James KIRCHICK: Dlaczego Russia Today musi rejestrować się jako agencja obcego wpływu

TSF Jazz Radio

Dlaczego Russia Today musi rejestrować się jako agencja obcego wpływu

James KIRCHICK

Autor książki „The End of Europe: Dictators, Demagogues and the Coming Dark Age”. Visiting fellow w Center on the United States and Europe w Brookings Institution. Dziennikarz „Daily Beast”.

Stany Zjednoczone zmuszają Russia Today do zarejestrowania się jako agencja obcego wpływu. Nie narusza to wolności słowa i nie jest również aktem dyskryminacji – pisze James KIRCHICK

.Wspierana przez rosyjski rząd sieć kablowa Russia Today ogłosiła, że jej amerykański oddział został poproszony przez Departament Sprawiedliwości o zarejestrowanie się jako agencja wpływu zagranicznej administracji w ramach prawa obowiązującego dzięki Foreign Agents Registration Act.

Russia Today (RT) została w tym roku wyróżniona w raporcie wywiadowczym dotyczącym ingerencji Kremla w wybory prezydenckie w 2016 roku. „Szybka ekspansja operacji przeprowadzanych przez RT, jej budżet oraz treść ostatnich oświadczeń osób odpowiedzialnych za zarządzanie tym medium wskazują, że jest ono ważne dla Kremla, który traktuje je jako nośnik przekazu informacyjnego, a także na istnienie zaplanowanej kampanii mającej na celu podminowanie wiary w amerykańską administrację rządową i wzbudzenie protestów politycznych przeciwko niej” — konkluduje raport.

Wspomniane wcześniej prawo uchwalone zostało w 1938 roku i miało być odpowiedzią na plagę propagandy nazistowskiej. Wymaga ono od każdej organizacji czy jednostki działającej „na rozkaz, żądanie bądź w wyniku kontroli obcej administracji”, by rejestrowały się w Departamencie Sprawiedliwości. Agencja musi następnie cyklicznie informować o rodzaju prowadzonej działalności i gratyfikacjach finansowych płynących ze współpracy z zagraniczną administracją, a ponadto dostarczać regularne, bardzo szczegółowe raporty na temat dystrybucji „materiałów informacyjnych”, którymi operuje. FARA w żaden sposób nie określa jednak tego, co obcym agencjom wolno mówić bądź publikować. Prawo wymaga jedynie, by informacje, które rozpowszechniają, były w jasny i widoczny sposób oznaczone jako pochodzące od rządu innego państwa.

Pierwszą organizacją oskarżoną w ramach stwierdzenia niezgodności z aktem FARA była agencja informacyjna należąca do reżimu nazistowskiego. Prawo, które wówczas zastosowano pierwszy raz w historii, jest aktualne i stosowalne również dzisiaj. Nowojorskie biuro agencji informacyjnej TASS zarejestrowało się w latach czterdziestych, podobnie jak wiele innych agencji medialnych powiązanych ze Związkiem Sowieckim, na przykład „Prawda” i „Izwiestija”.

Były menedżer kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, Paul Manafort, został ostatnio zobowiązany do zarejestrowania się za swoją byłą działalność prowadzoną na rzecz prorosyjskiej partii politycznej pochodzącej z Ukrainy po tym, jak nie uczynił tego w okresie swojej aktywności w latach 2012-2014.

Działania FARA wobec RT – i być może też wobec Sputnika, badanego obecnie przez FBI – powinny nastąpić już dawno temu.

Rejestracja RT jako agencji obcego wpływu nie zmieni w żaden sposób możliwości nadawania przez stację. Jedyne, co uda się dzięki rejestracji osiągnąć bądź wymusić, to transparentność, na którą zasługują obywatele Ameryki. FARA po prostu informuje o treściach, które mają za zadanie lobbować na rzecz obcych rządów. Amerykanie mają pełne prawo do wiedzy o zapędach legislacyjnych wielkich korporacji i tak samo powinni być informowani o wpływie, jaki inne kraje próbują wywrzeć na lokalne procesy polityczne w Stanach Zjednoczonych.

Według raportu opublikowanego niedawno przez Atlantic Council zmuszenie RT (które celowo zmieniło nazwę, by zamaskować związki z Rosją) do samookreślenia się jako agencji obcego wpływu „nie narusza wolności słowa. Jest zgodne z pierwszą poprawką do konstytucji i ma umożliwiać dostęp do informacji publicznej”. Nie jest również aktem dyskryminacji.

Krytycy zgodnej z aktem FARA rejestracji RT i Sputnika przytaczają w dyskusjach przede wszystkim dwa argumenty. Pierwszym jest zarzut dotyczący ograniczania wolności słowa i prowokowania podobnych ruchów w stosunku do dziennikarzy amerykańskich pracujących na terenie Rosji. Odnotowując, że FARA zawiera wyjątek dla „serwisów prasowych i informacyjnych”, zarządy RT i Sputnika argumentują, że ich media to prawdziwe outlety informacyjne, nieróżniące się niczym od BBC czy Deutsche Welle, z których żaden nie jest objęty prawem narzucanym przez akt. Ich zdaniem stosowanie aktu FARA wobec rosyjskich podmiotów jest także próbą eliminacji opinii i twierdzeń „niewygodnych” dla rządu Stanów Zjednoczonych.

RT nie jest jednak „serwisem informacyjnym” w żadnym znaczeniu tego terminu. Szanujące się serwisy informacyjne nie zatrudniają korespondentów określających się jako „iluminaci”. RT nie szanuje żadnych wartości, które znajdują się u podstaw dziennikarstwa, takich jak obiektywizm czy dążenie do prawdy. Ofcom, brytyjski organ kontrolujący i nadzorujący media, wielokrotnie karał sieć RT za łamanie podstawowych standardów przekazu. Również fakt, że Dmitri Kiseljow, rosyjski showman telewizyjny, który nadzoruje pracę organizacji-matki RT, zarejestrowany jest na liście rosyjskich oficjeli objętych sankcjami przez Unię Europejską w związku z aneksją Krymu, wskazuje na to, że Europa dobrze odczytała naturę zawodu wykonywanego przez pracowników RT. Nie są oni bowiem dziennikarzami, tylko funkcjonariuszami reżimu.

Podczas spotkania z Władimirem Putinem prezydent Francji Emmanuel Macron bronił swojej decyzji odmawiającej dostępu do jego sztabu wyborczego pracownikom RT i Sputnika, nazywając oba te media „organami wpływu i propagandy”.

Nieistotne, jak zniekształcone są treści publikowane w RT bądź jakie stanowisko zajmuje ona w danej sprawie; oceny w tej sprawie zawsze mogą być obciążone subiektywizmem i nie mogą być brane pod uwagę przez rząd amerykański, który decyduje o tym, co sprawia, że dane medium jest „serwisem informacyjnym bądź prasowym”.

Ujmując rzecz prościej, dla prawa mniejsze znaczenie ma to, jaki przekaz podaje RT, większe natomiast — struktura jej zarządu. Jedyne, co RT ma wspólnego z zachodnimi nadawcami takimi jak BBC czy Głos Ameryki, to bazowanie na funduszach z kasy państwa. Obie wymienione zachodnie organizacje medialne mają transparentny system zarządzania, który zapewnia niezależność edytorską, jakość i wiarygodność. Osoby zasiadające w ich zarządach są ogłaszane publicznie, służą tym instytucjom przez wyznaczoną kadencję i biorą je w obronę przed politycznymi zapędami jakiejkolwiek siły, która mogłaby pojawić się w państwie.

Nie można tego powiedzieć o RT, którą ostentacyjnie zarządza ciało o ściśle tajnym składzie członkowskim. Możemy powiedzieć o tej organizacji, że emitowane przez nią treści są ściśle konsultowane z Kremlem. Rosyjski prezydent Władimir Putin sam przyznał w 2013 roku, że RT nie ma wyjścia, „może jedynie odzwierciedlać oficjalne stanowisko rządu rosyjskiego w sprawach związanych z krajem i zagranicą”. W tym, jak zarządzana jest RT, nie ma ani odrobiny transparentności. Nie sposób się również dowiedzieć niczego od jej byłych pracowników poza sugestią, że osoby związane z tym medium są „pod bezpośrednią kontrolą” ze strony Kremla.

Istotniejszym aspektem konsekwencji posunięć Departamentu Sprawiedliwości są nie zarzuty o naruszanie wolności słowa, ale akcje, którymi Moskwa odpowie na taki bieg spraw w Stanach Zjednoczonych. Oczywistą reakcją będzie określenie mediów amerykańskich „agencjami obcego wpływu” i obłożenie sankcjami ich pracowników. Rosjanie mogą posunąć się również dalej i rozciągnąć sankcje także na korespondentów zatrudnianych przez media niemające rządowego finansowania, takich jak ci, których teksty czytamy w „New York Timesie”. Zmartwienia te jednak są niczym w porównaniu z trudnościami, które już obecnie rząd Rosji stawia przed zachodnimi mediami i agencjami informacyjnymi.

Regułą jest już to, że gdy nowo zatrudniony korespondent w Moskwie wraca do domu, znajduje niedopałki papierosów rozrzucone na podłodze i zauważa, że jego rzeczy osobiste leżą w podejrzanie niewłaściwych miejscach. 

Dobrym przykładem jest odebranie licencji na nadawanie Radiu Wolność w Rosji, co nastąpiło dwukrotnie — w roku 2012 i 2014.

Biorąc pod uwagę wszystkie wysiłki Kremla, które utrudniają pracę zachodnim mediom, zarejestrowanie Sputnika i RT jako agencji obcego wpływu nie jest zbyt dużym krokiem.

Dodatkowo, aby dokładniej informować Amerykanów o naturze RT, należy wyeksponować należycie problem szukania zatrudnienia w tej organizacji. RT zbudowało bowiem swoją wiarygodność, pokazując Larry’ego Kinga i Eda Schultza, którzy pełnili w tej stacji funkcję prezenterów. Tymczasem Amerykanie powinni unikać tej stacji jak ognia i uciekać od niej jak najdalej. Taka tendencja została już zapoczątkowana: dwa dni po tym, jak RT ujawniła, że Departament Sprawiedliwości zażądał jej rejestracji, Thom Hartmann, prezenter radiowy, który udzielał się w RT od 2010 roku, zrezygnował z dalszej współpracy z tym medium.

.Najbardziej oczywisty powód zarejestrowania RT jako agencji obcego wpływu jest jednak równocześnie tym najprostszym. Otóż Stany Zjednoczone mają prawo, które tego wymaga. A Stany Zjednoczone, podobnie jak Rosja, są przecież państwem, w którym prawo stanowi najwyższą władzę.

James Kirchick

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam