się w centrum tej zmiany. Naród grecki po raz kolejny dowiódł, że jest niezastąpionym przyjacielem zarówno Europy, jak i Stanów Zjednoczonych, we wszystkim – od energii, przez migrację, po obronność, w której Grecja jest wzorowym sojusznikiem. I naszą najszczerszą nadzieją jest to, że cała Europa pójdzie za Waszym przykładem.

Choć namiętności mogły czasami nadwerężać więzy przyjaźni między Stanami Zjednoczonymi a Europą, nie wolno dopuścić, by je zerwały. Wspólnie musimy umacniać sojusz zdolny stawić czoło zagrożeniom naszej epoki. I możemy to zrobić. Ponieważ nie uważamy, że transatlantycka przyjaźń powinna być grą o sumie zerowej. Wręcz przeciwnie – naszą wizją jest sojusz, którego siła przewyższa sumę sił jego części. To wizja, którą widzieliśmy w działaniu zaledwie w ubiegłym miesiącu, w bezprecedensowym nowym porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi, Danią i Grenlandią – porozumieniu, które odmieni Arktykę i wzmocni bezpieczeństwo całego NATO. Wszyscy trzej partnerzy wyszli z tego porozumienia zwycięsko. Cała Europa – a także NATO i Stany Zjednoczone – stały się dzięki niemu bezpieczniejsze, silniejsze i lepiej chronione. Chcemy zwyciężać razem. Musimy zwyciężać razem.

Honor i obowiązek w cywilizacji Zachodu

Modne stało się dziś przekonanie, że oświecona polityka zagraniczna oznacza przedkładanie globalnej wspólnoty nad własny naród. I sądzę, że również tutaj możemy się wiele nauczyć od ludzi starożytnej Grecji, ponieważ wiedzieli oni, że w wierności własnemu narodowi nie ma nic samolubnego ani niewłaściwego, podobnie jak nie ma nic samolubnego ani niewłaściwego w walce o obronę jego interesów ponad wszystko inne.

Żarliwie wierzyli w ideał wielkiego człowieka – wyjątkowej jednostki, która własnymi czynami zdobywa nieśmiertelność. Ale wierzyli, że chwałę i sławę zdobywa się przez wysiłek, poświęcenie i wielkie dokonania dla czegoś większego od siebie. Powracającym bohaterem świata starożytnych Greków był człowiek gotowy zapłacić każdą cenę za sprawę godną jego wierności.

Widzimy to w Sokratesie, który nie zgodził się porzucić poszukiwania prawdy nawet za cenę własnego życia. Widzimy to w legendarnym oporze trzystu Spartan – otoczonych i mających przeciw sobie beznadziejnie przytłaczającą przewagę liczebną ogromnych wojsk Persji – którzy odrzucili szansę ocalenia, wybierając walkę do ostatniego człowieka, zamiast opuścić swój posterunek czy porzucić swój obowiązek. I widzimy to w epickim micie o Achillesie, któremu dano możliwość powrotu do domu i długiego, spokojnego życia – lecz który zamiast tego wybiera pozostanie pod Troją i śmierć w pogoni za wieczną chwałą.

To właśnie te cechy miały ukształtować moralną wyobraźnię Zachodu. Od chrześcijańskiego męczennika, który nie zgodził się zdradzić swojej wiary, po patriotę, który oddał życie za ojczyznę; od św. Tomasza Morusa po bitwę o Alamo, poprzez nieśmiertelne słowa kończące Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych, która głosi: „Wzajemnie ręczymy wobec siebie naszym życiem, naszym majątkiem i naszym świętym honorem”.

To od Greków Zachód odziedziczył poczucie obowiązku – niezłomną wierność własnym zasadom, własnej sprawie, własnej ojczyźnie. Nasi bohaterowie, bohaterowie Zachodu, to ci, którzy wybierają wierność obowiązkowi właśnie wtedy, gdy jest ona najtrudniejsza i najbardziej bolesna – człowiek związany własnym słowem, żołnierz, który nie opuści swojego posterunku, kapitan, który idzie na dno wraz ze swoim statkiem.

Jest to całkowicie odmienne od tego, co widzimy teraz na przykład u fanatyków takich jak radykalni mułłowie Iranu, których kult śmierci wynosi dzieci dokonujące samobójczych zamachów do rangi narodowych bohaterów i przedstawia męczeństwo jako cel sam w sobie.

Nasi bohaterowie mogą być gotowi umrzeć za swoją sprawę; ale nasi bohaterowie nie czczą śmierci. Właśnie dlatego, że cenimy życie, potrafimy dostrzec bohaterstwo tych, którzy wolą je poświęcić, niż zdradzić swoje zasady. Zachodnie pojmowanie tych rzeczy – bohaterstwa, honoru, obowiązku – przyjmujemy jako oczywistość. Zakładamy, że są one w jakiś sposób uniwersalne dla wszystkich ludzi, we wszystkich czasach i we wszystkich miejscach. Nie są. Są owocem odrębnego charakteru, który zrodził się tutaj i ukształtował całą historię cywilizacji, jaka po nim nastąpiła. Cywilizacji, o której obronę musimy dziś walczyć z taką samą pasją jak nasi przodkowie.

Następcami ludzi, którzy wznieśli Partenon, byli architekci chrześcijańskiej Europy, którzy zbudowali katedry w Mediolanie, Kolonii i Florencji. Dążenie do doskonałości ludzkiej postaci, które poruszało starożytnych greckich rzeźbiarzy, znalazło nowy wyraz u Michała Anioła. Poszukiwania struktury wszechświata prowadzone przez greckich filozofów odziedziczył Kopernik, a potem Galileusz, następnie Kepler i Newton.

Głód nowej wiedzy – to on dał początek pierwszej wyprawie Magellana dookoła świata, odkryciu obu Ameryk przez Kolumba, a ostatecznie podróży Apollo 11 na Księżyc. A cechy, które pozwoliły Aleksandrowi podbić cały znany świat, pojawiły się później u Cezara, następnie u Karola Wielkiego i u Cortésa.

W Ameryce ta sama tradycja odkryła siebie na nowo. Otwarta i dzika ziemia stała się miejscem wielkiego odrodzenia zachodniej wyobraźni i ambicji. Greckie dążenie ku nowym horyzontom stało się amerykańskim duchem pogranicza. Cywilizacja Aten i Rzymu przemieniła młodą nadmorską republikę w kontynentalne imperium. Najwięksi Amerykanie każdego pokolenia nosili znamienne rysy swoich przodków – zrodzone w Atenach, ukształtowane przez Rzym, ochrzczone w świecie chrześcijańskim, zahartowane w piecu średniowiecznej Europy, obdarzone angielskim geniuszem wolności, a następnie przeniesione przez Atlantyk, by odrodzić się na brzegach Nowego Świata.

Suwerenność narodów i wspólna obrona Zachodu

Wspólnie musimy teraz na nowo odkryć tego ducha. Znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym – w punkcie zwrotnym nie tylko w historii mojego narodu, lecz w punkcie zwrotnym całej naszej cywilizacji. Zagrożenia, przed którymi dziś stoimy, są równie realne, jak były na dramatycznej scenie starożytności.

Interesy narodowe nie zniknęły w obliczu instytucji międzynarodowych. Wojna nie zniknęła tylko dlatego, że woleliśmy pokój. Inne państwa nadal się zbroiły, zabiegały o wpływy, rywalizowały o terytorium, technologię, zasoby, rynki, energię i władzę.

A teraz znów jest wojna. Znów jest rywalizacja wielkich mocarstw. Znów są podatność na zagrożenia, agresja, terroryzm, cały wszechświat nowych zagrożeń i ataków. Musimy więc odbudować nasze instytucje i nasze sojusze, by wspólnie stawić czoło tym zagrożeniom – rozumiejąc, że ich celem nie jest zniesienie suwerenności narodów, które je tworzą; jest nim ich obrona. I że narody nie muszą porzucać swoich odrębnych tożsamości, aby rozpoznać wspólne interesy.

Zbudowaliśmy taki model wraz z naszymi partnerami tutaj, w Grecji. W naszych partnerstwach obronnych, w energetyce i technologii, w naszym wspólnym dążeniu do zabezpieczenia granic Europy przed zagrożeniami płynącymi z masowej migracji.

Nasza przyjaźń sięga najwcześniejszych lat mojego kraju. Kiedy Grecja powstała w 1821 roku, by odzyskać niepodległość po stuleciach panowania osmańskiego, Amerykanie rozpoznali w tej walce coś znajomego. Trzy lata później wielki amerykański mąż stanu Daniel Webster wygłosił słynne przemówienie w Kongresie, pomagając przedstawić sprawę greckiej rewolucji przedstawicielom młodej amerykańskiej republiki.

Zaczął od zwrócenia ich uwagi na wszystko, co ich otaczało. Oto co powiedział w swoim przemówieniu: „Ten ustrój oparty na wolności, to zgromadzenie ludowe… ta praktyka swobodnej debaty i publicznej dyskusji, zmaganie umysłu z umysłem… nawet gmach, w którym się zbieramy, te kolumny o harmonijnych proporcjach, ta zdobna architektura – wszystko to przypomina nam, że Grecja istniała i że my, podobnie jak reszta ludzkości, jesteśmy jej wielkimi dłużnikami”.

Słowa te są dziś równie prawdziwe, jak były wtedy, gdy je wypowiadał. I wszyscy – nie tylko Amerykanie, lecz także Europejczycy i nasi przyjaciele w całym świecie zachodnim – musimy na nowo przyswoić lekcje, które nasi przodkowie czerpali z tego miejsca i z jego historii.

.Historia Grecji pozwala nam nie tylko zobaczyć nasze instytucje w ich najwcześniejszych postaciach. Historia Grecji ukazuje nam obraz nas samych. Mówi nam, że jesteśmy dziedzicami wielkich bohaterów i że powinniśmy być dumni – że powinniśmy być niezmiernie dumni – z tego, skąd pochodzimy. Powinniśmy zachwycać się tym, co nasi przodkowie stworzyli na tej ziemi. Opowieść o naszej cywilizacji jest najwspanialszą opowieścią, jaką kiedykolwiek poznał człowiek. A zaczęła się tutaj, od pierwszych mężczyzn i kobiet Zachodu. Od nich możemy na nowo zaczerpnąć cnót, odwagi i sił, by stawić czoło niebezpieczeństwom, przed którymi stoimy w naszych czasach.

Marco Rubio
Treść wystąpienia w Atenach, 7 października 2026 r.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 października 2026
Fot. Mark Schiefelbein / Reuters / Forum