Anna BIAŁOSZEWSKA: "Twitter, czyli zabawa w gorący kartofel"

TSF Jazz Radio

Twitter, czyli zabawa w gorący kartofel

Anna BIAŁOSZEWSKA

Prawniczka. Zakochana w lotnictwie i Warszawie.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Monetą obiegową Twittera jest informacja. Może dotyczyć rzeczy ważnych dla ogółu, jakiejś społeczności albo dla grupy osób. Informacja i dezinformacja na Twitterze to ogromne pole do badań naukowych, z którego pozwolę sobie wyciąć mały skrawek, może nie w celach naukowych a raczej dla podzielenia się pewnymi obserwacjami.

Przekazywanie informacji na Twitterze przypomina mi zabawę w gorący kartofel – szybkie rozchodzenie się wiadomości po sieci od osoby do osoby, od liderów opinii do zwykłych użytkowników końcowych. Informacja jest retweetowana albo modyfikowana, komentowana i przekazywana coraz dalej i dalej. Często dostajemy news w swoje ręce – i właściwie nie wiemy co z nim zrobić. Oczywiście jeśli nie wiemy jak tę informację osadzić w kontekście albo jak ją interpretować, możemy śledzić na Twitterze przeróżnych fachowców z różnych dziedzin i kierując się ich opiniami sklasyfikować jej wartość.

.Im większy szum informacyjny tym bardziej ludzie są zdezorientowani i tym łatwiej nimi manipulować. Ważne sprawy umykają pośród błahostek i wszyscy skupiają się na obiedzie za 1350 zł albo winie za 700 zł, zamiast na przedmiocie rozmowy czyli clou problemu. W ogóle ktoś jeszcze pamięta o czym była rozmowa?

Mistrzami świata zamieszania bywają dziennikarze – oczywiście jest więcej grup tworzenia chaosu informacyjnego, ale ta jest wyjątkowa. Z jednej strony czytam nawoływania do odpowiedzialności za słowo, do precyzji myśli i oddzielania spraw błahych od istotnych bo “etos zawodu dziennikarza”, tworzenie rzeczywistości i odpowiedzialność czwartej władzy, a z drugiej obłędna pogoń za informacją, raczej sensacyjną niż wartościową, chęć zaistnienia za wszelką cenę w świadomości odbiorców, wykreowania się na “lidera opinii”, którego kosztem jest poddanie się regułom dyktatury retweetu. Dziennikarze w ogromnej większości swoje istnienie zawodowe redukują z “mieć coś do powiedzenia” na “mieć byle co do powiedzenia”.

Im większy szum informacyjny tym bardziej ludzie są zdezorientowani i tym łatwiej nimi manipulować. Mistrzami świata zamieszania bywają dziennikarze.

.Czy kiedyś zanalizowaliście wiadomości podawane w telewizyjnych albo internetowych serwisach informacyjnych? Gros zajmuje połączenie kroniki kryminalnej z maglem, poziom informacji jest podobny poziomowi rozrywki dostarczanej przez filmy slapstickowe. Ważnym sprawom poświęca się nie więcej czasu niż całkowicie nieistotnym. Po obejrzeniu wieczornego pasma informacyjnego na kilku stacjach zadaję sobie pytanie: po co mi to wiedzieć co jest tu serwowane? Czy ktoś usiadł i pomyślał choć przez chwilę w jakim celu przekazuje mi ten worek kartofli? Czy naprawdę brak jest czasu redakcjom, żeby z chłamu wyłuskać kwestie istotne a resztę podać w skrócie, skoro muszą zapełnić czas antenowy?

Plebejskość Twittera jest jego zaletą ale i wadą, bo tak jak w zwyczajnym życiu pewni ludzie nigdy by się nie spotkali, tak tutaj każdy jest dostępny. Jednak reguły socjologiczne działają i jak w życiu nie chce się z niektórymi rozmawiać, tak na Twitterze blokuje się niechcianych interlokutorów. Obserwując tu komentatorów, którzy są biegłymi w jakiejś dziedzinie, zauważam że z czasem ograniczają oni swoje komunikaty. Coraz mniej tłumaczą, rzadziej zabierają głos na TL, czasami dadzą się wciągnąć w rozmowę jeśli skieruje się do nich konkretne pytanie. A najchętniej rozmawiają poprzez prywatne wiadomości, maile i na spotkaniach tete a tete. Bo rzetelna wiedza ginie tutaj w natłoku chłamu informacyjnego bo zrównanie na poziomie komunikacyjnym profesora ze sprzedawcą jest dla tego pierwszego zabójcze.

Ostatnio rozmawiałam z paroma osobami, które skasowały swoje konta na serwisach społecznościowych – zarówno Twitterze i Facebooku. Mieli dosyć szumu informacyjnego, ta ilość plew, które trzeba oddzielać od ziarna przerosła ich. Informacja, hotnews, wszystko podane jako “superpilne” i “niesłychanie” ważne. To rozprasza, niepotrzebnie zaśmieca głowę, zajmuje czas.

To co jest powszechne i plebejskie jest niewiele warte jako źródło rozwoju. Wiedza, ta prawdziwa, głęboka i rzetelna, ta która rozwija nadal jest ekskluzywna i nie jest powszechna. 

Z drugiej strony nie z każdym warto komunikować się. Mówili: “Po co mi rozmowa z człowiekiem, który nie ma zielonego pojęcia o temacie, w którym poruszam się od iluś lat, a stara mi się udowodnić za wszelką cenę, że ma rację. To jak dyskusja z Wikipedią, której autorzy lepiej wiedzą kiedy się urodziłem – czysta strata czasu.”

.Na spotkaniu autorów Nowych Mediów, jeden z rozmówców powiedział rzecz, która jest warta przytoczenia tutaj: to co jest powszechne i plebejskie jest niewiele warte jako źródło rozwoju. Wiedza, ta prawdziwa, głęboka i rzetelna, ta która rozwija, nadal jest ekskluzywna i nie jest powszechna. Oczywiście wszelkie nowe myśli i idee powinny być konfrontowane również z ogółem, bo to jest falsyfikuje a z drugiej strony ma walor edukacyjny.

Jednak ci, za którymi naprawdę warto iść to nie retweetowi “liderzy opinii” przerzucający się informacjami.

Czasami się zastanawiam przeglądając TL – po co mi te wszystkie informacje? Po co mi szereg wiadomości, które dostaję, o zdarzeniach na które nie mam żadnego wpływu i w gruncie rzeczy mało mnie interesują? Dlaczego marnujemy na nie czas?

Anna Białoszewska

Zapraszam do dyskusji – przycisk po prawej stronie, po pierwszym komentarzu zmienia się na bordowy, lepiej widoczny…

16

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Filip Lachert pisze:

Twitter jest jedynym serwisem społecznościowym, z którego korzystam. Wciąż – mimo opisywanych tu i gdzie indziej bolączek – pozostaje najlepszym agregatorem wiadomości jaki istnieje. Redagowanym codziennie przez setki tysięcy użytkowników, u podstawy mający najlepszy filtr jaki istniejr – osobowości. Ktoś generuje chłam? Unfollow. Ktoś generuje wybitnie ciekawy kontent? Na listę tematyczną z nim. Ktoś jest chamem? Ban.

Twitter uzmysłowił mi coś, co teraz wydaje mi się oczywiste – a jest stwierdzenie bardzo przydatne w życiu 2.0 – Ja naprawdę NIE MUSZĘ MIEĆ ZDANIA NA KAŻDY TEMAT. Przyjmując takie założenie na największe nawet herezje można spojrzeć trochę spokojniej.

Cały czas przestrzegam bezwarunkowo jednej zasady – banuję tylko i wyłącznie za chamstwo. I tu kolejny element, którego Twitter uczy mnie po dziś dzień – to “miejsce spotkań” z zupełnie innymi od mojej wrażliwościami – z pokorą staram się zrozumieć dlaczego coś, co dla mnie jest neutralne albo kompletnie bez znaczenia, dla innych osób może być szalenie istotne i delikatne. Taka nauka cudzej wrażliwości połączona z próbą jej zrozumienia jest dla mnie doświadczeniem bezcennym.

I na koniec – Ryszard Żółtaniecki, niesamowity wykładowca z Civitas powiedział rzecz zapewne dla wielu osób oczywistą:
“Wartości nie podlegają negocjacjom” Słusznie, mądrze i dobrze powiedział. Tylko, że my tu w Polsce musimy żyć razem, choć na pozór wyznawane wartości coraz bardziej nas dzielą. I z braku lepszego miejsca to właśnie Twitter jest dla mnie talką Agorą, na której próbuję znaleźć wspólny język i wspólne wartości z ludźmi, którzy są kompletnie “nie z mojej bajki”. Bo rozmawiać ze sobą musimy.

Fakt że niedługo po tym tekście zrobiłam dość duże porządki na TL ograniczając liczbę śledzonych osób z 500 do 300, teraz trochę przyrosło, zdecydowanie uważniej dobieram śledzonych – tutaj jest pewien problem bo często ludzie czuja się obrażeni że przestało ich się śledzić, jakby ktoś zrywał znajomość i ciężko jest wytłumaczyć że używam Twittera głównie w celu pozyskiwania informacji zastępując praktycznie wszystkie inne media, TV w zasadzie nie oglądam a w radio słucham jedynie Dwójki. Natomiast chętnie spotkałabym się na pogaduchy i luźne rozmowy z mnóstwem ludzi, jednakże nie czuje potrzeby rozmawiania z nimi codziennie, w zasadzie życia z nimi, tak samo jak nie wyobrażam sobie dzielenia się absolutnie wszystkim z followersami poprzez SM.

Na Twitterze ludzie są bardziej, hmm, skondensowani – interakcja jest często krótka i wyrazista. Skutkiem tego bywa dużo spięć, poza tymi osobami które ze spięć stworzyły swoje internetowe bytowanie. Równie irytujące jak użalanie się nad sobą, na marginesie mówiąc.

Natomiast mam ciągle problem z kwestiami które gdzieś zahaczają o moją działkę zawodową, szczególnie że podlega ona sporej krytyce, najczęściej z powodu nieznajomości procedur i zasad działania. Do pewnego punktu tłumaczę ale jak widzę że ktoś nie chce słuchać to coraz częściej odpuszczam, czasami nawet nie zaczynam tematu, bo wiem że jedyna odpowiedź która mnie czeka to parę ciepłych słów od “wiedzących lepiej”.

Dzięki Twitterowi dużo rzeczy można się dowiedzieć i poznać, również odmienny punkt widzenia, to co mnie negatywnie zaskakuje to gdy o coś pytam wiele osób zamiast normalnie odpowiedzieć jest tak najeżonych, okrzepłych w walce, że w miejsce ciekawej informacji dostaje się jakąś ironiczną odzywkę. Bo niestety Twitter robi się coraz bardziej nastawiony na konflikt (może poza tą jego częścią w której króluje Justin Bieber, ale to diabelska alternatywa) i mam świadomość że ten element szczególnie przed wyborami będzie coraz bardziej dominował.

Dlatego wielce sobie cenię te kilka osób – Gosię, Marka, Adama i parę innych, z którymi mogę spokojnie porozmawiać bez napinania się, bez stresu że za chwilę dostanę po głowie za odmienne zdanie i to jest chyba główna wartość Twittera, znalezienie takich kilku rodzynków – plus dostarczanie informacji.

pozdrawiam
AB

T.Bogusz pisze:

Cóż. Wiek informacji szedł, szedł i przyszedł. Twitter jest jak powiększające szkło, które pokazało w pełnej krasie to, co nas otacza zewsząd. Świat musi konsumować wytwarzaną przez siebie informację. Gdyby wziąć zwykłą płytę CD (nie DVD – stare, poczciwe CD 650MB) i nagrać na niej tekst to po jego wydrukowaniu wyszedł by stosik wysokości Pałacu Kultury. Jedna płytka CD kontra nonagiliony liter we wszelkich mediach (czy ktoś wie ile to nonagilion?). Dawno temu (jeszcze w komunizmie) miałem super nauczyciela matematyki, z którym często rozmawialiśmy w klasie o tym co jest, co było i co będzie. I ten, leciwy już dziś Człowiek powiedział coś bardzo ciekawego (pamiętam do dziś): “Za 30 lat podstawową umiejętnością uczoną w każdej szkole będzie umiejętność szybkiego oddzielania ziarna od plew”. Nie sztuką jest dziś WIEDZIEĆ. Parafrazując pewną Panią: Sorry, takie mamy czasy ;-) Pozdrawiam

Maria Wanke-Jerie pisze:

Kolejny przyczynek do szerszej dyskusji, którą nazwałam “dyktaturą błahostek”, a Autorka połączeniem kroniki kryminalnej z maglem. Jeżeli takie informacje dominują w mediach, to dlaczego nie miałyby się pojawiać na Twitterze. Twitter daje jednak możliwość selekcji – dobór profili, które obserwujemy pozwala wyeliminować to, co nam nie odpowiada. Na przykład przez odpowiedni dobór bardzo rzadko spotykam na moim TL wulgaryzmy. Nie wszystkie informacje mnie interesują, więc tylko skroluję, zatrzymując się na tych, które są ważne. Twitter daje mi przegląd, tu dowiem się wcześniej, niż pojawi się na żółtym pasku w TVN24. Lubię to. A poza tym, gdyby nie Twitter, nie natrafiłabym na portal WszystkoCoNajważniejsze.pl nie spotkałabym fantastycznych ludzi, nie dotarłabym do ich tekstów, które czytam z przyjemnością. Takiej intelektualnej strawy nie ma w innych miejscach, jest rozproszona. Na Twitterze mogę z mądrymi ludźmi wymienić komentarze na temat tych tekstów. To mało? To wystarczająco dużo, żeby cenić TT. I nie traktować tylko jako rozrywki, chyba że jest to rozrywka intelektualna.

Aleksandra Szmitkowska pisze:

witam ponowie i pytam autorkę ponownie o źróło grafiki do tekstu? (…)

bialanka pisze:

zwłoka wynikła głównie z tego że ilustracją i sprawami graficznymi zajmuje się kto inny w zespole; obraz pochodzi z zasobów redakcyjnych, na które składają się głównie prace fotograficzne i rysunkowe Autorów lub osób zaprzyjaźnionych z Redakcją, które udostępniły swoje prace, w niewielkim zakresie z płatnych serwisów ilustratorskich, nie jestem w stanie w tej chwili precyzyjnie wskazać Pani autora tej konkretnej ilustracji.

Aleksandra Szmitkowska pisze:

bardzo dziękuję pani redaktor, jeżeli uda się ustalić kto jest autorem byłabym bardzo wdzięczna za info, proszę o mnie pamiętać;)

Yzoja pisze:

Anna Ismagilova – to jej malunki :)

Marek pisze:

Ostatni akapit skomentuje tak, że nigdy nie wiemy kiedy jakaś wiadomość może nam się przydać. Do mnie należy wybór jak mocno się skoncentruję nad błahymi informacjami i jak mocno będę sobie nimi zaprzątać pamięć, ale ich przeczytanie dobudowuje kolejną cegiełkę do mojego gmachu poznania. Tak jakoś górnolotnie mi się napisało :-)

Łukasz Rogowski pisze:

Mam wrażenie, że w tekście utożsamiane są ze sobą informacja i wiedza, a tymczasem to dwie różne kwestie. Jeżeli wpierw jest mowa o tym, że domeną Twittera jest rozpowszechnianie informacji, to należy się tego trzymać. Wiedza to informacje przetworzone, uogólnione, połączone ze sobą. Jeżeli na Twitterze brakuje “prawdziwej i rzetelnej wiedzy” to przede wszystkim dlatego, że uniemożliwiają jej wytwarzanie ograniczenia technologiczne (140 znaków), a nie dlatego, że z użytkownikami TT jest coś nie tak.
Zaprawdę nie potrafię też zrozumieć, dlaczego “zrównanie na poziomie komunikacyjnym profesora ze sprzedawcą jest dla tego pierwszego zabójcze”. Profesorem nie jestem, ale pracuję na uczelni i mam zupełnie odmienne zdanie.

bialanka pisze:

Starałam się właśnie pokazać że jest mnóstwo informacji ale mało wiedzy, zaś ta nie powstaje na tt, na którym króluje przerzucanie się byle smieciowym newsem – owszem, jest parę osób które myślą i są odpowiedzialne za to co piszą i jak piszą, jest parunastu wybitnych fachowców w swoich dziedzinach, ale nie udzielają się szeroko bo ilość głupot produkowanych przez trolli tłamsi każdą sensowną wypowiedź, głupota rządzi niestety, również wśród dziennikarzy

Łukasz Rogowski pisze:

Ja jednak uważam, że podstawową funkcją zarówno Twittera, jak i innych mediów społecznościowych wcale nie jest wymiana informacji. To przede wszystkim wytwarzanie więzi i sieci społecznych, które później mogą być realizowane w aktywnościach pozainternetowych.
Wciąż też nie rozumiem zestawienia profesora i sklepikarza, które deprecjonuje tego drugiego :)

bialanka pisze:

Naprawdę tworzy więzi społeczne? Nie zaobserwowalam tego mówiąc szczerze, owszem poznałam paru bardzo ciekawych i wartościowych ludzi ale w stosunku do liczby osób obserwowanych oraz do liczby osób z którymi rozmawiam – dwie całkiem różne wartości – jest to procent; przez twittera czy fb można skrzyknac ludzi do różnych akcji ale nie jest dla mnie do przecenienia spotkanie poza siecią komputerową, natomiast dla mnie ogromnym problemem jest to że chaosu informacyjnego nie porzadkuja media i dziennikarze, ba, często go podsycaja…
Odnośnie do drugiej kwestii – Czy to sprawiedliwe ze głos profesora na tt jest z zasady tyle samo wart co kogoś kto się zupełnie nie zna na jakimś zagadnieniu?

Łukasz Rogowski pisze:

Jest dużo badań, które pokazują, że użytkownicy mediów społecznościowych (a w szczególności młodzi) traktują je właśnie jako formę budowania sieci społecznych. Można więc powiedzieć, że aktywność online rzadziej jest celem samym w sobie, częściej natomiast sposobem na aktywizowanie aktywności offline. Ze świadomością, że podział on/offline jest złudny.
Odnośnie drugiej kwestii: Tak, to sprawiedliwe. Zresztą skąd założenie, że profesor się zna, a sklepikarz nie? Czy rozmowa dotycząca np. księgowości, prowadzona pomiędzy sklepikarzem prowadzącym własną działalność a profesorem np. biologii, który na tej kwestii zupełnie się nie zna, jest dla sklepikarza zabójcza?

Dobrze zatem promować tych, którzy są profesjonalistami w swoich dziedzinach; zapraszać ich do dyskusji; polecać swoim obserwatorom. Praca u podstaw, tak! :)

Ja rozczarowany Twitterem nie jestem bo nigdy nie brałem go za nic więcej jak rozrywkę tyle że, w moim przypadku, w sosie informacji giełdowych (swoją drogą giełda to też kabaret). Nie wiem czego szukają na TT tak zwani “wielcy”. Kontakt z plebsem musi być dla nich udręką o ile nie mają w sobie judymowskiego poczucia misji i żyłki prawdziwych edukatorów. W tym upatruję odrobiny głębszego sensu Twittera.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam