Bartłomiej ZDANIUK: To Zachód musi przyciągnąć Republikę Mołdawii do siebie

To Zachód musi przyciągnąć Republikę Mołdawii do siebie

Photo of Bartłomiej ZDANIUK

Bartłomiej ZDANIUK

Polski politolog i dyplomata, ambasador Polski w Republice Mołdawii w latach 2017-2022. Nauczyciel akademicki, wykładowca Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

zobacz inne teksty Autora

W przekonaniu większości obywateli Republiki Mołdawii integracja z Zachodem nie powinna doprowadzić do pogorszenia relacji z Federacją Rosyjską, wobec której z różnych powodów, którym warto poświęcić odrębną refleksję, społeczeństwo przeważnie nie żywi resentymentów – pisze Bartłomiej ZDANIUK

Nieoczywista dla Polaka specyfika Republiki Mołdawii znajduje swoje pełne odzwierciedlenie w stosowanym nazewnictwie. Tak oto w polskim dyskursie konsekwentnie stosowana jest błędna i myląca nazwa „Mołdawia”. Tymczasem istniejące państwo ze stolicą w Kiszyniowie to Republika Mołdawii – i nie chodzi tu wyłącznie o różnicę semantyczną, ale o bardzo istotną różnicę merytoryczną. Republika Mołdawii nie jest sukcesorem prawnym dawnej Mołdawii (Księstwa Mołdawii – Principatul Moldovei) ani nie obejmuje większości jej dawnych ziem. Co więcej, granice dzisiejszej Republiki Mołdawii obejmują również obszar, który nigdy do Księstwa Mołdawii nie należał. Jest nim w przybliżeniu terytorium separatystycznego regionu naddniestrzańskiego.

Co za tym idzie, stosowanie nazwy „Mołdawia” to wręcz woda na młyn dla tyraspolskich separatystów, którzy ochoczo (i zasadnie) podkreślać będą, że do żadnej Mołdawii nigdy nie należeli i co więcej – o zgrozo! – że to oni są największymi ofiarami układu Ribbentrop-Mołotow, jako że w jego rezultacie stali się częścią Mołdawskiej SRR, która następnie zmieniła nazwę na Republika Mołdawii, by ostatecznie proklamować swoją niepodległość.

Republika Mołdawii nie jest po prostu „Mołdawią” i stanowi dużo bardziej złożoną konstrukcję, choć powierzchniowo mniejszą od Księstwa Mołdawii i bez ciągłości formalnoprawnej z tym ostatnim. Bliźniacze i kluczowe dla zrozumienia istoty problemu zagadnienie stanowi kwestia tożsamości mieszkańców Republiki Mołdawii. Nie można w prosty sposób powiedzieć, że są to wyłącznie „Mołdawianie”. Wielu bowiem nie uważa się za Mołdawian, a jednocześnie w pełni identyfikuje się z zamieszkiwanym państwem, i odwrotnie, wielu w Naddniestrzu, a tym bardziej poza Republiką Mołdawii uznaje się za Mołdawian, jednak bez identyfikowania się z państwem o nazwie Republika Mołdawii. Skłania to do wniosku, że nie tylko jedynym wyczerpującym sposobem na nazwanie mieszkańców tego kraju jest opisowa formuła „obywatele Republiki Mołdawii”, ale także, że kategorie pojęciowe państwa i narodu są konstruktami o charakterze politycznym i obywatelskim, nie zaś – jak w przypadku Polski i Polaków – etnicznym i historycznym.

Obywatele Republiki Mołdawii są zatem (krystalizującym się) narodem politycznym o zróżnicowanym substracie etnokulturowym. Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że zróżnicowanie to dotyczy wyłącznie separatystycznego Naddniestrza w odniesieniu do „zasadniczej”, lojalistycznej części Republiki Mołdawii. Różnorodność jest w rzeczywistości charakterystyczna dla całego terytorium Republiki Mołdawii w jej międzynarodowo uznanych granicach. Co więcej, wyzwaniem pozostaje skonsolidowanie państwa i narodu choćby w lojalistycznej części kraju, o Naddniestrzu nawet nie wspominając. Podstawowym, choć ważkim wyzwaniem nie jest zatem reintegracja separatystycznego regionu, lecz przede wszystkim wypracowanie konsensusu w samej części lojalistycznej co do dalszych kierunków rozwoju Republiki Mołdawii.

Wypracowaniu takowego konsensusu przez wiele lat nie sprzyjała narracja poszczególnych politycznych ugrupowań, dla których najłatwiej było budować swoją frazeologię i zabiegać o głosy wyborców, odwołując się właśnie do argumentów etnicznych i geopolitycznych. I tak część ugrupowań, pomijając ich zmieniające się nazwy i przywódców, podkreślała potrzebę obrony języka rosyjskiego i bliskich relacji z Moskwą. Inne formacje argumentowały, że Republika Mołdawii powinna zjednoczyć się z Rumunią, jako że po obu stronach granicy mieszkają tacy sami Rumuni. Jeszcze inne ugrupowania, zwłaszcza po roku 2009, mówiły wyłącznie o integracji europejskiej jako jedynym panaceum na wszelkie bolączki.

Choć przedstawiciele każdej z powyższych opcji po kolei dochodzili do władzy, to jednak żadne z proponowanych rozwiązań nie zostało ani w pełni wdrożone, ani nie zaspokoiło oczekiwań elektoratu. Co więcej, praktycznie wszystkie poszczególne ekipy rządzące, w tym te afiszujące się z proeuropejską etykietką, wpadały w pułapkę klientelizmu i/lub korupcji, szybko tracąc zaufanie wyborców. Można zatem stwierdzić, że niepowodzenie dotychczasowych prób trwałego zakotwiczenia praktyki ustrojowej Republiki Mołdawii w świecie zachodnim wynika nie tyle z niechętnej postawy jej obywateli, którzy akurat z upływem pokoleń coraz więcej o Zachodzie wiedzą i są do niego coraz bardziej przychylnie nastawieni, ile z braku skutecznej ekipy przywódczej, która mogłaby stać się udaną personifikacją proeuropejskich aspiracji.

Z żalem należy przyznać, że niektóre wyraźnie wspierane w przeszłości przez instytucje zachodnie postacie co najmniej nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań, o ile nie popadły w niesławę z tytułu wstydliwych poczynań korupcyjnych lub nawet obyczajowych.

W tym właśnie kontekście warto zwrócić uwagę na znaczące sukcesy wyborcze, jakie odniosła Maia Sandu i jej ugrupowanie PAS w wyborach prezydenckich (2020 r.) i parlamentarnych (2021 r.). Znamienne, że w swoim dyskursie Maia Sandu na plan dalszy odsunęła tak obecny do tej pory wektor geopolityczny, skupiając swoją argumentację na potrzebie walki z korupcją. Równie znamienne, że we wspomnianych wyborach klęskę poniosły ugrupowania głoszące potrzebę zjednoczenia z Rumunią, tudzież ścisłej współpracy z Rosją. Mai Sandu i jej ugrupowaniu udało się zdobyć większość nie tylko w tej części elektoratu, która zawsze wykazywała zainteresowanie integracją z Zachodem, ale i wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców dużych miast, w tym zwłaszcza Kiszyniowa. Można zatem stwierdzić, że obywatele Republiki Mołdawii, w całej palecie cechujących ich etnicznych barw, są zgodni co do potrzeby eliminacji korupcji, jak również konieczności utworzenia systemu, który nie będzie zniechęcał młodego pokolenia i zmuszał go do emigracji zarobkowej za granicę. Co więcej, obywatelom Republiki Mołdawii nie przeszkadza, by trampoliną rozwoju ich kraju była integracja europejska, w mającej dopiero zostać określonej postaci.

Abstrahując od kwestii szans Mai Sandu i jej ekipy na spełnienie oczekiwań elektoratu (czemu, należy przyznać obiektywnie, nie sprzyja ani pandemia, ani wojna Rosji z Ukrainą), bardzo ważne jest podkreślenie tego, czego poprzez urnę wyborczą elektorat dla odmiany nie powiedział. Przede wszystkim zainteresowanie integracją europejską nie jest tożsame z carte blanche dla tych, którzy integrację tę chcą wdrażać. Po wtóre, i to spostrzeżenie dla Polski wydaje się szczególnie ważne, dla obywateli Republiki Mołdawii integracja europejska nie jest tożsama z integracją z NATO, lecz jedynie sposobem na wyższy poziom życia. I to właśnie dla zrozumienia tego istotnego aspektu konieczne jest uwzględnienie wcześniejszych rozważań na temat Republiki Mołdawii i jej obywateli.

Nie można bowiem oczekiwać od wciąż krystalizującego się narodu o zróżnicowanym substracie, przy jednocześnie wciąż nieskonsolidowanych instytucjach i procedurach państwowych, by dokonał jednoznacznego wyboru o charakterze zgoła doktrynalnym. Uprzedzając jakiekolwiek zarzuty o defetyzm, należy podkreślić, że po pierwsze, powyższe stwierdzenie jest jedynie ilustracją obecnego stanu faktycznego: w przekonaniu większości obywateli Republiki Mołdawii integracja z Zachodem nie powinna doprowadzić do pogorszenia relacji z Federacją Rosyjską, wobec której z różnych powodów, którym warto poświęcić odrębną refleksję, społeczeństwo przeważnie nie żywi resentymentów. Ujmując to inaczej, rosnące i szczere poparcie dla integracji z Zachodem nie musi być tożsame z pragnieniem dystansowania się od Wschodu.

Po wtóre, konstatacja istniejącego stanu rzeczy powinna doprowadzić do wyciągnięcia właściwych wniosków. Jeżeli dotychczasowe próby zakotwiczenia praktyki ustrojowej Republiki Mołdawii w strukturach zachodnich nie zakończyły się pełnym sukcesem, to także dlatego, że kładziono zbyt duży nacisk na personalia przywódców, zbyt mały zaś na istotę przemian. W tej ostatniej kwestii istotny postęp przyniosło ścisłe trzymanie się od kilku lat zasady warunkowości przy udzielaniu unijnego wsparcia. Jeszcze więcej rezultatów, i tu bez cienia przesady należy docenić także polskie starania, przynosi aktywne prezentowanie własnego przykładu udanej transformacji i budowy nowoczesnych rozwiązań państwowych. Poprzez różnorakie projekty, w ramach polskiej pomocy rozwojowej, liczne instytucje rządowe i samorządowe znad Wisły, a także organizacje pozarządowe mozolnie dokonują udanego transferu dobrych praktyk i know-how. Polski przykład, niezależnie od partyjnych afiliacji w obu krajach, wzbudza zainteresowanie i wywołuje określone, pozytywne reakcje.

.Jedynym zatem skutecznym sposobem na zakotwiczenie Republiki Mołdawii i jej obywateli na Zachodzie jest dalsza mrówcza, choć nie zawsze spektakularna praca od podstaw. A obywatele Republiki Mołdawii są na takową współpracę gotowi.

Bartłomiej Zdaniuk

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 maja 2022