Jan ROKITA: Lewicowy Holocaust Pawła Łysaka

Lewicowy Holocaust Pawła Łysaka

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Skrajna lewica ma już swojego kultowego antysemickiego bohatera. Stary, schyłkowy antysemityzm gaszącego świece chanukowe Brauna podał rękę nowemu, rozkwitającemu antysemityzmowi Pawła Łysaka, zakazującego wspominania żydowskich Ofiar Zagłady na łódzkiej scenie – pisze Jan ROKTIA

.W końcu w Polsce będzie porządnie i należycie, czyli tak, jak już od dawna jest na całym Zachodzie – w Europie i w Ameryce. Przynajmniej gdy idzie o ideologiczną afiliację antysemityzmu, który – jak wiadomo od czasu ukazania się w roku 2004 sławnego eseju André Glucksmanna – już dawno przeniósł swą główną rezydencję ze skrajnej prawicy na skrajną lewicę.

Glucksmann przypisywał tę ideową przeprowadzkę antysemityzmu fenomenowi, który nazwał „socjalizmem głupców”, czyli typowym dla skrajnej lewicy utożsamieniem „złego żydowskiego kapitału” z wyzyskiem, imperializmem i złowrogą na lewicy „kulturą patriarchalną”. I zwracał uwagę na przewrotność lewicowego podejścia do najnowszej historii, które z upodobaniem zestawia hitlerowską Zagładę Żydów z tym, jak Żydzi zwykli traktować palestyńskich Arabów.

Od czasu wydania tamtej książki minęły przeszło dwie dekady i nikt się już dziś nie dziwi temu, że wielka manifestacja nacjonalistów angielskich maszeruje przez Londyn pod łopoczącymi sztandarami z krzyżem św. Jerzego i gwiazdą Dawida, a w Paryżu lidera tamtejszej lewicy Jean-Luca Mélenchona traktuje się jako „persona non grata” podczas żałobnych upamiętnień ofiar Holocaustu. Jeszcze ciekawiej dzieje się w Ameryce, gdzie Kongres USA wymusił dymisję najbardziej postępowych feministek z funkcji rektorów kilku czołowych uniwersytetów Ivy League… nie, nie z tego powodu, że usuwały one z uniwersytetów białych mężczyzn, ale dlatego, że przy okazji antyżydowskich zamieszek na kampusach ujawniły swoje skrywane dotąd antysemickie fobie.

Polskość – trzeba to niestety przyznać – w tej przynajmniej mierze była dotąd „nienormalnością”, by odwołać się do sławnej i starej cytaty z pewnego męża stanu. A w każdym razie musiała jawić się jako nienormalność tym, którzy nie uznają żadnego polskiego narodowego mesjanizmu czy wyjątkowości i czują się Europejczykami, pełniącymi misję naśladowania rozwiniętego i postępowego Zachodu.

Zabrzmi to może nie całkiem poważnie, choć ja – najzupełniej serio – uważam, że co bardziej ideowi polscy lewicowi aktywiści musieli już od jakiegoś czasu cierpieć z powodu nienadążania ich formacji za żywiołowo rozwijającymi się na lewicy zachodniej trendami antyizraelskimi i antyżydowskimi. To przecież musiało być dla nich irytujące, że to, co polskie, zawsze musi być obskuranckie, nienadążające za aktualnie postępowymi trendami. Takim skrajnym obskurantem był charyzmatyczny lider lewicy Aleksander Kwaśniewski, który narzucił postkomunistycznemu obozowi doktrynę miłości do Żydów i państwa Izrael, jak również był zawsze pierwszym do czczenia absolutnej wyjątkowości ofiar Holocaustu. Gomułkowsko-moczarowski duch antysemityzmu nie mógł się więc na polskiej lewicy długo przebić, choć przecież – co tu dużo mówić – dziedzictwo komunistycznej lewicy było w tej mierze obfite i imponujące.

No i w końcu bingo! Skrajna lewica ma już swojego kultowego antysemickiego bohatera. Właśnie wybił się do tej roli sławny artysta, a przy tym człowiek dla lewicy bezcenny, którego autorytet ugruntowany został już w roku 2017, kiedy to jako dyrektor jednego z czołowych warszawskich teatrów wystawił tam spektakl kultowy i formatywny dla każdego lewicowego ideowca. Co prawda zatrudniony przezeń reżyser przywłaszczył sobie na użytek tego wybitnego spektaklu tytuł dramatu Wyspiańskiego, no ale trudno, taka była akurat wtedy moda.

Ważne jednak to, że na spektakl waliły tłumy ideowców, aby choć raz w życiu w miejscu publicznym zobaczyć na żywo kopulującego papieża Jana Pawła II oraz usłyszeć wybitną aktorkę wygłaszającą monolog o zbiórce pieniędzy na płatnego mordercę, który trwale usunąłby przyczynę wstydu każdego lewicowego Polaka, jakim jest ciągle żywy Jarosław Kaczyński. Sława i pozycja tego intelektualisty, artysty i menedżera kultury stała się od tego czasu niezwykła. Nic dziwnego, że to właśnie taki człowiek daje teraz w końcu nowy impuls ideowy polskiej lewicy; impuls, dzięki któremu dokona ona w końcu transgresji filożydowskiego obskurantyzmu Kwaśniewskiego i postkomunistów. O tym nowym bohaterze skrajnej lewicy piszę tu – być może – w tonie nazbyt lekkim, choć przecież istota sprawy prosi się raczej o ton poważny albo i nawet gorzki.

.Paweł Łysak, który za swe sukcesy warszawskie został ostatnio nagrodzony dyrektorstwem najstarszego łódzkiego Teatru im. Jaracza, zażądał od organizatorów corocznych, uświęconych tradycją XVI Dni Pamięci o Ofiarach Holocaustu, aby w tym roku czcić… ofiary żydowskiego ludobójstwa w Strefie Gazy. Nic dziwnego, że organizatorzy Dni Pamięci uznali to za prowokację, mając w pamięci dwieście tysięcy zagazowanych przez Niemców łódzkich Żydów, a także fakt, iż to w Łodzi żył jedyny ocalały przywódca powstania w getcie warszawskim Marek Edelman.

Tyle tylko że dla Łysaka – jak sądzę – nie była to wcale prowokacja. Kłania się i tym razem stara i dobra książka Glucksmanna, który tłumaczył Francuzom, iż w głowach współczesnych lewicowców stary rasistowski antysemityzm zastąpiony został antysyjonizmem, a krytyka Izraela stała się narzędziem demonizacji narodu żydowskiego. Glucksmann pisał, że „antysyjonizm jest lewicową maską antysemityzmu” i dąży do relatywizacji Holocaustu oraz przeniesienia na Żydów piętna morderców. Łysak jest wypisz wymaluj figurą z książki Glucksmanna.

.Z perspektywy Łysaka jest oczywistością, iż jeśli w Łodzi obchodzić się ma teraz jakieś Dni Holocaustu, to po to, by przypomnieć Łodzianom o żydowskich mordercach i palestyńskich ofiarach. A jeśli ktoś uważa to za prowokację, to wara mu od Teatru im. Jaracza, w którym od tego roku to Łysak ustala, co jest Holocaustem i kim są mordercy. I tak w polskim teatrze narodowej wyobraźni stary, schyłkowy antysemityzm gaszącego świece chanukowe Brauna podał rękę nowemu, rozkwitającemu antysemityzmowi Łysaka, zakazującego wspominania żydowskich Ofiar Zagłady na łódzkiej scenie.

Jan Rokita

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 stycznia 2026
Fot. Krzysztof ŻUCZKOWSKI / Forum